FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 
 
 "Zaćmienie Umysłu", czyli Eclipse oczami anty[+16] Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiekTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi
Autor Wiadomość
Beige
Wilkołak



Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 136
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 14:55, 03 Paź 2010 Powrót do góry

Witamy wszystkich zainteresowanych naszą analizą. Razem z BelląMarie13 mamy zaszczyt przedstawić kontynuację wątku „Księżyc w Pełni, czyli KwN oczami anty”. Tak, jak poprzednio, zamierzamy komentować Zaćmienie rozdział po rozdziale. Jeżeli chodzi zaś o kwestie formalne, to oczywiście posiadamy zgodę moderatorską na założenie tego wątku.

Serdecznie zapraszamy na drugą odsłonę naszego show.

PROLOG

Zaczynamy poetycko wierszykiem niejakiego Roberta Frosta. Któż to taki?

Wikipedia napisał:
Poeta amerykański, uznawany za największego amerykańskiego poetę XX wieku oraz za jednego z największych poetów piszących po angielsku w XX wieku. Czterokrotny laureat nagrody Pulitzera.

Nieźle. Czyżby Meyerowa próbowała nam udowodnić, że nie dostała dyplomu z literatury angielskiej na piękne oczy? No cóż, wiersze uznanych pisarzy może sobie wstawiać do oporu, co wcale jej miernego „dzieła” ambitnym, ani dobrym nie czyni. Przyjrzyjmy się jednak treści tego wiersza. Ogień, lód… Subtelne jak zawsze. Nietrudno się domyślić, że ogień to gorący jak piec Dżejkob, a lód romantyczny umarlak, Eddie. Czyżby chodziło o to, że jakoby niszczą oni świat Belli swoja nienawiścią do siebie? Eee, wątpię. Tu nie ma co się za bardzo wczytywać. Pewnie Stefa wstawiła ten wiersz ze względu na występowanie w nim słów ogień i lód.

Przejdźmy do właściwego prologu. Jak zwykle mamy jakieś mętne wynurzenia na temat niebezpieczeństwa i zbliżającej się śmierci. Taaa, wiemy, to już było. Stefa zaczyna każdą swoją książkę w podobny sposób, opisując krótko najbardziej dramatyczną scenę, jaka w tej książce się znajduje. Problem polega na tym, że ta sztuczka nie zaskakuje, bo jest stosowana po raz trzeci. Wiemy, że wszystko będzie dobrze, bo zawsze tak było. Smeyer nie umie sprowadzać na swoich ukochanych bohaterów żadnych większych nieszczęść, trwających dłużej niż kilkanaście godzin, no max parę dni. Dlatego właśnie napięcia nie ma i nie będzie. Czyli kolejny fail. Już się nie mogę doczekać właściwej akcji (tudzież jej braku), to będzie dopiero gratka.

ROZDZIAŁ I WARUNEK

Bella dostaje list od Jacoba, w którym chłopak smęci, jakie to życie jest smutne, bo Bella trzyma się z pijawami i że nie powinna się z nim kontaktowac, bo mu smutno i w ogóle BUU… (+3 emo) Co ciekawe, 90% listu jest przekreślone, także „czyste” zostaje tylko ostatnie zdanie:
Cytat:
Też za tobą tęsknię. Nawet bardzo. Ale to niczego nie zmienia.
Wybacz. Jacob

Ok., to po kiego grzyba Jacob napisał ten cały wybitnie niekoherentny list, w którym żadne zdanie nie jest dokończone i tylko poprzekreślał wcześniejsze bazgroły? Wyraźnie widzimy, że Bella spokojne może się wszystkiego doczytać. Nie lepiej byłoby wziąć nową kartkę i przepisać ostateczną wersję listu? Czy Blackowie tacy są biedni, że ich nie stać na świstek papieru, bo Dżejk zebrał za mało bawełny na plantacji? A może Wolfboy chciał, aby Belka przeczytała te niedokończone zdania? Tylko po co, żeby ja podręczyć? W sumie zasługuje na to. Tak czy owak (+5 głupota)
Cytat:
Przesunęłam opuszkami palców po linijkach jego listu, wyczuwając wgłębienia w miejscach, w których przycisnął długopis tak mocno, że niemal przedziurawił kartkę. Mogłam sobie z łatwością wyobrazić, jak do mnie pisze - jak kreśli koślawe litery, ze zdenerwowania zniekształcając jeszcze bardziej swoje i tak niechlujne pismo, jak przeklina, stwierdziwszy, że znowu coś źle sformułował. Może nawet swoją wielką łapą złamał niechcący długopis (wyjaśniałoby to, skąd wzięły się te wszystkie kleksy). Sfrustrowany, ściągał pewnie brwi i marszczył czoło.


Czy to miało być słodkie i ujmujące? „Biedny, głupiutki Dżejkobuś ze złamanym sercem, które to serce własnoręcznie mu przetrąciłam…”

Cytat:
A tak, kiedy czytałam jego list po raz kolejny, chociaż znałam go już na pamięć, wcale nie było mi do śmiechu. Nie zaskoczyło mnie bynajmniej nastawienie Jacoba, o nie - wysyłając mu swój błagalny w tonie liścik za pośrednictwem naszych ojców (jakbyśmy byli w drugiej klasie podstawówki), takiej właśnie reakcji z jego strony się spodziewałam. To moja własna reakcja była dla mnie niemiłą niespodzianką. Każda przekreślona linijka listu głęboko mnie raniła - jakby krawędzie liter były ostrzami żyletek. Co więcej, za każdym z tych przekreślonych początków kryły się długie godziny cierpienia, a cierpienie mojego przyjaciela dawało mi się we znaki po stokroć bardziej niż moje własne.


Ok., bejbe, druga strona książki, nie licząc prologu, i mamy pierwszy angst alert. (+5 angst) Robi się ciekawie. Czyli co, Bella wysłała Dżejkowi liścik, wiedząc, że tak pewnie odpowie, ale jest zaskoczona, że cierpienie przyjaciela ją obchodzi? Niemożliwe. (+1 bitch) (+1 głupota)

Angstowanie Belli przerywa woń spalenizny dochodząca z kuchni. Na Odyna, czyżby Charlie gotował? To straszne! Tylko Bella ma kwalifikacje, aby gotować w tym domu. Charlie to przecież debil, który nawet mikrofalówki nie umie obsłużyć, ani ugotować makaronu. To jak on przeżył te naście lat bez córeczki? To się kupy nie trzyma. (+3 głupota)

Cos strasznego musiało się stać, aby ojczulek tknął gary. Bella zmienia się więc w domorosłego Sherlocka Holmesa i zaczyna węszyć. Dziwna antyedwardowa mian zastanawia BellęSue.

Cytat:
Tajemnicza sprawa. Co skłoniło Charliego do tknięcia garnków? I jeszcze ta mina. Zazwyczaj rezerwował ją dla mojego chłopaka, pragnąc okazać mu całym sobą znaczenie wyrażenia „niemile widziany", ale przecież Edward jeszcze się nie zjawił.[…]
„Mój chłopak", powtórzyłam w myślach, nie przerywając mieszania makaronu. Cóż za żałośnie nieadekwatne określenie. Zupełnie nie pasowało do roli, jaką Edward odgrywał w moim życiu - był przecież moim wybawcą, moim przeznaczeniem, moim życiem. Tyle, że brzmiało to tak okropnie patetycznie.

O tak, w kwestii patosu muszę się zgodzić. (+3 kicz) Matulu, ta pusta dziewucha sama przynaje, że nie ma życia poza Edwardem. Żałość mnie bierze, że można być tak ubezwłasnowolnionym na swoje osobiste życzenie. (+10 głupota)

Wróćmy jednak na chwilę do Charliego. Belka nie dowiaduje się, co napadło upośledzonego kuchennie rodzica. Mamy więc następną, trzymającą w napięciu tajemnicę. Uuu… szkoda tylko, że pewnie za max 2 strony wszystko się wyjaśni.

Belka czeka na Edzisława, mieszając w makaronie.
Cytat:
Najgorszą porą dnia były teraz dla mnie popołudnia, a wszystko, dlatego, że odkąd mój były najlepszy przyjaciel (tudzież wilkołak) Jacob Black zdradził Charliemu, że bez ojcowskiego przyzwolenia jeżdżę na motorze - zrobił to, licząc na to, że dostanę szlaban, przez co nie będę mogła się spotykać ze swoim chłopakiem (tudzież wampirem) Edwardem Cullenem - Edward mógł mnie widywać wyłącznie pomiędzy godziną dziewiętnastą a dwudziestą pierwszą trzydzieści, tylko u mnie w domu i tylko pod nadzorem srogiego spojrzenia pewnego policjanta.


Och, biedna Belcia, biedna. Ty się ciesz, że w ogóle możesz gada widywać za te wszystkie wyskoki. Naturalnie, kara i tak nie jst surowa, bo Bella widzi Eda w szkole, no i Sparklemaster spędza u niej noce. Ale o tym oczywiście Charlie nie wie. I chyba dobrze, bo na pewno dostałby zawału albo wylewu na tę wiadomość.

Charlie czyta gazetę.
Cytat:
- Jak tak dalej pójdzie, Seattle trafi na pierwsze miejsce krajowych statystyk policyjnych! Pięć nierozwikłanych morderstw w przeciągu dwóch tygodni! Że też ci ludzie mają odwagę wychodzić z domów.


Czyżby zwiastun przyszłych wydarzeń? Albo kompletnie nieistotna informacja, z Meyerową nigdy nic nie wiadomo.

Charlie i Bella jedzą obiad. Ojczulek pęka i postanawia wyjawić Belce powód swojego humoru. Chodzi o McWolfa i Edzika i w ogóle wszystko. Okazuje się, że Charlie chce cofnąć BelliSue karę. WHAT!? Upadłeś na łeb, człowieku? Ona na to nie zasługuje! To jest po prostu niewychowawcze. (+30 bad father)

Ale cicho, Charlie ma prośbę do córki w związku z jej nowo odzyskaną wolnością. Chce, żeby Belka spotykała się też z innymi znajomymi, a nie ograniczała swojego życia do Cullenów.
Cytat:
Kiedy Edward i pozostali Cullenowie wyprowadzili się z Forks bez zapowiedzi, moi znajomi ze szkoły podzielili się na dwa obozy. Nazywałam ich w myślach „ci dobrzy" i „ ci źli". „My" i „oni" też się sprawdzało. Do tej pierwszej grupy należała właśnie Angela, jej stały chłopak Ben Cheney oraz Mike Newton - ta trójka wybaczyła mi wspaniałomyślnie to, że po wyjeździe Edwarda zachowywałam się jak wariatka. Nieformalną przywódczynią „złych" była Lauren Mallory, wielbicielka rozsiewania złośliwych plotek i rzucania mimochodem kąśliwych uwag. Na jej stronę przeszły niemal wszystkie osoby, z którymi się kiedyś kolegowałam, w tym moja pierwsza koleżanka w Forks, Jessica Stanley.


Dziwisz się tym, którzy cię olewają tak, jak ty olewałaś ich? Oczywiście, bo każdy, kto Belce nie liże stóp to samo ZUOOO!!! (+5 bitch)
Cytat:
Pomimo naturalnej awersji, jaką większość przedstawicieli rasy ludzkiej odczuwała w stosunku do wampirów, Angela dzień w dzień siadała w stołówce u boku Alice. Po kilku
tygodniach zaczęła nawet wyglądać przy tym na rozluźnioną. Trudno było nie poddać się urokowi Cullenów - jeśli tylko dawało im się dość czasu, by mogli ów urok rozsiać.


Cóż, nade mną próbowali rozsiać urok przez całe 4 książki i się im nie udało. You loose, I win Smile .

Charlie dalej próbuje przemówić Belli do rozumu.
Cytat:
- Uważam — oświadczył surowym tonem — że niepotrzebnie porzuciłaś wszystkich znajomych dla swojego chłopaka, Bello. Po pierwsze to bardzo nieuprzejme z twojej strony, a po drugie należy zachować w życiu pewną równowagę. Wtedy, we wrześniu...


Dobrze gada, polać mu. Ok., teraz przechodzimy do kwestii Dżejkoba. Belka tłumaczy, czemu się z nim nie spotyka.
Cytat:
- Widzisz... - zaczęłam wolno. - Co do tej mojej przyjaźni z Jacobem... Właśnie w tej kwestii nie możemy się dogadać. Cały problem tkwi w tym, że Jake'a taki stan rzeczy nie do końca
satysfakcjonuje.
Nie kłamałam, ale wykorzystałam fakty w naszym konflikcie najmniej istotne. Tak naprawdę chodziło o to, że sfora wilkołaków, do której należał Jacob, nienawidziła z całego serca wampirzej rodziny Edwarda, a przy okazji i mnie, bo planowałam do tej rodziny dołączyć. Nie sposób było omówić takiej różnicy zdań w jednym liściku, a Jacob nie odbierał moich telefonów. Teoretycznie mogłam spotkać się z nim osobiście, ale na to z kolei nie wyrażali zgody nieufni wobec wilkołaków Cullenowie.


WIEMY! Czytaliśmy Nju Muna! Jeżeli ktoś się zabiera za tę serię, to raczej małe szanse, że zacznie od przedostatniego tomu. Stefa, przestań zalewać nas zbędnymi informacjami.

Dobra, skracam, bo to się nudne robi. Bella ma zachować równowagę między McSparklem a porządnymi ludźmi i jeszcze w miarę znośnym McWolfem.

Ok., zmiana tematu. Belka dostała się na jakąś uczelnię. Ojciec zaczyna mówić o czesnym, ale córeczka go spławia.
Cytat:
- Nie martw się o mnie, wszystko sobie obmyśliłam. W razie czego są różne kredyty studenckie i stypendia. Całkiem łatwo je dostać.
Miałam nadzieję, że zna się na tej dziedzinie jeszcze mniej niż ja, bo tak naprawdę nic na ten temat nie czytałam.


To tak, jak autorka. Ona też prawie nc nie czytała na tematy, o których pisze. (+1 głupota) Rozmowa o studiach kończy się nagle, gdyż przybywa Sparklemaster.
Cytat:
Czas nie osłabił dotąd wrażenia, jakie wywierała na mnie uroda Edwarda - byłam zresztą przekonana, że nigdy to się nie zmieni. Syciłam oczy każdym detalem jego bladej twarzy: kwadratową męską szczęką, wystającymi kośćmi policzkowymi, gładkim jak marmur czołem przesłoniętym częściowo przez mokre kasztanowe włosy, łagodnym łukiem pełnych warg wykrzywionych teraz dla mnie w uśmiechu...
Jego oczy zostawiłam sobie na koniec, wiedząc, że kiedy już w nich utonę, jak nic zapomnę o całym świecie. Były obramowane gęstym wachlarzem czarnych rzęs i miały kolor ciepłego płynnego złota.
Kiedy się w nie wpatrywałam, czułam się niesamowicie - jak gdyby moje kości zmieniały się w gąbkę. Spojrzenie Edwarda uderzyło mi do głowy niczym szampan - a może był to raczej efekt tego, że przestałam oddychać? Że znowu przestałam oddychać?


Jasna cholera, Stefa, skończ już z opisywaniem urody Edzia! Wiemy, że jest pikny, aż majty spadają.
Cytat:
Za taką twarz każdy zawodowy model oddałby duszę i za obcowanie z nią taka właśnie była cena: jedna maleńka ludzka duszyczka.


O mój jeżu, co za kretynka. Nie każdy jest tak pusty i płytki, że oddałby duszę za ładną buzię. Nawet zawodowi modele, którzy z resztą z reguły i tak już są przystojni. (+3 głupota)
Cytat:
Sięgnęłam po jego dłoń i kiedy nasze palce się zetknęły, mimowolnie westchnęłam. Jak zwykle poczułam niewysłowioną ulgę -jak gdyby wcześniej dokuczał mi silny ból, który od dotyku Edwarda nagle ustał.


No comment. (+5 głupota)

Cytat:
Podciągnął nasze palce pod sam nos i z zamkniętymi oczami powąchał moją skórę. Teraz to on się uśmiechnął. Napawanie się bukietem bez tykania wina —tak to kiedyś określił.


Ok., that’s not creepy at all…
Cytat:
Zdaniem Edwarda zapach mojej krwi był wyjątkowy — słodszy niż u jakiejkolwiek innej osoby, z którą miał do czynienia. W porównaniu z innymi ludźmi byłam dla niego niczym kieliszek wina postawiony przed alkoholikiem przy szklance wody. Wiedziałam, że moja woń wywołuje u niego palące pragnienie, ale ostatnio nie unikał jej już tak jak kiedyś. Nie byłam pewnie sobie w stanie nawet wyobrazić, ile wysiłku kosztował go ten zwykły gest.


WIEMY!

No dobra, mamy rozmowę na tematy uczelniane. Okazuje się, że Edzik dostał się na tę samą uczelnię, co BellaSue (i na 150 innych). Cóż za niespodzianka.

Ok., teraz gadają o jakimś wyjeździe do Seattle. Nie wiem, o co chodzi, bo przestałam kontaktować z nudy. (+10 nuda)

Ed i Bella wreszcie zostają sami. Sparklemaster chce namówić Bellę na studia na Dartmouth, za które zapłaci oczywiście Fairy Prince (czesne, ale przede wszystkim łapówka za przyjęcie, Cullenowie w końcu mają gdzieś zasady i prawo). Bella ma to, rzecz jasna, w dupie. Przecież liczy, że już w wakacje zostanie wąpierzem, więc po kij to wszystko, skoro będzie miała ochotę zeżreć studentów i wykładowców. Priorytetem jest wszak iskrząca skóra.
Cytat:
- Nie ustaliliśmy jeszcze konkretnego terminu - przypomniał mi ugodowym tonem. - Pochodź na zajęcia przez semestr lub dwa. Może studenckie życie przypadnie ci do gustu. W końcu jeszcze tylu rzeczy nigdy nie doświadczyłaś...
- Mogę ich spróbować później.
- Później to już nie będą ludzkie doświadczenia, Bello. Nie dostaniesz drugiej szansy, aby być człowiekiem.
Pokręciłam głową.
- Ale też nie możemy odwlekać mojej przemiany w nieskończoność. Lada chwila mogę znaleźć się w śmiertelnym niebezpieczeństwie.
- Jeszcze się nie pali.

Niesamowite, Edek mówi z sensem! Jestem w szoku.
Cytat:
Spojrzałam na niego z powątpiewaniem. Tak, tak, oczywiście, miałam masę czasu. Kto by się tam przejmował sadystyczną wampirzycą, która chciała mnie dorwać, żeby wymyślnymi torturami pomścić śmierć swojego partnera? Ach, byłabym zapomniała, byli jeszcze Volturi - wampirza rodzina królewska z własną armią oddanych zabójców, której przyrzekliśmy, że w niedalekiej przyszłości stanę się jedną z nich, bo żaden człowiek nie miał prawa wiedzieć o ich istnieniu. Chyba nie zamierzali się na nas gniewać, gdybyśmy opóźnili moją przemianę o kilka lat? Nie, skąd. Nie miałam żadnych powodów do niepokoju.


WIEMY. Nie musisz wszystkiego powtarzać. Zwykła wzmianka wystarczy, po co cały akapit?
Cytat:
Poza tym, Edward kłamał, twierdząc, że nie ustaliliśmy terminu. Owszem, nie wyznaczyliśmy konkretnej daty, ale po długich bojach zagwarantował mi, że przestanę być człowiekiem, kiedy skończę szkołę średnią, a to miało nastąpić już za parę tygodni.
Przeszedł mnie dreszcz, kiedy uświadomiłam sobie, jak niewiele czasu mi zostało - mi i moim najbliższym. Zaledwie kilka metrów ode mnie Charlie, jak niemal co wieczór, oglądał mecz. Na dalekiej Florydzie moja mama, Renee, wciąż liczyła na to, że spędzę u niej wakacje. A Jacob? On miałby najgorzej. Rodziców mogłam oszukiwać nawet przez wiele miesięcy, wymawiając się brakiem pieniędzy na bilet lotniczy, nawałem pracy czy chorobą, ale on
wiedziałby, co jest grane, od samego początku. Samo to, że wybrałabym uczelnię daleko od domu, wzbudziłoby jego słuszne podejrzenia.


Skończ już, dziewczyno. Wiemy, jakie masz priorytety, więc odpuść sobie te wynurzenia.

Ed przypomina Belce, że bycie potworem to kiepska fucha, wskazując na morderstwa w Seattle. A więc to wampir tam grasuje? Wow, cóż za niespodzianka.
Cytat:
- Ze mną będzie inaczej - powiedziałam cicho. - Już o to zadbamy. Wyprowadzimy się na Antarktydę.
Edward prychnął, rozładowując nieco napięcie.
- Nie szkoda ci słodkich pingwinków?


[link widoczny dla zalogowanych]

Cytat:
Tak, co jak co, ale Cullenowie nie jadali nic słodkiego i malutkiego - jako że ich „wegetariańskość" polegała jedynie na tym, że nie zabijali ludzi, preferowali opierać swoją dietę na dużych drapieżnikach.


Żrą zwierzaki? Więc to żaden wegetarianizm. Dobrze, że chociaż jest cudzysłów, bo byłaby jeszcze większa głupota.

Dalszy ciąg rozmowy jest równie nudny. Ed wspomina coś o wilkach na Alasce, Bella angstuje. (+1 angst)

Gadają, gadają, jakaś wzmianka o Wichrowych Wzgórzach (następna książka z klasyki literatury wplątana w ten szit, super…), gadają, nuuuda. (+10 nuda)

Aha, Belcia chce zobaczyć się z McKaloryferem. Co na to Sparklemaster? Oczywiście próbuje wykazać, jakie to wilczki są złe!
Cytat:
- Wilkołakom brakuje samokontroli. Zadając się z nimi, można odnieść poważne obrażenia. A czasami, niestety, od tych obrażeń się umiera...


No tak, bo przebywanie z twoja rodzinką jest całkowicie bezpieczne – patrz Jasper. Niezły z ciebie hipokryta, Eddie. (+5 głupota)
Cytat:
- Nasze ścieżki skrzyżowały się po raz pierwszy około siedemdziesięciu lat temu, gdy dopiero, co osiedliliśmy się w pobliżu Hoquiam. Było to jeszcze, zanim dołączyli do nas Alice i Jasper. Mimo że i tak mieliśmy nad watahą przewagę liczebną, nie wystraszyli się nas i chcieli się bić. Gdyby nie Carlisle, nie wiem, jak by się to skończyło. Udało mu się jednak przekonać Ephraima Blacka, że koegzystencja naszych ras jest możliwa, i w końcu zawarliśmy słynny pakt. Dziwnie było mi słuchać o tym, że Edward znał osobiście pradziadka Jacoba.[…] Twój pech rośnie chyba z dnia na dzień. Czy zdajesz sobie sprawę, że przyciągasz potwory do tego stopnia, że aktywowałaś na odległość geny Ephraima, ochroniwszy tym samym miejscową sforę przed wyginięciem?
Zignorowałam ten żart[…]


Urzekła mnie twoja historia. Czyli Belka jest taka speshul, że ekhm aktywowała na odległość geny Ephraima I to, zdaniem Stefy, jest zabawne? Nie, po prostu nie.

Belka odwraca kota ogonem.

Cytat:
- Przestań. Spójrz lepiej na fakty. Przeprowadziliście się tutaj siedemdziesiąt lat temu i zaraz pojawiły się tu wilkołaki. Wróciliście po latach i znowu się pojawiły. Czy nie uważasz, że to podejrzany zbieg okoliczności?


To ma nawet sens, nie spodziewałam się tego po Belli. Oczywiście Edek odrzuca ten pomysł. W końcu Bella to tylko głupiutki człowiek. What a condescending jerk.
Cytat:
- Hm... Carlisle'a na pewno zainteresuje ta teoria.
- Teoria! - prychnęłam.[…]
- Tak...— odezwał się po dłuższej chwili. —To interesujące, ale do naszego sporu nie wprowadza nic nowego.

I to mnie właśnie wkurza. Swanówna jest tak ubezwłasnowolniona, że nawet do kumpla pojechać nie może, bo Ed jej nie pozwala. Używając zresztą słabiutkich argumentów.

Bella próbuje negocjować. Ale Edek to kontrolujący despota i skończony dupek, więc:
Cytat:
- Nie wiem, jak to sformułować - kontynuował Edward smutno. - Pewnie wyjdę na skończonego tyrana. Wszystko dlatego, że już kilka razy o mało cię nie straciłem. I wiem, jak to jest wierzyć, że cię utraciłem naprawdę. Powiem tak: nie zamierzam narażać cię na nawet najmniejsze ryzyko.

Załóżmy więc na prośbę McSparkle’a nową kategorię. (+5 tyran)

Tralalala, coś tam o miłości.
Cytat:
Pocałował mnie we włosy i znowu westchnął.
- Żadnych wilkołaków.
- Nie składam broni. Muszę się z nim spotkać.
- W takim razie będę musiał cię powstrzymać.

No to jeszcze (+5 tyran) . A za cały rozdział dodam jeszcze (+3 zbędność) .

I tak się kończy rozdział, W następnym odcinku dowiemy się, do czego może posunąć się kontrolujący Edzisław.

Cyferki

+10 tyran
+33 głupota
+6 bitch
+3 emo
+6 angst
+3 kicz
+30 bad father
+20 nuda
+3 zbędność

Buziaki


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Beige dnia Nie 22:48, 03 Paź 2010, w całości zmieniany 4 razy
Zobacz profil autora
karolka_k
Wilkołak



Dołączył: 23 Mar 2010
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 20:38, 03 Paź 2010 Powrót do góry

o taak! ten rozdział pełen jest niepotrzebnych zdań, zwrotów i informacji, niewiadomo na czym się skupić i czy warto to robić.. natłok info nie pozwala odróznić, które są istotne, jak to słusznie Beige zauważyła. A ciągłe lukrowanie Edwarda to już przesada i staje się to już tak nudne, że brakuje mi porównania. o Adonisie! ilez można? ale kolejne rozdziały, to będzie dopiero gratka, już się nie mogę doczekać :)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Remmy
Zły wampir



Dołączył: 22 Lip 2010
Posty: 411
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Zza płaszcza Aro

PostWysłany: Nie 22:38, 03 Paź 2010 Powrót do góry

Zawsze jestem trochę wkurzona, kiedy muszę czytać o czymś o czym doskonale wiem. To spowalnia akcję, choćby tak nędzną jak tą Mejerową. Mimo to nigdy nie zdarzyło mi się na to narzekać, tutaj też... Wprowadzenie możliwie nowego czytelnika w sytuację w książce zawsze uważałam za miły gest odautorski. Czepiałabym się tutaj tylko wkurzających opisów Edka.
PINGWINEK!!!! Jak ja kocham pingwiny love Ekhem... Przepraszam, mam słabość do czarno-białych zwierzaczków, a już pingwinki są przekochane ^^

Beige, Tobie już pisałam, że moje "Zaćmienie" jest popisane moimi komentarzami ołówkiem. Powiem Ci, że wiele z nich jest zawarte w Twojej analizie prawie co do słowa. Nie jest jednak dla mnie niespodzianką, że prawdopodobnie mamy podobny tok myślenia. Albo po prostu podobne poglądy na sprawę :))

Gratulujemy panu Edzisławowi przydzielenia osobistej kategorii na osobiste życzenie! A jak już o kategoriach mowa, to coś szybko się one mnożą. Żebyście czasem nie przesadziły. Moja siostra ma zabawę z liczeniem, prawdopodobnie niedługo uświadczycie całkowitego podliczenia "Księżyca w Nowiu" ^^ I jeszcze jedno; czy kategoria zbędność została przydzielona za cały rozdział, jak dobrze rozumiem? Mam nadzieję.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Beige
Wilkołak



Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 136
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 22:50, 03 Paź 2010 Powrót do góry

Myślę, że więcej kategorii nie będzie potrzebnych. Tak się akurat złożyło, że ten rozdział był bardzo bogaty pod względem punktów, dlatego wyszła cała litania:).

Tak, kategoria zbędność została przyznana za cały rozdział. Już to poprawiłam, żeby nie było nieporozumienia.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
BellaMarie13
Zły wampir



Dołączył: 05 Cze 2009
Posty: 302
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Królestwa Marzeń i Wyobraźni

PostWysłany: Pon 19:45, 04 Paź 2010 Powrót do góry

Rozdział 2: Unikanie tematu


Bella jest szczęśliwa. Ma błyszczącego chłopa, niedługo zakończy naukę w liceum, a w dodatku ojciec zachował się niewychowawczo i cofnął jej szlaban. Aby laurka była kompletna, panna Swan zgadza się, podczas trwającego w stołówce lunchu, pomóc koleżance w adresowaniu zaproszeń - uszczęśliwia tym samym swego lubego oraz Charliego, którzy pragną, by wreszcie zyskała jakiś normalnych znajomych. Troskliwe Misie sypią na wszystkich sproszkowaną tęczę, jednorożce pukają do szyb…
Borze szumiący, to dopiero początek „ZU”, a ja już wiem, że pod koniec analiz wskaźnik nudy wyniesie grubo ponad stówę. Co mnie obchodzi, że Belka nie chce iść na drugi w życiu bal absolwentów i że Angela nie wie, gdzie zrobić zakupy? Stefa, nauczże się odróżniać informacje mało ważne, ale konieczne do stworzenia tzw. świata przedstawionego, od tych kompletnie zbędnych.

(+ 1 nuda)

Oho, akcja tak jakby się rozkręca – Alice ma wizję. Biorąc pod uwagę, że nawiedzają ją one około dwadzieścia razy na dobę, teoretycznie nie ma w tym nic dziwnego, ale nie ze mną te numery, Brunner. Wszak pierwsza zasada uniwersum Meyerowej brzmi: „Wszystko, co pojawia się na kartach powieści i nie jest zapychaczem stron, bezwzględnie musi mieć coś wspólnego z Bellą”.
Oczywiście, Edward nie ma zamiaru poinformować Belki, o co kaman – to oznaczałoby konieczność wspólnego przepracowania problemu i partnerskiej kooperacji, a taka perspektywa przeraża McSparkle’a jeszcze bardziej niż widmo idealnej rzeczywistości, w której nie miałby na co narzekać. W desperacji posuwa się nawet do przyjacielskiej rozmowy z Mikiem:
Cytat:

Edward miły dla Mike’a? Byliśmy w szoku.


Nie dziwę się. Nasi Romeo i Julia XXI wieku są tak mało sympatyczni, że jakikolwiek objaw serdeczności z ich strony staje się ewenementem nie tylko dla czytelników, ale nawet dla postaci z uniwersum Meyer.

Edziaczek odwozi siostrę, po drodze wymieniając z nią TAJEMNICZE SPOJRZENIA. Ach, cóż za napięcie, cóż za emocje! Szkoda, że 99% czytelników już dawno domyśliło się, kogo Ala zobaczyła w swojej wizji. Stefa jest prawie tak samo kiepska w budowaniu atmosfery tajemniczości, co w próbach przekonania nas o perfekcyjności Cullena.
Bla bla bla. Edi przywozi Bellę, ta musi odpowiedzieć matce na maila, całują się…

Rany boskie. Ponad strona na opisanie pocałunku. Kto z Państwa nie wierzy, proszę sprawdzić samemu, strony 46-47. Nie, to nie na moje nerwy. Całe KwN nie było mnie w stanie wyprowadzić z równowagi tak mocno, jak ten jeden rozdział. Lękam się o stan mej psychiki, gdy dojedziemy do epilogu.

(+ 5 nuda)


Cytat:
Opiekowałam się Renee, odkąd sięgałam pamięcią. (…) Zawsze traktowałam ją pobłażliwie, a może nawet odrobinę protekcjonalnie.


Zgodnie z kanonem, Renee jest przedszkolanką. Wątpię, by przeraźliwie niezaradna osoba była w stanie zająć się bandą maluchów. Ładnie to tak zadzierać nosa, Bello? Poza tym, matka zasługuje na nieco większy szacunek, bez względu na to, czy jest szalona, czy nie.

(+ 10 ego) (+10 bad daughter)

O, Edzio znalazł popsute radio samochodowe i płacze. Ma jednak trochę racji:

Cytat:
Takie drogie radio! (…) Moje rodzeństwo poczułoby się bardzo urażone, gdyby zobaczyło, jak potraktowałaś ich prezent.


Oczywiście, próbować nauczyć Belkę dobrych manier to jak zmusić rybkę, żeby jeździła na rowerze:

Cytat:
Wzruszyłam ramionami. (…)
-(…) nie potrzebuję takiego wypasionego radia.


Poza tym nie lubię twojej siostry, a twój brat próbował mnie zjeść. Dlaczego miałabym przejmować się ich uczuciami?

(+ 5 bitch)

To nie koniec kwestii prezentowej. McSparkle przypomina, że bilety na Florydę niedługo stracą na ważności, w związku z czym wypadałoby jak najszybciej odwiedzić Renee. Jeden warunek – on też leci. Belka obawia się reakcji ojca, ale przecież i tak nie ma nic do gadania w tej czy innej kwestii dotyczącej ich związku.

Cytat:
-Co Alice zobaczyła w swojej wizji w stołówce?
(…)
-Zobaczyła Jaspera.


Ponoć jedną z fundamentalnych podstaw związku jest szczerość. Cóż, jak na razie nie wróżę naszym bohaterom świetlanej przyszłości. I po kiego grzyba Edek kłamie, aż mu się z uszu dymi, skoro kilkanaście stron dalej tak czy inaczej wyzna Belli prawdę? Miał zamiar trzymać ją w słodkiej nieświadomości, dopóki Victoria nie pojawi się na progu Swan Mansion?

(+5 głupota) (+10 bad boyfriend)


Cytat:
Edward odłożył swoje zeszyty już po kilku minutach – ja pociłam się nad matematyką, dopóki nie zrobiło się tak późno, że musiałam zabrać się za gotowanie obiadu.


I w dodatku nawet nie raczy pomóc w lekcjach. Ech, Cullen, Cullen, jeszcze trochę, a okaże się, że w porównaniu z murzynem wypadasz żałośnie blado nie tylko pod względem karnacji.

(+ 1 bad boyfriend)

Jak słusznie przewidywała Belka, Charlie nie jest zachwycony wizją wycieczki swej latorośli na Florydę w towarzystwie Edwarda. Trudno mu się dziwić, biorąc pod uwagę, że McSparkle wpędził jego córkę w półroczną depresję.

Cytat:
-To mój dom! Kto w nim mieszka, musi mnie słuchać!
(…)
- Czy mam się wyprowadzić jeszcze dziś wieczór, czy dasz mi kilka dni na spakowanie się?


Swan, taka okazja może się już nie powtórzyć. Wywal tę sukę za drzwi, i tak nie stanowisz dla niej żadnego autorytetu ani realnej wartości.

(+ 50 bad daughter)


Łabędzie dochodzą do jako-takiego porozumienia, Edek może lecieć. Ponieważ noc jeszcze młoda, Bella postanawia udać się na kilka godzin do domu ukochanego.

Cytat:
-Czy ten pomysł z Florydą ma coś wspólnego z tym przyjęciem, które planuje Billy?
(…)
-Nawet jeśli zostaniemy w Forks, w życiu cię tam nie puszczę.
Jakbym znowu rozmawiała z Charliem! Obaj traktowali mnie jak dziecko.


Cóż, Charlie ma do tego święte prawo. Edek nie. Kopnij go wreszcie w rzyć i zacznij umawiać się z facetem, który nie wychodzi z założenia, że jesteś znacznie głupsza od niego.

(+ 5 bad boyfriend)


Randka dobiegła końca, Belcia wraca do domu. Okazuje się, że Charlie obawia się o cnotę swej jedynaczki i zamierza przeszkolić ją w dziedzinie antykoncepcji. Dialog jest całkiem zabawny – to pewna nowość w sadze – ale oczywiście, wszystko co dobre szybko się kończy.

Cytat:
-Postaraj się. Wiem, że mogę na ciebie liczyć. Masz dobre serce.
Super. Czyli jeśli nie pogodzę się z Jacobem, oznaczać to będzie, że jestem złym człowiekiem? Był to cios poniżej pasa.


Prawda boli, złotko.

No proszę, wygląda na to, że mały szantaż emocjonalny przyniósł skutki – Bella decyduje się olać zakazy Edka i jechać do La Push. Szybko chwyta kluczyki, zasiada za kierownicą furgonetki…

No i się zaczyna.

Cytat:
Przekręciłam je [kluczyki] nerwowym ruchem, ale silnik, zamiast ryknąć, tylko kliknął. (…) Nie byłam w szoferce sama! Edward siedział zupełnie nieruchomo. W ciemnościach migały jego blade dłonie, w których obracał jakiś tajemniczy ciemny przedmiot. (…)
-Zadzwoniła do mnie Alice.
(…)
-W razie, gdybyś chciała jutro jechać do szkoły sama, do rana doprowadzę twoje auto do porządku.


Jest taki piękny cytat z „Nędzników”:

Cytat:
Uprawnieniem każdego człowieka jest wolność, która kończy się tam, gdzie zaczyna się sfera wolności drugiego człowieka.


Najwyraźniej Edward nigdy nie czytał Wiktora Hugo, albo też – co bardziej prawdopodobne – nie wyciągnął żadnych wniosków z lektury.

Wiele osób próbuje usprawiedliwiać w tej scenie Edzia, tłumacząc, że jest to objaw troski. Nie. Wyjmowanie komuś silnika z auta, aby uniemożliwić mu odwiedzenie kochanej osoby, to nie troska. To najzwyklejszy w świecie przykład patologicznego związku, którego jeden człon stanowi nadmiernie kontrolujący świr, a drugi – osoba tak uległa, że nie potrafi zawalczyć o swoje prawa.
Edek – czy mu się to podoba, czy nie – nie ma nad Bellą żadnej realnej władzy. Może ją prosić, błagać i zaklinać, ale nie wolno mu się posuwać do przemocy – a tym właśnie jest pogwałcenie wolności drugiego człowieka. Jeżeli Carlisle rzeczywiście uważa się za ojca Edwarda, to pozostaje mu jedynie współczuć pedagogicznej porażki.
Inna sprawa, że Belka sama dopuszcza do tego, by McSparkle ją tyranizował. Jedyna słuszna odpowiedź na ostatnią zacytowaną przeze mnie kwestię Edzisława to: „Nie, do cholery, doprowadzisz je do porządku TERAZ. Następnie udasz się do domu, powiesz siostrze, że ma przestać mnie podglądać i pogodzisz się z tym, że chcę odwiedzać przyjaciela-wilkołaka. A teraz wypad z szoferki i nie życzę sobie oglądać cię przez najbliższe kilka dni.”. Oczywiście, tego z ust panny Swan nigdy nie usłyszymy, gdyż jest ona niezdolna do funkcjonowania przez chłopa, ergo Cullen będzie mógł sprawować nad nią kontrolę przez resztę życia.

(+ 100 bad boyfriend)

Cytat:
-Zamknij okno w swoim pokoju, jeśli nie chcesz, żebym cię dzisiaj odwiedził. (…) Zrozumiem.
(…)
Znalazłszy się w swoim pokoju, natychmiast podeszłam do okna i z całej siły pchnęłam otwartą na oścież ramę. Wskoczyła na miejsce z takim impetem, że rozedrgała się szyba.
Wpatrywałam się w szkło przez dłuższą chwilę, aż wreszcie znieruchomiało. Z westchnieniem otworzyłam okno z powrotem, najszerzej jak się dało.


Życzę miłej wieczności z despotą, traktującym cię jak niepełnosprawne dziecko. Nawet, jeśli Edward byłby w stanie zrozumieć swoje błędy i popracować nad charakterem, ty na pewno go do tego nie skłonisz. Cóż, Belciu, nie zamierzam udawać, że ci współczuję. Sama zgotowałaś sobie taki los.

(+100 głupota)



Liczby:
Nuda-6
Ego -10
Bad Daughter – 60
Bitch -5
Głupota – 105
Bad Boyfriend – 116

Buźka.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Sardynka
Zły wampir



Dołączył: 14 Kwi 2010
Posty: 266
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 19:51, 04 Paź 2010 Powrót do góry

Dzień dobry.
Uznałam, że nie chce mi się pisać dwóch postów, więc ten dotyczyć będzie zarówno "Księżyca w Pełni" jak i "Zaćmienia Umysłu". Przynajmniej takie jest założenie. A co z tego wyjdzie to nie wiem.
Bardzo podoba mi się wasza praca. Jest napisana z ironią i humorem, w dodatku większość zarzutów ma zdecydowane podstawy do istnienia. Zwłaszcza szczególnie irytująca była Bella pod koniec książki. "Ależ nie, Edwardzie, jak możesz w ogóle myśleć, że jesteś mi cokolwiek winien, nie zadręczaj się! To wszystko moja wina, nie dorastam ci do pięt!"
W tym momencie miałam dużą ochotę zwrócić swój obiad.
Nie rozumiem na jakich zasadach musiała być Bella wychowana, wy wpoić sobie taki tok myślenia, ale to, czego ją uczyli, na pewno nie wpłynęło dobrze na jej mózg.
Co do Zaćmienia, to cieszę się z nowej kategorii 'tyran'. Myślę, że w Zaćmieniu szczególnie się przyda. I nie mogę się doczekać rozdziału drugiego, a także tego, w którym Alice porywa Belkę.
Tak więc adios, z naciskiem na 'o', bo tak jest prawidłowo.
P.S. Też zwróciłam uwagę (w niu mun) na stwierdzenie Belli, że nie zdawała sobie sprawy z tego, że jej skok z klifu zakończy się w wodzie. Dla mnie to był szczytowy moment idiotyzmu całej tej sytuacji. Dziewczyna jest tak zajęta swoimi halunami dotyczącymi gościa który ją olał, że nie zastanawia się nawet nad tak fundamentalną kwestią, choć przecież owa kwestia nie wymaga niemal żadnych przemyśleń. Zaledwie zwyczajnego spojrzenia w dół...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Remmy
Zły wampir



Dołączył: 22 Lip 2010
Posty: 411
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Zza płaszcza Aro

PostWysłany: Pon 22:23, 04 Paź 2010 Powrót do góry

No i kolejny rozdzialik. Jak ja to lubię! ^^
O proszę, Beige przewidywała, że nowych kategorii już nie będzie a tutaj bad boyfriend... Chociaż jakby się uprzeć to nawet to samo co tyran. Nie dogadałyście się w tym temacie? Bo ja się trochę pogubiłam.

BellaMarie13 napisał:
„Nie, do cholery, doprowadzisz je do porządku TERAZ. Następnie udasz się do domu, powiesz siostrze, że ma przestać mnie podglądać i pogodzisz się z tym, że chcę odwiedzać przyjaciela-wilkołaka. A teraz wypad z szoferki i nie życzę sobie oglądać cię przez najbliższe kilka dni.”

Taka wypowiedź jest miodem na me serce. Za taki "troskliwy gest" ze strony chłopaka bynajmniej nie byłabym wdzięczna. Posypią się w tym tomie liczby skoro już z samego początku lecą setki i pięćdziesiątki. Uwielbiam tu bluzgać na zachowanie Belki i cieszę się, że mnie tu ktoś wyręczy...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
BellaMarie13
Zły wampir



Dołączył: 05 Cze 2009
Posty: 302
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Królestwa Marzeń i Wyobraźni

PostWysłany: Pon 22:38, 04 Paź 2010 Powrót do góry

Cytat:
O proszę, Beige przewidywała, że nowych kategorii już nie będzie a tutaj bad boyfriend... Chociaż jakby się uprzeć to nawet to samo co tyran. Nie dogadałyście się w tym temacie? Bo ja się trochę pogubiłam.


Sądzę, że można to traktować jako to samo zjawisko; po prostu każda z nas wybrała dla niego inną nazwę Wink


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
karolka_k
Wilkołak



Dołączył: 23 Mar 2010
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Czw 7:27, 07 Paź 2010 Powrót do góry

tak, to że Edward przeginał ze swoją "madopiekuńczością" to fakt, ale słuszna uwaga, ze Belka z drugiej strony słabo walczy o swą niezależność. Dlatego ten fakt az tak mnie nie denerwuje, sama tak chce, więc niech ma. Najbardziej to mnie chyba drażni robienie z Renee kretynki. Więc jakim cudem Bella dożyła tych swoich 17 lat, skoro jej matka nie potrafi samodzielnie podetrzeć sobie tyłka za przeproszeniem?? Te opisy doprowadzały mnie do szewskiej pasji, totalnym przegięciem było robienie z Renee upośledzonej umosłowo (niemal!) kobiety...


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Alfa
Dobry wampir



Dołączył: 24 Sty 2009
Posty: 2712
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 51 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: pensjonat Salvatorów, Koźle

PostWysłany: Pią 20:26, 08 Paź 2010 Powrót do góry

Podoba mi się wasze tłumaczenie krok po kroku.Pokazujecie samą prawdę,która jest ukryta.Teraz widać,że są momenty w książce totalnie głupie i bezsensowne.
Nie żebym była anty,bo sagę lubię,ale spojrzenie na nią krytycznym wzrokiem wogóle nie zaszkodzi.
Taak,Bella ma dziwne rozmyślania.No i ten cały Edward z tym,że wilkołaki jej coś zrobią.Halo.?! On jest wampirem-też może ot tak zabić xD


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Beige
Wilkołak



Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 136
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 12:25, 10 Paź 2010 Powrót do góry

ROZDZIAŁ III KONFRONTACJA
Belcia i Edek wracają do Widelców.
Cytat:
Zaintrygowany, uniósł brew. Wiedziałam, że nie ma sensu prosić go, żeby patrzył na drogę - zresztą, żeby prowadzić bezpiecznie, wcale tego nie potrzebował.

Eee… bullshit. To, że Edzik jest taki superhiper jedwabisty, że nie musi patrzyć na drogę i może trzymać kierownicę lewą stopą, nie oznacza, że jazda z nim jest bezpieczna. Jakich by nie miał refleksów, to nie jest jedynym użytkownikiem drogi. Zawsze jakiś inny człowiek może mu zajechać drogę. Nawet jeżeli usłyszy zbliżające się myśli, to skąd będzie wiedział, co dany kierowca zrobi? To są ułamki sekund. Dla Eda to dużo, ale zwykły człowiek nie zdąży pomyśleć. A zresztą zawsze może na drogę wyskoczyć jeleń czy inny zwierz. Wszystkiego nie przewidzi, jego reakcja jest tylko składową całego zdarzenia na drodze. Dlatego w samochodzie z Sparklemasterem nie jest bezpiecznie. (+3 głupota)

Wróćmy jednak do naszych sympatycznych bohaterów. Bella podczas wizyty u matki obawiała się, że ta odkryje ich małą tajemnicę. Okazuje się, że Renee jest przenikliwa. Aha, czyli mamuśka nie jest taką skończoną kretynką, jaką Bella chciałby, żebyśmy w niej widzieli.

Cytat:
Na początku wprawdzie w kółko mnie przytulała i wykrzykiwała w euforii, jak bardzo się cieszy, ale gdy tylko się uspokoiła, zaczęła mnie bacznie obserwować. W jej błękitnych oczach najpierw pojawiło się zagubienie, i po kilku godzinach troska przemieszana z lękiem.

Cóż też bym się martwiła, gdyby moja córka była w toksycznym związku ze skończonym dupkiem. Renee chce porozmawiać z córką.

Cytat:
Czyżby zamierzała dać mi wykład o byciu odpowiedzialną, tak jak Charlie? Tym razem by mi to nie przeszkadzało - jak by nie było, przez ostatnie dziesięć lat to ja prawiłam takie kazania jej.


No i wracamy do śpiewki „Moja matka jest nieodpowiedzialną idiotką.” (+3 bitch) Renne dostrzega, że Edek nie spuszcza z Belki wzroku. No tak, w końcu jest kontrolującym tyranem, który nie odstępuje swojej własności na krok. Ale to nie koniec. Mama BelliSue ma też uwagi do samej córki.

Cytat:
- Bezustannie dostosowujesz się do jego ruchów, najwyraźniej zupełnie automatycznie. Wystarczy, że odrobinę się przesunie, a ty dosuwasz się zaraz do niego, odpowiednio dopasowujesz swoją pozycję. Jesteście jak dwa magnesy... albo nie, nie jak magnesy - jak ciało niebieskie z satelitą. Jesteś jego satelitą. Jeszcze nigdy nie widziałam czegoś takiego.

W dziesiątkę! Lepiej tego nie można określić. Belka jest satelitą uzależnionym od swojej planety, małym dodatkiem do dużego kawałka materii. I to nie jest romantyczne, ani tru luv. Powtórzę się po raz setny, to jest chore i niebezpieczne. Do terapeuty na kozetkę, marsz!

Cytat:
- Tylko mi nie mów, że znowu zaczytujesz się w kryminałach. - Zacmokałam z udawaną dezaprobatą. - A może w science fiction? Przyznaj się.

A co ma piernik do wiatraka? Sci-fi i toksyczne związki mają raczej mało wspólnego. No chyba, że jakiś chory związek jest przedstawiony jako któryś z kilku wątków, ale to ani nie reguła, ani nie główny przedmiot tych dzieł. Stefa, wiemy, że nie czytasz sci-fi, bo to dla ciebie zbyt trudne i inteligentne książki, więc daruj sobie takie teksty, bo tylko potwierdzasz swoją głupotę i brak profesjonalizmu. (+10 głupota)
Cytat:
- Powinnaś ograniczać się do romansów, mamo. Wykończysz się przez takie podejrzenia.

Właśnie w romansach często przedstawiane są związki, w których babeczka jest uległa w stosunku do faceta. Także trzymaj się sci-fi i kryminałów, Renee, tam występują bohaterki z jajami. A ty, Bello, po prostu się zamknij, bo mam dość czytania bullshitu, który wpływa z twoich ust.

Niestety Renee daje się przekonać, że wygaduje bzdury. Belcia cały czas jest wobec matki protekcjonalna. (+10 bitch)

Dobra, koniec retrospekcji. Jesteśmy przed domem Charliego. Bella i Edward witają się z panem domu.
Cytat:
- Och, Bello - zaśmiał się. - Nawet nie wiesz, jakie świństwa jadłem, kiedy ciebie nie było.
- Mogę zaraz coś upitrasić - powiedziałam, kiedy wypuścił mnie z objęć.

Jasne, kuchnia to przecież naturalne miejsce występowania ludzi obdarzonych jajnikami. Nie wolno o tym zapominać. W każdym razie, Stefa nie pozwoli nam o tym zapomnieć.

Nagle dzwoni Dżejkob. Belka dostaje przez łeb wspomnieniami.

Cytat:
Jego śmiejące się, głęboko osadzone czarne oczy, wielkie, nienaturalnie gorące dłonie, kontrast pomiędzy jego lśniącymi bielą zębami a śniadą skórą, szeroki uśmiech, jak klucz do sekretnych drzwi, za które wstęp miały tylko dwie pokrewne dusze...

Ok., czyli piękno McWolfa też będzie opisywane co 3 strony? Chyba się zastrzelę.

Dżejk ma bardzo ważną sprawę do Belli, bo wydzwania do niej od rana. Okazuje się, że… chciał usłyszeć jej głos i dowiedzieć się, czy idzie następnego dnia do szkoły.

Cytat:
To nie trzymało się kupy.

Nic w tej książce nie trzyma się kupy, więc nie jestem specjalnie zaskoczona.

Belka rzuca się do lodówki, żeby spełnić swój obowiązek przy garach. W tym czasie zastanawia się, o co tak naprawdę mogło chodzić McKaloryferowi. Jak zwykle nie ma żadnego napięcia, bo zagadka zostaje rozwiązana na następnej stronie.

Cytat:
Oszołomiona, pokręciłam tylko głową. Przez trzy dni wszystko mogło się zmienić.
Przecież dopiero co myślałam o tym, że nie będę mogła jednak iść na studia przez następnych parę lat, bo chociaż sama przemiana zabierze mi ledwie jeden weekend, jeszcze długo po niej będę musiała uczyć się nad sobą panować. Trzy dni - tak długo właśnie musiałabym cierpieć katusze, żeby stać się nieśmiertelną i móc spędzić resztę wieczności z Edwardem...
Czy Charlie wspominał Billy'emu o tym, że wyjechałam z moim chłopakiem? Czy Billy wysnuł z tego pochopnie jakieś wnioski? A Jacob pytał mnie, nie wprost, czy nadal jestem człowiekiem? Upewniał się, że kluczowe postanowienie paktu nie zostało złamane i żadne z Cullenów nikogo nie ugryzło, mnie nie ugryzło?

Bella uzmysławia sobie coś jeszcze.

Cytat:
- Będziemy musieli wyjechać - uzmysłowiłam sobie. - Będziemy musieli najpierw stąd wyjechać, żeby nie zerwać paktu. I już nigdy nie będziemy mogli tu wrócić...

Ale przecież ciebie to tak naprawdę nie obchodzi, bo gdyby obchodziło, to byś się zastanawiała, czy warto zostawać wąpierzem, a nie parła do tego od 2 tomów.

Następnego dnia nasza słodka parka przybywa do szkoły. Tam czeka już na nich dyżurny Wolfboy. Edzik oczywiście praktycznie każe Belli zostać w samochodzie. (+1 tyran)

Cytat:
- Twoje rozumowanie było błędne - wyjaśnił mi Edward. - Spytał, czy idziesz do szkoły, ponieważ wiedział, że w takim wypadku i mnie tu zastanie. Chciał się ze mną spotkać w jakimś bezpiecznym miejscu, przy świadkach.

Aha, w porządku, szkoda tylko, że nic mnie to nie obchodzi. Bella na szczęście raz w życiu się stawia i idzie z Edkiem.

Rozmowa Sparklemastera i McWolfa jest krótka, acz enigmatyczna. BellaSue nie wie, o co chodzi, bo, rzecz jasna, Ed nie raczył poinformować o niczym swojej ukochanej. Tak, tak, w końcu Bella to zwykły, śmiertelny, głupiutki człowieczek, po co jej ujawniać jakieś ważne informacje. Co za dupek.

Okazuje się, że Emmett przekroczył granicę terytoriów wilków i Paul go zaatakował.

Cytat:
- Co się stało? Bili się? - zawołałam piskliwie. - Dlaczego? Czy Paul jest ranny?
- Nie martw się - powiedział mi Edward do ucha. - Nikt się z nikim nie bił. Nikt nikogo nie zranił.

No jasne, znowu mamy przykład na to, że Belli nie przejdzie przez pustą pałę, że wilki potrafią sobie poradzić z mejerpirami. (+3 bitch) Edward dalej zachowuje się protekcjonalnie i przekonuje, że nic się nie stało.
Cytat:
Edward nie chciał, żebym się o czymś dowiedziała - o czymś, czego Jacob nigdy by przede mną nie zataił. Przez owo coś zarówno Cullenowie, jak i wilki, przeczesywali okoliczne lasy, ryzykując, że staną sobie na drodze. Przez owo coś Edward wywiózł mnie na drugi koniec Stanów. To owo coś Alice widziała w swojej wizji tydzień wcześniej - w wizji, która, według Edwarda, dotyczyła Jaspera.[…]
- Wróciła po mnie - wykrztusiłam.

Dun, dun, dun!!! Vicky is back. Fajnie, stęskniłam się, może wreszcie coś namiesza, bo ta seria jest naprawdę nudna.

Cytat:
- Nie sądzisz, że Bella ma prawo wiedzieć o takich rzeczach? - Jacob nie dawał za wygraną. - To o jej życie tu chodzi.

Oczywiście, że ma. Tylko że Edek traktuje ją jak dziecko. Poklepywanie po główce tu nie załatwi sprawy. Zatajanie prawdy, kłamstwa, no cud chłopak po prostu. O tak, bo to Fairy Prince wie, co dla Belli dobre i co powinna wiedzieć, a czego nie. (+5 tyran)

Cytat:
Próbowałam wziąć się w garść, ale było ze mną coraz gorzej - w oczach stanęły mi łzy. Widziałam przez nie twarz Victorii: jej odsłonięte kły, jej szkarłatne oczy przepełnione obsesyjną żądzą zemsty. Uważała, że to Edward jest odpowiedzialny za śmierć jej ukochanego, Jamesa, i że najdotkliwszą karą dla niego będzie odebranie mu mnie.

WIEMY. (+1 zbędność)

Dżejkob wykorzystuje dar Edka, żeby pokazać mu parę wspomnień i tym samym podręczyć Sparklemastera. Zabawa jednak nie trwa długo, gdyż zbliża się dyrektor szkoły. Ed postanawia wziąć swą lubą za dupę i zmyć się na angielski. Jednakże to jeszcze nie koniec rozmowy.

Cytat:
- Trochę nadopiekuńczy ten twój chłopak - powiedział do mnie Jacob, jakby Edward nie mógł go usłyszeć. - Mała pyskówka z dyrektorem to przecież zawsze jakieś urozmaicenie. Ale tobie nie wolno urozmaicać sobie życia bez pozwolenia, prawda?

Święte słowa, Black, święte słowa.

Teraz mamy ckliwą rozmowę, jak to Dżejk by chciał przyjaźnić się z Bellą, jeśli tylko ona się odważy. Belka jednak nie przejawia zbyt wielkich chęci, mimo iż niedawno ponoć cierpiała z powodu przykrości, jaką sprawiła swojemu niewolnikowi. (+1 bitch)

Ok., pojawia się dyrektor, wszyscy się rozchodzą. Gołąbki idą na lekcję, podczas której przesyłają sobie liściki. Bella chce wiedzieć, o co kaman z tym wszystkim. Otóż:

Cytat:
Alice zobaczyła w swojej wizji, że Victoria wraca. Wywiozłem cię z Forks tylko tak, na wszelki wypadek - nie miała najmniejszych szans przedrzeć się aż do twojego domu. Emmett i Jasper już prawie wytropili, ale im się wymknęła - być może jest szczególnie uzdolniona w tej dziedzinie. Uciekała dokładnie wzdłuż granicy wyznaczonej paktem ze sforą, jakby miała przy sobie jej mapę. Niestety, zainteresowali się też nią Quileuci i ustalenia Alice diabli wzięli. Gdybyśmy na nich nie wpadli, pewnie sami by ją złapali, a tak ten duży szary stwierdził, że Emmett przekroczył granicę, i zaczął się stawiać. Rosalie stanęła w obronie Emmetta, zrobiło się gorąco i w rezultacie wszyscy przerwali pogoń, żeby nie dopuścić do bójki. Carlisle i Jasper z trudem jej zaradzili, a kiedy można było już podjąć pościg, po Victorii ślad zaginął. To wszystko, co wiem.

Jak zwykle Bella nie wierzy, że wilki mogą być równymi przeciwnikami dla sparklepirów. Ale co dziwne, nie sądzi też, żeby Alice dała sobie radę w walce.

Cytat:
Mało brakowało, a pomiędzy moją przyszłą rodziną a moją paczką znajomych rozpętałaby się krwawa bitwa. Nie obyłoby się bez poważnych obrażeń. Przypuszczałam, że to wilki znalazłyby się w większym niebezpieczeństwie niż wampiry, ale kiedy wyobraziłam sobie drobniutką Alice walczącą z jednym z basiorów...

Tak, bo wilki to zapchlone, indiańskie psiaki, a Alice to dziewczyna. Rasizm (nawet jeżeli tylko podświadomy) i seksizm w jednym akapicie. Wow, jestem pod wrażeniem. (+3 bitch)

Cytat:
Wymazałam starannie własne bazgroły i kaligrafię Edwarda.

Nawet pismo Edwarda jest zaje***te i przewyższa pismo Belki. Tak, Sparklemaster musi być we wszystkim lepszy. Załamałabym się, będąc z facetem, przez którego czułabym się we wszystkim gorsza. Tym bardziej, że Ed cały czas upewnia w tym BellęSue. Ale ona nie widzi w tym nic złego, więc mi jej nie żal.

Bella uważa, że wyjazd do matki to był bad idea. Ma więc miejsce wybitnie idiotyczna rozmowa, która miała być pewnie śmieszna w założeniu Stefy.

Cytat:
- Powiedzmy, że z powodu mojego pecha nasz lot naprawdę miałby zakończyć się tragicznie. Ciekawe, jak byś temu zaradził, gdybyś mi towarzyszył?
- A jaka byłaby przyczyna katastrofy?

Starał się teraz maskować to, że chce mu się śmiać.


O tak, katastrofy lotnicze są zabawne, jasne.
Cytat:
- Piloci upili się do nieprzytomności.
- Łatwizna. Przejąłbym stery.

Widzisz, jaki jestem we wszystkim cudowny? Widzisz, WIDZISZ?!

Cytat:
-Oba silniki eksplodowały i spadamy już korkociągiem ku ziemi.
-Zaczekałbym, aż znaleźlibyśmy się dostatecznie nisko, a potem zrobiłbym dziurę w ścianie kadłuba i wyskoczył na zewnątrz, mocno cię trzymając. Po wszystkim podkradlibyśmy się do wraku i udawali dwójkę największych szczęściarzy w historii lotnictwa.

Wyskoczenie z samolotu skończyłoby się dla Belli raczej tragicznie, ze względu chociażby na pęd powietrza, zmiany ciśnienia. Jak nisko musiałby być samolot, żeby nic jej się nie stało? To byłyby pewnie ułamki sekund od ziemi. Czy Ed zamortyzowałby upadek? Sam jest twardy jak skała, więc wątpię. Tylko w filmach typu X-men czy sensacyjnych takie cuda się udają, a bohater nie ma nawet draśnięcia. Nie znam się za bardzo na szeroko pojętej awiacji, ale fizykę miałam w życiu i coś mi tu nie pasi, także profilaktycznie dam (+3 głupota) .

Ed obiecuje, ze nie będzie już nic przed Swanówną ukrywał. Nagle nauczyciel zauważa kartkę, na której odbyła się ta pasjonująca rozmowa.

Cytat:
Moja kartka rozpłynęła się nagle w powietrzu. Rozejrzałam się zdezorientowana, ale zauważyłam tylko, że zbliża się do nas nauczyciel.
- Czy masz tam napisane coś, czym chciałbyś się z nami podzielić, Edwardzie? - spytał surowym tonem.
Edward, niby to zdziwiony, podał mu kartkę.
- To tylko moje notatki z lekcji - powiedział, grając niewiniątko.
Pan Berty wczytał się w odebrane zapiski i podrapał po skroni. Sądząc po jego zakłopotanej minie, naprawdę nie miał się, do czego przyczepić. Oddawszy kartkę, odszedł ku tablicy.

„Widzicie, jaki Ed jest wspaniały, widzicie?!” wykrzyknęła Stefa, śliniąc się i podskakując wesoło.

Ostatnia scena w tym rozdziale rozgrywa się na matmie, na którą Belka nie chodzi z McSparklem. Jej znajomi obstawiają, który z osobistych monsterków Belli wygrałby walkę. Co nas obchodzi na scena? Czy wnosi coś do historii? Nie. Zacytuję więc Nostalgia Critic’a „That was another POINTLESS MOMENT”. (+1 zbędność)

Pora na statystykę:
+6 tyran
+16 głupota
+20 bitch
+2 zbędność
Papatki


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Sardynka
Zły wampir



Dołączył: 14 Kwi 2010
Posty: 266
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Pon 17:38, 11 Paź 2010 Powrót do góry

Beige napisał:
Widzisz, jaki jestem we wszystkim cudowny? Widzisz, WIDZISZ?!

Nie widzę.
Jak dla mnie całą sagę można by równie dobrze przedstawić jako pracę magisterską. Oczywiście wyłącznie jeżeli zatytułowalibyśmy ją "Siła reklamy". Czyjej reklamy chyba nie trzeba tłumaczyć, ale bez wątpienia odniosła ona niespodziewany i raczej niezasłużony sukces.
Zachowanie Edka w tym rozdziale, podobnie jak w poprzednim, jest moim zdaniem obrzydliwe. Okłamywaniem Belki pokazuje, że jest fatalnym partnerem równie wyraźnie, jak w momencie, gdy ją zostawił. Również to pośrednie podkreślanie własnej wyższości nad osobą na której powinno mu raczej zależeć potwornie mnie irytuje. Plus jeszcze to całe gadanie o Renee. Nie jestem idealną córką, ale nie wyobrażam sobie, bym mogła mówić czy w ogóle myśleć w ten sposób, bez żadnego szacunku, o własnej matce. Gdyby ta kobieta była tak niedorozwinięta jak twierdzi Belka nie zdołałaby jej urodzić, nie mówiąc o utrzymaniu przy życiu przez następne siedem lat.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Pozytywka
Dobry wampir



Dołączył: 06 Lut 2010
Posty: 662
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław

PostWysłany: Wto 19:30, 12 Paź 2010 Powrót do góry

Po raz kolejny spadłam z fotela Wink
Uwielbiam Waszą interpretację Sagi Wink kiedy czyta się taką szczególną i szczegółową analizę, człowiek zastanawia się jak to możliwe, że tak się dał ogłupić Wink bo ja się dałam... choć faza fascynacji już dawno minęła...bezpowrotnie Wink niemniej znajdą się na forum moje wcześniejsze posty przepełnione bezgranicznym uwielbieniem...
*troszkę się wstydzi* no cóż... przyznam się, że kiedyś zajęta rozważaniami nad losem Belki i boskiego Eduarda udało mi się... zostawić dziecko w sklepie Embarassed wiem, wiem + 1000 very bad mother...
I co dziwne, doskonale zdawałam sobie sprawę z niedociągnięć Sagi, z totalnej głupoty i niekonsekwencji... a mimo to dałam się wciągnąć razem z kopytami Wink Wasze komentarze uwypuklają wszelkie idiotyzmy zawarte w tych książkach ... zdecydowanie lepiej to widać gdy się nabierze dystansu do tego ...hmm...dzieła Wink
mimo to oczywiście sagę uwielbiam Laughing Laughing Wink zwłaszcza w Waszej interpretacji Wink

już nie mogę się doczekać kiedy weźmiecie na warsztat Przed Świtem... to dopiero będzie gratka Wink takiego zestawu głupoty, braku obiektywizmu i chaosu ze świeczką szukać Laughing Laughing Laughing


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pozytywka dnia Wto 19:31, 12 Paź 2010, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Remmy
Zły wampir



Dołączył: 22 Lip 2010
Posty: 411
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Zza płaszcza Aro

PostWysłany: Śro 4:30, 13 Paź 2010 Powrót do góry

Pozytywka napisał:
już nie mogę się doczekać kiedy weźmiecie na warsztat Przed Świtem... to dopiero będzie gratka Wink takiego zestawu głupoty, braku obiektywizmu i chaosu ze świeczką szukać Laughing Laughing Laughing


Nie wiem, jak w chwili obecnej, ale autorki tej wspaniałej odsłony sagi nie zdzierżyły psychicznie "Przed Świtem" za pierwszym razem. Osobiście obawiam się potwora, który miałby powstać po analizie tej czwartej części *wzdryga się*. Chyba nie chciałabym tego czytać, ale nie mogę mieć pewności, skoro tak polubiłam "Księżyc w Pełni" i "Zaćmienie Umysłu". Mimo to, zdaje mi się, że BellaMarie13 oraz Beige zrobią to, o czym marzyło parę osób by zrobiła to Stefa, a mianowicie skończą na "Zaćmieniu".

Beige napisał:
Jak zwykle Bella nie wierzy, że wilki mogą być równymi przeciwnikami dla sparklepirów.

Nienawidzę tego.

Beige napisał:
Ostatnia scena w tym rozdziale rozgrywa się na matmie, na którą Belka nie chodzi z McSparklem. Jej znajomi obstawiają, który z osobistych monsterków Belli wygrałby walkę. Co nas obchodzi na scena? Czy wnosi coś do historii? Nie. Zacytuję więc Nostalgia Critica "That was another POINTLESS MOMENT. (+1 zbędność)


Jak to co nas obchodzi? Przecież to historyczny i przełomowy moment! Może i nie ma znaczenia w historyjce Stefy, ale ma wielkie znaczeniu wśród naszej twilightowej populacji! Podejrzewam, że od tego miejsca zaczął się podział fangirlów na TEAMY!
Laughing

Słowa zachęty do umieszczania kolejnych rozdzialików: Baby, jesteście GENIALNE! XD


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
BellaMarie13
Zły wampir



Dołączył: 05 Cze 2009
Posty: 302
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 43 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z Królestwa Marzeń i Wyobraźni

PostWysłany: Śro 21:09, 13 Paź 2010 Powrót do góry

Rozdział 4: Prawa natury

Mam jakieś dziwne szczęście do rozdziałów rozpoczynających się od określenia, w jakim stanie psychicznym znajduje się nasz droga Bella. I tak, jak w odcinku drugim powitały nas tęczowe jednorożce, tak tym razem musimy się zmagać z angstem – Belka boi się bowiem, że którejś nocy Victoria wkroczy do jej sypialni i ją zje. Oczywiście, członkowie Glitter Family zapewniają, że nigdy do tego nie dopuszczą – wszak Edek musi w końcu stracić z kimś dziewictwo.
Oho, kolejne przypomnienie Nju Muna, tym razem dotyczące kwestii przemiany Bells. Jak wszyscy wiemy, McSparkle postawił damie swego serca warunek – przetransformuje ją dopiero wtedy, gdy się hajtną.

Cytat:
Jak inaczej udało mu się [Edwardowi] wynaleźć wśród tysiąca różnych potencjalnych zastrzeżeń to jedno, na które najtrudniej było mi przystać?


Nigdy nie potrafiłam tego zrozumieć. Małżeństwo to z założenia związek dwóch kochających się osób, które DOBROWOLNIE zdecydowały się na połączenie węzłem czy to kościelnym, czy cywilnym. To duży krok, do którego trzeba być doskonale przygotowanym i pewnym swoich pragnień.
Bella nie tylko nie jest niczego pewna, ale wręcz NIE CHCE wyjść za Edzia. Dlaczego więc McSparkle nie może odpuścić? To, co uprawia Edek, to klasyczny szantaż – dostaniesz to, co dla ciebie najważniejsze, jeżeli za mnie wyjdziesz. Ktoś mógłby argumentować, że ślub jest „przemianą” w edwardowym systemie wartości, ale to nieprawda. On NIC nie poświęca, transformując Belkę –ona musi postąpić wbrew swoim przekonaniom i chęciom. W tym układzie to Glitterman po raz kolejny jest górą.
A swoją drogą, jak na człowieka dla którego małżeństwo jest świętością i który podobno kocha Belcię z całej duszy, Edzia jakoś mało obchodzi fakt, że jego luba uważa ślub za zło konieczne. Ja tam nie chciałabym, aby mój przyszły mąż zaciskał zęby z rozpaczy, idąc do ołtarza. To by było na tyle w kwestii „twoje dobro i potrzeby są dla mnie priorytetem”.

(+ 50 bad boyfriend)

Inna rzecz, że Belka tez nie wykazuje się w tym przypadku nadmiarem inteligencji. Owszem, jej rodzice się rozstali. To się zdarza. Ale ona zamierza zostać wąpierzem i spędzić z Edwardem RESZTĘ WIECZNOŚCI. Patrząc z tej perspektywy, nie do końca rozumiem, o co kaman – jak, na miłość boską, można obawiać się związku małżeńskiego, jeśli ma się życzenie podpisać znacznie poważniejszy „kontrakt”, jakim jest przemiana? Perspektywa rozwodu to pikuś przy fakcie, że jeśli Cullenom rozwali się związek, będą skazani na koegzystencję do końca świata.

(+ 50 głupota)

Edward musi wyruszyć na polowanie, żeby przez przypadek nie zeżreć swej lubej w ferworze miłosnych igraszek.

Cytat:
Wiedziałam, że w lasach wokół Forks nudzi się jak mops, bo miejscowe gatunki fauny nie stanowiły dla niego żadnego wyzwania.


A ja myślałam, że to dlatego, że Culleny pochłonęły już całą miejscową zwierzynę. Jakim cudem las utrzymuje naturalną równowagę, skoro połowa jego mieszkańców została dawno zmieciona z powierzchni Ziemi, tego nie wiem i nigdy się nie dowiem.

(+ 10 głupota)

Książę Czarujący zostawił swej lubej karteczkę na otarcie łez:

Cytat:
Nie martw się, już niedługo wrócę, żebyś za bardzo się nie stęskniła.


- Ona żyć beze mnie nie może – westchnął znużony Edward, poprawiając niesforny kosmyk, psujący idealną fryzurę.
- Stary… - Emmett niepewnie podrapał się po głowie, wciąż wpatrując się w kopię notatki brata. – Ja tam się nie znam, ale…Nie byłoby jakoś grzeczniej, jakbyś zasugerował, że to TY się stęsknisz, czy coś?

(+1 bad boyfriend) (+5 ego)

Oho, McStalker nie odpuszcza. Konieczność polowania nie oznacza, że można spuścić z oczu swoje trofeum! Na szczęście, Alice jest zawsze w gotowości:

Cytat:
Czyli, w wolnym tłumaczeniu: „Nie próbuj ze mną żadnych numerów. To, że Edward wyjechał, nie oznacza, że możesz wymknąć się do La Push”.


Gorzej niż w Ojcu Chrzestnym. Na miejscu Belki poważnie bym się zastanowiła, czy chcę spędzić resztę życia z rodziną, przy której mafia z sektą razem wzięte to klub pingpongowy z wstępem dla wszystkich.


Bla bla bla. Bella je śniadanie. Bla bla bla. Bella stara się zagiąć fizykę i połączyć dwa magnesy o tych samych biegunach. To miała chyba być jakaś metafora, ale cokolwiek nietrafiona, bo Jacob i Edward to raczej przeciwieństwa, więc magnesiki powinny się przyciągać jak wściekłe.

(+1 głupota)

Bla bla bla. Bella jedzie do pracy. Okazuje się, że Newtonowie, dowiedziawszy się o planach Belci związanych z rychłym porzuceniem zawodu, zatrudnili jeszcze jedną dziewczynę. Jednakże:

Cytat:
Nie było ich za bardzo stać na to, żeby płacić nam obu


Za kilka tygodni staniesz się Mrs Cullen, w związku z czym dołączysz do rodziny Krezusów XXI wieku. Nawet, gdyby ślub przesunął się w czasie, Edek i tak kupi ci wszystko, czego zapragniesz. Nie mogłabyś w takim razie zrezygnować z roboty, znaleźć sobie jakieś inne zajęcie (lub hobby, wszak nie masz żadnego) i nie narażać rodziny kolegi na nadmierne wydatki?

(+1 bitch)

Bla bla bla. Bella ma wyrzucić jakiś ulotki, które kojarzą jej się z McHulkiem. Jeszcze chwila, i zasnę z nudów…

(+1 nuda)

Ej, moment! Coś się dzieje! Nie do wiary, okazuje się, że Belka postanowiła pokazać gest Kozakiewicza swemu psychicznemu właścicielowi i udać się do La Push. Po raz pierwszy od początków sagi jakieś oznaki niezależności! Myślałam, że nie doczekam tej chwili.

* otwiera szampana*

Cytat:
- Pozwolili ci?
- No co ty! Musiałam się wymknąć po kryjomu.


Niedobry Zgredek, zły Zgredek! Za karę będzie przez dziesięć godzin klęczeć na grochu.


Nasi BFF udają się na spacer.

Cytat:
Przy Jacobie czułam się trochę młodsza i o wiele mniej rozważna. Stawałam się kimś, kto od czasu do czasu lubił zrobić coś naprawdę szalonego.


Innymi słowy, przy Jacobie jesteś normalną, zdrową nastolatką. Może powinnaś rozważyć tę kwestię w spokoju ducha, zanim zdecydujesz się spędzić resztę wieczności z nudnym, kontrolującym, pozbawionym poczucia humoru mentalnym stulatkiem.

Cytat:
-(…) Wybaczyłaś mu, prawda?
(…)
-Nie miałam mu czego wybaczać.


Są takie chwile w życiu każdego analizatora, gdy na usta ciśnie się wyłącznie „no comment”. To właśnie jedna z nich.

(+10 głupota)

Kolejne dwie strony to przypomnienie akcji w Volterze. Następne – przywołanie bójki między chłopakami, o której Edward opowiadał rozdział temu. Stefciu, patrz mię na usta: WIEMY. PAMIĘTAMY. CZYTALIŚMY. Bądź łaskawa, miast babrać się w przeszłości, posunąć wreszcie akcję naprzód.

(+5 zbędność)

Cytat:
- Czy do tego właśnie się to sprowadza? Lecisz tylko na przystojniaków?


Trafiłeś w samo sedno, brachu.

Cytat:
-Po prostu go kocham! – krzyknęłam. – I nie dlatego, że jest przystojny albo że jest bogaty. Tak szczerze, to wolałabym, żeby był zupełnie normalnym chłopakiem, wtedy kontrast pomiędzy nami nie byłby taki duży (…)


Primo: Bella kłamie, aż się kurzy. Facjata McSparkle’a to jedyne, co ją w ogóle w nim interesuje. Cała reszta przymiotów, jakimi go opisuje w dalszej części przemowy (najofiarniejszy, najbardziej przyzwoity, najbystrzejszy), nijak się mają do rzeczywistego charakteru świra, który

a) nie potrafił odczepić się od niej w Tłajlajcie, mimo, że doskonale wiedział co się stanie, jeśli straci nad sobą kontrolę
b) w ramach przyzwoitości uwielbia patrzeć z góry na Belkę i cały rodzaj ludzki przy okazji
c) zamiast sprawdzić, czy ukochana na pewno nie żyje, zdecydował się popełnić SparkleSuicide i narazić rodzinę na wieczną żałobę.

Secundo: Po raz kolejny mamy dowód czarno na białym: Belcia czuje się gorsza od swego faceta. Sytuacja absolutnie nie do zaakceptowania w zdrowym, szczęśliwym związku.

Cytat:
-Sądzę, że przede wszystkim należy wybierać osobnika tego samego gatunku. (…)
- Bomba! Czyli jestem skazana na Mike’a Newtona?


I po raz kolejny nieszczęsny Newton, którego jedyną wadą jest, iż nie świeci się jak psu jajca/ jego temperatura sięga poniżej stu stopni, spełnia rolę chłopca do bicia. To tyle, jeżeli chodzi o deklarację: „Chciałabym, żeby Edzio był przeciętnym licealistą”.

(+1 bitch)

Bla bla bla, następne dwie strony angstowania na temat „Kochajmy się, ale tak z osobna (i tylko, jeśli będzie mi to akurat pasować)”. Bella stwierdza po raz kolejny, że nie może żyć bez Jacoba. Kurtyna.

(+1 angst)

Dobry Boże, ta książka to póki co istny dramat. Jak tak dalej pójdzie, nie będzie czego analizować. Niechże tu się wreszcie zacznie coś dziać, błagam!

Liczby:
Bad Boyfriend – 51
Głupota – 71
Ego – 5
Bitch -2
Zbędność – 5
Angst – 1
Nuda - 1

Pa pa.

[/b]


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
malina781
Nowonarodzony



Dołączył: 17 Paź 2010
Posty: 3
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Częstochowa

PostWysłany: Nie 14:43, 17 Paź 2010 Powrót do góry

Zacznę od tego że jestem na forum już jakiś czas, ale nigdy niczego nie komentowałam. Waszej pracy jednak nie da się obejść w milczeniu. Na samym początku kiedy przeczytałam całą sagę (po tym jak obejrzałam zmierzch w kinie) byłam dozgonnie zakochana w E..., ale przy drugim czytaniu, gdy emocje opadły, wszystko stało się takie mdłe aż. Tak, więc wracając do tematu: zgadzam się z wami w 100%. Dodam tylko, że dla mnie najgorszą wadą edzia jest właśnie jego "tyranizm". Nie mam pojęcia o co chodziło, miał być niby taki opiekuńczy, ale wyszło tak jakby uważał ją za swoją własność lub niewolnice <lol>. Ale się rozpisałam. Czekam z utęsknieniem na następny rozdział Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
karolka_k
Wilkołak



Dołączył: 23 Mar 2010
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 9:27, 18 Paź 2010 Powrót do góry

dziękuję za kolejne rozdzaliki :):):)

a co do Belki...eh, ta laska jest kosmiczna w swej głupocie.. od kiedy zaczęłam czytać tę Sagę zastanawiało mnie czemu tak ciężko jest uwierzyć Belce, że wilkołaki są mega silne i dadzą sobie radę z przeciwnikiem?? Wkurzało mnie to tym bardziej, że w siłę i potęgę wampirów uwierzyła w 5 sekund! Skoro jedną rewelację mogła przyjąć tak łatwo, to co stało na przeszkodzie, zeby uwierzyć w kolejną? Poza tym czytając Zaćmienie dostawałam apopleksji niemal co dwie strony, dowiadując się przy każdej nadarzającej się okazji, że ojej biedne wilczki nie poradzą sobie, ojej biedna Alice taka malusia też nie da sobie rady, ojej biedni wszyscy tak ich narażam! no masakra! brak mi słów po prostu.. może faktycznie coś jest w tym stwierdzeniu, że Edzisław nie mógł czytać w myślach Belki, bo to stworzonko po prostu nie myślało? :p


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Beige
Wilkołak



Dołączył: 18 Gru 2008
Posty: 136
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 14:17, 19 Paź 2010 Powrót do góry

ROZDZIAŁ V WPOJENIE

Rozmowa Belli i Dżejka trwa dalej w celu zanudzenia czytelnika na śmierć. Okazuje się, że Quil również dołączył do sfory. Poza Samem i Dżejkobem wilczki lubią swoje nowe wcielenia. Bella chce wyjaśnić, dlaczego Sam angstował z powodu swego nowiutkiego image’u. O nie, szykuje się następna nudna paplanina… Zanim jednak zanurzymy się w toń wymuszonej back-story, mamy ten mały klejnocik:
Cytat:
Skrzywiłam się na myśl o tym, co czekało mnie po powrocie. Nie uszło to uwadze Jacoba.
- Zrobi ci awanturę za tę wizytę?
- Tak - przyznałam. - Nie cierpi, kiedy robię coś... kiedy narażam się na niebezpieczeństwo.
- Na przykład zadając się z wilkołakami?
- Na przykład.

Chyba tutaj nie trzeba za dużo komentować. Bella najzwyczajniej w świecie boi się Edka i jego reakcji na to, że się mu sprzeciwiła. To jest bez wątpienia związek toksyczny, nie można temu zaprzeczyć. (+10 tyran)

McWolf proponuje, żeby Bella została w La Push i olała swojego despotycznego faceta. Oczywiście, Belka ma już zbyt mocno wyprany mózg (lub jego resztki), żeby brać to pod uwagę.
Cytat:
- Czym się stresujesz?
- Tym, że każdy z was jest taki chętny zabić drugiego! - pożaliłam się. - Zwariuję od tego niedługo. Dlaczego nie możecie zachowywać się jak ludzie cywilizowani?
- Edzio ma ochotę mnie zabić? - powtórzył Jacob zadowolonym tonem, ignorując moją prośbę.
- Na pewno mniejszą niż ty! - Uświadomiłam sobie, że krzyczę. - Przynajmniej on podchodzi do tego jak na dojrzałą osobę przystało. Wie, że gdyby ci coś zrobił, to tak, jakby to mi coś zrobił, więc nie podniesie na ciebie ręki. Ale ty wcale się tym nie przejmujesz!

Tak, bo Edek jest cacy, a Jacob to zły, dziki zwierz. (+3 bitch) Nie byłabym taka pewna, że Sparklemaster nie ma ochoty pozbyć się McKaloryfera. Swanówna ma takie klapki na oczach, że idealizuje Edzia do orzygania, w ogóle się nie zastanawiając. A to w końcu Ed jest krwiożerczą bestią, o czym BelIaSue jakoś zapomina.

Oczywiście, niewolnik natychmiast przeprasza Bellę za to, że jest ona wredną suką. Czyli norma.

Przechodzimy wreszcie do historii Sama. Szykuje się więc potok bullshitu.

Sam był pierwszym wilkiem, toteż ciężko przeżył przemianę. 2 tygodnie latał w futrze, zanim zakminił, jak się odwilczyć. W tym czasie jego matula, ówczesna narzeczona, Leah Clearwater, i niedoszła teściowa rwały włosy z głowy ze strachu.

Cytat:
Chyba było naiwne z mojej strony sądzić, że Sam nie miał nikogo przed Emily - większość ludzi zakochiwała się przecież i odkochiwała przynajmniej kilka razy w życiu. Wzięło się to u mnie najprawdopodobniej stąd, że widziałam Sama tylko z nią. Trudno mi było wyobrazić go sobie z inną dziewczyną.

Tak robią normalni ludzie. Wiem, że to dla ciebie szok, Belciu.

No dobra, Sam wreszcie dowiedział się jakoś od starszyzny plemienia, co mu jest.
Cytat:
- Ateara zrelacjonował, rzecz jasna, to wydarzenie pozostałym członkom starszyzny plemienia - kontynuował. - Tylko oni jeszcze coś pamiętali, coś wiedzieli. Dziadek Quila, Billy i Harry widywali na własne oczy, jak ich dziadkowie przeobrażali się w wilki. Kiedy usłyszeli, jakie Sam ma objawy, spotkali się z nim w tajemnicy i wszystko mu wyjaśnili. Było mu po tym dużo łatwiej - nie czuł się już taki samotny. Poza tym powiedziano mu, że skoro Cullenowie wrócili na dobre - Jacob wymawiał to nazwisko z nieuświadomioną pogardą - to niedługo dołączą do niego inni chłopcy. Tyle, że wszyscy jesteśmy od Sama o te parę lat młodsi, więc pozostawało mu czekać.
- Cullenowie nie mieli pojęcia, że tak na was działają - wtrąciłam. - To ja ich oświeciłam. Myśleli, że w tej okolicy po prostu wilkołaków już nie ma.
- Co nie zmienia faktu, że ich pojawienie się spowodowało to, co spowodowało.
- Jesteś dziecinny w tej swojej nienawiści.
- A co, mam im może wybaczyć tak jak ty? Nie wszyscy mogą być świętymi i męczennikami.

Dżejk jest z natury wrogiem mejerpirów, poza tym jeden z nich związał się z dziewczyną, którą Black na własne nieszczęście kocha. To jasne, że nie będzie pałał ślepym uwielbieniem do Cullenów jak Belka. Dziecinność tu nie ma nic do reczy. Ale, ale, co się okazuje… Niewolnik nie może spełnić prośby swej pani i dorosnąć.

Cytat:
- Wiesz co? Dorośnij.
Zamilkł na chwilę.
- Chciałbym - powiedział cicho.
Kiedy dotarło do mnie, co ma na myśli, otworzyłam szeroko oczy.
- Co takiego?!
Zachichotał.
- Już mówiłem, że bycie wilkołakiem jest bardzo dziwne.
- Nie dorośniesz? - wykrztusiłam. - Czyli się nie zestarzejesz, tak? Jacob, czy to jakiś głupi dowcip?
- Nie - odparł, zadowolony, że zdołał czymś tak mnie wyprowadzić z równowagi.
Do oczu napłynęły mi łzy, ale nie z rozpaczy, tylko z gniewu. Zazgrzytałam zębami.
- Bella, co jest? - przestraszył się Jacob. - Co ja takiego powiedziałem?
Zerwałam się na równe nogi, trzęsąc się na całym ciele. Dłonie miałam zaciśnięte w pięści.
- Nie zestarzejesz się! - ryknęłam.

Na tę wiadomość BellaSue dostaje histerii

Cytat:
- Czyli wychodzi na to, że tylko mnie to czeka! - wybuchłam. - Cholera jasna, starzeję się z dnia na dzień!

Dla Belli liczy się tylko młodość i wygląd zewnętrzny i nic więcej. Ta pusta lala przeżywa kryzys wieku średniego przed 20-stką. Żałosne i porażające swoją głupotą i płytkością. (+3 głupota)

Żeby uspokoić rzucająca się w spazmach Belkę, Dżejk wyjasnia, że zestarzeje się, o ile przez dłuższy czas nie będzie sierśćsplodował. Swanówna się uspokaja, więc McWolf może wrócić do opowieści o Samie.

Dochodzimy do jednego z największych i najbardziej chorych idiotyzmów tej szitowej serii, a mianowicie wpojenia. Jak już wspomniałam, w czasie, gdy Sam przemienił się w futrzaka po raz pierwszy, był związany z Leą Clearwater. Jednak kiedy stał się Wolfboyem i poznał kuzynkę Lei, Emily Young, wszystko poszło w diabły z powodu wpojenia (ang. imprinting).
Cytat:
- Sam naprawdę kochał Leę, ale kiedy zobaczył Emily, zupełnie o niej zapomniał. Pod wpływem Emily tamto uczucie zostało w nim gwałtownie zduszone. I zastąpione nowym, silniejszym. To było jak grom z jasnego nieba. Tak się czasami dzieje, kiedy znajdujemy sobie partnerkę na całe życie. - Spojrzał na mnie i zaraz się zarumienił. - No wiesz, naszą drugą połówkę.
- Masz na myśli miłość od pierwszego wejrzenia? - spytałam z pewną dozą ironii.
Nie spodobała mu się moja reakcja.
- To coś większego niż zwykła miłość. Coś bardziej... wszechogarniającego.

Tak, bo w Meyerlandzie prawdziwa jest tylko miłość od pierwszego wejrzenia. Stefa nie umie opisywać normalnych, dojrzałych związków, nad którymi należy pracować i w których trzeba się starać. O nie, puff i true love gotowa. Prawdziwa miłość w proszku. Obsypać nim bohaterów, zalać niekompetencją autorki i Instant Love jak malowana. Fail, Meyer, fail. (+20 głupota)

Nawiasem mówiąc, biedna Leah. Stracić swojego faceta przez jakieś czary-mary wyjęte z dupy. A co na to wszystko Emily?

Cytat:
- Z początku była bardzo zła na Sama, ale tak ją adorował, taki był jej oddany, że w końcu uległa jego zalotom. - Westchnął. - A potem Sam wyznał jej całą prawdę. Kiedy w grę wchodzi wpojenie, można powiedzieć drugiej stronie wszystko, co się chce.

Co za sucz. Nawet gdyby facet stawał na rzęsach, co z tego? To była jej bliska kuzynka i przyjaciółka w jednym. A ona jej najzwyklej w świecie wbiła nóż w plecy (lub serce, jak kto woli). (+30 bitch) Tak się po prostu nie robi, tym bardziej, że ona żadnym wpojeniem nie była związana. Pamiętajmy jeszcze o tym, dlaczego Emilka ma rozorane pół twarzy.
Cytat:
- Paradoksalnie, ten wypadek scementował ich związek. Sam zupełnie się załamał, dręczyły go straszne wyrzuty sumienia.. .Gdy by tylko to coś Emily dało, rzuciłby się bez namysłu pod autobus. I bez tego zastanawiał się, czy nie popełnić samobójstwa - żeby uciec przed samym sobą. O mało nie zwariował. No i nagle okazało się, że to ona go pociesza i wspiera, a nie na odwrót.

Typowy szantaż emocjonalny. Obrzydliwe. Na miejscu Emily wykopałabym gnoja jak daleko można, Najpierw zrobił jej krzywdę, a teraz stara się wzbudzić współczucie próbami samobójczymi. Po kij jej taki facet? Może trochę tłumaczy go wpojenie, które, jak widać, robi wilkom wodę z mózgu, ale to i tak kiepskie wyjaśnienie. Co więcej, gdzieś czytałam, chyba w jakimś wywiadzie ze Stefą (choć nie dam głowy, że ona to naprawdę powiedziała - w książkach raczej nie było to wspomniane), że podobno Em grała na początku trudną do zdobycia, ale Sam już jej się od początku podobał z opowieści zakochanej w nim Lei. Toteż Emily postanowiła poudawać niedostępną, Sam się wściekł na jej odmowę i zrobił jej z twarzy pole po bitwie. Jeżeli rzeczywiście tak wyglądała ta historia, to jest jeszcze gorzej niż to wynika z książki. Aha, no i (+5 angst) dla Sama. A to jeszcze nie koniec.

Cytat:
- Tak, Leah najgorzej na tym wyszła. Ale robi dobrą minę do zlej gry. Ma być druhną na ich ślubie.

FUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUUCK!!!

Nie wierzę. Maja tupet te potwory bez serca. Poprosić Leę o bycie druhną na ich ślubie? (+100 bitch) Że też się dziewczyna zgodziła, ja bym pokazała im środkowy palec i nawet nie pojawiła się na tym ślubie, szczególnie ze względu na zdradziecką Emily.

Okazuje się, że nie tylko Sam miał nieszczęście wpoić się w kogoś. Jaredowi też przytrafiła się ta tragedia. Wpojenie to naprawdę straszna rzecz. Nie masz nad tym żadnej kontroli, stajesz się czyimś niewolnikiem na zawsze. I nie ma to nic wspólnego z miłością, to zwykłe hokus pokus, gorsze niż Amortentia. A osoba, w która wilk się wpoi? Prawdopodobnie ryzykuje życie, odmawiając. Nawet jeśli wejdzie w związek z futrzakiem, to i tak nie jest to bajka. Nie chciałabym, żeby ktoś mnie „kochał” z powodu jakiejś magii, tylko za to kim jestem i jaka jestem.

Belka cieszy się, że Dżejk nie wpoił się w nią, tylko zwyczajnie zakochał. No tak, łatwiej będzie łamać mu serce, kiedy jest to normalne, ludzkie uczucie. (+3 bitch)

A jak to jest z Jaredem? Równie „romantycznie", jak z Samem i Emily?
Cytat:
- Na szczęście obyło się bez dramatów. Trafiło po prostu na dziewczynę, z którą przez rok siedział w jednej ławce. Wcześniej w ogóle mu się nie podobała, ale jak ją zobaczył po swojej pierwszej przemianie... Kim była w siódmym niebie, bo okazało się, że od dawna się w nim podkochiwała. Nawet ćwiczyła na kartkach swojego pamiętnika podpisy, no wiesz, jak by wyglądało jej imię z jego nazwiskiem. - Zaśmiał się drwiąco.
Zmarszczyłam czoło.
- Zdradził ci jej sekret? To trochę niesmaczne.
Spuścił oczy.
- Wiem, nie powinienem się śmiać. Ale to zabawne, prawda?

Nie, to nie jest zabawne, nie należy się śmiać z ludzkich uczuć, nawet jeżeli jest to naiwne dziewczyńskie zadurzenie.
Cytat:
- Pamiętaj, że Jared nie opowiada nam takich szczegółów nad piwkiem. Nic nie może na to poradzić. Jesteśmy wszyscy członkami sfory.
- No tak, zapomniałam, że potraficie czytać sobie w myślach. Ale tylko kiedy jesteście wilkami, prawda?
- Zgadza się. To trochę tak, jak ten twój krwiopijca.
- Edward - poprawiłam.
- To stąd wiem tyle o tym, jak czuł się Sam. Gdyby miał wybór, pewnie by wiele przed nami zataił, a tak... - Jacob ucichł na moment. - Tak właściwie to mamy tego wszyscy po dziurki w nosie - zwierzył się zgorzkniałym tonem. - To straszne, nie mieć prywatności, nie mieć żadnych tajemnic. Wszystko, czego się wstydzisz, podane jak na tacy.

I tu się muszę zgodzić. Z drugiej strony, czytanie w myślach to też wcale nie taki zajebisty dar, słyszeć wiecznie ludzkie głosy w głowie, coś strasznego. Jeżeli można dzięki koncentracji „wyłączyć się” z tego potoku, to jeszcze nie tak źle, ale jeśli to niemożliwe?

Belka zdradza Dżejkowi, że Ed nie może czytać jej myśli, bo Swanówna nie używa mózgu. No dobra, troszkę inaczej to ujęła.
Cytat:
- No - przytaknęłam, ale moje samozadowolenie szybko znikło. - Pewnie to znaczy, że coś jest nie tak z moim mózgiem.
- To chyba oczywiste dla każdego, kto cię zna - zażartował.

Hehe, nice one.

Belli i McWolfowi zbiera się na wspominki ze starych, dobrych czasów, gdy Dżejk zbierał dla Belki bawełnę na plantacji. Nagle Swanówna przypomina sobie, że Black użył wspomnień, żeby wpienić Eda na parkingu przed szkołą.
Cytat:
- Najpierw pomyślałem o tym, jak wyglądałaś, kiedy Sam znalazł cię w lesie - widziałem to nieraz w jego głowie, bo ten obraz go prześladuje, więc mogłem odtworzyć wszystko ze szczegółami. A potem pomyślałem o tym, jak wyglądałaś, kiedy pierwszy raz przyjechałaś do La Push. Założę się, że do dziś nie zdajesz sobie sprawy, jak bardzo rzucałaś się wtedy w oczy. Musiało minąć kilka tygodni, żebyś zaczęła przypominać żywego człowieka. Co jeszcze. .. Ach tak, pokazałem mu też ten twój gest z owijaniem się ramionami, kiedy wydawało ci się, że się rozpadasz. - Zademonstrował go i zaraz potem się skrzywił. - Nawet mnie było trudno patrzeć na to wszystko, chociaż to, że się tak czułaś, nie było przecież moją winą, więc pomyślałem, że twój pan wampir na pewno wymięknie. Zresztą, powinien być świadomy, co narobił.

I dobrze, niech dupek wie, co jej zrobił. Należało mu się. Bella prosi, by Dżejkob więcej już nie męczył delikatnego jak mimoza Sparklemastera.

BellaSue musi już wracać. Obiecuje, że gdy następnym razem tyrana nie będzie w domu, odwiedzi McWolfa.
Cytat:
- Słuchaj, jeśli mam się męczyć, główkując, jak tu się wymknąć, to musimy postawić pewną sprawę jasno, dobra?
Czekał na to, co powiem.
- Mnie nie interesuje to, kto jest wampirem, a kto wilkołakiem. To nie ma znaczenia. Ty jesteś Jacob, ja jestem Bella, a Edward to Edward. Koniec, kropka.

Sorry, bejbe, ale to tak nie działa. Pewnych rzeczy się nie da przeskoczyć, bo Belcia tak chce. (+1 głupota) (+1 ego)

Belka odjeżdża, koniec rozdziału.

Czas na liczbowe podsumowanko:
+10 tyran
+24 głupota
+136 bitch
+5 angst
+1 ego
Buziaki


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
karolka_k
Wilkołak



Dołączył: 23 Mar 2010
Posty: 116
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 16:15, 19 Paź 2010 Powrót do góry

świetna analiza! *bije brawo*

a co chciałam rzec? otóż to, że w tym rozdziale ewidentnie widać, ze ani Edward ani Jacob nie są dla Belki odpowiednimi znajomymi, a co mówić o chłopakach, mężach i tak dalej.. bo? bo Edek to tyran i krwiopijca, który nigdy nie wiemy kiedy może w końcu nie dać rady i ją pożreć. Natomiast Jacob to jednak troche bardziej zwierzę niż człowiek, po opowieści o Samie, dowiadujemy się, ze gdyby Belka wkurzyła go mocniej pacnąłby ją łapą i po wszystkim. Ale nasza "kochana" Belcia musi być w centrum uwagi, a uwaga zwykłych śmiertelników nie jest ważna, więc śmiga z wampirkami i wilkołaczkami. samo to daje +200 głupota


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Remmy
Zły wampir



Dołączył: 22 Lip 2010
Posty: 411
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Zza płaszcza Aro

PostWysłany: Pią 0:20, 22 Paź 2010 Powrót do góry

Po tak często wrzucanych rozdziałach z poprzedniego tomu, trochę się zawiodłam, że tu trzymacie inne tempo, ale rozumiem :) Zwyczajnie przywykłam, że co kilka dni mam się z czego pośmiać, ale cóż trudno się mówi. Nadal niecierpliwie oczekuję następnych części.
Wcześniej nie wnikałam wcale głębiej w historię Emily i Sama, ale jeśli faktycznie ta laska udawała niedostępną to w tej sadze nie ma chyba normalnych porządnych dziewczyn O_o Prócz Angeli, która okazała się z kolei słodka "do orzygania" jak to określiła Beige. Czytałam kilka rozdziałów Midnight Sun i tam Edzik dosłownie stwierdza, że ona jedyna JEST GODNA (tak, tych słów użył) by być przyjaciółką Belli. Angela ostatecznie mnie drażni. Jest chyba jedną z najbardziej cukierkowych postaci jakie spotkałam w literaturze.
Ostatecznie odbiegłam od tematu, wybaczcie.
W każdym razie wrzucajcie dalej. BellaMarie13 czekamy na szósteczkę ^^


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
To forum jest zablokowane, nie możesz pisać dodawać ani zmieniać na nim czegokolwiekTen temat jest zablokowany bez możliwości zmiany postów lub pisania odpowiedzi


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Możesz pisać nowe tematy
Możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
 
 
Regulamin