FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 
 
 Wszędzie za mną idziesz [M][AH] Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
valentin
Zły wampir



Dołączył: 03 Kwi 2010
Posty: 421
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Czw 21:08, 10 Gru 2015 Powrót do góry

Popełniłam kiedyś takie mini inspirowane dniem Wszystkich Świętych.
Mam nadzieję, że będzie strawne...
Mini ff by Valentin.
Beta – Niezastąpiona Nanik


Wszędzie za mną idziesz

Czy wierzycie, że po śmierci człowieka jego dusza zostaje na ziemi? Czy może wierzycie, że idzie prosto do nieba?
Może nie wierzycie wcale w istnienie dusz?
Pewna młoda dziewczyna nie wierzyła dopóki nie przekonała się o tym na przykładzie swoich dziadków.

- Wszędzie za mną chodzisz! – Szepnęła postać, która obserwowała dziewczynę z daleka.
- Nie głuptasie! Czy nie przekonałeś się już, że to nasze przeznaczenie być wszędzie razem?
- Masz rację kochanie. Wszędzie razem.
- A pamiętasz od czego się zaczęło?

***

(1996 r.)

– Wszędzie za mną idziesz! – Miedzianowłosy pięcioletni chłopczyk odwrócił się na pięcie, wymierzając palec w oskarżycielskim geście w stronę małej brązowookiej dziewczynki.

- Nie, Edward! To ty zawsze idziesz tam, gdzie ja chcę! – Sprzeciwiła się z naburmuszoną miną.
- Nieprawda!
- Właśnie że tak! Czytasz mi w myślach i chcesz mi robić na złość.
- Ech, no dobra… - Wywrócił oczami. – Możesz iść ze mną, tylko uważaj, jak chodzisz.



(2006 r.)

- Bella!
-Tak, wiem, Edward, co chcesz mi powiedzieć… „Wszędzie za mną idziesz!” - Dziewczyna przedrzeźniała jego głos. – Ale dla twojej wiadomości James mnie tu zaprosił. Ktoś inny także mógł… – Powiedziała hardo, chociaż pod koniec jej głos lekko zadrżał.

Czyżby coś oznaczało to załamanie głosu? Tego Edward się już nie dowiedział. Dziewczyna, ubrana w zwiewną niebieską sukienkę, odwróciła się wycierając ukradkiem łzę z kącika oka i z udawanym uśmiechem podeszła do swego partnera, by razem z nim wejść na imprezę urodzinową Angeli, ich wspólnej koleżanki ze szkoły.
- Gdybyś poczekała chwilę dłużej, to ja bym cię zaprosił… - Mruknął Edward pod nosem, zanim wszedł przez frontowe drzwi. Nikt go jednak nie usłyszał, chłopak wszedł jako ostatni, a podjazd za nim był już pusty.

(2009 r.)

- Nie chcę się z tobą rozstawać. – Zielonooki pocałował swoją dziewczynę obejmując ją przy tym mocniej.
Siedzieli na plaży numer jeden w rezerwacie La Push.
- Będę dzwonić, pisać codziennie. Obiecuję do ciebie przyjeżdżać, jak tylko znajdę czas. Proszę, pamiętaj o mnie. – Błagała patrząc mu w oczy.
- Zawsze będę. Zobaczysz, odwiedzę cię pierwszy. – Zadeklarował całując ją czule w usta.

Koniec liceum to koniec pewnego etapu. A studia były początkiem nowego, w który ta dwójka zakochanych w sobie nastolatków wchodziła osobno, lądując na obu krańcach kraju… Ale czy aby na pewno?

( Dwa tygodnie od rozpoczęcia roku akademickiego )

- Edward, daj spokój, Romeo! Jak nazywa się ta twoja Julia, co tak do niej wzdychasz dniami i nocami? Powiedz, co ci zrobiła, że chodzisz z miną zbitego psa? – Współlokator Edwarda naśmiewał się z niego, kiedy szli razem na zajęcia.
- Emmett! – Warknął miedzianowłosy. – Bella nic mi nie zrobiła! I w ogóle nic ci do tego.
- Nieważne. – Chłopak o posturze niedźwiedzia machnął lekceważąco ręką ignorując ton swojego kolegi. – W pokoju Rose zamieszkała nowa dziewczyna, podobno przeniosła się do nas z Harvardu… Rozumiesz?! Z Harvardu! A najlepsze jest to, że ma z nami zajęcia. Ponoć niezła szprycha, nazywa się…

- Bella!? – Krzyknął Edward dostrzegając w tłumie swoją ukochaną.
- Nie Bella, Isabella Swan chyba… – Ciągnął Emmett nie dostrzegając, że jego kompan pobiegł niczym strzała i podbiegł do swojej dziewczyny.
- Bella!
- Edward, puść mnie, nie mogę oddychać. – Chichotała, kiedy chłopak podniósł ją do góry i obracał w kółko.
- Jesteś tu!
- Jestem.- Zgodziła się całując go przelotnie w usta.
- Ale jak? Skąd? Kiedy? – Chłopak zadawał pytania, cały czas trzymając brunetkę w silnym uścisku swoich ramion.
- Pomyślałam, że ten uniwersytet ma lepszy program stypendialny, plus był tu ktoś, za kim bardzo tęskniłam.

Kolejny pocałunek zakończył jej wypowiedź. Gdy para oderwała się w końcu od siebie, na ustach chłopaka pojawił się właściwy tylko jemu, zawadiacko krzywy uśmieszek.

- Och, Bello… Wszędzie za mną idziesz. – Westchnął teatralnie, na co dziewczyna uderzyła go w bark.
- Źle ci z tym?
- Nigdy. Jestem szczęśliwy, że jesteś.

(2015r.)

Ślub jest przełomowym momentem w życiu nie tylko kobiety, ale także i mężczyzny. Podczas gdy goście zbierają się przed drzwiami kościoła, dwójka zakochanych odlicza czas. Czas, kiedy w końcu złapią się za dłonie, czas, kiedy spłynie na nich ulga po usłyszeniu sakramentalnego „Tak”, wypowiedzianego przez tą najdroższą sobie osobę… Czas, kiedy Edward i Bella zostaną sami, kiedy chłopak z największą czcią pomoże wydostać się swojej żonie z pięknej białej sukni.
Po magicznym, zdającym się nie mieć końca wieczorze, nastał kolejny poranek. Pierwszy małżeński poranek pana i pani Cullen. Edward wstał z zamiarem zrobienia śniadania do łóżka swojej świeżo poślubionej żonie.
- Hymmm… Pięknie pachnie. – Szepnęła Bella wciąż sennym głosem, przytulając się do pleców swojego małżonka.
Edward odwrócił się od talerza świeżo usmażonych naleśników i objął żonę, całując ją w usta i w czubek głowy.
- Czemu nie śpisz?
- Jeszcze się pytasz? Powinieneś raczej powiedzieć: „wszędzie za mną idziesz.”
- Wszę…
- Cii.. - Położyła mu palce na usta. Powinieneś się przyzwyczaić, Edwardzie. Kocham cię. Pójdę za tobą wszędzie. Od czeluści piekieł po siódme niebo.

Odpowiedzią na to wyznanie był gorący pocałunek i godziny czułości.

( 2017r.)

- Edwardzie, co ty wyprawiasz? – Bella odwróciła się do swego męża próbując mrużyć gniewnie oczy.
Jedną ręką podparła się na biodrze, a drugą ułożyła na dość zaokrąglonym brzuchu.
- Ja? Nic! – Odparł z miną niewiniątka.
- Edward!
- No co?! A jak zrobi ci się słabo, albo się potkniesz, albo…
- Edwardzie ciąża nie jest śmiertelną chorobą! Nic mi się nie stanie, gdy wyjdę po owoce do sklepu naprzeciwko.
- Przecież ja mogę iść po owoce! Co ci przynieść? – Edward spytał z nadzieją, że odwiedzie swoją żonę od planu wyjścia na ulicę.
Wiadomość, iż zostanie ojcem, obudziła w nim niesamowite pokłady przewrażliwienia i opiekuńczości.

- Proszę cię… Wiem, że to ósmy miesiąc, ale nie chcę wciąż siedzieć w domu. Nic mi się nie stanie.
- Zgoda pójdę z tobą. – Dziewczyna zmroziła go wzrokiem. – Okej. To za tobą.
- Wszędzie za mną idziesz. – Bella wymamrotała do siebie, by po chwili zacząć się śmiać do rozpuku, gdy chłopak zrobił urażoną minę.
- Hej! To moja kwestia.

(2065r.)

- Przykro mi, pani Cullen, pani mąż miał rozległy zawał serca. Nie wiele mogliśmy zrobić w jego stanie.

Słowa lekarza przeszyły serce Isabelli niczym zimny sztylet. Jej córka trzymała ją mocno za rękę, a syn obejmował ramieniem, lecz ona czuła jedynie przenikliwy chłód i pustkę. Pustkę, bo jego nie było już przy niej.
Mimo próśb swoich dzieci weszła do sali, w której leżało jeszcze ciało jej małżonka, dotknęła jego dłoni pod pretekstem pożegnania. Nie wierzyła, że nadszedł dzień, w którym coś ich rozdzieliło. Przed jej oczami przeleciały ich wspólne chwile. Chwile radości i smutku, chwile śmiechu i łez, chwile kłótni oraz te, w których namiętnie się ze sobą godzili.

- Zator płucny.
Tak orzekł lekarz jej bliskim po tym, gdy nieprzytomną kobietę znaleziono przy łóżku zmarłego męża. Próba reanimacji się nie powiodła. Bella odeszła z tego świata dwie godziny po Edwardzie.

Postać kobiety z przyprószonymi siwizną włosami oraz zmarszczkami w okolicach oczu przybrała na nowo sylwetkę nastolatki o alabastrowej cerze z burzą gęstych brązowych pukli.
On już na nią czekał.

Miedzianowłosy młodzian uśmiechał się patrząc na nią swymi szmaragdowymi oczami wyciągając dłoń na powitanie. Gdy dusza Belli złączyła się z tą Edwarda, oboje przekroczyli bramy tego „Lepszego świata”
- Wiedziałem, że to zrobisz.
- Nie mogę bez ciebie żyć, najdroższy. Pójdę za tobą wszędzie.
- Kocham cię za to.

***

- Wiesz, moi dziadkowie byli nierozłączni. – Młoda dziewczyna o imieniu Anna westchnęła wtulając się w ramię swojego narzeczonego po tym, jak złożyła kwiaty na nagrobku. – Czasem wydaje mi się, że są tu obok, że patrzą na mnie.

- Kochają cię. Nasi bliscy nigdy nie odchodzą na zawsze. Zostają w naszych sercach. – David jej narzeczony pocałował ją w czubek głowy, po czym kontynuował. – Ich dusze ci towarzyszą, bo nosisz ich w sercu.

Dziewczyna zachichotała lekko na motylkowe pocałunki swego ukochanego.
- Wiesz? Gdyby mój dziadek miał na to wpływ, na pewno na nagrobku wyryłby napis „Wszędzie za mną idziesz”. Ale prawda była taka, że to on robił wszystko, by być tam gdzie ona.

Anna zmówiła po cichu modlitwę, westchnęła patrząc w niebo i odeszła od nagrobka, na którym wyryte były nazwiska:

Isabella Marie Swan-Cullen & Edward Antony Cullen
Żyli 74 lata.
Zmarli pierwszego listopada 2065r.
Człowiek żyje tak długo, aż nie zginie po nim pamięć.
Pokój ich duszom.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez valentin dnia Czw 21:11, 10 Gru 2015, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
 
 
Regulamin