FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 
 
 Planning Perfection [T] [NZ] Rozdział VI: 26.01.2010 Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Ivett
Nowonarodzony



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 09 Maj 2009
Posty: 29
Przeczytał: 53 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: tam gdzie na mapie kończy się papier...

PostWysłany: Nie 18:01, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Planning Perfection
Autor: An End Has A Start
Link do oryginału:Planning Perfection
Zgoda: Uzyskana.
Rodzaj: Romans/Generalny

[OOC]
[AU/AH]

Tłumaczenie: Ivett
Beta: Reilee

Tłumaczenie równieżna chomiku: http://chomikuj.pl/iwonka.k92

Bella, druhna, została połączona ze starszym Edwardem, aby pomóc w planowaniu ślubu Alice i Jaspera. Nigdy się ze sobą nie spotkali, ale muszą stworzyć ten perfekcyjny dzień. Polecą również iskry lub też będzie to kolosalna porażka.



Rozdział I: Jimmy Choo Suprises

PWB

Razem z Rose wylegiwałyśmy się w naszym mieszkaniu, oglądając jakąś okropną telenowelę, kiedy przez frontowe drzwi wpadła Alice. Zamknęła je za sobą i upadła na podłogę. Jej policzki były zarumienione od biegu; próbowała złapać swój oddech, a na twarzy miała jeden wielki uśmiech. Rose i ja tylko popatrzyłyśmy na nią, czekając na wyjaśnienie tego wybuchu.
- OŚWIADCZYŁ SIĘ!!! - wrzasnęła entuzjastycznie Alice.
Skoczyłyśmy przez kanapę i podniosłyśmy Alice, ciągnąc do najbliższego krzesła w kuchni. Posadziłyśmy ją i usadowiłyśmy się po jej bokach, czekając na szczegóły.
- Czy będziemy potrzebowały chusteczek i wina lub lodów i babskiego filmu? - zapytała Rose.
- Wino, chusteczki, to wesoła wiadomość. Ale nie powinnam pić, Jasper czeka na dole.
- Więc jak to się stało? - zapytałam.
- Więc wyszliśmy razem, zjedliśmy fantastyczną, romantyczną kolację w mojej ulubionej restauracji. Potem odesłał samochód i spacerowaliśmy trochę po ulicach. Nawet nie zauważyłam, kiedy poprowadził mnie do tego świetnego sklepu z butami koło kawiarni, który tak kocham. Sklep był zamknięty, ale oświetlony w środku i w momencie, kiedy koło niego przechodziliśmy, Jasper skierował nas do niego. Zapytałam, co się dzieje , a on odpowiedział, że chce mi kupić buty, więc jak mogłam odmówić? - Alice zatrzymała się, by złapać oddech, a potem kontynuowała. - Tam były te świetne buty Jimmy’ego Choo z czarnej skóry ze 115mm obcasem. Złapał mnie patrząc na nie i zapytał sprzedawczynię o mój rozmiar. Odprowadził mnie, abym usiadła i uklęknął przede mną, by zdjąć moje buty. Potem odstawił je na bok i trzymał moje dłonie, patrząc na mnie z takim uwielbieniem; czułam się w nim taka zakochana. Buty zostały przyniesione, a on wyjął je, umieścił jednego z nich na mojej stopie i wrócił z powrotem do pudełka. - Alice chwyciła nasze dłonie i uśmiechnęła się promiennie. - Wyjął potem pierścionek i oświadczył się. Nigdy nie myślałam, że to zrobi, tak czy inaczej nie teraz, ale pierścionek był wspaniały. Powiedział mi jak bardzo mnie kocha i potem zapytał. Oczywiście od razu powiedziałam tak i wskoczyłam mu w ramiona. Nigdy nie byłam szczęśliwsza. - Uśmiechnęła się do nas szeroko. - Będę panną młodą! - Była oszołomiona. - Jutro musimy zjeść razem lunch i przedyskutować plany ślubne, bo ja i Jazz chcemy się pobrać wkrótce.
Obie pokiwałyśmy głową i pomogłyśmy jej wstać z krzesła, wyglądała na zbyt podekscytowaną, aby iść. Pożegnałyśmy się z nią po tym, jak obejrzałyśmy jej pierścionek zaręczynowy i wysłałyśmy ją do Jazza. Zamknęłyśmy drzwi i spojrzałyśmy ostrożnie po sobie.
- Wiesz, co to oznacza? - zapytałam.
- No. - Rose pokiwała łagodnie.
- Jedna z nas będzie musiała pomóc w planowaniu tego ślubu, z nią. - Pokręciłyśmy głowami i wróciłyśmy na kanapę, denerwując się, która z nas będzie musiała znosić Alice i jej ślubne plany.

Następnego ranka Alice, Rose i ja spotkałyśmy się w miejscowej kawiarni na rogu, aby omówić jakieś szczegóły. Oczywiście to oznaczało, że dowiemy się kto będzie główną druhną, która jest odpowiedzialna za upewnienie się, czy wszystko idzie gładko.
- Tak więc, obie wiecie dlaczego tutaj jesteśmy - zaczęła Alice, popijając herbatę.- Bello i Rose, tak bardzo was kocham i nie mogę wyjść za mąż bez waszej pomocy. Bello, tak się zastanawiałam, czy zostałabyś moją starszą druhną, a ty Rose moją druhną, jednak pozwolę ci zaplanować wieczór panieński, bo wiemy, że Bella jest troszkę jak świętoszka. - Rose zaśmiała się i zgodziła.
- Będziesz miała najlepszy wieczór panieński w historii tego miasta; żaden mężczyzna nie będzie bezpieczny. Z przyjemnością będę twoją druhną. - Uśmiechnęła się do mnie, obdarowując rozbawionym spojrzeniem. Niezależnie od tego, że obie miałyśmy zaszczyt być jej starszą druhną, wiemy, że będzie ona przesadzać z tym ślubem i że będziemy odpowiadać za sto różnych rzeczy.
- Bella? - Alice patrzyła na mnie z nadzieją.
- Z przyjemnością będę twoją starszą druhną. - Uśmiechnęła się, po czym przytuliła mnie i Rose.
- To świetnie. Tak sobie myślałam, że mogłybyśmy zacząć natychmiast to, co musi być zrobione. Wszystko od daty, gości, kwiatów, tortu, sukni, miesiąca miodowego, lekcjii tańca... - kontynuowała przez wieki, wymieniając wszystko, w co będę zaangażowana.
Pod koniec naszej rozmowy poczułam potrzebę umówienia się na wizytę u mojego doktora, żeby mógł zapewnić mi jakieś leki na stres, przez ciśnienie jakie będzie temu towarzyszyć, aby być pewnym, że wszystko było właściwe na wielki dzień Alice.
- Oh, zapomniałam o czymś wspomnieć. Nie będziesz sama robić tego wszystkiego, kogokolwiek Jasper wybierze na jego drużbę, będzie ci pomagał. - Świetnie, czyli praktycznie i tak sama będę musiała to wszystko zaplanować. Uśmiechnęłam się i przytaknęłam, próbując pokazać, że mi ulżyło, ale wiedząc, że prawdopodobnie nie otrzymam żadnej pomocy od starszego.

PWE
- Ale dlaczego?! - jęczał Emmett. - Proszę, pozwól mi zorganizować wieczór kawalerski. Jeśli Eddie to zrobi, nie będzie nawet żadnych striptizerek, a jeśli już, to będą to prawdopodobnie faceci!
- Ej! - zaprotestowałem. - Nie jestem gejem.
- Taa... jasne - powiedział do mnie Emmett, przed odwróceniem się z powrotem do Jaspera. - Pozwól mi zrobić tylko tę jedną rzecz i będę grzeczny, perfekcyjnie zachowując się przez cały czas.
- Dobra. - Westchnął Jasper, poddając się. - Edward nadal będziesz starszym drużbą, ale Emmett planuje wieczór kawalerski.
- Tak! - krzyknął Emmett, przeszukując żółte strony.
- Czego szukasz? - zapytałem zaciekawiony.
- Zamierzam znaleźć najlepszy klub ze striptizem, do którego moglibyśmy pójść. - Jasper pokręcił głową i wrócił do kuchni, kiedy ja patrzyłem, jak oczy Emmetta rozbłysły przeszukując stronę.
- Więc, mam pomóc w planowaniu tego czegoś? - zapytałem.
- Tak, ale to nie jest "coś", to mój ślub - powiedział Jasper, wracając z piwem w ręce.
- Nadal nie mogę uwierzyć, że się oświadczyłeś - stwierdził Emmett, śmiejąc się. - Myślałem, że Alice była tylko zabawą.
- Była, ale potem się przywiązałem i następną rzeczą, z której zdajesz sobie sprawę jest to, że jestem w niej szaleńczo zakochany.
- Nadal tego nie łapię.
- Nie załapiesz, nie do czasu, gdy spotkasz właściwą dziewczynę. - Jasper wypił łyk piwa i wzruszył ramionami.
- Więc kiedy spotykamy resztę tej imprezy? - zapytałem.
- Myślę, że jutro. Alice zadzwoni z ustaleniami i się spotkamy.
- Ciągle nie rozumiem, jak to możliwe, że spotykałeś się z Alice przez dwa lata, a my jeszcze nie spotkaliśmy jej przyjaciółek - skomentowałem.
- Wiem, to jest dziwne. Ja znam je i Alice zna was, ale wy siebie nie. Oh, poznacie je bardzo dobrze. Edward będziesz spędzał godziny z Bellą - starszą druhną i nie mam wątpliwości, że Emmett będzie podążał za Rose jak zgubiony szczeniak.
- A niby co to ma znaczyć? - zapytał urażony Emmett.
- Rose powali cię na kolana, jest bardzo ładna - powiedział Jasper.
- Jak bardzo? - zapytał zaciekawiony Emmett.
- Oszałamiająco.
- Całe to planowanie ślubu może nie być takie złe. - Potarł ręce w podnieceniu.
- Więc, co ja będę planował? - zapytałem Jaspera, kiedy Emmett powrócił do żółtych kartek.
- Nie mam pojęcia, Alice zajmuje się wszystkim. To jej wielki dzień, więc to ona decyduje.
- O Boże, pewnie będę robił mnóstwo rzeczy, tak? - zapytałem zmartwiony.
- Prawdopodobnie, ale pamiętaj - masz Bellę.
- Nie potrzebuję jakiejś emocjonującej się starszej druhny, żeby mnie stopowała. - powiedziałem kręcąc głową.
- Bella nie jest emocjonalna i mam zabawne przeczucie, że obawia się planowania tego, tak samo jak ty.
- Dlaczego ty i Alice nie mogliście po prostu zatrudnić właściwego konsultanta ślubnego? - zajęczałem.
- Ponieważ Alice spędziłaby cały swój czas na kłótnie z nim. A w ten sposób to jest mniej stresujące - powiedział, wzruszając ramionami.
- Mniej stresujące dla kogo? Bella i ja jesteśmy tymi, którzy robią wszystko.
- Jestem pewny, że poradzisz sobie z tym Eddie - powiedział Emmett przed zatopieniem się w jakieś jego plany na wieczór kawalerski, bez wątpliwości zawierające rundę po miejscowych klubach ze striptizem, granie w pokera z kilkoma kumplami i skok do baru.
Cóż, po prostu muszę zaczekać i zobaczyć jak dużo będę musiał zrobić sam. Chociaż bycie drużbą dla najlepszego przyjaciela to świetna wiadomość, okazało się, że nie będę tylko starszym, najwyraźniej konsultant ślubny jest także częścią tego tytułu. Tylko tego mi było trzeba.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ivett dnia Wto 22:43, 26 Sty 2010, w całości zmieniany 7 razy
Zobacz profil autora
`Wapmirzyca` ; ****
Człowiek



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 21 Lip 2009
Posty: 82
Przeczytał: 6 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Vancouver ; ***

PostWysłany: Nie 18:54, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Zapowiada się dobrze.
Cieszę cię, że to tłumaczysz, bo nie mam co czytać ^^
Powiem szczerze jestem ciekawa co się dalej wydarzy i jak to z tym ślubem Alice i Jazza wyjdzie.
Nie będę porównywać z oryginałem.
Po pierwsze nie umiem za dobrze języków a po drugie to tłumaczenie mi się podoba. Nie wyłapałam żadnych błędów za co brawa dla bety.
Czekam na kolejny rozdział.

Życzę czasu i chęci. ; PP

Pozdrawiam, Laughing
`W` ; ***


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Maxsia
Człowiek



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 02 Wrz 2009
Posty: 74
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Forks

PostWysłany: Nie 19:48, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Bardzo fajne tłumaczenie, akcja się może ciekawie rozwinąć - jednak opowiadanie nalezy do tych, u których można się spodziewać zakończenia :)

Rozbawiła mnie scena oświadczyn - Alice co do milimetra podała wysokość obcasa (115mm).

Zobaczymy jak się to dalej potoczy :)
Pozdrawiam.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Panna M
Nowonarodzony



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 28 Paź 2009
Posty: 4
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z sąsiedztwa

PostWysłany: Nie 19:59, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Ładnie tłumaczysz, czytało się szybko i łatwo. Nie znalazłam żadnych błędów.

Akcja zapowiada się ciekawie. Z chęcią będę to dalej czytała.

Podsumowując: Bardzo mi się podobało

Życzę weny

Panna M. Smile


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Ewelina
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 20 Mar 2009
Posty: 386
Przeczytał: 124 tematy

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Poznań

PostWysłany: Nie 20:11, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Cytat:
lekcjii tańca.


lekcji

Co do fabuły.. Ciepła, romantyczna, tajemnicza i pełna nadziei, że pierwsze spotkanie Beli i Edwarda będzie czymś miłym i ciekawym. Jednak na razie pozostają domysły, dlatego czekam na drugi rozdzialik.
Czasu na tłumaczenie życzę:)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
ukos
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 07 Wrz 2008
Posty: 502
Przeczytał: 31 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 20:25, 01 Lis 2009 Powrót do góry

bardzo nie lubię, jak tłumacz robi kalkę składni angielskiej
Cytat:
próbowała złapać swój oddech

a czyj miała łapać?

i następny kwiatek:
Cytat:
Pod koniec naszej rozmowy poczułam potrzebę umówienia się na wizytę u mojego doktora, żeby mógł zapewnić mi jakieś leki na stres, przez ciśnienie jakie będzie temu towarzyszyć, aby być pewnym, że wszystko było właściwe na wielki dzień Alice.

totalnie nie po polsku

Cytat:
przeszukując żółte strony

Yellow Pages to książka telefoniczna, coś jak u nas Panorama Firm

Cytat:
Ponieważ Alice spędziłaby cały swój czas na kłótnie z nim

na czym? na kłótniach


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
kirke
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 18 Lip 2009
Posty: 1007
Przeczytał: 181 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: świat pomiędzy Brianem i Justinem

PostWysłany: Pon 21:27, 02 Lis 2009 Powrót do góry

fajnie się to zapowiada.... tłumaczenie całkiem zgrabne...

jeśli pomiędzy B i E będą jakieś zgrabne agresywne dialogi będę wniebowzięta Wink
ale to już niestety zalezy od autorki :)
sądzę jednak, że nie bez przyczyny wybrałas od tlumaczenia ten ff..
więc do następnego, którego nie mogę się już doczekać :)

pozdrawia
kirke


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Monika W
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 05 Sty 2009
Posty: 113
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 10:58, 04 Lis 2009 Powrót do góry

Fajnie się zapowiada.
jest coś w historiach o ślubach, o ich planowaiu co jest fajne. Przynajmniej dla mnie. Lubię tego typu historie :)
Już nie mogę dczekac się spotkania Eda i Belli. Choć śmiem twierdzić, że Emmett z Rosalie też nie będą gorsi. planowania dużo smiesznych mmentów może wyniknąć, więc... :)

Bardzo dobrze tłumaczysz, szybko się czyta, przyjemnie. Oby tak dalej. Ja się nie bardzo znam na błędach w ff więc...
Czekam na kolejny rozdział.
Pozdrawiam.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Ivett
Nowonarodzony



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 09 Maj 2009
Posty: 29
Przeczytał: 53 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: tam gdzie na mapie kończy się papier...

PostWysłany: Nie 11:44, 08 Lis 2009 Powrót do góry

Rozdział II: Edwina

Tłumaczenie równieżna chomiku: http://chomikuj.pl/iwonka.k92



Tłumaczenie: Ivett
Beta: Reilee

:)

PWE

Mieliśmy spotkać się z resztą Grupy Weselnej. Innymi słowy z panną młodą, starszą druhną i druhną. Emmett siedział na tylnym siedzeniu, narzekając na to jak był ściśnięty, a Jasper na miejscu pasażera uśmiechał się na myśl o perspektywie zobaczenia wkrótce Alice.
- Wiesz co? Jestem trochę zdenerwowany - przyznał Emmett, uderzając głową o dach samochodu, kiedy przejeżdżaliśmy przez próg zwalniający.
- Dlaczego? To miłe dziewczyny - powiedział Jasper.
- Wiem i w tym sęk. Powiedziałeś, że Rose jest zachwycająca i przez to mam teraz motyle w brzuchu. Na dodatek jesteśmy tak jakby ‘powinowatymi’.
- Jak to rozumiesz? – zapytałem, kiedy zatrzymaliśmy się na czerwonym świetle w centrum miasta.
- Cóż, znamy Alice, ale nigdy nie spotkaliśmy jej przyjaciółek, one są w takiej samej sytuacji. Jeśli się nie dogadamy, ten ślub będzie katastrofą. Dojdzie do zgrzytów, jeśli ‘powinowaci’ nie będą ze sobą dobrze żyć. Więc widzisz Eddie, jesteśmy ‘powinowatymi’.
- Który z was jest matką? - zapytał Japer uśmiechając się.
- Edward - zawołał Emmett, zanim miałem szansę na zrozumienie pytania.
- Co?! Dlaczego?!
- Bo jesteś bardziej kobiecy. - Jasper pękał ze śmiechu, kiedy ja zmarszczyłem brwi na Emmetta.
- To nieprawda - zaprotestowałem.
- Oh proszę! Równie dobrze moglibyśmy nazywać cię Edwina. - Obydwaj histerycznie się śmiali, kiedy ja specjalnie przyspieszałem na progach zwalniających i ostrych zakrętach.
- No daj spokój! To był żart - skomentował Jasper.
- Właśnie, niepotrzebnie tak to przeżywasz - dodał Emmett.
Stawałem się lepszym człowiekiem ignorując ich niepotrzebne uwagi i kontynuując jazdę. Gdy dojechaliśmy do restauracji, włosy Emmetta były ugniecione na czubku w konsekwencji ciągłego uderzania głową w dach samochodu, a Jasper zaczął odczuwać lekkie objawy choroby lokomocyjnej.
- Niezła jazda. – Usłyszałem jęk Jaspera, który trzymał swój brzuch, pochylając się nad krzakami po jednej stronie parkingu na wypadek, gdyby musiał zwymiotować.
- Tak, nawet jeździsz tak słabo jak dziewczyna! - zawołał Emmett kilka samochodów dalej, idąc do restauracji . Nagle na asfalcie zapiszczały opony czerwonego samochodu, który zatrzymał się zaraz przed nogami Emmetta. Blondynka, która prowadziła popatrzyła na niego wściekle i przerzuciła swoje włosy przez ramię w zniecierpliwieniu.
- Co jest nie tak z dziewczynami prowadzącymi samochód? – Usłyszałem jej jadowite pytanie.
- Eh... em... co? - Jąkał się, by znaleźć właściwe słowa, ale został uratowany, gdy Alice wyskoczyła z tylnego siedzenia.
- O mój Boże, Jazz wszystko w porządku? - Popędziła do niego, kiedy Emmett i blondynka kontynuowali wpatrywanie się w siebie. On w pożądaniu, a ona w irytacji.
- Tak, Edward jest po prostu gównianym kierowcą. - Rzuciłem mu piorunujące spojrzenie, zanim zdzieliłem go w potylicę, by przywrócić mu przytomność.
- A za co to było?! - zawył mi w twarz.
- Gapiłeś się na nią.
- Oh. - Zarumienił się trochę i odwrócił do blond dziewczyny, która już zaparkowała swój samochód i wysiadała z niego z brunetką u boku. – Bardzo przepraszam za mój seksistowski komentarz o jeździe. - Pokiwała głową w jego stronę, zanim spojrzała na zegarek.
- Jasper, gdzie są twoi przyjaciele? - zawołała. Alice i on spojrzeli po sobie, zanim zaczęli się śmiać i kręcić głowami.
- Stoją przed tobą, Rose. Emmett jest seksistowskim gapiem, a Edwina to gówniany kierowca, który go walnął.
- Tak naprawdę mam na imię Edward - wtrąciłem, kiedy brunetka lekko uśmiechnęła się z powodu nowego przezwiska, którym zostałem nazwany.
- Jestem Rose, a to Bella. Który z was jest drużbą? - zapytała blondynka prosto z mostu.
- Ja. - Westchnęła i przewróciła oczami.
- Jest cały twój, Bello. Ja wezmę seksistowskiego zboczeńca. No dalej, chodźmy coś zamówić. - Rose złapała ramię Emmetta i pociągnęła go w stronę restauracji.
- Hej - powiedziałem zdenerwowany. - Jestem Edward Cullen.
- Hej. Bella Swan.
- Miło cię poznać - powiedziałem, kiedy szliśmy w kierunku drzwi wejściowych, żeby coś zjeść i dołączyć do Emmetta i Rose.
- Ciebie również. Znasz już jakieś szczegóły na temat tego, co będziemy planowali? - Przytrzymałem drzwi, aby weszła przede mną.
-Nie, jeszcze nie. Miałem nadzieję, że ty będziesz coś wiedzieć.
- Oh, wiem. Zastanawiałam się tylko, czy wiesz, jak dużo my będziemy musieli zrobić. - Uśmiechnęła się delikatnie.
- Jeszcze nie. Więc, upraszczając sprawę, dzwonimy do ratusza czy organizujemy wielką weselną uroczystość?
- Uroczystość. Ale jestem całkowicie pewna, że Alice nas zabije, jak usłyszy, że mówimy o jej ślubie w ten sposób. - Zachichotałem i skinąłem głową. Alice na pewno by to zrobiła, nawet i Jasper mógłby, jeśli nazwałbym ślub ‘tym czymś’.
- Dużo tego jest?
- To Alice, więc tak, mamy mnóstwo do zrobienia. - Wyciągnąłem krzesło Belli i wsunąłem, kiedy już siedziała. - Dzięki. - Kiwnąłem i usiadłem naprzeciwko niej, obok Emmetta.
Alice i Jasper dołączyli do stolika, zanim zamówiliśmy, wkrótce dostaliśmy nasze napoje. Alice przejęła dowodzenie podczas rozmowy i poinformowała nas o tym, co planowała z Jasperem, dając nam szansę na zapoznanie się ze sobą.
- Więc, jak się spotkałyście? - zapytał Emmett, biorąc łyk wina.
- Bella i ja znamy się od dawna ze szkoły, praktycznie mieszkałam u niej w domu, kiedy moi rodzice odeszli. Potem w szkole średniej poznałyśmy Rose i we trzy zostałyśmy najlepszymi przyjaciółkami.
- A co z wami trzema? - zapytała Rose.
- Wszyscy spotkaliśmy się w Eton, skończyliśmy we wspólnym mieszkaniu i odtąd jesteśmy kumplami.
- Uczęszczałeś do Eton? - powiedziała Rose do Emmetta.
- Tak. Wyglądasz na zaskoczoną. - Zmarszczył brwi.
- Jestem.
- Dlaczego?
- Myślałam, że wychowują tam gentlemenów, a nie seksistowskich gapiących się zboczeńców.
- Cóż, zrozum, gapiłem się na ciebie tylko dlatego, że jesteś nadmiernie ładna i ujęłaś mnie swoim pięknem. A seksistowski docinek… przepraszam. Nie mam nic przeciwko kobiecym kierowcom i jestem pewien, że prowadzisz lepiej niż ja. - Uśmiechnął się do niej, nieporuszony wrogością w jego kierunku.
- Dobry chłopiec. - Poklepała jego rękę i się do niego uśmiechnęła. Emmett promieniował.
- Tak czy inaczej, przyniosłam każdemu listę tego, co będzie musiał zrobić, tak żebyście mieli jakieś wstępne pojęcie. - Alice każdemu z nas podała kawałek kartki, na który zaraz rzuciliśmy okiem.

Obowiązki Edwarda:
Asystowanie panu młodemu w dniu ślubu.
Trzymanie bezpiecznie obrączek.
Zachowywanie się jak prawowity świadek.
Toast na przyjęciu.
Próbowanie tortu.
Próbowanie dań.
Kontrolowanie sytuacji.
Zatwierdzenie muzyki/zespołu.
Kupienie i przymiarki garniturów.
Lista gości i zaproszenia.
Znalezienie odpowiedniego fotografa.
Ustalenie pokoi w dzień ślubu.
Sprawdzenie zastawy.
Planowanie miesiąca miodowego.
Lekcje tańca.
Samochody.
Obecność na próbnej kolacji i na ślubie razem z przyjęciem.

- Czy twoja jest tak długa jak moja?- zapytała Bella. Zamieniliśmy się listami i wyszło na to, że ona miała więcej do zrobienia niż ja. - Nie, myślę, że nie, ale mamy dużo takich samych obowiązków.
- Tak, wy dwoje będziecie spędzać ze sobą dużo czasu, zależy nam na waszych opiniach co do tego, co wygląda na najlepsze, które rzeczy wolicie i tak dalej. Więc musicie się dogadywać - ostrzegła Alice
- Żaden problem - powiedziałem, oddając Belli jej listę.
- Myślę, że spokojnie się dogadamy.
- Dzięki Bogu. Więc wszystko, o co musimy się martwić, to Rose i Emmett.
- Będziemy świetnymi przyjaciółmi, prawda kochanie? - zapytał Emmett.
- Kochanie?
- No, jesteś moją małą, kochaną Rose. - Uśmiechnął się, kiedy ona przewróciła oczami.
- Jasper, niewykluczone, że będziesz musiał znaleźć sobie innego świadka, gdyż zamierzam zabić tego tutaj - mruknęła.
- I tak trzymaj! - Zaklaskał Emmett na jej entuzjazm lub też jego brak, po czym wzniósł swój kieliszek. - Za zabawne chwile, które z pewnością przyniesie to małżeństwo i ślub.
- Emmett, ten toast jest okropnie długi - zauważył Jasper.
- No, dobrze. - Westchnął. - Za szczęśliwą parę. - Wznieśliśmy toast, po czym wróciliśmy do obiadu.
- Co robisz w życiu? - zapytała Bella, kiedy Rose i Emmett dyskutowali o samochodach, a Jasper i Alice o ślubie.
- Jestem lekarzem. - Jej oczy się rozszerzyły.
- Czy będziesz miał wystarczająco dużo czasu, żeby pomagać w planowaniu tego ślubu i jednocześnie opiekować się wszystkimi pacjentami? - Uśmiechnąłem się i pokiwałem.
- Biorę sobie pół roku wolnego. Tak więc będę miał mnóstwo wolnego czasu.
- Oh. - Kiwnęła głową, po czym wzięła łyk wina, kiedy zapytałem, co ona robi. - Jestem fotografem i chciałam robić zdjęcia na ślubie, ale Alice się nie zgodziła. - Zachichotałem.
- Próbujemy się ukryć za aparatem?- zapytałem lekko.
- Skąd widziałeś? - Uśmiechnęła się. - A co robi Jasper i Emmett? Tak naprawdę nigdy nie zapytałam o to Alice.
- Emmett pracuje w nieruchomościach sprzedając domy, posiadłości i tak dalej. Ale tylko po to, by płacić za swoją obsesję na punkcie samochodów. Jasper jest profesorem historii specjalizującym się w historii amerykańskiej na Uniwersytecie w Oxfordzie. A co z Rose i Alice?
- Alice twierdzi, że nie ma prawdziwego zawodu, ale ja myślę, że jednak ma. Kupuje akcje i obligacje, a potem sprzedaje je, by móc osiągnąć duży zysk. Jest tak, jakby mogła przewidzieć, których kupno będzie korzystne, a których nie. Wystarcza jej to na zakupowe szaleństwa. Rose pracuje dla czasopisma o modzie, nie wiem jednak którego. Wszystkie swoje materiały wysyła do głównej siedziby w Londynie, bo nie chce tam mieszkać.
- Rozumiem, to ogromne miasto.
- Możliwe, nigdy tam nie byłam - przyznała Bella. - Alice wspominała coś o tym, że ty i Jasper jesteście braćmi?
- No tak, jak już wiesz zostaliśmy przyjaciółmi podczas wspólnego mieszkania i kiedy rodzice Jaspera odeszli, musiał zostać z jakimś odległym krewnym, więc pewnego lata zapytałem, czy mógłby wrócić i zostać u mnie. Tak właśnie zrobił i od tamtej pory spędzał z nami każde wakacje, a moi rodzice adoptowali go tak jak należało, kiedy mieliśmy po 16 lat. Więc jesteśmy braćmi, tylko nie jednej krwi.
- Czy Emmett miał coś przeciwko? - zapytała.
- Nie, on również był dla mnie i Jazza jak brat, a moi rodzice myśleli o nim jak o trzecim synu. Zaczął zostawać na każde wakacje, odkąd mieliśmy 15 lat, tak więc on też jest częścią rodziny, tylko nie jest to tak oficjalnie.
- Czyli jesteście ze sobą blisko?
- Bardzo. A wy nie? - Bella pokiwała głową.
- Oh tak. Alice mieszkała ze mną przez lata, a kiedy spotkałyśmy Rose, która po prostu się z nami zaprzyjaźniła, stałyśmy się nierozłączne. Wszystkie studiowałyśmy na tym samym uniwersytecie, a teraz razem mieszkamy, jednak jestem pewna, że po ślubie to się zmieni. - Wskazała w kierunku Alice i Jaspera.
- Najbardziej prawdopodobne. Już najwyższy czas, żeby jeden z nas, trzech kawalerów, ustatkował się w końcu. To zaczynało robić się dość żałosne, trzech starzejących się singli ciągle mieszkających razem.
- W żadnym wypadku nie jesteś stary - oskarżyła Bella.
- Wiem, ale w wieku 28 lat, miło byłoby mieć coś swojego. Nieprawdaż?
- Mogę się tylko domyślać, nigdy nie czułam czegoś takiego. Ale jednak nie jestem pewna, co bym zrobiła, gdybym miała jakiś wypadek i nie byłoby przy mnie nikogo, kto mógłby mi pomóc.
- Jesteś podatna na wypadki?- zapytałem, kiedy zabrała swe włosy z oczu, które były jak baseny pełne czekolady.
- Bardzo. Znam większość pracowników szpitala, zwłaszcza doktorów od wypadków i tych od doraźnej pomocy.
- Zatem pewnie znasz mojego ojca, dr. Carlisle'a Cullena? - Pracował tam jeszcze zanim się urodziłem i nie zamierzał tego rzucać dla mniej stresującej pracy.
- On jest twoim ojcem? - Potwierdziłem kiwnięciem. - Nie mogę uwierzyć, że nie skojarzyłam nazwiska i tego, że jesteś lekarzem. Więc to ty jesteś tym niesławnym synem, który powodował zamieszanie poprzez spotykanie się z pielęgniarkami? - Dokuczliwie się we mnie wpatrywała.
- Mówił o tym?
- No. - Jej uśmiech powiększył się, kiedy się wierciłem.
- Na moją obronę powiem, że to była tylko jedna pielęgniarka i teraz wiem, że nie należy nigdy łączyć pracy z przyjemnością - powiedziałem zbyt szybko.
- Aż tak źle?
- Nawet nie masz pojęcia. Praktycznie musiałem wystąpić przeciwko niej o zakaz zbliżania się, oszalała na moim punkcie. - Potrząsnąłem moją głową, wzdychając, kiedy Bella zaśmiała się.
- Jestem pewna, że nie była zwykłym natrętem - zażartowała.
- Nie, masz rację, była dużo gorsza. Pozwól, że ci coś powiem...
Od tego momentu dobrze bawiliśmy się przy lekkiej rozmowie, zazwyczaj na koszt kogoś innego przy stoliku, poznając się oraz spożywając dobry posiłek z niezłymi drinkami. Ja jednak jako kierowca, mogłem skosztować tylko trochę wina. Przynajmniej po tym wieczorze wiedziałem, że ktoś mi pomoże w planowaniu tego ślubu. Tak właściwie, z Bellą może to być całkiem przyjemne.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Ivett dnia Nie 11:47, 08 Lis 2009, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
kirke
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 18 Lip 2009
Posty: 1007
Przeczytał: 181 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: świat pomiędzy Brianem i Justinem

PostWysłany: Nie 15:05, 08 Lis 2009 Powrót do góry

ciekawe...

przezabawne pierwsze spotkanie Rose i Emmetta - genialne pod wieloma względami...

Bella jest taka spokojna, zrównoważona... Edward podobnie, aż mnie to wkurza...
rozmawiają ze sobą jakby byli 80letnimi staruszkami spotykającymi się na cotygodniowej grze w Bingo (czy jak się to nazywa) :P

zastanawia mnie ... jak się to potoczy - to raz
a dwa - czy E&B dalej będą się tak zachowywać - za grosz ognia...
tłumaczenie bez zarzutu :)

pozdrawia
kirke


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
ukos
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 07 Wrz 2008
Posty: 502
Przeczytał: 31 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 15:24, 08 Lis 2009 Powrót do góry

Spotkanie R&E Bosko opisane.

Mam pare uwag technicznych:
"On w pożądaniu, a ona w irytacji.
- Tak, Edward jest po prostu gównianym kierowcą. - Rzuciłem mu piorunujące spojrzenie, zanim zdzieliłem go w potylicę, by przywrócić mu przytomność.
- A za co to było?! - zawył mi w twarz. "
W tym fragmencie przydałoby się dodac didaskalia, bo ciezko zorientowac sie, ze do rozmowy wlącza sie Emmett.

Druga, to:
"Blondynka, która prowadziła popatrzyła na niego wściekle i przerzuciła swoje włosy przez ramię w zniecierpliwieniu. "
Zbędny zaimek dzierżawczy "swoje" - po polsku wystarczy "przrzuciła włosy przez ramie". Ale trzeba przyznac, ze w tym fragmencie jest to chyba jedyna pozostalosc po skladni angielskiej.

Zastanawiałam sie jeszcze nad zapisem dialogów - dużo w nich kropek i didaskalii zaczynanych z wielkiej litery,ale nie bede sie upierac.

Ogolnie opowiadanie mnie wciągnęło, czekam zatem na dalsze czesci. Dzięki dziewczyny!


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Reilee
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 06 Wrz 2009
Posty: 259
Przeczytał: 118 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 19:26, 08 Lis 2009 Powrót do góry

Taaaa, ja też lubię tę wersję Rose i Emmetta :>

kirke napisał:
Bella jest taka spokojna, zrównoważona... Edward podobnie, aż mnie to wkurza...

Wiem! Mnie też to denerwuje. Ich rozmowy są takie... nudne. Kiedy pierwszy raz czytałam, myślałam, że będzie zabawniej przez tę historię z pielęgniarką, ale nie. Rolling Eyes
Zobaczymy, co będzie dalej Wink

ukos napisał:
W tym fragmencie przydałoby się dodac didaskalia, bo ciezko zorientowac sie, ze do rozmowy wlącza sie Emmett.

Emmett? No nie wiem, ja tam nie mam z tym problemu.. Można przecież wywnioskować z kontekstu. Jasper wymiotował w krzakach, a Edward nie nazwałby samego siebie gównianym xD
Chociaż może... Mogłyśmy zamienić 'mu' na 'Emmettowi'. Wink



Ivett, nie mówiłaś nic na temat moich poprawek, mam nadzieję, że się spodobały i że otrzymam niedługo nowy rozdział Wink


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Ivett
Nowonarodzony



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 09 Maj 2009
Posty: 29
Przeczytał: 53 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: tam gdzie na mapie kończy się papier...

PostWysłany: Nie 23:02, 08 Lis 2009 Powrót do góry

Dalsze rozdziały na pewno będą rozwijały interakcje między E&B. :)
Według mnie ten FF naprawdę jest przyjemny i lekki do czytania.
Dwa rozdziały opublikowane : zostało 20 i epilog :)

I dziękuję Ci Reilee za świetne betowanie!
:D


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
kirke
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 18 Lip 2009
Posty: 1007
Przeczytał: 181 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: świat pomiędzy Brianem i Justinem

PostWysłany: Pon 10:40, 09 Lis 2009 Powrót do góry

Reilee napisał:

kirke napisał:
Bella jest taka spokojna, zrównoważona... Edward podobnie, aż mnie to wkurza...

Wiem! Mnie też to denerwuje. Ich rozmowy są takie... nudne. Kiedy pierwszy raz czytałam, myślałam, że będzie zabawniej przez tę historię z pielęgniarką, ale nie. Rolling Eyes
Zobaczymy, co będzie dalej Wink

no właśnie mnie tam nie pasowało za bardzo to... kobieeetooo... spał z pielęgniarką... nie wiem jak ta Bella, ale ja bym przynajmniej się ponabijała... jest wiele form przyjęcia takiej informacji... choćby żart w stylu - ja też mam taki fartuszek...

można się też święcie oburzyć... a nie jak taka ostania chodząca stabilizacja ludzka... 'no, rozumiem', 'tak,tak, okropne' - poleciało mi damami z wyższych sfer działających według zasad ktoś zmarł... co ja sobie kupię na pogrzeb :)

mam nadzieje, że Bella poszaleje :P


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Swan
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 20 Lut 2009
Posty: 404
Przeczytał: 34 tematy

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Forks, Phoenix... ok no... Śląsk :P

PostWysłany: Pon 18:29, 09 Lis 2009 Powrót do góry

Od początku widziałam ten ff na forum. Od samiuśkiego początku, ale jakoś brakowało mi czasu (ochoty nie!) do przeczytania. W sumie dzisiaj po przejrzeniu tych dwóch rozdziałów stwierdziłam, że dobrze zrobiłam. Ten pierwszy był fajny, ale taki... No nie za dużo wniósł. Za to rozwaliła mnie akcja, gdy Alice wbiegła do pokoju xD Była po prostu geniaaalna :D
Rozdziały są bardzo przyjemne. Dobrze tłumaczysz. Nie mogę powiedzieć, żeby to opowiadanie było czymś mega ambitnym, ale podoba mi się pomysł. To taki lekki tekst na umilenia czasu po ciężkim dniu w szkole/pracy xD
Czekam na kolejne rozdziały ; )
Wenyyy!


Pozdrawiam,
Swan


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Monika W
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 05 Sty 2009
Posty: 113
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 19:56, 10 Lis 2009 Powrót do góry

Pierwsze spotkanie Rose i Emmetta - genailne. Lepszego nie można było wymysleć... :)
Rozmowa Bells i Eda - łatwa, przyjemna. Coś czuję że się dogadają...

Ja wiem, czasem jestem mało domyslna, ale ten ff dzieje się w Wielkiej Brytanii ? czy mi sie wydaje...No nic.

To nie jest KK. Wiem.
Czekam na kolejny rozdział :)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Ivett
Nowonarodzony



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 09 Maj 2009
Posty: 29
Przeczytał: 53 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: tam gdzie na mapie kończy się papier...

PostWysłany: Nie 15:54, 15 Lis 2009 Powrót do góry

Rozdział III: Wycieczka

Znajdziecie również na chomiku -> http://chomikuj.pl/iwonka.k92

Tłumaczenie: Ivett
Beta: Reilee (Dziękuję :D)

:D Miłego czytania!

PWB

Alice nie marnowała czasu na znalezienie mnie i Edwardowi naszych pierwszych ślubnych obowiązków. Wyznaczyła nam listę z prawdopodobnie odpowiednimi lokalami na przyjęcie weselne i ceremonię. Mieliśmy je sprawdzić, zrobić kilka zdjęć, a potem złożyć raport Alice i Jasperowi, których teraz nazywaliśmy AJ, żeby nie powtarzać ciągle ich imion.

Edward przyjechał po mnie punktualnie o szóstej trzydzieści rano, żebyśmy mogli pojechać za miasto do jakiegoś wielkiego klubu country i sprawdzić jego możliwości. Przyjechał srebrnym Volvo, otworzył dla mnie drzwi, a następnie wyruszyliśmy.

- Jeśli chcesz, możesz się tutaj jeszcze przespać - powiedział, przyciszając muzykę.
- Nie, nie przejmuj się, jest w porządku. To nie byłoby fair, gdybym ja spała, a ty musiał prowadzić. - Zachichotał i potrząsnął głową.
- W ogóle nie będzie mi to przeszkadzać. Z mojego powodu musiałaś wstać tak wcześnie.
- Nieprawda, to wina AJ. Powinni zatrudnić po prostu konsultanta ślubnego, a nie angażować nas, żebyśmy robili wszystko za nich.
- Racja. - Uśmiechnął się. - Chcesz zatrzymać się po coś do jedzenia i po kawę?
- Hmm... Miałbyś coś przeciwko?
- W żadnym wypadku. - Przystanęliśmy przy całodobowym sklepie i kupiliśmy jakieś kaloryczne ciastka z cukrem, kubek mocnej kawy dla Edwarda i herbatę dla mnie. Kupiliśmy też chusteczki do rąk, gdyż nie chciałam narobić bałaganu w jego aucie.

Po piętnastu minutach kontynuowaliśmy podróż, a po kolejnych pięciu byliśmy już za miastem. Otaczająca nas wiejska sceneria zaczynała się dopiero budzić do życia, razem z krowami i owcami wokoło wzgórz i wczesnymi podróżnikami, takimi jak my, na autostradzie. Słońce było już wysoko w górze i świeciło przez chmury, kiedy mijaliśmy małe miejscowości, dowiadując się o sobie coraz więcej.

Od kiedy mieliśmy spędzać ze sobą dużo czasu, dobrym pomysłem wydawało się poznanie Edwarda lepiej. Chociaż dowiedzieliśmy się wiele o sobie podczas obiadu, miłe było poznawanie go w pojedynkę, z daleka od kpin naszych przyjaciół.

Kiedy zajechaliśmy pod klub country, była dziewiąta rano, a lokal miał być otwarty dopiero o dziewiątej trzydzieści. Edward wysiadł i westchnął przeczesując ręką swoje, już i tak poczochrane, włosy.

- Kurczę, przepraszam. Powinienem był sprawdzić - powiedział.
- Żaden problem. Może rozejrzymy się po ogrodzie i zrobimy kilka zdjęć, zanim zrobi się tłoczno, w ten sposób upłynie trochę czasu - zaproponowałam.
- W porządku. - Przyniosłam mój aparat z samochodu. Podczas spaceru zrobiłam kilka zdjęć otaczającego nas krajobrazu i miejsc odpowiednich do przygotowania przyjęcia w plenerze.

Spacerowaliśmy, wygłupialiśmy się trochę. Skończyło się to na wpychaniu Edwarda w krzaki i na robieniu zdjęć jak w nie wpada. Zaczęło się od popychania siebie nawzajem, ale kiedy moje włosy zaplątały się w gałąź, podeszłam i pchnęłam go mocniej. Upadł prosto w krzaki, a jego oczy rozszerzyły się ze strachu.

- O Boże! Edwardzie, nic ci nie jest? - zapytałam, odkładając aparat i przedzierając się przez wysokie krzewy.

Wylądował z grzmotnięciem, a teraz leżał przede mną, podpierając się na łokciach i patrząc na mnie. Próbowałam niewinnie się uśmiechnąć, ale on potrząsnął głową i posłał mi zakrzywiony uśmiech, zanim owinął ramiona wokół mojej talii i podniósł mnie. Złapał mój aparat niosąc mnie, ja zaś próbowałam się od niego uwolnić, bez powodzenia. Edward chichotał przez cały czas, kiedy ja protestowałam, a gdy zobaczyłam gdzie nas skierował, dostałam szału.
- Nie wrzucaj mnie tam! - ostrzegłam, patrząc na fontannę w centralnej części ogrodu.
- Dlaczego nie? – zapytał niewinnie.
- Bo cię walnę, jeśli to zrobisz. - Roześmiał się jeszcze bardziej i odłożył aparat tak, aby był daleko od wody.
- Bello, to co zrobiłaś nie było miłe. - Przekręcił mnie trochę, tak że byłam teraz zwrócona w kierunku wody. - Zamierzam dać ci kilka małych lekcji o zemście.
- Proszę! Ja naprawdę nie chcę być cała mokra - powiedziałam, próbując się wykręcić, a w tym samym czasie śmiejąc się z sytuacji, w jaką się wpakowałam.
- To nie wystarczy. - Zatrzymał się, obydwoje staliśmy nieruchomo przez chwilę. - Ufasz mi? - praktycznie wyszeptał do mojego ucha. Być może tylko myślałam, że to był szept, ptaki głośno świergotały, a płynąca woda też trochę hałasowała.
- Nie - mruknęłam i zanim to sobie uświadomiłam, rzucił mnie w przód. Przygotowałam się na uderzenie lustra wody, ale jedynie zatoczyłam się w tył, mocne ramiona wciąż obejmowały moją talię i przyciągnęły mnie do klatki piersiowej Edwarda.
- Powinnaś, nie mszczę się na osobach, które lubię. - Postawił mnie, podał aparat i uśmiechnął się, zanim odszedł. Byłam lekko oszołomiona tym, co się stało, ale podążyłam za nim.

Przesiedzieliśmy w ogrodzie pięćdziesiąt minut, a teraz kiedy klub był już otwarty, poprosiliśmy o oprowadzenie. Zostaliśmy skierowani do młodej kobiety, która wypełniała papiery przy recepcji.

- Dzień dobry, zastanawiamy się, czy moglibyśmy dowiedzieć się czegoś o przystosowaniach tego miejsca do wyprawienia wesela - zapytał grzecznie Edward, stojąc raczej blisko mnie.
- Oczywiście, proszę za mną. - Wstała, po czym podeszła i poprowadziła nas do głównej sali. - Można tu przyjąć maksymalnie czterystu gości, a klub country zapewnia też zakwaterowanie kelnerom, obsłudze i kucharzom. Zazwyczaj orkiestra rozkładana jest tam, na tej scenie. - Wskazała na kąt, który był widoczny z prawie każdego miejsca, a potem odwróciła się w kierunku stołów.
- Jeśli chcecie mieć przestrzeń do tańca na waszym przyjęciu, musielibyśmy usunąć stąd kilka stolików, tak żeby pomieścić wszystkich, to zmniejszy trochę liczbę gości. Czy planujecie zaprosić dużo osób? - Spojrzałam wielkimi oczami na Edwarda. Ona myślała, że to my bierzemy ślub.
- Tak, ja i moja przyszła żona zapraszamy mnóstwo przyjaciół i rodziny, tak więc potrzebowalibyśmy maksymalnej przestrzeni do tańca i posiłków. - Edward otoczył ramieniem moją talię i przysunął mnie do siebie, tak że opierałam się o niego. - Jest jakaś możliwość urządzenia przyjęcie na powietrzu, może w ogrodzie?
- Oh, tak. Ale lista oczekujących jest całkiem spora. Kiedy planujecie się pobrać?
- Wkrótce - odpowiedział, patrząc na mnie z uwielbieniem. - Mam pewne zobowiązania w pracy, więc wyjeżdżam zaraz po weselu, ale chcę, by moja panna młoda miała to, co najlepsze. - Pocałował moje czoło i pogłaskał mój policzek. - Ale w porządku, możemy poszukać gdzie indziej, skoro ogrody są niedostępne.
- Hmm... wiecie co, gdy będziecie już znać datę ślubu, zadzwońcie do mnie i zobaczymy, czy znajdzie się jakieś miejsce. - Edward uśmiechnął się do niej olśniewająco.
- Dziękujemy.
- Oprowadzę was jeszcze szybko po ogrodach, będziecie wiedzieć, jak by to wszystko wyglądało. - Edward pociągnął mnie za nią, trzymając moją dłoń.

Spędziliśmy godzinę robiąc zdjęcia wszystkich pokoi i pomieszczeń, w środku i na zewnątrz, słuchając o ograniczeniach, co do liczby gości i zbierając wydrukowane broszury oraz ulotki, które mogliśmy dać AJ, po to by podjęli decyzję.

Kiedy już byliśmy w samochodzie, odwróciłam się do niego.
- Moja przyszła żona i ja? - Zaśmiał się.
- To ona myślała, że jesteśmy parą, ja się po prostu przystosowałem. Tak czy inaczej, dlaczego wydajesz się być urażona? Co jest złego w byciu małżonką Edwarda Cullena?
- Nic – powiedziałam, uśmiechając się.
- To dobrze, bo inaczej musiałbym się bronić i tłumaczyć, dlaczego bycie moją żoną jest zaszczytem. - Zaśmiałam się.
- Nie, zmieniłam zdanie. Tak więc powiedz mi, dlaczego to byłoby takie dobre? - Szeroko się uśmiechnął, po czym zaczął.
- Więc, załóżmy, że byś za mnie wyszła. - Wywróciłam oczami. - Potem robiłbym wszystko, o co byś mnie poprosiła, zapewniłbym ci wszystko, czego byś chciała i spędzałbym każdy dzień na uszczęśliwianiu ciebie. Nigdy nie zapominałbym o naszych rocznicach lub specjalnych okazjach i szykowałbym perfekcyjne prezenty z wyprzedzeniem. Robilibyśmy to, co od zawsze chciałaś i o ile szczęście by dopisało, żylibyśmy życiem niczego nie żałując. Osobiście przygotowywałbym ci śniadanie do łóżka, masował, kiedy byłabyś zmęczona, przysyłał kwiaty, tylko dlatego, że kochałbym cię aż do mojej śmierci. - Pokiwał dumnie głową.
- Cóż, jeśli tak na to patrzeć... - zaczęłam. - Myślę, że bycie Panią Cullen nie byłoby takie złe.
- Wiedziałem! Widzisz, jestem nie do odparcia.
- Jasne – powiedziałam, śmiejąc się.
- Więc, jako moja przyszła żona, co byś zaoferowała naszemu małżeństwu? - zapytał.
- Gotowałabym? - powiedziałam niepewnie, na co on zachichotał. - Nie jestem doświadczona w związkach, więc nie wiedziałabym. Może przyjazną twarz, kiedy się wraca do domu po całym dniu?
- Byłoby idealnie. Tak więc pani Cullen, gdzie teraz? - Spojrzałam na listę miejsc, które mieliśmy sprawdzić i powiedziałam, gdzie się teraz kierujemy.

Kontynuowaliśmy naszą małą wycieczkę aż do późnego popołudnia, zanim wróciliśmy do miasta. Lunch zjedliśmy w ciekawej miejscowej restauracji, która przytłaczała gościnnością i jedzeniem. Po tym jak obejrzeliśmy wszystkie miejsca i zrobiliśmy odpowiednie zdjęcia, zgodziliśmy się, że nadeszła pora, by zbierać się do domu.

Oboje byliśmy już zmęczeni, ale Edward wciąż powtarzał, że będzie prowadził. Następnym razem to ja będę prowadziła, bo nie byłoby to fair. Żadne z nas nie miało ochoty rozmawiać i było nam wygodnie w ciszy, tak więc słuchaliśmy płyty, którą akurat miał w odtwarzaczu.

W drodze do domu słuchałam wielu nieznanych mi kawałków granych na pianinie oraz jednej ścieżki, której słuchałam na okrągło, z przyzwoleniem Edwarda, "Clair de Lune" Debussy'ego. Wypełniła ona samochód, ja zrobiłam się senna i przegrałam, w końcu usnęłam.

- Bella? - Edward zapytał delikatnie.
- Mmmhhm? - wymamrotałam.
- Jesteśmy pod twoim mieszkaniem. - Otworzyłam oczy tylko po to, aby spotkać jego boskie zielone tęczówki skierowane na mnie.
- Słucham? - zapytałam oszołomiona.
- Jesteśmy pod twoim mieszkaniem.
- Oh, tak. Przepraszam, nie mogę uwierzyć, że zasnęłam. - Zaśmiał się.
- Nie przejmuj się, to było zabawne. - Musiałam zrobić się czerwona, a moje oczy rozszerzyły się.
- Oh, nie. Co powiedziałam? - Zachichotał i pokręcił głową. - Nie, proszę, to było żenujące, prawda?
- Raczej słodkie - skomentował.
- Słodkie? - podważyłam.
- Tak.
- Co powiedziałam? - zapytałam nerwowo.
- Zaczęłaś mówić o Alice, że to wszystko jej wina, a potem powiedziałaś kilka innych rzeczy.
- Jakich? - zachęciłam.
- Na przykład: ‘Bella Cullen’, jak to ładnie brzmi.
- Oh nie! - wyjęczałam, chowając twarz w dłoniach.
- To było słodkie.
- Żenujące - poprawiłam. Odciągnął moje ręce od twarzy i spojrzał na mnie.
- Słodkie i zgadzam się, pani Bella Cullen naprawdę ładnie brzmi. Więc zobaczymy się na zajęciach tanecznych? - Pokiwałam łagodnie. - Świetnie, to będzie próba naszego pierwszego małżeńskiego tańca. Do zobaczenia później, pani Cullen.

Potrząsnęłam głową, ciągle zakłopotana, wysiadłam z samochodu, a potem patrzyłam, jak odjeżdża z uśmiechem na twarzy. Zanotować: nigdy nie zasypiać przy Edwardzie, zwłaszcza, że mojemu mózgowi nie można ufać.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Cullen Alice
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 17 Mar 2009
Posty: 154
Przeczytał: 33 tematy

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Białystok

PostWysłany: Nie 20:08, 15 Lis 2009 Powrót do góry

Jestem za "panią Cullen" ;D
Naprawdę świetny rozdział!

Najbardziej spodobał mi się ten fragment:

Cytat:
- Ufasz mi? - praktycznie wyszeptał do mojego ucha. Być może tylko myślałam, że to był szept, ptaki głośno świergotały, a płynąca woda też trochę hałasowała.
- Nie - mruknęłam i zanim to sobie uświadomiłam, rzucił mnie w przód. Przygotowałam się na uderzenie lustra wody, ale jedynie zatoczyłam się w tył, mocne ramiona wciąż obejmowały moją talię i przyciągnęły mnie do klatki piersiowej Edwarda.
- Powinnaś, nie mszczę się na osobach, które lubię. - Postawił mnie, podał aparat i uśmiechnął się, zanim odszedł. Byłam lekko oszołomiona tym, co się stało, ale podążyłam za nim.

Normalnie bomba.

Czekam na więcej podobnych scen[czytaj:wstaw już dziś kolejny rozdział Wink]

Pozdrawiam CA


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Ewelina
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 20 Mar 2009
Posty: 386
Przeczytał: 124 tematy

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Poznań

PostWysłany: Nie 20:21, 15 Lis 2009 Powrót do góry

Uwielbiam romantyczne ff a ten z pewnością na taki się zanosi. Nic tylko się cieszyć. Podoba mi się zachowanie Edwarda: nie jest dupkiem, tylko fajnym i zabawnym facetem. Jeśli Bella mu nie ulegnie to z pewnością ja to zrobię.
A |Bella Cullen" to najlepsza część.
Dzięki za nowy rozdział.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Reilee
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 06 Wrz 2009
Posty: 259
Przeczytał: 118 tematów

Pomógł: 18 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 21:00, 15 Lis 2009 Powrót do góry

Ivett napisał:
Beta: Reilee (Dziękuję :D)

Very Happy Drobiazg :>


I jak kirke? W poprzednim rozdziale mieliśmy parę staruszków, w tym zaś dwójkę nieśmiałych nastolatków wpychających się w krzaki i wrzucających do fontanny Wink Czy oni się kiedyś ogarną? XD

Słodko, słodko :>

Ivett, zmień nazwę tematu Wink Mamy już 3 rozdziały Wink


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
kirke
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 18 Lip 2009
Posty: 1007
Przeczytał: 181 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: świat pomiędzy Brianem i Justinem

PostWysłany: Nie 22:25, 15 Lis 2009 Powrót do góry

Reilee.... teraz całkiem w porządku :) nawet zabawnie... lekko z dystansem, ale coraz lepiej Very Happy

Ivett, rozdział mnie rozbawił... trochę poleciało mi kiczem przy Belli Cullen, ale mimo wszystko i tak bardzo mi się podoba...

jak zwykle podziwiam wszystkich tłumaczy i dziękuję za to, że poświęcasz swój czas :)

pozdrawia
kirke


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
ukos
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 07 Wrz 2008
Posty: 502
Przeczytał: 31 tematów

Pomógł: 10 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 0:16, 16 Lis 2009 Powrót do góry

zaczne od marudzenia:
Cytat:
posłał mi zakrzywiony uśmiech
a nie skrzywiony? krzywy?
Cytat:

żylibyśmy życiem niczego nie żałując
bo normalnie to ludzie żyją śmiercią? Wink

A teraz bez marudzenia - rozdział leciutki i przyjemny, fajnie się go czytało.
Nie wiem, czy poswięcasz tekstowi więcej czasu, czy "rozkręciłaś się", ale z każdym rozdziałem ff staje się coraz bardziej przyjazne czytelnikowi.


Do treści na którą, jako tłumacz, nie masz wpływu mam zastrzeżenia.
Zirytowało mnie lekko zerżnięte z oryginału gadanie przez sen i mocno niefinezyjne przyspieszenie tempa wątku Edward-Bella.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Larissa
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 09 Lip 2009
Posty: 222
Przeczytał: 120 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Z dwóch miast: Piaseczno [PL] i Zohor [SK]

PostWysłany: Pon 8:39, 16 Lis 2009 Powrót do góry

Wiesz, Ivett, ja bardzo lubię tłumaczenia.
A zwłaszcza romantyczne tłumaczenia. :)
Dlatego bardzo podoba mi się ten FF.
Dobrze tłumaczysz, ale mimo wszystko
pojawiły się zdania, które - moim zdaniem - nie
miały dużego sensu. Dwa z nich podał(a) ukos.
No więc czekam na dalsze części.
Pozdrawiam.
Larissa


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Ivett
Nowonarodzony



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 09 Maj 2009
Posty: 29
Przeczytał: 53 tematy

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: tam gdzie na mapie kończy się papier...

PostWysłany: Nie 14:14, 29 Lis 2009 Powrót do góry

Rozdział IV: Anthony & Masen

Tłumaczenie: Ivett
Beta: oczywiście Reilee (Dziękuję!)

Jak zwykle, również na chomiku :) -> http://chomikuj.pl/iwonka.k92



PWB

- Bello, podnoś tyłek z łóżka, zanim tam pójdę i wyważę drzwi! - krzyknęła Alice z salonu. Dzisiaj miałyśmy w planach kupowanie sukienek, przy czym ja chciałam się tylko wczołgać na łóżko i schować. Oczywiście Alice nigdy by na to nie pozwoliła.

Szukała idealnej sukienki wszędzie, aż w końcu zdecydowała się ją zaprojektować. Projekt zleciła osobie, która była w stanie to zrobić i w związku z tym jej sukienka wkrótce miała być gotowa. Oznaczało to, że ja i Rose byłyśmy następne do odstrzału. Musiałyśmy znaleźć doskonałe kreacje dzisiaj, ponieważ plan z dnia na dzień robił się coraz bardziej napięty, wiedziałam o tym odkąd stałam się osobą, która musi go przestrzegać.
- Bello! - zawołała Alice.
- Już idę! - odpowiedziałam. Nienawidzę zakupów, więc dzisiejszy dzień będzie dla wszystkich koszmarem. Łóżko ciągle mnie wołało, nawet wtedy, gdy byłam już wykąpana i ubrana. Weszłam do salonu i zastałam tam sfrustrowaną Alice, która tupała niecierpliwie nogą.
- Zajęło ci to wieczność - zajęczała.
- Nie przesadzaj. Jestem gotowa.
- Najwyższy czas. - Złapała moją rękę i pomknęłyśmy po schodach do Rose, która czekała w aucie.

Siedziałam cicho, podczas gdy one zaś rozmawiały o tym, co może ładnie wyglądać i o jakich stylach i kolorach myślały. Byłam ich lalką Barbie, więc wtrącanie się było bezcelowe. Dzisiejszy dzień był ich dniem, a ja nie mogłam nic na to poradzić.

Zaparkowałyśmy i weszłyśmy do centrum handlowego, kierując się od razu na najwyższe piętro, gdzie można było znaleźć bardziej luksusowe sklepy. Kiedy byłyśmy w środku, sprzedawczynie od razu nas otoczyły. Przeprowadzono nas przez przymierzalnie, a potem podano szampana. Ja jedynie usiadłam na krześle i czekałam aż Alice i Rose zaczną mi rozkazywać.

Nie czekałam długo, zanim przyniesiono dziesięć lub dwanaście sukienek, które musiałam przymierzyć. Najwyraźniej, żebym nie miała szansy marudzić, kazano mi zostać modelką dzisiejszego pokazu. Wszystkie sukienki były zbyt falbaniaste, zbyt skąpe, za długie, za krótkie, miały zły dekolt lub były po prostu obrzydliwe. Dziewczyny traciły już cierpliwość do sprzedawczyni, która twierdziła, że te to jedne z najlepszych. Ja cierpliwość straciłam już wiele godzin temu, ale wiedziałam, że muszę gryźć się w język, żeby przeżyć ten dzień bez kłótni.

Ubrano mnie w niebieską sukienkę elegancko spływającą po ciele, pokazującą wszystkie moje kształty w odpowiednich miejscach, kiedy pozwolono mi zrobić sobie przerwę. Sklep był na ostatnim piętrze, więc miał dostęp do tarasu wychodzącego na miasto. Przeprosiłam, upewniając się, czy mogę wyjść w założonej kreacji, po czym skierowałam się w stronę chłodnego popołudniowego powietrza.

- Czyż nie wygląda pani ślicznie, pani Cullen? - Rozpoznałam łagodny głos natychmiast. Powoli się odwróciłam, aby zobaczyć bardzo seksownego Edwarda ubranego w garnitur i idącego w moją stronę.

Pochylałam się nad barierką, kiedy podszedł, stanął za mną i otoczył moją talię ramieniem, przyciągając do siebie, gdy razem patrzyliśmy na tętniące życiem ulice.

- Myślisz o naszym ślubie? - zażartował.
- Hmm... mam niewielką lukę w pamięci, przypomnij mi. - Zaśmiał się i pokiwał twierdząco.
- Oczywiście, kochanie. Pobraliśmy się na klifie...
- Nie. - Potrząsnęłam głową.
- Bez klifu?
- Bez - powiedziałam.
- W porządku. - Uśmiechnął się i zaczął od nowa. - Pobraliśmy się w klubie country, w ogrodzie, gdzie się w sobie zakochaliśmy. Recepcjonistka zdołała nas wcisnąć, więc wzięliśmy ślub pół roku później. Wszystko było pięknie udekorowane i bardzo gustowne. Razem z naszymi rodzinami i przyjaciółmi świętowaliśmy naszą deklarację miłości. Jedliśmy obiad w popołudniowym słońcu i tańczyliśmy w świetle księżyca, zanim wyruszyliśmy na miesiąc miodowy do... - Czekał, abym dokończyła jego zdanie.
- Paryża.
-...do Paryża, gdzie przebywaliśmy w apartamencie z widokiem na Wieżę Eiffla i Sekwanę. Za dnia odkrywaliśmy ulice, zaś w nocy siebie nawzajem.
- A co z twoimi obowiązkami zawodowymi, za które się musiałeś zabrać zaraz po ślubie? - zapytałam, pamiętając o tym, co powiedział, kiedy szukaliśmy lokalu.
- Odłożyłem je, żeby być z moją rumieniącą się panną młodą.
- Brzmi nieźle - wymamrotałam, trąc ramiona z zimna, na co on przysunął się bliżej.
- No tak. – Staliśmy nieruchomo w komfortowej ciszy, patrząc na miasto...
- Jak wam idą zakupy? - zapytałam, przerywając ciszę.
- Nie bez kłopotów jak zawsze. Emmett źle się obchodził z kilkoma garniturami i skończyło się na tym, że w końcu podarł jeden, który był na niego za mały. Jasper przechodzi atak paniki, bo nie wie, który z pięciu zaakceptowanych przez Alice, jest najlepszy. Nie chce jej zawieść przez wybranie złego, ale nie wie też, który będzie pasował.
- A ty?
- Ja zachowuję się normalnie, tak jak zawsze. - Nie chciało mi się w to wierzyć.
- Panie Cullen, jednak mamy... - Oboje zwróciliśmy się w stronę głosu. Zobaczyłam przed nami blond postać.
- Oh, Lauren, to jest moja żona Bella, o której ci opowiadałem - powiedział spokojnie Edward, rzucając mi szybkie spojrzenie.
- Oczywiście. Nie chciałam przeszkodzić - odpowiedziała, patrząc na mnie gniewnie.
- Nic się nie stało. Bello, kochanie, to jest Lauren. Bardzo mi pomaga przy wybieraniu smokingu. – Wiadome było, iż jest pomocna za bardzo.
- Wykonuję tylko swoje obowiązki - powiedziała Lauren, ale oczywiste było to, że robiła to nie tylko przez swoją pracę. - Jak długo jesteście małżeństwem?
- Tylko ponad rok - odparł Edward, uśmiechając się.
- Macie dzieci?
- Tak, dwójkę - wyrzuciłam z siebie, zanim Edward posłał mi uśmiech.
- Tak, dwóch... małych chłopców, Anthony'ego i Masena. Obydwaj mają rok. - Uśmiechnął się do Lauren, która to odwzajemniła i powróciła do pracy, zorientowawszy się, że prawdopodobnie nie ma szansy na randkę z nim.
- Mamy dzieci? - zapytał Edward, kiedy drzwi się już zamknęły.
- Najwyraźniej - wymamrotałam, na co on się zaśmiał. - Anthony i Masen? - zapytałam.
- Moje drugie imiona - wytłumaczył. - Nie mogłem nic innego wymyśleć. Spodziewałem się, że powiesz nie, kiedy o to zapytała, więc byłem trochę zaskoczony twoją odpowiedzią.
- Przepraszam.
- Nie masz za co. Ja nie przepraszałbym za istnienie naszych dzieci. - Uśmiechnął się, a ja wywróciłam oczami. - To kto zajmuje się teraz chłopcami?
- Twoi rodzice.
- O! Nawet nie wiedzą o tym, że jestem żonaty, a co tu mówić, że mam dwóch synów, których teraz powinni pilnować. Pewnie to dla nich duża niespodzianka - zażartował.
- Najwidoczniej nie, w przeciwnym razie otrzymalibyśmy od nich jakiś telefon. - Pokiwał głową, ciągle się uśmiechając i dobrze się bawiąc odgrywaniem ról.
- Bello, zdecydowałyśmy… Oh, Edward, hej - powiedziała Alice wychodząc na zewnątrz. Odwróciliśmy się, po czym odsunęliśmy się od siebie.
- Cześć, jak tam wszystko idzie?
- Nie za dobrze - wywróciła oczami. - Ale powoli zmierzamy ku końcowi. A co u Jaspera? - zapytała niecierpliwie Alice.
- Nienajgorzej - skłamał. - Kupujemy smokingi.
- Domyśliłam się, naprawdę nie sądzę, że mógłbyś to nosić z innego powodu. - Wskazała na jego ubiór.
- No to ja już was zostawię. Do zobaczenia. - Skinął na Alice i na mnie, zanim przeszedł przez taras i wszedł do sklepu obok.

Alice rzuciła mi ciekawskie spojrzenie, więc szybko zmieniłam temat, zanim zaczęła coś mówić.
- Co postanowiłyście? - zapytałam patrząc na jej przymrużone oczy.
- Ta sukienka, którą masz na sobie jest idealna, więc ją weźmiemy - powiedziała po kilku sekundach, po czym wróciłyśmy do środka. Rose była gotowa do wyjścia, ponieważ wybrała sobie coś, kiedy my byłyśmy na zewnątrz, a Alice jej ufała, więc nawet nie spojrzała na nią drugi raz.
Przebrałam się najszybciej, jak mogłam i dołączyłam do dziewczyn na zewnątrz. Suknie miały zostać dostarczone do naszego apartamentu. Poszłyśmy do restauracji na dachu budynku i zajęłyśmy stolik dla trzech osób. Podczas lunchu dyskutowałyśmy na temat ślubnych planów, no bo o czym innym mogłyśmy dyskutować.

Obawiałam się następnego punktu z mojej listy. Lekcji tańca. Mam dwie lewe nogi, bez wątpienia pod koniec wszystkie palce Edwarda będą połamane. Jako świadkowie będziemy musieli razem zatańczyć. Wiadomo też, że nie ma nic lepszego od wspólnych ćwiczeń. Osobiście myślę, że mogłabym udawać chorą i nie pójść, ale gdyby Alice się o tym dowiedziała, na pewno by mnie zabiła. Tylko, że po ślubie.

Taniec po prostu nie był moją mocną stroną, ale miałam nadzieję, że przynajmniej Edward będzie w tym dobry i nie będziemy na parkiecie wyglądać jak skończeni idioci. Pomimo że do ślubu zostało trochę czasu, mieliśmy wziąć się za to teraz, żeby się odpowiednio przygotować, przynajmniej tak powiedziała Alice.

Spodziewałam się, że po prostu wyskoczy z jakąś datą i każe nam się dostosować. O ile szczęście dopisze, nie nastąpi to zbyt wcześnie, w przeciwnym razie ja i Edward jesteśmy skończeni. Ciągle mamy dużo rzeczy do zrobienia i chociaż się staramy, wszystko idzie dobrze, lecz jednak zbyt wolno.

Alice wie, że nie zrobiliśmy kilku rzeczy, bo umówiliśmy się, że zrobimy je razem, ale jeśli chodzi o pozostałe zadania, pewnie myśli, że wszystko jest już załatwione. W najgorszym wypadku namówię Edwarda, żeby poinformował Jaspera, a wtedy ten porozmawia z Alice, aby trochę zwolniła.

Podczas lunchu było zabawnie, potem poszłyśmy do samochodu, by wrócić do domu. Chciałam wreszcie położyć się do łóżka i zasnąć. W drodze do auta wpadłyśmy na chłopaków, którzy podeszli do nas wesoło się uśmiechając. Emmett, który był pierwszym, który nas zobaczył, wykrzyczał: - Kochanie! - przez cały parking, więc od razu byłyśmy świadome ich obecności.

- Hej - wymruczał do mnie Edward. - Mam coś dla ciebie.
- Co takiego? - zapytałam lekko zmartwiona. Podał mi kopertę, która była mniej więcej wielkości kartki papieru A5.
- Otwórz na osobności, no chyba że chcesz żeby wszyscy dowiedzieli się o żarcie - powiedział, wskazując pozostałą czwórkę.
- Okej, dzięki.
- Nie ma za co. - Pożegnaliśmy się, bo chłopaki mieli zając się innymi sprawami.

Gdy już byłam w samochodzie, z dala od oczu Rosalie i Alice, wyciągnęłam kopertę i cicho ją otworzyłam, w czasie, gdy one obgadywały sprzedawczynie. Było to zdjęcie dwóch małych chłopców stojących obok jakiejś pary. Wszyscy elegancko ubrani, zwróceni byli tyłem do aparatu i patrzyli na Paryż z Wieżą Eiffla w tle. Na fotografii Edward napisał:

„Prezent ślubny 2008 - tym razem zabraliśmy chłopców i być może przekonamy się, czy uda nam się zrobić córeczkę."

Zaśmiałam się cicho i potrzasnęłam głową. W jakiś sposób odkryłam dzisiaj, że jestem żoną Edwarda od ponad roku i że mamy bliźniaki, Anthony'ego i Masena. Ten żart z każdą chwilą robił się coraz bardziej złożony. Nie jestem w stanie myśleć o tym, co odkryjemy podczas naszego następnego spotkania.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
kirke
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 18 Lip 2009
Posty: 1007
Przeczytał: 181 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: świat pomiędzy Brianem i Justinem

PostWysłany: Nie 21:41, 29 Lis 2009 Powrót do góry

hm, bardzo ciekawe to udawanie małżeństwa... coś czuję, że będzie z tego jeszcze świetny ubaw... jakoś ta końcówka wyszła lekko sztywna... nie bardzo mi się spodobała...

zastanawiają mnie te lekcje tańca... to zbliża ludzi... poza tym - trzeba jakoś się zapoznać, żeby spłodzić córeczkę...

a właśnie - nie pasuje mi kompletnie skąd oni mają od razu dwójkę po zaledwie rocznym małżeństwie... no chyba, że wpadka i chyba, że bliźniaki :)

bardzo przyjemne tłumaczenie, dalej cię dopinguję :)

pozdrawia
kirke


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
 
 
Regulamin
| Wiadomości sportowe | Gry online | Imprezy | Śmieszne filmy |