FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 
 
 Zapiski podróżnika [NZ] [OOC] [ AU] zawieszone Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
aramgad
Wilkołak



Dołączył: 10 Mar 2009
Posty: 197
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 21:49, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Widzę, że komentarzy co raz mniej :( Dziękuję wytrwałym bardzo. Ff dokończę na pewno. Zapraszam na kolejną wstawkę i proszę o komentarze :)

Styczeń 1961, Forks

Do Forks wróciłam drugiego stycznia. Nie mogłam się doczekać spotkania z Jamesem, bardzo tęskniłam i potrzebowałam jego bliskości. Mój chłopak mnie nie zawiódł i pojawił się od razu po moim przyjeździe. Wtuliłam się w niego mocno. Tego dnia nie rozmawialiśmy zbyt dużo, znaleźliśmy inne zajęcie.

Następnego ranka zaczynała się szkoła. Nie działo się wiele i na szczęście było mało lekcji, więc czas szybko minął. Wyszliśmy z Jamesem przed budynek i skierowaliśmy się w stronę samochodu wampira. W pewnym momencie poczułam, że Cullen napina mięśnie. Spojrzałam niepewnie w jego oczy, a później w kierunku, w którym spoglądał. Na masce auta siedziała dziewczyna. Miała długie, rude włosy i była równie blada jak rodzina doktora. Tylko jej tęczówki prezentowały się zupełnie inaczej… Patrzyła na mnie czerwonymi ślepiami. Bez słowa udaliśmy się w stronę wampirzycy. Zaczęli rozmawiać, a ja przysłuchiwałam się ich rozmowie w milczeniu:
- Witaj, Tropicielu, tęskniłam – odezwał się rudzielec.
- Victorio. – James skinął uprzejmie głową. – Co cię tu sprowadza?
- Ty, oczywiście! Jak możesz pytać?!
- Jestem zajęty. Zejdź, proszę i pozwól nam odjechać.
Kobieta roześmiała się.
- Złapałeś sobie przekąskę i nie chcesz się podzielić? – zapytała kpiąco.
- To jest Bella, moja dziewczyna. Odejdź, Victorio.
- Wygląda… apetycznie. Teraz odejdę, ale pozostanę w pobliżu, kochany.

Podeszła do Jamesa i złożyła lekki pocałunek na jego marmurowych wargach. Nawet nie drgnął. Krew odpłynęła mi z twarzy, a dłonie same zacisnęły się w pięści. James chyba wyczuł moje zdenerwowanie, albo poczuł krew, która delikatnie wypłynęła przez rozdarcia od wbitych paznokci, bo szybkim ruchem chwycił mnie pod łokieć i wsadził do samochodu. Gotowałam się w środku ze złości, patrząc, jak wstrętny rudzielec odchodzi z uśmieszkiem na swej zbyt idealnej buźce. Nie pamiętam, co Cullen do mnie mówił, w ogóle nie mogłam się skupić na jego słowach. Czułam, że ona może nieźle namieszać w naszym związku. Bałam się rywalizacji, bo wiedziałam, że nie dorastam Victorii do pięt i w dodatku jestem nędznym człowiekiem, a oni są nieśmiertelni. Tysiące myśli kołatało się w mojej głowie. Nagle poczułam, jak ktoś łapie mnie za ramiona i mocno mną potrząsa. Tym razem dotarły do mnie słowa Jamesa:
- Bello, co się z tobą dzieje? Zobacz, zraniłaś się. – Wskazał na moje dłonie.
- To nic takiego, nieważne.
- Kochanie, nie przejmuj się.
- Jak mam się nie przejmować? Kim ona jest?
- Byliśmy razem, kiedy jeszcze zwyciężała we mnie zła natura, dawne dzieje.

W jego głosie wyczułam tęsknotę i nie wiedziałam, czy tylko do wampirzycy, czy także do ludzkiej krwi. Pierwszy raz naprawdę się bałam, nie tylko, że go stracę, ale także o swoje życie. Poprosiłam go, aby odwiózł mnie do domu. Chciałam pomyśleć w samotności. Uszanował, na szczęście, tę prośbę i obiecał, że pojawi się dopiero wieczorem. Zgodziłam się pod warunkiem, że zadecyduję, czy potrzebuję, aby został. Spojrzał smutno, ale przytaknął i odjechał z piskiem opon. Rozmyślałam dość długo nad zaistniałą sytuacją i nie doszłam do żadnych nowych spostrzeżeń. Postanowiłam jutro pogadać z Rose. Nie wpuściłam Cullena tej nocy do pokoju, zasnąć jednakże również nie mogłam.

Cały następny dzień unikałam mojego chłopaka. Z Rosalie umówiłam się zaraz po lekcjach. Pojechałyśmy do ich rodzinnej posiadłości. Powiedziałam przyjaciółce o swoich obawach, niestety, nie pocieszyła mnie. Powiedziała, że James i Victoria byli bardzo związani, że rozstali się właściwie przez przypadek, a później Carlisle jakimś cudem nakłonił blondyna do wegetarianizmu i zamieszkania z nimi. Ruda nie pokazała się nigdy wcześniej, aż do teraz. Rose zaczęła podzielać moje zaniepokojenie. Doradziła mi zerwanie, ale ja nie potrafiłam tego zrobić. Kochałam tego wariata, a przynajmniej tak mi się wydawało. Wychodząc od Cullenów, wpadłam na Alice. Jej słowa przestraszyły mnie jeszcze bardziej:
- Miałam wizję, Bello. On odejdzie i… uważaj na siebie.
Chciałam ją jeszcze o coś zapytać, ale zniknęła równie szybko jak się pojawiła.
Tego wieczora także nie wpuściłam Jamesa do pokoju. Wciąż myślałam o wizji Alice i o wydarzeniach ostatniego tygodnia. Wiedziałam, że przyszłość, jaką widzi Alice można zmienić, ale czułam, że nie mam szans. Byłam załamana.

I tak minęło kolejne siedem dni. Dziesiątki godzin smutku, użalania się nad sobą, obaw i tęsknoty. Wreszcie nie wytrzymałam i pozwoliłam mu wejść. Wtulił się w moje ciało, jakbyśmy nie widzieli się miesiąc, ale ja także nie pozostałam mu dłużna. Cóż mogę poradzić na to, że tak bardzo był mi bliski. Potrzebowałam go jak powietrza. Całą noc przeleżeliśmy w milczeniu, zatracając się w naszej bliskości. To jednak nie rozwiązywało problemu. Gdyż tak właśnie traktowałam rudzielca – jako problem.
James z dnia na dzień wydawał mi się odleglejszy, często siedział zamyślony i rozkojarzony. Mimo to, wciąż zapewniał mnie o swojej miłości. Starałam się wierzyć, bo nie wyobrażałam sobie życia bez niego. Po raz kolejny Victoria pojawiła się pod koniec stycznia. Przerwała nam randkę, gdy spędzaliśmy czas w małej knajpce w miasteczku. Jadłam risotto, które wprost uwielbiam, a James zwyczajnie mi się przyglądał. Normalnie drażniłoby mnie gapienie się, jak przeżuwam jedzenie, ale w przypadku mojego chłopaka nie czułam się dziwnie. Bardzo lubił obserwować mnie w momentach takich jak sen lub spożywanie posiłku. Myślę, że to w jakiś sposób go fascynowało. Ten dzień, początkowo, zapowiadał się bardzo sympatycznie. Śmialiśmy się, trzymaliśmy za ręce, całowaliśmy. Było jak dawniej, jak miesiąc temu. Poczułam się bezpiecznie, po raz pierwszy od trzech tygodni. Jednak nie na długo, niestety. Zajęci sobą, nie spostrzegliśmy zbliżającej się ku nam Victorii, a przynajmniej ja jej nie zauważyłam, bo wydaje mi się, że James wyczuł obecność wampirzycy wcześniej, lecz nic nie mówił, nie chcąc mnie denerwować. Ruda złapała mnie za brodę i przyciągnęła moją szyję w kierunku swoich ust. Jej wzrok spoczął na pulsującej żyle pod skórą. Przebiegł mnie dreszcz, poczułam nachodzące mdłości. Nie byłam w stanie się poruszyć ani wydać z siebie jakiegokolwiek dźwięku. James syknął na Victorię, ale ta tylko roześmiała się głośno i powiedziała coś w tym stylu:
- Chyba nie sądzisz, że pożywię się nią w miejscu pełnym śmiertelników.
Odetchnęłam cicho z ulgą i powoli przełknęłam ślinę, aby zwilżyć suche z nerwów gardło. Ruda nie traciła czasu, zbliżyła się do Jamesa i zaczęła szeptać mu do ucha. Przytaknął i odwrócił się w moim kierunku, mówiąc, że czas, abyśmy opuścili restaurację. Zgodziłam się bez wahania. Prawie biegłam do samochodu, chociaż robiłam to całkiem nieświadomie. Strach spowodował, że nie panowałam nad sobą. Wsiedliśmy do auta.
James nie odzywał się do mnie przez całą drogę. Pod domem otworzył mi drzwi i gdy tylko stanęłam na podjeździe obok niego, przytulił mnie i oznajmił:
- Załatwię to, Bello, nie martw się.
Odjechał. Nie pojawił się więcej tego wieczora. Nie było go także w szkole przez kilka dni. Żadne z rodzeństwa nie potrafiło mi powiedzieć, co się z nim dzieje, bo w domu także nie bywał. Czułam, że coś się stało, a upewniała mnie w tym smutna mina, prawie zawsze pogodnej, Alice. Nie miałam jednak pewności, co to wszystko oznacza.


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
Viv
Dobry wampir



Dołączył: 27 Sie 2009
Posty: 1120
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 103 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z 44 wysp

PostWysłany: Pon 11:37, 02 Lis 2009 Powrót do góry

Dzięki za kolejny rozdział ! Bardzo lubię twoje opowiadanie , chociaż Jamesa w roli chłopaka Belli nie koniecznie . Pewnie wróci do Victorii (mam taką cichą nadzieję ?) Jestem bardzo ciekawa czy to on zmieni Bellę w wampira ? Wogóle ciekawa jestem dalszego ciągu , więc życze weny i czasu
Pozdrawiam


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Viv dnia Pon 11:38, 02 Lis 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
LewMasochista
Wilkołak



Dołączył: 31 Lip 2009
Posty: 113
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon 12:04, 02 Lis 2009 Powrót do góry

Och jakiż dupek z tego Jamesa! A Victoria?? Niech spada na szczaw. Ech...tyle emocji w jednym rozdziale. Nie można tak, bo mojej serce tego nie wytrzyma:)

Popieram pytanie Viviaan. Czy to on zmieni Bellę? A może ona w ogole nie stanie sie wampirem? Umiesz mnie zaskakiwać, więc życze wny i czasu. Czekam na kolejny rozdział:D

Lew


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
aramgad
Wilkołak



Dołączył: 10 Mar 2009
Posty: 197
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 12:23, 02 Lis 2009 Powrót do góry

Kolejny "rozdział" gotowy, ale nie wiem kiedy beta znajdzie czas na poprawki. Do końca części drugiej już nie dużo i powrócimy do przygód Edwarda.
Hmm czy James zmieni Bellę? W sumie to nie Wink


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
xcullenowax
Wilkołak



Dołączył: 24 Lut 2009
Posty: 112
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław.

PostWysłany: Pon 17:42, 02 Lis 2009 Powrót do góry

Bardzo cieszę się, że pojawił się nowy rozdział, ostatniego nie miałam niestety czasu skomentować, ale przeczytałam i tak samo mi się podobał. (:

James i Bella nie bardzo pasują mi jako para, ciężko mi to sobie wyobrazić.
Pewnie dlatego, że jestem absolutnie za Edwardem, którego swoją drogą bardzo mi już brakuje. ;d
Zaskoczyłaś mnie pojawieniem się Victorii. No, ale prędzej czy później ruda musiała się pojawić, byłam ciekawa jak ją wprowadzisz i nie zawiodłam się. (;

Cytat:
Kolejny "rozdział" gotowy, ale nie wiem kiedy beta znajdzie czas na poprawki.


życzę weny i mam nadzieję, że beta znajdzie czas szybko. ; )

p,
xx


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Susan
Zasłużony



Dołączył: 08 Sty 2009
Posty: 5872
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 732 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 19:16, 02 Lis 2009 Powrót do góry

Przepraszam, że dopiero teraz czytam i komentuję, ale mam problemy ze zdrowiem i nie mam na nic siły Sad

Pojawienie się Victorii mocno mnie zdziwiło. Nie dziwi mnie reakcja Belli. Miała prawo się zdenerwować po tym jak jakaś obca wampirzyca przychodzi sobie nagle, gada jakieś dziwne rzeczy i jeszcze całuje jej chłopaka. Ja bym chyba dostała napadu furii Laughing
Rosalie nie pocieszyła za bardzo Belli. Alice to już w ogóle. Jej wizja i słowa. No cóż...
To co się stało w restauracji jeszcze bardziej mnie zdziwiło. A to co się potem stało z Jamesem w ogóle zbiło mnie z tropu.
Taki krótki rozdział a przyniósł mi tyle nerwów, tyle zaskoczeń i emocji, że po prostu nie wiem jak to zrobiłaś. Uwielbiam Cię po prostu Very Happy
Piszesz cudownie, masz świetny pomysł i nie mogę się doczekać co nam dalej zaserwujesz Razz
Czekam niecierpliwie.


A i jeszcze jedno, ale to bardziej do czytelników:

Wstydźcie się! Takie świetne opowiadanie a Wy nie komentujecie? No wiecie Wy co? Dalej, brać się do roboty! Natychmiast! Very Happy


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
ajaczek
Zły wampir



Dołączył: 05 Lut 2009
Posty: 477
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 2/3

PostWysłany: Czw 22:51, 05 Lis 2009 Powrót do góry

No to się wypowiem bo trochę zaniedbałam to ff. Czytam od samego początku, jest jednym z moich ulubionych, a niewiele ich zostało... Masz świetny pomysł na ff, do tego dochodzi bardzo dobry styl pisania i interesujący bohaterowi i sukces gwarantowany!!!
Cieszę się że mogę w tym uczestniczyć! :)
A co do rozdziału czułam w kościach że coś się szykuje, było zbyt sielankowo, zakochana para gołąbków gruchających o miłości;) Wprowadziłaś Victorie, zastanawiałam się czy ją wprowadzisz i jednak... Teraz siedzę zaintrygowana co dla nasz jeszcze szykujesz, czy pozwolisz na kontynuację związku Jamesa z Bellą? Dlaczego on jej nie przemieni? Zmiana charakterów twoich bohaterów względem oryginału totalnie mnie zakręca i zawsze zaskakuje! Teraz będę siedzieć zaintrygowana i zniecierpliwiona w oczekiwaniu na kolejny rozdział twoje ff! Życzę szybkiego go dodania!!


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
aramgad
Wilkołak



Dołączył: 10 Mar 2009
Posty: 197
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 11:51, 15 Lis 2009 Powrót do góry

Tym razem poszło trochę szybciej :) Rozdział wstawiam, a przed Wami już naprawdę niewiele części II, ja także tęsknię za Edwardem Wink
Dziękuję za komentarze bardzo :) I proszę o kolejne, jak zwykle.
Beta Frill - dziękuję :)

Luty 1961 rok, Forks

Początek lutego nie przyniósł zmian, Jamesa nadal nie było. Z dnia na dzień czułam się co raz gorzej, płakałam całymi popołudniami. W szkole jakoś powstrzymywałam się od szlochu, gdyż nie miałam najmniejszej ochoty na rozmowy z kimkolwiek o Cullenie. Ciągle chodziłam pogrążona we własnych nieprzyjemnych myślach. Wnioskuję, że nikomu to nie umknęło, ale dawali mi święty spokój. Nie rozmawiałam nawet z Rose i Lauren. Czekałam.

Nieubłagalnie zbliżały się walentynki. Wszyscy szykowali się na bal, dziewczyny kupowały suknie, a chłopcy fraki. Zanim James zniknął, planowaliśmy dwudniowy wyjazd do miasta. Zamierzaliśmy wynająć tam pokój i nie wychodzić z niego przez cały weekend. Niestety wszystko się posypało. Najgorsza była niewiedza. Wszak nie wiedziałam, czemu mój chłopak nie wraca. Czy odszedł? Czy też coś się poważnego stało? Miałam nadzieję, że nic mu nie jest, że pertraktuje z Victorią albo, że ją wywozi z Forks w pewien odległy zakątek – najbardziej pasowała mi Antarktyda.

I tak nadeszła sobota, czternasty lutego. Pogoda tego dnia przedstawiała się wyjątkowo paskudnie, jakby zwiastowała jakieś okropne zdarzenia albo po prostu odzwierciedlała moje samopoczucie. Charlie, jak na złość, miał tego wieczoru dyżur, więc siedziałam sama. Nagle rozległo się donośne pukanie. Z drżącym sercem podeszłam do drzwi i uchyliłam je nieco. Serce zabiło mi mocniej i natychmiast rzuciłam się w ramiona stojącego za drzwiami mężczyzny, mojego ukochanego.

James wydawał się obojętny. Niby uścisnął mnie lekko, ale bez przekonania, bez pasji. Spojrzałam na niego, miał na sobie czyste, niepodarte ciuchy i ciemne okulary. Zatem musiał wpaść wcześniej do domu. Gestem zaprosiłam go do środka. Wszedł do salonu i usiadł na kanapie, poklepując miejsce obok siebie. Spoczęłam koło niego i czekałam. Rozmowa przebiegła szybko.

Najpierw zaczął się tłumaczyć i przepraszać, że nie dawał znaku życia. Później opowiedział, co wydarzyło się między nim a rudą wampirzycą. Następnie oznajmił, że odchodzi. Nie tylko ode mnie, ale w ogóle z Forks, od Cullenów. Postanowił wrócić do Victorii, miłości jego życia. Łzy spływały mi po policzkach. Znów wtedy się odezwał:
- Bello, ja nie jestem dla ciebie. Nie należysz do mojego świata.
- James… - Nie pozwolił mi dokończyć.
Ściągnął okulary, a mną aż zatrzęsło. Tęczówki chłopaka raziły czerwienią.
- Bells, nie ruszę cię, nie zrobię ci krzywdy, bo niegdyś coś nas połączyło. Jednakże to koniec, odchodzę. Nie szukaj mnie, bo nie ręczę za siebie, a tym bardziej za Victorię. Żegnaj, mała.

To były ostanie słowa, jakie usłyszałam od niego. Wyszedł sam, gdyż ja nie potrafiłam ruszyć się z miejsca. Siedziałam na kanapie, trzęsąc się ze złości, a słone krople co chwila spływały po twarzy. Nie wiem, ile czasu tak spędziłam, ale chyba w końcu usnęłam i ktoś, najprawdopodobniej tata, przeniósł mnie do pokoju i przykrył kocem.

Obudziłam się z potwornym bólem głowy. Budzik wskazywał dziesiątą rano. Kiedy tylko przypomniałam sobie wydarzenia wczorajszego dnia, kolejna fala szlochu i spazmów ogarnęła moje ciało. Nagle, znikąd, w pomieszczeniu pojawiła się Alice. Podeszła do mnie i przytuliła mocno. Siedziałyśmy w milczeniu. Żadna nie była na tyle odważna, aby zacząć rozmowę. Ja nie bardzo wiedziałam, co mogłabym powiedzieć, a Alice zapewne nie chciała mnie bardziej zranić. Jednak bardziej się nie dało. Byłam martwa. W jednej chwili całe moje życie straciło sens. Przerwałam ciszę, gdy poczułam, że nie mam już czym płakać.

- Co tu robisz, Alice? – Wiem, że zważywszy na to, że siedziała ze mną, próbując mnie w jakiś sposób pocieszyć, dane pytanie zabrzmiało mało sympatycznie, ale tylko ono przyszło mi do głowy. Jej odpowiedź mnie zdziwiła, a wręcz zszokowała.
- Przyszłam zobaczyć, czy jesteś hmm… cała.
- Jak to cała?
- Widzisz, wczoraj odwiedził nas James. Zabrał wszystkie rzeczy i powiedział, że jedzie jeszcze do ciebie. Nie podejrzewaliśmy go o złe zamiary, ale z drugiej strony, skoro zaczął się ponownie żywić ludzką krwią… Sama rozumiesz.
- A czemu, w takim razie, nie pojawiliście się wczoraj?
- Gdyż nie pomyśleliśmy o tym. Zresztą nie miałam żadnej złej wizji. Przyznam się, że martwiłam się o ciebie. Wiem, że bardzo kochałaś Jamesa. Domyślam się, co możesz czuć. Gdybyś chciała, Jasper mógłby ci nieco pomóc…
- Nie! – krzyknęłam. – Sama sobie poradzę. Nie chcę się oszukiwać, Alice. W końcu, ile czasu musiałabym prosić Jazza o pomoc. To bez sensu.
Dziewczyna przyznała mi rację. Spędziłyśmy razem jeszcze kilka godzin, praktycznie milcząc. Wieczorem Rosalie zmieniła siostrę. Koło dwudziestej z odrętwienia wyrwało mnie walenie do drzwi. Przestraszyłam się, że być może James wrócił po mnie, jednakże nie w dobrym tego słowa znaczeniu. Rose jednak natychmiast wyczuła, kim jest osoba stojąca na progu. Skomentowała to jednym zdaniem:
- Śmierdzi mokrym kundlem.
Domyśliłam się, że chodzi o Jacoba. Podbiegłam do wejścia, aby wpuścić gościa. Na dworze lało solidnie, chłopak był przemoczony do suchej nitki i… wściekły.

Przywitałam go i zaprosiłam do salonu. Zapytał, czy jest u mnie ktoś z Cullenów. Oczywiście przytaknęłam i zawołałam przyjaciółkę. Jacob zaczął wrzeszczeć:
- Złamaliście pakt! Jesteście już martwi!
- Kto niby złamał i kiedy? – spytała spokojnie Rose.
- Nie udawaj, pijawko. Chłoptaś Belli, James, i jakaś ruda wywłoka. Wczoraj. Poharatali jednego z naszych.
- Dla twojej, chłopcze, wiadomości James nie należy już do naszej rodziny. Odszedł od nas i od Belli. Wrócił do dawnego życia, zatem wykrzykiwanie pretensji jest w tym momencie zdecydowanie nie na miejscu.

Mina Jake’owi zrzedła. Spojrzał na mnie z dziwnym bólem na twarzy, a następnie na Rose z nienawiścią. Jeszcze przez chwilę obwiniał Cullenów o moje nieszczęście i o wszelkie zło tego świata, po czym zwrócił się do mnie:
- Przykro mi, Bells.
- Mnie także – odpowiedziałam bez uczucia.
- Tylko nie myśl, że teraz nagle znów będziemy przyjaciółmi. Nie licz także na coś więcej.
- Jak to? O co ci chodzi? – spytałam zaskoczona.
- Kochałem cię, pragnąłem być z tobą, ale ty wybrałaś pana przyssawkę. Teraz ja jestem szczęśliwy, mam dziewczynę i mnóstwo planów z nią związanych. Obecnie w moim życiu nie widzę miejsca dla ciebie. Żegnaj, Bells. Powodzenia.

I wyszedł, a ja stałam, gapiąc się na niedomknięte drzwi. Nie liczyłam na owe „coś więcej”, ale pragnęłam odzyskać przyjaciela. Widocznie Jake został przeze mnie zbyt mocno zraniony. Musiałam się z tym pogodzić, ale strata kolejnej osoby w ciągu dwóch dni, to zdecydowanie zbyt wiele. Wiem, że byłam podła dla Jacoba. Tak naprawdę zasłużyłam na jego odejście. Złapałam koc z kanapy i wtuliłam się w Rose, a łzy ani na chwilę nie przestawały płynąć.

Marzec 1961 rok, Forks

Z dniem pierwszego marca oficjalnie zawieszam pisanie. Tego dnia dokonałam ostatniego wpisu i postanowiłam odpocząć od wszystkiego. Powoli dochodziłam do siebie. Cała rodzina Cullenów bardzo mnie wspierała. Doprowadziłam się do porządku i zabrałam za poprawę ocen. Znalazłam nawet pracę – w sklepie u Newtonów. Strony pamiętnika jednak nie pozostały puste. Ponieważ kochałam sztukę, zaczęłam rysować. Moje prace powstawały między innymi na jego kartach. Cierpiałam w samotności. Z początku dużo szkicowałam portretów Jamesa, jednak z czasem doszłam do wniosku, że w ten sposób nigdy nie poprawię swego stanu i zmieniłam modela. Rysowałam tatę, Cullenów, koleżanki i kolegów z klasy, Jacoba oraz martwą naturę. Czasami nawet malowałam siebie.

Czerwiec 1963 rok, Forks

I tak minęły dwa lata. Przez ten czas w pamiętniku pojawiło się mnóstwo prac, ale ani jednego wpisu. Dziś postanowiłam jednak co nieco nabazgrać, gdyż właśnie kończyłam liceum. Przez te dwadzieścia cztery miesiące w moim życiu nic się prawie nie zmieniło. Nie miałam chłopaka, nie chodziłam na randki, nadal przyjaźniłam się z Cullenami oraz Lauren. Z Jacobem nie widziałam się od czasu, kiedy oznajmił, że zniszczyłam na zawsze naszą przyjaźń. Jedyne, co prezentowało się teraz inaczej, to średnia ocen – zostałam kujonem. Miało to jednak plusy. Dostałam się bez problemu do Yale na historię sztuki. Właściwie to niemal błagali mnie, abym się tam pojawiła. Moje prace zrobiły na nich ogromne wrażenie, a oceny zagwarantowały mi stypendium. Bella Swan w jednym z najbardziej prestiżowych uniwersytetów amerykańskich, należącym do Ligi Bluszczowej, kto by pomyślał. Przede mną ostatni dzień szkoły i wakacje z mamą, a później planowałam rozpocząć nowe życie, w Nowej Anglii. Na studia jechała ze mną Rose i Emmett. Alice i Jasper wybierali się do Stanford. A Esme i Carlisle do Chicago na jakiś czas. Doktor dostał pracę w szpitalu jako ordynator chirurgii. Rose wybrała literaturę, a Emm prawo – za każdym razem szli na inne kierunki i byli już naprawdę nieźle wykształceni.

Alice i Jasper zamierzali studiować socjologię, razem.
Wracając jednak do tematu. Na zakończenie ubrałam się skromnie – biała koszula i granatowa spódnica za kolana – paskudztwo swoją drogą. Lauren przyjechała po mnie o dziewiątej i razem udałyśmy się do szkoły. Gala trwała półtorej godziny. Po rozdaniu świadectw pojechałam z Cullenami do ich domu, by świętować. Niestety nie mogliśmy zaprosić większej ilości osób, ale w swoim gronie bawiliśmy się super.

Oglądaliśmy przygłupie komedie i graliśmy w gry planszowe. Upiłam się - sama. Nie zmusili się, aby mi towarzyszyć, za to Emmet gorąco mnie dopingował. To było trochę żenujące, ale cóż, należy mi się raz na jakiś czas. Zostałam u przyjaciół na noc. Następny dzień spędziłam z tatą. Musieliśmy się pożegnać, w końcu następnym razem mieliśmy się zobaczyć na Święta Bożego Narodzenia, czyli za pół roku. Wybraliśmy się do miasta, gdzie Charlie kupił mi przepiękny zestaw do malowania. Wydał na niego chyba całą pensję, ale nawet nie pozwolił mi zaprotestować – powiedział, że to prezent dla jego uzdolnionej córeczki. Ucałowałam go i zaciągnęłam do kawiarni. Tym razem ja zapłaciłam. Przecież pracowałam, a pieniędzy nie miałam, na co wydawać, więc trochę się tego nazbierało. Zjedliśmy po szarlotce i wypiliśmy pyszną kawę. Czas niestety mijał nieubłagalnie i szybko zrobił się wieczór, a przede mną było jeszcze mnóstwo pakowania. Kiedy tylko skończyłam, Charlie pomógł mi załadować wszystko do ciężarówki. Obejrzałam z nim jeszcze film i poszłam spać, ostatni raz w moim łóżku, w Forks.
Pożegnanie było straszne, płakaliśmy oboje dobre pół godziny. W końcu jednak ruszyłam na spotkanie z mamą.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
xcullenowax
Wilkołak



Dołączył: 24 Lut 2009
Posty: 112
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Wrocław.

PostWysłany: Nie 13:34, 15 Lis 2009 Powrót do góry

Ołemdżi. Nie spodziewałam się, że w ciągu jednego rozdziału miną dwa lata, ale nie narzekam, bardzo mi się to spodobało.

James to dupek. Wiedziałam, że prędzej, czy później można się spodziewać tego, że zniknie, ale nie wiedziałam, że aż tak. ^^ Poza tym, dobrze, że oddalił się od Cullenów i zniknął z Victorią. Nigdy nie pasował mi co wampirzowegetariańskiej rodziny. No, ale i tak jestem zaskoczona tym, że zrezygnował z diety, mógłby być gdzieś dobry. ;d
Nie spodziewałam się takiego zachowania ze strony Jacoba. Nie myślałam, że kiedykolwiek odwróci się od Belli i oleje ją, bo złamała mu serce i zraniła go. Jak dla mnie to niebywałe. ;d
Bardzo podoba mi się to, że Bella zaczęła rysować i dzięki swojemu talentowi otrzymała stypendium i zaczyna studiować na Yale.

Cytat:
ja także tęsknię za Edwardem Wink

Też tęsknię za Edwardem i jego porąbaniem. xd


weny życzę!
xx


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
nieznana
Zły wampir



Dołączył: 07 Cze 2009
Posty: 410
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: z cudownego miejsca

PostWysłany: Nie 13:40, 15 Lis 2009 Powrót do góry

Co za skurwiel z tego Jamesa, a już napisałam wcześniej, że jak dla mnie to Edwarda nie musi być, bo James strasznie mi się w tej roli spodobał. Nosz, kuuuuurde! Idiota!
I na nowo go nienawidzę. Kobieta zmienną jest xD
Ale rozdział świetny, zresztą jak zawsze, nie mogę się oczywiście doczekać kolejnego i ciekawi mnie co się stanie dalej. Co będzie na studiach i jak Bells zostanie wampirzycą, bo chyba zostanie, prawda??
Szczerze mówiąc ostatnio nie mam głowy do komentowania ani weny, więc na tym zakończę tę marną wypowiedź i pożyczę tylko weny, byś napisała szybko kolejny rozdział Wink

pozdrawiam
nz


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez nieznana dnia Nie 13:40, 15 Lis 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Susan
Zasłużony



Dołączył: 08 Sty 2009
Posty: 5872
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 732 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 17:14, 15 Lis 2009 Powrót do góry

aramgad cieszę się, że niedługo pojawi się Edward. Kurcze, nie mogę się aż doczekać Laughing Bardzo mnie ucieszyła ta wiadomość...

Zresztą nowy rozdział ucieszył mnie jeszcze bardziej. Nawet nie wiesz jak bardzo Smile

James jeszcze nie wrócił? Rolling Eyes No to mnie zdziwiło szczerze mówiąc. Wszystkie plany jego i Bells legły w gruzach. Nie dziwię się, że było jej smutno, płakała, była w złym stanie. Naprawdę... I w dzień Walentynek się pojawił. Bella się na niego rzuciła, a on zachowywał się jak skała. A to co potem się stało mnie po prostu rozwaliło. Te czerwone tęczówki, wyznanie, że wrócił do Victorii, to że odchodzi. Że co? Co mu się stało? Jakoś mi to przypomniało scenę z KwN, gdy Edward odchodzi. Ale to już moja mania związana ze zbliżającą się premierą, wybacz Laughing Na drugi dzień pojawiła się Alice, martwiła się o Bellę... Potem przyszła Rosalie... i niestety coś mnie wkurzyło Rolling Eyes mianowicie tekst:

Cytat:
- Śmierdzi mokrym kundlem.


Nie cierpię jak ktoś tam mówi o wilkołakach, sforze, Jacobie. Po prostu aż mi ciśnienie podskoczyło Razz Ale cóż... przeżyję jakoś to Wink

Jacob oznajmił, że James i Victoria zaatakowali jednego ze sfory. No pięknie Rolling Eyes No i potem znów coś co mnie wkurzyło. Mianowicie tekst Jake'a o tym, że nie ma miejsca w jego życiu dla Belli, że ma dziewczynę itp. Jacob w życiu by się tak nie zachował. Nie podobało mi się to... Nic na to nie poradzę. Wiem, że go nie lubisz, to Twoja wizja, masz do tego prawo Wink Ale ja takiego Jake'a nie lubię...

Bella zawiesiła pisanie i zaczęła rysować? No to mnie zdziwiło mocno...
Po dwóch latach okazało się, że Bella skończyła liceum, dostała się na uczelnię, w szkole miała znakomite stopnie. Ale zmiana. Naprawdę...
Kurcze... ścisnęło mnie za gardło, gdy czytałam o ostatnim wspólnym dniu Belli i Charliego. Mam słabość do ojca Bells i nic na to nie poradzę. Ciekawe co wydarzy się dalej...

Więc tak. Rozdział mi się podobał. Jedyne co mnie wkurzyło to zachowanie Jacoba, który jest moją ulubioną postacią z Twilight. Ale cóż. Twoje opowiadanie Wink James zachował się jak totalny palant... Po prostu... Nie wiem co powiedzieć Razz

Czekam niecierpliwie na kolejny rozdział i powrót Edwarda, który zapowiedziałaś. Będzie się działo! Laughing

Pozdrawiam serdecznie :*


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Viv
Dobry wampir



Dołączył: 27 Sie 2009
Posty: 1120
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 103 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z 44 wysp

PostWysłany: Pon 14:10, 16 Lis 2009 Powrót do góry

Hej !
James to świnia ! A jednak !! Wiedziałam, że on nie może być dobry . I to jeszcze w walentynki ją zostawił . Ucieszyło mnie co prawda to rozstanie i szkoda mi Belli , ale w sadze chyba mocniej przezyła kiedy ją Edward opuścił i tak sądze , że on nie był jej pisany Very Happy Czekamy na Edwarda (chyba większość z nas , tak myślę ? )
Co do Jacoba tez mnie zdziwił swoim zachowaniem , nie spodziewałam się tego po nim . co prawda nie lubię go , i nigdy nie lubiłam ( w sadze strasznie mi na nerwy działał i opuściłam większość rozdziałow z jego punktu widzenia) . Mimo wszystko to był szok ! (ale miły szok ).Namieszałam w tym komentarzu strasznie , ale ogólnie chodzi o to że bardzo mi się podobało ! Czekam na dalszy ciąg , ale jeszcze bardziej na Edwarda Laughing
Pozdrawiam Viviaan !


Jaka tu cisza panuje ? Ktoś tu zapomniał o wiernych czytelnikach ?


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Viv dnia Wto 12:44, 08 Gru 2009, w całości zmieniany 3 razy
Zobacz profil autora
aramgad
Wilkołak



Dołączył: 10 Mar 2009
Posty: 197
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 21:34, 08 Gru 2009 Powrót do góry

Wybaczcie, że to tak długo trwało. Dziękuję za komentarze i proszę o kolejne jak zawsze :D
Beta - Frill

Yale
Październik 1963 rok/ Luty 1964 rok, Nowa Anglia

Wakacje z mamą minęły rekordowo szybko. Właściwie niewiele się działo. Całe dnie spędzałyśmy na plaży, dzięki czemu wreszcie nabrałam nieco kolorów. Tak naprawdę jednak, nie mogłam się doczekać wyjazdu na studia i wszystkie moje myśli podążały właśnie w tamtym kierunku.
Na uniwersytet dotarłam dwie doby przed planowanym rozpoczęciem. Rose przybyła na miejsce wczorajszego wieczora, a Emmett jeszcze polował i zamierzał do nas dołączyć jutro. Pokój dzieliłam na szczęście tylko z przyjaciółką, a brunetowi Carlisle załatwił pojedynczy.

Zapoznałyśmy się z budynkiem akademika oraz całym kampusem. Zwiedziłyśmy także okolicę. Po odebraniu naszych planów okazało się, że nawet mamy wspólnie niektóre zajęcia. Cały tydzień nie prezentował się zbyt luźno, ale podobno tylko pierwszy semestr był aż tak obciążony, dalej zapewniano, iż zdecydowanie odpoczniemy. O ile uda nam się zaliczyć zimowe egzaminy. Oczywiście nie wątpiłam w Rosalie, bardziej martwiłam się sobą. W końcu studia to już nie przelewki, od tego zależała moja przyszłość. Szybko wciągnęłam się w wir życia studenckiego, zarówno w jego merytoryczną, jak i towarzyską część. Nauka, o dziwo, przychodziła mi z łatwością. Poznałam nawet całkiem fajnego chłopaka, ale wciąż sparzona po Jamesie, bałam się zaangażować. Czasem spotykaliśmy się na kawie albo szliśmy razem na imprezę. Nie ukrywam, bardzo mi się podobał, dlatego pozwoliłam mu się pocałować na jednym ze spotkań, ale gdy tylko moje usta dotknęły jego warg, wspomnienia wróciły. Zaczęłam się obawiać, że już nigdy nie zaznam szczęścia. Martin, bo tak miał na imię, jednak nie dawał za wygraną. Po zdanych egzaminach semestralnych namówił mnie na tygodniowy wypad w góry z jego paczką. Uległam. Wyjazd był naprawdę rewelacyjny. Poza tym, po raz pierwszy od dłuższego czasu spędzałam czas wyłącznie z ludźmi. Nie, żebym nie lubiła Cullenów, ale ta odmiana wpłynęła na moje samopoczucie doskonale. Wreszcie nie jadłam i nie piłam sama. Nie musiałam także zastanawiać się, czy towarzysze zabawy nie rzucą mi się po chwili do gardła. Chociaż tu odrobinę się myliłam, Martin nie potrafił przepuścić okazji. Po wyjeździe zostaliśmy kimś w rodzaju pary. Nie takiej typowej, bo pozwoliłam mu się spotykać z innymi; powiedziałam, że zostałam bardzo zraniona przez innego chłopaka. Wydawał się rozumieć. Mój pseudo związek był też korzystny dla Rose i Emma – zyskali więcej czasu dla siebie.



Czerwiec – wrzesień 1964 rok, Nowa Anglia i inne stany USA

Rok zleciał w mgnieniu oka. Zdaliśmy końcowe egzaminy przy pierwszych podejściach i szykowaliśmy się na wakacje. Martin jechał do rodziny na dwa miesiące, wrzesień planowaliśmy spędzić wspólnie na Florydzie. Ja najpierw wybierałam się do taty, do Forks, gdzie zostałam miesiąc. Nawet raz udało mi się spotkać z Jacobem, ale nie była to zbyt sympatyczna wizyta. Wpadł do Charliego po jakieś książki dla ojca. Zdziwił się, gdy otworzyłam drzwi, ale przywitał się grzecznie i zaczął podpytywać, co u mnie. Zamieniliśmy ze sobą dosłownie kilka zdań, po czym wyszedł. Z tatą, jak to z tatą, robiliśmy to, co zawsze – telewizja, grzyby, ryby – niby nuda, ale tak bardzo za nim tęskniłam, że z wdzięcznością przyjmowałam każdy jego pomysł. Do mamy pojechałam tym razem tylko na dwa tygodnie. Głównie plotkowałyśmy o Martinie i naszych planach wakacyjnych oraz smażyłyśmy się na plaży.

Drugą połowę sierpnia spędziłam w Chicago, z Cullenami. Zjechała się praktycznie cała rodzina, więc tematów do rozmów nie brakowało. Carlisle czuł się spełniony, pracując w szpitalu na tak ważnym stanowisku, gorzej znosiła to Esme, bo ciągle siedziała sama w domu, ale powiedziała, że jakoś daje radę. Wiedziała także, że to już długo nie potrwa, w końcu będą musieli się ponownie przenieść. Alice i Jasper wydawali się bardzo zadowoleni ze studiów, wciągnęła ich nauka. Poza tym nie mieszkali w akademiku, tylko wynajmowali razem mieszkanie, więc praktycznie się nie rozstawali. Czas spędzony w gronie moich wampirzych przyjaciół także minął mi niezwykle szybko. Głównie rysowałam ilustracje do książki Carlisle’a, która ostatnio bardzo go pochłonęła. Nie był jeszcze przekonany, czy chce ją wydać, ale skoro poprosił mnie o pomoc, chętnie na to przystałam. Ustaliliśmy, że kolejne prace będę przesyłać mu pocztą i w dniu wyjazdu wręczył mi spis.

Prosto z Chicago udałam się pociągiem na Florydę, gdzie miałam spotkać się z Martinem. Czekał na mnie na dworcu i wnioskując po jego zachowaniu, tęsknił bardzo, chyba bardziej niż ja. Przez moment myślałam, że nie odkleimy się od siebie, ale w końcu potrzebowaliśmy zaczerpnąć tchu. Nie dało się nie zauważyć, że co raz lepiej się przy nim czułam. Miłością tego nazwać nie mogłam, ale byłam szczęśliwa. Nie nudziliśmy się wcale, chodziliśmy na spacery, zwiedzaliśmy okolicę, zajmowaliśmy się sobą. Próbowaliśmy poznać się nawzajem. Okazało się, że niewiele nas łączy, ale i tak nie przeszkadzało nam to w świetnej zabawie. Do Yale pojechaliśmy trzy dni przed rozpoczęciem roku.

Luty 1965, Nowa Anglia

Minął kolejny semestr. Ten, kto mówił, że najgorzej jest na pierwszym roku – kłamał. Chociaż zaliczyłam wszystkie przedmioty, nie przyszło mi to wcale z łatwością. Ucierpiał na tym oczywiście mój związek z Martinem, rozstaliśmy się już na początku listopada. Stwierdził, że go zaniedbuję. Nie było mi specjalnie przykro, w końcu wyłącznie go lubiłam, poza tym dzięki temu mogłam poświęcić się nauce i rysowaniu dla Carlisle’a. Przerwę zimową spędzałam z Rose i Emmettem w górach. Wyjechaliśmy na narty. Czułam się trochę jak piąte koło u wozu, ale przecież mnie zaprosili. Patrzyłam na nich z zachwytem i smutkiem jednocześnie, byli niewątpliwie dla siebie stworzeni, a ja wyglądałam jak kuzynka przyzwoitka, do tego samotna. Gdyby nie studia, na pewno bym zwariowała od nadmiaru wolnego czasu, kiedy to zazwyczaj użalałam się nad sobą. Rose, widząc mój smutek, ciągle powtarzała, że los się odmieni, że jeszcze znajdę drugą połówkę, ale jakoś nie bardzo mnie to przekonywało. Dobrze, że nie musiałam żyć wiecznie, tak jak oni, bo umarłabym chyba z samotności.

Styczeń 1966 rok, Nowa Anglia

Przeleciał rok od ostatniego wpisu. A nawet dziś piszę bardziej z przymusu, aby cokolwiek tu zamieścić, niż z chęci. Nadal byłam sama, ale chwilowo z własnego wyboru. Postanowiłam, że skończę tę uczelnię z dobrym wynikiem. Przestałam chodzić na imprezy, uczyłam się i szykowałam pracę do egzaminu dyplomowego. Ponieważ współpracując z Carlislem, rysowałam dużo nierealnych osobników, to taki temat sobie wybrałam – „Postacie fantastyczne na przestrzeni wieków”. Całe wakacje spędziłam u Cullenów. Tym razem przyjechałam tylko ja z młodzieży i dzięki temu bardzo zżyłam się z Esme i jej mężem. Stali się dla mnie jakby drugimi rodzicami. Korzystając z bogatej biblioteki Cullenów, zaczęłam szkicować. Zajmowałam się również zwykłymi rzeczami – piekłam ciasteczka z Esme, co dla niej było ciekawym doświadczeniem, bo nie robiła tego od bardzo dawna. Oczywiście jadłam je sama albo Carlisle zawoził pełne pudełka smakołyków do pracy. Pacjenci i współpracownicy zakochali się w naszych wypiekach, więc niemal codziennie spędzałyśmy co najmniej dwie godziny w kuchni, bawiąc się przy tym wyśmienicie. Do Nowej Anglii pojechałam dzień przed rozpoczęciem zajęć, mimo iż planowałam wcześniej, jednakże nie potrafiłam opuścić Cullenów. Po powrocie od razu rzuciłam się w wir nauki, nie dając się namowom Rose na imprezowanie. Byłam z siebie dumna. Święta spędziłam z tatą, a przerwę semestralną obiecałam mamie, w ten sposób wszyscy wydawali się zadowoleni. Tak naprawdę dziś, szesnastego stycznia, byłam już gotowa do zdania egzaminu dyplomowego, ale musiałam czekać do maja.

Maj 1966 rok, Nowa Anglia

Nareszcie nadszedł ten dzień, moja obrona. Wszystkie egzaminy zdałam w terminach zerowych. Byłam szybsza nawet od Rosalie i Emmetta, co napawało mnie dumą. Nie wiedzieć czemu, nie martwiłam się także egzaminem dyplomowym i okazało się, że miałam rację. Wyszłam z piątką, co dało mi czwarte miejsce pod względem średniej. Rodzice oraz Cullenowie byli ze mnie dumni, a ja… A ja nie wiedziałam, co dalej. Mogłam kontynuować naukę jeszcze przez dwa lata, robić podyplomówki, ale najpierw chciałam odpocząć. Nie zaplanowałam sobie nic konkretnego, podpowiedź podkradła się niespodziewanie. Wracając do akademika, ujrzałam coś bardzo dziwnego. Musiałam kilkakrotnie mrugnąć, bo nie wierzyłam własnym oczom. Czy to możliwe? Moje serce zabiło tysiąc razy szybciej niż powinno i chociaż wiem, że postąpiłam nieodpowiedzialnie, zaczęłam biec prosto w ramiona wampira. Jakież było moje zaskoczenie, gdy przytulił mnie mocno. Uniosłam delikatnie głowę, starając się ujrzeć jego tęczówki - lśniły złotobrązowo. Nie mogłam przestać się uśmiechać, a James powtarzał w kółko: Wybacz mi, Bello!
I wybaczyłam. Spędziliśmy razem cały dzień, póki co trzymając wiadomość o powrocie ukochanego w tajemnicy. Powiedział, że już po miesiącu zrozumiał, iż popełnił błąd, tęsknił za mną, chciał mnie odnaleźć, jednakże obawiał się odrzucenia. Opuścił Victorię i powrócił do dawnej, wegetariańskiej diety. Ciągle myślałam, że śnię. W końcu ustaliliśmy, że trzeba powiadomić Cullenów. Podjęliśmy także decyzję o wspólnym zamieszkaniu, pochopną może, ale bardzo pragnęłam odpocząć z Jamesem. Kochałam go nadal, to nie ulegało wątpliwości. Emmett mało nie rzucił się na brata, Rosalie także pałała do niego nienawiścią. Starałam się im wyjaśnić, ale nie wykazali chęci wysłuchania. Spakowałam się i gdy wychodziłam, Rose wsunęła mi w dłoń karteczkę:

Będę Cię obserwować, Bello. Uważaj na siebie.

Skinęłam głową i pocałowałam ją w policzek. Następnie przytuliłam Emmetta i wyszłam, podążając za Jamesem do naszego nowego domu. Uważałam to za początek nowego życia. James był słodki i kochający. Dbał o mnie i ciągle okazywał mi, jak bardzo żałuje. Myślałam, że złapałam Pana Boga za nogę. Okazało się jednak coś całkiem przeciwnego. Owszem James żałował odejścia i dlatego wrócił, ale oprócz tego dowiedziałam się, że zabił Victorię w szale. Znalazłam jego pamiętnik, mój ukochany zwariował. Stał się zwykłym psychopatą. Nie żywił się ludzką krwią - dla mnie, ale nie wspomniał, że codziennie morduje ludzi. Napadał na nich po ciemku, skręcał karki lub rozrywał ciała na strzępy. Byłam przerażona. Nie wiedziałam, co robię. Złapałam za torebkę oraz szkicownik i wybiegłam z domu. Dotarłam do najbliższej budki i zadzwoniłam do Esme. Płacząc w słuchawkę, starałam się jej wyjaśnić ostatnie wydarzenie. Powiedziała, że odkryli poczynania Jamesa dziś rano, że Rose i Alice już po mnie jadą. Rozłączyłam się i ile sił w nogach pobiegłam na stację kolejową, modląc się, aby blondyn mnie nie znalazł. Na miejscu dziewczyny już czekały. Wpadłam im w ramiona i wyłam. Udałyśmy się do Chicago, gdzie po kilku dniach Jasper i Emmett przywieźli resztę moich rzeczy. Straszliwie się bałam.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
nieznana
Zły wampir



Dołączył: 07 Cze 2009
Posty: 410
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: z cudownego miejsca

PostWysłany: Wto 23:23, 08 Gru 2009 Powrót do góry

Nie mam najmniejszego pojęcia, dlaczego tutaj nie ma jeszcze żadnego komentarza! Przecież rozdział był genialny, choć końcówka mi nie przypadłą do gustu. Za szybko. Nagle się pojawił James, znów Big Love i na końcu psychopata. WTF? O.o Trochę mnie zamurowało. W sumie o Jamesie jest tylko jeden akapit. Ja bym go bardziej rozbudowała... Nie wiem... może jakaś kolacja, randka, bardziej wyszukane przeprosiny? Nie wiem, cokolwiek.
Ale czekam na dalszą część. W sumie myślę, że teraz dopiero zacznie się właściwa część, tzn. jak Bella staje się wampirem. Coś mi też mówi, że zabiją Jamesa albo i nie. Może on, jak pojawi się Edward, jako ten wariat, będzie chciał go zabić? Nie wiem...

Weny,

pozdrawiam,
nz.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
LewMasochista
Wilkołak



Dołączył: 31 Lip 2009
Posty: 113
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Śro 8:56, 09 Gru 2009 Powrót do góry

Uch! Kurcze, dlaczego końcówka taka szybka???!! Pytam ja się...:(
Och głupi James! Głupi! Co za świnia no. ..uff...ależ mi ciśnienie podniósł.
A Bella tez jest głupia. Jedno jego słowo i ona już do niego leci! Paranoja.


Co do wcześniejszego rozdziału...
No przeklęty Jacob! Wszyscy sa tacy sami:p

czekam na więcej, więcej Wink

lew


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Viv
Dobry wampir



Dołączył: 27 Sie 2009
Posty: 1120
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 103 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z 44 wysp

PostWysłany: Śro 10:21, 09 Gru 2009 Powrót do góry

Kurcze dziewczyno nawet nie wiesz jak się stęskniłam za twoim opowiadaniem ? Juz myślałam że o nim zapomniałaś !
Akcja szybko poleciała dalej , całe studia w jednym rozdziale , no ,no ? Końcówka mnie zaskoczyła , myślałam że pozbyłaś się Jamsa już całkowicie a tu niespodzianka -powrócił ! I to jaki - okrutny morderca . Biedna Bella , nie ma szczęścia do facetów . Mam nadzieje że coś z nim zrobisz , bo dziewczynie życie marnuje , a szkoda jej . Wiem ,że miłość jest ślepa ,ale chyba w końcu przejrzała na oczy .


Czekam na więcej i prosze nie każ nam tak długo czekać ?! Sad
Pozdrawiam Viviaan


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
aramgad
Wilkołak



Dołączył: 10 Mar 2009
Posty: 197
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 11:45, 09 Gru 2009 Powrót do góry

Dziewczyny dzięki.
Ja rozdziały piszę szybko w miarę,
niestety moja beta jest bardzo zawalona robotą na studiach i stąd te przestoje. Wybaczcie nam :(


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez aramgad dnia Śro 11:45, 09 Gru 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
ajaczek
Zły wampir



Dołączył: 05 Lut 2009
Posty: 477
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 2/3

PostWysłany: Czw 17:50, 10 Gru 2009 Powrót do góry

Po długiej nieobecności zagościłam znowu na forum, bo byłam ciekawa rozwoju wydarzeń w moich ulubionych ff. I tu Ci się Armgad przyznam że twój ff do nich należy. Przeczytałąm ostatnie dwa rozdziały i musze swierdzić że nadal masz świetny styl pisarski, łatwo wprowadzasz zwroty akcji, totalnie zaskakujesz metamorfozami postaci. Jestem pod bardzo dużym wrażeniem i jestem zaskokoczona. Sądziłam że po powrocie Jamesa pozwolisz im pograć parę zakochanych gołąbków a Ty zaserwowałaś nam zmianę w psychopatę, który trudni się mordowaniem ludzi.... Czekam na kolejny rozdział twojego świetnego ff. Czytając twój ff miałam wrażenie że nie pozwolisz na spotkanie i połączenie się Belli i Edwarda ale teraz widzę dla nich nadzieję i czekam na tą chwilę :)
Życze weny, czasu i kolejnego rozdziału w tak świetnym stylu!
pozdrawiam
ajaczek


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
chocolate_maggie
Nowonarodzony



Dołączył: 17 Sie 2009
Posty: 38
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Poznań/Forks

PostWysłany: Czw 19:52, 10 Gru 2009 Powrót do góry

Kocham Cię za ten ff!!!
Genialny!! Chociaż pamiętnik Belli nie jest już tak super chociaż dopiero przeczytałam pierwszy wpis do niego, to ten Edwarda jest zaje**sty!! Cudowny!!
Ze łzami w oczach czytałam go, oczywiście łzami radości! ;p
Ten moment kiedy trząsł się ze strachu i ludzi pokazywali go palcami, a potem podszedł Rob i mu pomógł; nieziemski!! Zresztą jak wiele innych momentów, ale ten to była po prostu bomba! Bomba śmiechu!!
Strasznie brakowało mi takiej miłej odskoczni od tych wszystkich ponurych ff !!
I dziękuję Ci za to xD
Weny !!
I obiecuję, że jak doczytam resztę, to również powiem czy mi się podoba....chyba że nie chcesz ;p Ale po tej części z Edwardem muszę zobaczyć co się stanie dalej !!
Zakocha się w wampirzej Belli??
Niee, z znając Edwarda (tego twojego Wink) wydarzy się coś bardziej szalonego xD
pozdrawiam
chocolate_maggie


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
aramgad
Wilkołak



Dołączył: 10 Mar 2009
Posty: 197
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 20:37, 13 Gru 2009 Powrót do góry

Tym razem szybciutko dodaję.
Beta Frill oczywiście - dzięki.


Czerwiec 1966 rok, Chicago

Minął tydzień odkąd zamieszkałam z moimi wampirzymi przyjaciółmi. Nie włączałam się specjalnie w ich życie, gdyż wciąż próbowałam poukładać sobie w głowie wydarzenia ostatnich dni. Na szczęście nie naciskali, nikt mnie nie męczył, nie pocieszał na siłę; dali mi czas i spokój, a ja byłam im za to bardzo wdzięczna. Poza tym żyłam w strachu, w końcu James specjalizował się w tropieniu i jakiekolwiek nadzieje, że pozostanę w ukryciu, wydawały się raczej złudne. Przy Cullenach czułam się bezpieczniej, ale nie mogłam oczekiwać od nich całodobowej opieki. Musiałam zacząć normalnie funkcjonować, inaczej zwariowałabym. Tym razem szło mi odrobinę łatwiej, ponieważ nie tęskniłam już za blondynem. Szok, jakiego doznałam w związku z niedawnym odkryciem, sprawił, że wyleczyłam się z niego całkowicie. Przez cały ten tydzień jedynie szkicowałam. To mnie odprężało i na chwilę zapominałam o czyhającym niebezpieczeństwie. Codziennie Rose albo Alice przynosiły mi świeże jedzenie i zawsze miałam towarzystwo. Ósmego dnia wreszcie wyszłam z pokoju. Udałam się do Esme, gdyż potrzebowałam rozmowy, bardzo ucieszył ją mój widok. Przegadałyśmy całe przedpołudnie, śmiejąc się i robiąc ciasteczka, jak dawniej. Zdecydowanie się przy tym zrelaksowałam, a kobieta była szczęśliwa, bo również mogła się czymś zająć. Pobyt w Chicago nie służył jej specjalnie, tęskniła za Forks.

Mówiła, że chociaż mieszkali już w wielu miastach, to jednak tam wraca najchętniej. Niestety powrót do ulubionego miasteczka przewidywali dopiero za jakieś sześćdziesiąt lub siedemdziesiąt lat. Najbezpieczniejszym miejscem dla Cullenów wydawała się Alaska, ale tamten region zamieszkiwała inna wampirza rodzina – Denali. Bardzo się lubili – to nie ulegało wątpliwości, ale dłuższy pobyt mógł szybko stać się męczący dla obu stron. Esme jednak podejrzewała, że najprawdopodobniej właśnie tam wyjadą, gdy nadejdzie czas na opuszczenie Chicago. Jej opowieść sprawiła, że posmutniałam. Zdałam sobie sprawę, że w końcu mnie zostawią i istnieje możliwość, iż nigdy więcej ich nie zobaczę. Nie dałam jednak po sobie poznać, ze mój nastrój ponownie się pogorszył. Nasze pogaduszki przerwała Rose, która wpadła do domu jak burza i stwierdziła, że skoro wyszłam z pokoju, to zabiera mnie na zakupy. Westchnęłam, zrezygnowana i przytaknęłam bez przekonania, mając świadomość, że z nią nie wygram. Pobiegłam do pokoju po torebkę, będąc gotową na rzeź. Biegałyśmy po sklepach i w każdym z nich przyjaciółka zostawiała fortunę, nie kupując niczego, co sprawiałoby chociaż wrażenie niezbędnego. Powinnam przyznać, że mimo negatywnego podejścia do jej pomysłu, odprężyłam się podczas tego szaleństwa. Bella zakupoholiczka – pięknie! Do domu wróciłyśmy dość późno. Naskrobałam co nieco w pamiętniku i udałam się spać, gdyż konałam ze zmęczenia. Sen przyszedł niespodziewanie szybko, po raz pierwszy odkąd się tutaj zjawiłam.

Kolejne dni mijały zaskakująco przyjemnie. Ranki i przedpołudnia, jak w wakacje, spędzałam z Esme, popołudniami rysowałam dla Carlisle’a, a wieczory umilało mi rodzeństwo Cullenów. Chodziliśmy na imprezy, zakupy, spacery. Alice wyciągnęła mnie nawet do fryzjera i nakłoniła do niewielkiej zmiany uczesania. Nie dałam się namówić na zmianę koloru, mimo że nalegała nieziemsko. Chociaż może to wydawać się śmieszne, przy tej rodzinie odżywałam.

Pod koniec miesiąca Emmett, Esme, Carlisle, Jasper i Alice wyjechali na polowanie, opuszczając dom na cały tydzień. Zostałyśmy z Rose same na włościach. Na moje nieszczęście lodówka stała pusta, a koło południa kiszki zaczęły grać mi marsza. Ten dzień -dwudziesty trzeci czerwca - był wyjątkowo słoneczny i ciepły, więc do sklepu musiałam wyjść sama. Kiedy przechodziłam przez ulicę, kątem oka spostrzegłam mężczyznę o jasnych włosach, podobnego do Jamesa. Przestraszyłam się, że mnie odnalazł, ale prędko uznałam tę myśl za niedorzeczną. Pogoda zdecydowanie nie sprzyjała wampirzym przechadzkom po mieście. Szybko uwinęłam się w sklepie i ruszyłam pospiesznie w drogę powrotną. Przekraczając próg marketu, poczułam serce w gardle, gdyż ktoś złapał mnie pod ramię. Powoli obróciłam się w stronę natrętnej osoby i odetchnęłam z ulgą. Z przerażenia musiałam przypominać sobie o oddychaniu. Nieznajoma pani chciała tylko złapać równowagę.

Uśmiechnęłam się do staruszki i uspokojona, ruszyłam dalej. Szłam chodnikiem, próbując przywrócić normalny oddech, gdy wpadłam na niego… Miał na sobie bluzę z długim rękawem i kaptur na głowie, który chował w cieniu całą jego twarz – James. Jednak mnie znalazł. W głowie kołatało mi się mnóstwo myśli. Wiedziałam, że mężczyzna, którego wcześniej widziałam, to nie był on, ale może stanowił boskie ostrzeżenie? Zastanawiałam się, co teraz zrobi. Wgryzie się w moją szyję na oczach tych wszystkich ludzi? Odejdzie i na zawsze zostawi mnie w spokoju? Chciałam uciec, ale nogi odmawiały posłuszeństwa. Usłyszałam jego melodyjny, cichy głos, kiedy mówił:
- Kocham cię, Bello. Wybacz mi, bo bez ciebie jestem nikim. Obiecuję, że się zmienię, daj mi tylko szansę. Czy naprawdę proszę o tak wiele?
Nie potrafiłam wydusić z siebie jakiejkolwiek odpowiedzi. Cała miłość do tego… stworzenia wyparowała. Została zastąpiona innym uczuciem, równie gorącym – nienawiścią. Wykorzystując chwilę nieuwagi wampira, ruszyłam pędem przed siebie. Wbiegłam na ulicę i nagle wydawało mi się, że lecę. Nie czułam bólu, leżąc na jezdni. Byłam zdezorientowana i przerażona. Nie, nie bałam się śmierci. Obawiałam się, że James mnie „uratuje”. Od tej pory wszystko działo się jak na zwolnionym filmie. Widziałam blondyna kierującego się w moją stronę i Rose w obszernej chuście na głowie, która próbowała go przepędzić. W końcu jednak dał za wygraną i odchodził z bólem w swoich czerwonych oczach, a moja przyjaciółka szybkim, lecz wciąż ludzkim krokiem, znalazła się przy mnie. A później nastała ciemność.

Czy wierzycie, że będąc w śpiączce słyszymy, co dzieje się wokół nas? Nie? To uwierzcie!
Ciągle ktoś z rodziny Cullenów ze mną siedział, przepraszał za niedopilnowanie, opowiadał o wydarzeniach dnia codziennego. Carlisle - zważywszy, że leżałam na jego oddziale - towarzyszył mi najczęściej. Sprawiał wrażenie załamanego, przekonanego o swojej winie. Chciałam go zapewnić, że nie mam do nikogo żalu, że przecież to właśnie dzięki nim byłam bezpieczna tyle czasu. Nie dowiedziałam się niczego o swoim obecnym stanie, co nie napawało optymizmem. O beznadziejności mojej sytuacji uświadomiłam sobie podczas przyjazdu rodziców. Ciągle płakali, nie wierząc w to, co się stało, aż w końcu usłyszałam słowa pożegnania. Ale przecież dobrze się czułam! Owszem byłam nieprzytomna, ale zdawałam sobie sprawę z ich obecności i nic mnie nie bolało – prawdopodobnie dzięki środkom przeciwbólowym, co zrozumiałam dopiero po chwili. Cierpiałam katusze, próbując się poruszyć. Po kilku dniach zaczęłam godzić się z losem. Wtedy dotarła do mnie rozmowa Carlisle’a z pielęgniarką:
- Dziś ją odłączamy, doktorze?
- Tak, Clarisso, nie ma już nadziei, że kiedykolwiek się obudzi.
- To smutne… Taka młoda, piękna dziewczyna. Ach, życie nie jest sprawiedliwe.
- Nie jest, Clarisso, nie jest… – westchnął Cullen i dodał: – Zrobię to sam.
- W porządku.
Wtedy lekarz pochylił się nade mną i wyszeptał:
- Nie pozwolę ci odejść, Bello. Muszę cię ostrzec, podejrzewam, iż pomimo śpiączki, poczujesz ból nie do opisania.

I ugryzł mnie. Niesamowite gorąco przemieszczało się po moich organach, spalając je doszczętnie. Wewnętrzny ogień trawił ciało, z minuty na minutę potęgując szkody. Nie mogłam sobie ulżyć nawet krzykiem. Jedyne, co pamiętam, to droga do kostnicy. Doktor musiał tam mnie zabrać, by uniknąć niewygodnych pytań. Spędziłam tutaj prawdopodobnie kilka dni, których mgliste wspomnienie równało się z chwilowym zmniejszeniem bólu. Carlisle wrócił, gdy proces przemiany się zakończył, nie udało mu się ukryć smutku w swoim spojrzeniu.

Proszę o komentarze :)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez aramgad dnia Nie 21:41, 13 Gru 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
 
 
Regulamin