FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 
 
 Łaknienie Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Cornelie
Dobry wampir



Dołączył: 27 Gru 2008
Posty: 1689
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 297 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z łóżka Erica xD

PostWysłany: Pią 10:02, 04 Gru 2015 Powrót do góry

Łaknienie


Strzyżewo. Kurewskie zadupie, w którym miałem wątpliwą przyjemność się
wychować i spędzić kilka trudnych, nie tylko fizycznie, lat balansowania między
zachowaniem równowagi i przetrwaniem tylko po to, by jak najszybciej się ulotnić i
rozpocząć normalne życie. Strzyżewo. Groza rozłożyła swoje obleśne macki w momencie, w
którym musiałem podjąć tę pieprzoną decyzję i wrócić na przysłowiowe stare śmieci. Na
nowo odkryć dlaczego chciałem stąd wyjechać. Zrozumieć, że los zawsze znajdzie drogę, by
znowu skopać ci tyłek. I oto jestem. Trzydziestoletni facet, którego jedynym marzeniem było
opuścić to miejsce i nigdy nie wracać, a jednak stoję przed wejściem do mojego starego domu
i czuję, jak włosy na rękach zaczynają żyć własnym życiem.
Próbowałem pozbierać myśli, choć biorąc pod uwagę okoliczności, okazało się to dość
trudne. Rzuciłem na ziemię torbę i tępym wzrokiem wpatrywałem się w zaniedbane
domostwo. Byłem niemal pewny, że matka zajęła się swym ukochanym „gniazdkiem
szczęścia”, jak lubiła mawiać, gdy siedzieliśmy przy stole, wsłuchując się we własne
oddechy. Rozglądałem się wtedy na boki, czując na sobie gniewny wzrok ojca i rzucane co
rusz współczujące spojrzenie brata. Wiedziałem, że ten wieczór na pewno będzie taki sam, jak
każdy. Ojciec złapie to, co będzie miał pod ręką i zaciągnie mnie do pokoju, by w spokoju
dokonać swojego dzieła zniszczenia. Poniewieranie ciała było tylko rozkoszną zabawą pełną
wyrafinowanego piękna, którą dawkował sobie powolutku, czekając, aż zacznę błagać o
litościwą karę. Fizyczne piekło było niczym w porównaniu z tym, które tworzył w mojej
głowie od kiedy sięgam pamięcią.
W końcu, pełen obaw, zdołałem zmusić się do wejścia do środka. Nic się nie zmieniło.
Oczywiście, oprócz braku domowników. Nie miałem pojęcia, co stało się z ojcem. Nie
interesowało mnie to. Od kiedy wyprowadziłem się z domu, nie utrzymywałem z nim
kontaktu, próbując zapomnieć o tym, że w ogóle istnieje. Jedyna więź, jaka łączyła mnie z
rodziną, to ta, którą dzieliłem z bratem. Ale i jego już zabrakło. Zniknął. Rozpłynął się w
odorze powietrza unoszącym się nad Strzyżewem i nigdy nie wrócił. Próbowałem sobie
wmówić, że pewnie uciekł z daleka od szaleństwa, które powoli opanowywało każdą cząstkę
tych, którzy zostają w tej wiosce. Miałem nadzieję, że mu się udało. Do czasu, gdy matka
rzeczowo, bez cienia emocji, poinformowała mnie, że znaleziono jego ciało. Sponiewierane i
oszpecone, porzucone w pobliskim lesie i zbezczeszczone przez żyjące w nim zwierzęta.
Moja chora wyobraźnia podsuwała mi miliony obrazów. Jego czarne włosy splątane w kałuży
krwi. Pusty wzrok utkwiony gdzieś ponad konarami drzew. Porozrzucane ręce, okaleczony
brzuch, z którego wilki zaczęły wyjadać co lepsze kąski. Smród. I cierpienie, którego z
pewnością zaznał, nim udał się tam, gdzie w końcu nastała błoga ciemność.
Usiadłem na zakurzonym fotelu i wyjąłem z torby list, który matka wysłała mi tuż
przed swoją śmiercią. Do tej pory nie wiem, dlaczego przyjechałem osobiście. Równie dobrze
mogłem zlecić papierkową robotę komuś, kto się na tym znał i mógł załatwić wszystkie
formalności. Czułem jednak, że muszę się sam uporać z moimi koszmarami i stawić czoło
przeszłości, która od dawna nie daje mi spokoju.
Synku,
Wiem, że nie układało się między nami zbyt dobrze, ale zostałeś mi tylko ty. I tylko ty
możesz zająć się domem. Dobrze wiesz, jak bardzo go kochałam. Całą sobą. Może nawet za
bardzo. Tak samo jak twojego ojca. Chciałabym się dowiedzieć, gdzie jest i dlaczego mnie
zostawił. To zagadka. Tak samo jak śmierć twojego brata. Wszystko tutaj jest zagadką. Całe
nasze życie. Tajemnica rozprzestrzenia się tutaj szybciej niż wirus. Musisz odnaleźć
odpowiedzi. Jak nie ty, to kto? Zostawiam ci więc dom i wszystko, co w nim jest. Gdy będziesz to czytać, mnie już nie będzie, wiedz jednak, że cokolwiek zrobiłam lub też nie,
kochałam cię.
Mama
***
Obudziło mnie pukanie do drzwi. Po uprzątnięciu z grubsza ogromnej warstwy kurzu i
brudu, które zalęgły się na meblach, pozwoliłem sobie na krótką drzemkę.
- Cześć – powiedziała urocza blondynka, kiedy w końcu doczłapałem się do drzwi i uchyliłem
je, by zerknąć, kto to. – Pewnie mnie nie pamiętasz, w końcu tyle czasu minęło – paplała,
uśmiechając się przy tym promiennie. Mój wzrok przeniósł się z jej dość obfitego biustu, na
małe zawiniątko, które kurczowo trzymała w długich, szczupłych palcach.
- Więc nazywasz się? – spytałem uprzejmie, czując zaciekawienie.
- Klara. Mieszkam za rogiem. Chodziliśmy razem do szkoły, ale ty zawsze trzymałeś się na
uboczu – odparła kokieteryjnie, intensywnie wpatrując się w moje oczy. Klara. Pamiętałem.
Wtedy jednak była szarą myszką, skurczoną, pełną strachu i niepokoju. Nikt nie zwracał na
nią uwagi. Musiałem przyznać, że teraz chyba żaden facet nie mógł przejść obok niej
obojętnie.
- Wyrosłaś – chrząknąłem, ganiąc się w myślach za głupie teksty.
- Ty też. To dla ciebie. – Podsunęła mi pod nos zawiniątko. Do moich nozdrzy doszedł słodki
zapach jabłek. – Wiedziałam, że w końcu do nas wrócisz – szepnęła, po czym uniosła się na
palcach i pocałowała mnie w policzek. Przez krótką chwilę czułem, jak jej perfumy owijają
się wokół mnie jak macki. Ona jednak szybko się odsunęła i powoli odeszła, a odwracając się
po raz ostatni, uniosła swoją dłoń i pomachała mi.
Tej nocy śniła mi się Klara. Czułem pod palcami miękkość jej ciała. Ułożona na
poduszkach, ze zmysłowym uśmiechem błąkającym się na pełnych ustach. Widziałem, jak
bezgłośnie woła mnie po imieniu, wskazując dłonią miejsce obok siebie. Nachyliłem się nad
nią, całkowicie zniewolony cudownym ciałem, które przede mną otwierała. Gdy ją
pocałowałem, świat stanął w miejscu. Zamknąłem oczy, napawając się tą chwilą, ale gdy je
otworzyłem, oczy Klary stały się całkowicie czarne, a zamiast rękami, obejmowała mnie
szponiastą, włochatą łapą. Nogami oplotła mój tułów, przyciągając bliżej siebie.
- Teraz jesteś mój – szepnęła mi do ucha, ale to nie był jej głos. Próbowałem się wyrywać, ale
bezskutecznie. Zaśmiała się mocnym, gardłowym głosem, a jej usta rozerwały mi szyję.
Obudziłem się zlany potem, dziękując Bogu, że to tylko sen. Nie gorszy od poprzednich,
które miewałem na przestrzeni lat, ale bardziej intensywny. Podniosłem się z łóżka i
poszedłem do łazienki, marząc o zimnej wodzie otulającej rozgrzaną twarz. Przejechałem
dłonią po szyi, czując lepką ciecz. Lustro powiedziało mi prawdę. Krew.
***
Dni mijały mi na bezskutecznej próbie omijania ludzi, nie przyjmowania kolejnych
gości, którzy chcieli złożyć mi kondolencje i na ogarnianiu bajzlu, pozostawionym przez
matkę. A mimo wszystko wokół mnie było bardziej popierdolone niż zazwyczaj. Na pogrzeb
przyszli chyba wszyscy mieszkańcy. W ponurych nastrojach, przestępując z nogi na nogę,
stali w czerni, wpatrując się w księdza, który prowadził mszę. Widziałem jak niektórzy z nich
uronili kilka łez, inni szeptali między sobą, jeszcze inni pogrążeni w głębokiej ciszy
kontemplowali to, co właśnie się działo. Każdy z nich coś czuł, oprócz mnie. Z każdej strony
ogarniała mnie pustka, coraz mocniej wchłaniając mnie w swoje zimne ramiona. Powinienem
odczuć cokolwiek – złość, że nie potrafiła zachować się jak matka, gdy było to potrzebne.
Albo smutek, że opuściła ten ziemski padół cierpienia. Albo ulgę, że w końcu zostałem sam, bez żadnych więzów krwi, bez żadnych zobowiązań względem Strzyżewa. Wolność jaśniała
na horyzoncie coraz mocniejszymi barwami.
Ale mimo chęci – nie poczułem nic.
Do momentu, gdy po skończonym nabożeństwie podeszła do mnie Klara. Wyglądała
cudownie w prostej czarnej sukni za kolano i z upiętymi w koński kucyk włosami. Dopiero
teraz zauważyłem, że musiała je farbować. W niczym nie przypominały mysiego koloru,
który zapamiętałem z lat dzieciństwa. Teraz lśniły blondem przeplatanym z ciemniejszymi
pasemkami.
- Przykro mi, że to się tak kończy – powiedziała, stając obok mnie. Wszyscy żałobnicy już się
rozeszli.
- Najwidoczniej tak musiało być.
Klara spoglądała pochmurnie w stronę świeżego grobu.
- Pamiętam, że zawsze okazywała mi dobroć. Twoja mama to była wspaniała kobieta.
Siłą woli powstrzymywałem się przed wybuchem śmiechu. Wspaniała kobieta ratowała by
swoje dzieci. Wspaniała kobieta stwarza ciepły, rodzinny dom, a nie pełen terroru. Wspaniała
kobieta…
- Dobrze, że masz o niej dobre wspomnienia – odparłem, chcąc zakończyć temat.
- A ty nie? – zdziwiła się.
- To nie ma teraz znaczenia.
Gdy ręka Klary złapała moją, mimowolnie się wzdrygnąłem. Zauważyłem, że próbowała
ukryć pełen urazy wzrok, ale nie umknęło to mojej uwadze.
- Przepraszam – wybąkałem skruszony. – Wpadniesz wieczorem na piwo?
Sam nie wiem, dlaczego to powiedziałem, ale uśmiech, jaki wykwitł na jej twarzy sprawił, że
nie pożałowałem.
- Jasne, przynieść coś?
- Siebie.
I tak się stało. Umówiliśmy się na dwudziestą. W pędzie ogarnąłem bałagan, którzy zrobiłem
wokół siebie, szykując się do pogrzebu. Porozrzucane kartki wrzuciłem do kominka. Na nic
się już nie przydadzą. Ciuchy spakowałem do walizki, a kubki i talerze szybko umyłem. Gdy
rozległo się pukanie, byłem gotowy.
***
Noc była nieprzyzwoicie ciepła jak na październik. Powietrze gęstniało z minuty na minutę,
powodując występujące na ciele minimalne krople potu. Klara siedziała z podwiniętymi pod
brodę nogami i trzymała w ręku kufel z piwem. Wpatrywałem się w nią, czując dziwnie
rozlewające się we mnie uczucie nieodpartego pożądania. Moje kontakty z kobietami nigdy
nie układały się znakomicie. Każda z nich szybko uciekała, nie mogąc sobie poradzić z moimi
popapranymi nawykami, albo zwyczajnie szukała czegoś, czego nie mogłem im dać. W
pewnym momencie przestałem ich wypatrywać, poświęcając swoje witalne siły na
jednonocne przygody. To całkowicie mi wystarczało. Teraz jednak, gdy widziałem promienne
błyski w zielonkawych oczach Klary, coś we mnie drgnęło.
- Wróciłeś na stałe? – spytała, przerywając ciszę swoim melodyjnym, niskim głosem.
Upiłek solidny łyk piwa, nim odpowiedziałem.
- Nie. Chcę tylko uporządkować wszystkie sprawy i ruszyć w drogę.
- I co dalej? Odetniesz się od tego, co znałeś?
- To, co znałem, już dawno przestało mieć dla mnie jakiekolwiek znaczenie. Wróciłem, bo
musiałem.
Kiwnęła lekko głową i wlepiła wzrok w swój kufel. - Myślałam, że podejmiesz inną decyzję – oświadczyła w końcu.
A ja, jak głupi młokos wiedziony pradawnym instynktem, chciałem cofnąć swoje słowa tylko
po to, by nie robić jej przykrości. Mimowolnie podszedłem do jej skulonej postaci i
odgarnąłem kosmyk włosów, który uwolnił się z kucyka.
- Nic mnie tutaj nie trzyma.
Klara uniosła wzrok i zajrzała w moje oczy. Odłożyła kufel i dłonią przejechała po moim
szorstkim policzku. Nie potrzebowaliśmy słów. Jej usta znalazły się na moich, by rozpocząć
odwieczny taniec życia i śmierci. W pośpiechu pozbywaliśmy się ciuchów, rzucając je gdzie
popadnie. Wziąłem ją na ręce i zaniosłem do sypialni. Skóra Klary była delikatna niczym
aksamit. Gdy opadliśmy na łóżko, czułem jedynie jak mocno jej pragnę. Pozbyłem się
biustonosza, który zagradzał mi drogę do jej piersi, po czym zamknąłem je w dłoni,
napawając się ich miękkością.
- Marzyłam o tym od dawna – szepnęła wprost do mojego ucha, wyginając ciało w łuk. Jej
słowa były jak melodia, która wypełniała mnie po same brzegi. Nie myślałem, działałem
instynktownie podniecając ją i zostawiając na samym skraju, by błagała o więcej. Czerpałem
z tego sadystyczną przyjemność. Klara jęczała i wiła się pod moim dotykiem, prosząc o
spełnienie, które tylko ja mogłem jej ofiarować. Jej kruche ciało pod moim zdawało się
składać z siebie ofiarę. Ona była piękną księżniczką, którą pochłaniała bestia. Ja.
Wchłaniałem jej zapach i smak każdym skrawkiem swojego ciała. Wypełniałem się po
cebulki włosów jej słodką uległością, do czasu, gdy to ja nie wypełniłem jej.
Później leżeliśmy wtuleni w siebie, pogrążeni w ciszy, aż zasnęliśmy spełnieni.
Gdy się obudziłem, Klara stała przy łóżku. Ubrana, z uśmiechem zadowolenia na kształtnych
ustach.
- Czemu nie śpisz? – spytałem sennie, chcąc zapalić lampkę, ale zorientowałem się, że moje
ręce i nogi są związane.
- Chciałeś odejść – powiedziała z wyrzutem. – Nie mogę ci na to pozwolić.
W mojej głowie zapaliła się czerwona lampka. Czyżby Klara była niespełna rozumu?
- Wypuść mnie, to o tym porozmawiamy.
- Dobrze wiesz, że nie mogę. Potrzebujemy cię tutaj.
- Jacy my?
Klara jedynie posłała mi jeden ze swoich promiennych uśmiechów i nachyliła się nad moją
twarzą.
- Wiesz. Zawsze wiedziałeś, ale nie chciałeś się do tego przyznać. Wszyscy jesteśmy jednym
ekosystemem, a ty należysz do jednego z najważniejszych, kochanie.
- O czym ty pierdolisz? – wyrzuciłem z siebie, tracąc panowanie. Szamotałem się, by
wyzwolić dłonie, ale więzy były mocne.
- Już na zawsze zostaniesz z nami.
Nim się zorientowałem, wgryzła się w skórę na moich łydkach, odgryzając spory płat.
Krzyknąłem, czując jak ból rozchodzi się po całym ciele. Przez chwilę nie mogłem oddychać.
Klara w tym czasie zabrała się do spożywania mojego mięsa z drugiej nogi, co rusz wpatrując
się w moje zamglone bólem oczy.
Jeśli cierpienie uszlachetnia, powinienem trafić do nieba. W trakcie sekund przez
głowę przeleciało mi całe życie. Przekonałem się, że prawdziwe stwierdzenia, które
zazwyczaj od siebie odpychamy, są realne. Gdy Klara pałaszowała mnie, pojękując z
zachwytu, ja wyłączyłem swój mózg i wędrowałem przez swoje smutne i tragiczne
dzieciństwo, aż do teraźniejszości. Niczego godnego w życiu nie osiągnąłem. Nie pozostawię
po sobie nic, co może mieć jakąkolwiek wartość. Zostanę zapomniany. Zjedzony i wyrzygany.
Przefiltrowany przez jej ciało i wydalony. Zostanę dosłownym gównem, spływającym do
ścieków. - Proszę – wyjęczałem. Klara oderwała się od mojej nogi. Usiadła na mnie okrakiem i
pocałowała mocno w usta. Czułem w ustach smak swojego własnego ciała, ociekającego
krwią.
- Zostaniesz z nami. Jak twój brat, jak ojciec. Dlatego się urodziliście.
Wgryzła się w policzek, wyszarpując mięso. Gdy myślałem, że to już koniec, że za chwilę
muszę umrzeć, zauważyłem, że jej dłonie – piękne, szczupłe palce – wydłużają się i
zakończone są mocnymi szponami. Wbiła je w mój brzuch, patrosząc go jak rybę. I choć
chciałem ją błagać o litość, nie mogłem. Z moich ust wydobyło się jedynie gulgotanie pełne
śliny i krwi, która spływała po szyi.
Klara zatopiła twarz w moim brzuchu, mlaskając i ciągnąc wnętrzności.
- Za…bi…j m…ni…e – wyjęczałem ostatkiem sił. Boże! Skończ to. Palący ból przeszywał
mnie na wskroś, a widok jej zakrwawionej twarzy pełnej mojego ciała, zwisających jelit
między jej zębami, tylko potęgowała strach i uczucie cholernej bezsilności. Czemu nie
mogłem umrzeć?!
- Skarbie, jeszcze tyle jest nas do wykarmienia.
Gdy skończyła mówić, kątem oka zauważyłem ruch. Przez drzwi weszło dwóch mężczyzn i
trójka dzieci.
- Kolacja podana – oświadczyła Klara, po czym odsunęła się na bok, robiąc miejsce dla
nowych.
Ich kły wyszczerzyły się w świetle wpadającego przez okno księżyca. Dobrali się do mnie,
złaknieni świeżego mięsa. A ja? Ja tylko mogłem czekać na koniec. Zatopione we mnie zęby
szarpały i wyrywały mnie na wszystkie strony, przeżuwając duże kęsy i mrucząc pod nosem z
zadowolenia. Aż w końcu osunąłem się w ciemność, pozbawiony godności, ze zwisającymi
kawałkami ciała na obgryzionych kościach.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
 
 
Regulamin