FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 
 
 thin: tfu!rczość pocieszna / 05.01.2011 / Miód perwera [M] Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
thingrodiel
Dobry wampir



Dołączył: 01 Mar 2009
Posty: 1088
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 148 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: spod łóżka

PostWysłany: Nie 22:28, 05 Lip 2009 Powrót do góry

I znów grafoman się tłumaczy...
Napisałam takie coś, bo mi to siedziało we łbie. Tak, thin napisała jakieś AU. Ale nie AH. No, hmm, prawie... Może trochę H, ale nie A.
Do rzeczy! To takie... odprężające coś, co mi się sympatycznie pisało, a co mnie drażniło w trakcie pisania Syna marnotrawnego. Musiałam to z siebie wyrzucić, a że wyrzuciłam... to i wam wrzucę, co mi tam.
Nie jest to tekst strasznie ambitny, ale czasem taki trzeba stworzyć. I tak - trochę się nabijam z kanonu.
Jeszcze jedno. Nie znoszę, nie cierpię i bronię się przed narracją pierwszoosobową. Ale tym razem taka mi pasowała.


----

SKĄD SIĘ BIORĄ EDWARDY, CZYLI PLEPLANIE

1.
Komputer szczerzył się do mnie logiem Windowsa. W mniemaniu Billa Gatesa to pewnie nowa wersja znaku zachęty*, ale kiepsko działał. Okienka przypominały mi o poprzednich bólach, w jakich pisałam, nie, wróć – RODZIŁAM książkę. I co się okazało? Że nie było warto tworzyć na bezweniu. Mogłam się pokłócić z wydawcą, powiedzieć mu: „Słuchaj, nie dam rady, nie mam natchnienia”. Ale nie – kiwnęłam głową, zapewniłam, że coś wymyślę i napiszę szybko książkę. Ambitną.
No dobrze, skłamałabym, gdybym powiedziała, że nie miałam pomysłu. Owszem, coś mi tam kiełkowało w głowie, ale było to tak słabe i nieporadne jak młode, ślepe kocię. Skoro jednak powiedziałam A, musiałam powiedzieć także B, zaczęłam zatem rozdmuchiwać owo maleństwo do rozmiarów powieści. Błąd! Poprzednie moje książki spotkały się z uznaniem, jak głupia liczyłam więc, że mój styl obroni mnie jakoś przed ewentualnym niepowodzeniem.
A gdzie tam! Krytycy to jedno. Gorzej z fanami, którzy nie zostawili na tej nieszczęsnej książce suchej nitki. Jednak tym, który mnie najbardziej wkurzył, był facet, który regularnie leczył własne kompleksy na nowościach wydawniczych. Otóż człowiek ten, niejaki Eric Yorkie, napisał o mojej książce, że „nawet kury domowe nie dadzą rady przebrnąć przez psychodramę o nastolatce usiłującej ratować swoją matkę przed ostatecznym moralnym upadkiem”. Wspomniał też, że mój wątpliwy talent się kończy. I to mnie ubodło.
- Czekaj, zasmarkany gryzmolaku, ja ci pokażę! – warknęłam pod nosem, otwierając Worda.
Przez chwilę gapiłam się w monitor, stukając paznokciem w prawego siekacza. Od czego by tu zacząć? Od morderstwa? Lepiej nie. Najpierw wprowadzę nastrój, potem przedstawię bohaterów, a dopiero później kogoś zamorduję. A ofiara będzie miała na imię Eric.
- Dobra, Black. Bierz się do roboty, rachunki czekają - powiedziałam do siebie, kładąc ręce na klawiaturze. Ostatni rachunek za prąd był koszmarny, ale Jacob już pogodził się z tym, że postanowiłam osobiście prowadzić własną stronę internetową i dużo „rozmawiam” ze swoimi fanami. Komputer żarł prąd, niemal mlaskając. Zapłaciliśmy ten rachunek, oczywiście. Ale postanowiłam, że jak tylko zgarnę zapłatę za nową powieść, zafunduję swojemu mężowi coś ekstra. Na przykład zapłacę wszystkie rachunki bez mrugnięcia okiem i może jeszcze dorzucę mu jakiś drobiazg. Wspominał ostatnio coś o tatuażu z wilkiem...

2.
- Czy jeżeli zacznę od burzy, to będzie kiczowato?
- Hmm... co?
Jacob podniósł głowę z poduszki i spojrzał na mnie nieprzytomnie.
- No czy to kicz czy nie?
- Jaka burza? O co chodzi?
- Piszę. Pomóż mi.
- Mam ci coś dyktować? - Jacob podniósł się do pozycji siedzącej i przetarł oczy. Miał za sobą ciężki dzień w pracy i pewnie marzył, by po prostu położyć się spać. A ja miałam wenę i potrzebowałam jego wsparcia. Potwór ze mnie.
- Zmęczony jesteś, co? - zauważyłam w końcu. Popatrzyłam na męża ze współczuciem i poczułam się winna. Ciężko pracował, wracał późno do domu, a ja zawracam mu głowę pogodą w fikcyjnym świecie. I w dodatku przypaliłam obiad, ale Jake nawet nie mruknął. Był tak głodny, że równie dobrze mogłabym mu podać surowe żabie udka, a zjadłby je i nie zauważył, że są jakieś dziwne.
Nie wspominając o tym, że Jacob nie znosił francuskiej kuchni.
A ja nie umiałam jej przygotowywać.
- Nie, nie, spoko. Więc o co chodzi z burzą?
- Nic, piszę nową powieść. Chcę zacząć od burzy, ale nie wiem, czy to nie zbyt duży kicz.
- A to będzie horror?
- W sumie... też.
- No to chyba może być. Od kiedy piszesz horrory?
- Od dzisiejszego popołudnia. Połóż się spać. Dam sobie radę.
Jacobowi nie trzeba było tego dwa razy powtarzać. Wsunął się pod kołdrę i zamknął oczy.
Znów wbiłam wzrok w monitor i zaczęłam szybko przebierać palcami po klawiaturze. Nie minęła minuta, a usłyszałam zaspany głos swojego męża.
- Jak krwawy będzie ten horror? - wymamrotał gdzieś na granicy snu.
- Śpij.
- Powiedz.
- W miarę. Wampiry i takie tam. Trochę romansu.
Otworzył oczy.
- Uważaj z tym romansem.
- Będę uważała.
Dla Jacoba wszystko, co choćby stało obok romansu, było niemożliwie kiczowate. Nie dało mu się przetłumaczyć, że to nieprawda. Co ciekawe, sam był bardzo romantycznym typem. W kwestii literatury jednak pozostawał niereformowalny.
W sypialni zapadła cisza, przerywana miarowym oddechem Jacoba i stukaniem palców w klawiaturę.

3.
Bohater. Powinien być przynajmniej przystojny. Zastanawiałam się przez chwilę i doszłam do wniosku, że to wszystko jedno. Mógł wyglądać jak Quasimodo, a i tak po jakimś czasie czytelnicy zapomną, że ma garba i krzywe zęby. Czyli mogę go opisać jak chcę. Albo i nie opisywać.
- Bello, nie traktuj swoich czytelników jak idiotów tylko dlatego, że nie podobała im się twoja ostatnia powieść.
Czyżbym mówiła na głos? Obejrzałam się. Jacob właśnie wchodził do sypialni i rozpinał koszulę.
- Jak minął dzień? - zapytałam.
- Nieźle. A twój?
- Twórczo – odparłam, zwracając się znów w stronę monitora. - I nie traktuję czytelników jak idiotów, po prostu wiem, jak sama odbieram książki.
- I co? Będziesz jedynym odbiorcą powieści? - zakpił.
No nie...
Odwróciłam się gwałtownie w jego stronę.
- Mam nadzieję, że nie.
- To nie mierz ich swoją miarą. Niektórzy są dosyć upierdliwi. Sam bym się wściekł, jakbym czytał książkę, w której facet jest opisany jak skończony brzydal, a potem trafił na kobietę, która mu będzie wciskać, że jest nieprzyzwoicie wręcz przystojny.
- Wygląd się dla kobiet nie liczy – burknęłam.
- Ehe. Jasne – mruknął Jacob przyglądając mi się ironicznie.
No dobrze, kiedy spotkałam Jacoba, uznałam, że jest przystojny. I to bardzo. To znaczy – ja sobie tego nie UZNAŁAM, to był fakt. Koleżanka, która nas poznała, szepnęła mi wcześniej, że na imprezie poznam niesamowitego przystojniaka. Wolałam cichych, niepozornych intelektualistów, ale kiedy pierwszy raz spojrzałam na Jacoba Blacka niemal padłam na kolana. Potem mi jego wygląd przez jakiś czas przeszkadzał, nie radziłam sobie z dziką zazdrością. Cóż jednak poradzić? Nie ja jedna uważałam, że długie, czarne włosy mojego faceta potrafiły kobietę przywieść do grzechu. W chwili obecnej jednak jego wygląd nie stanowił dla mnie żadnego problemu. Każda baba kiedyś mądrzeje.
- Oj, no dobra, na początku wygląd jest ważny, ale co z tego, że facet wygląda jak marzenie, jeśli jest skończonym głupkiem?
Odwieczny problem – mężczyzna gwałtownie tracący na urodzie, ilekroć otwierał usta.
- No to stwórz jakiegoś inteligenta. Tylko nie przesadzaj. O ile mi wiadomo skończonych ideałów też nikt nie lubi.
Mógłby się tak nie popisywać swoją wiedzą o kobietach, doprawdy.

4.
Przebrnęłam przez burzę, zamczysko, porwaną dziewicę i smoka, którego później wykasowałam, bo doszłam do wniosku, że przesadziłam. W skrócie – przeszłam przez prolog i czułam się porządnie podkręcona. Szło mi całkiem nieźle. Wyhamowałam na pierwszym rozdziale. Zerknęłam na plan wydarzeń. No dobrze, zaraz wprowadzimy głównego bohatera. To znaczy – głównego wampira, bo bohaterką była dziewczyna. Ładna, skromna, ciemnowłosa...
Jak Jacob to zobaczy, wyśmieje mnie, że opisuję samą siebie.
Pospiesznie zmieniłam kolor jej włosów na jasny blond.
W porządku, może być blondynka...
Jacob mnie wyśmieje, że bohaterka wygląda jak głupie laski z tanich horrorów.
Matko, nie pokażę mu tej książki!
Ruda?
- Hej, Bella, co tam? - usłyszałam zaraz po tym, jak pospiesznie zmieniłam kolor włosów bohaterki.
- O, rudzielec? - zapytał, zaglądając mi przez ramię w otwarty plik.
- Taa.
- Wolę brunetki.
No szlag by to...
- To tylko kolor włosów – powiedziałam z wyższością.
- Tak sobie tylko gadam. Co na obiad?
Szlag! Szlag! Szlag! Zapomniałam!
- Dobra, zamówię pizzę – westchnął Jake, widząc moją minę.
- Tylko bez oliwek, błagam.

5.
Jest!
Kawa, grzanki i monitor. Piąta rano, a ja mam wenę.

Wampir zazgrzytał zębami, a potem wybuchnął przerażającym śmiechem.
- Jesteś moja, Isa...


Tfu!

- Jesteś moja, Tanyo!
Jego czerwone wargi wygięły się w okrutnym uśmiechu, oczy błyszczały triumfem. Zrobił krok w jej stronę, a ona cofnęła się ze strachem. Plecami dotknęła zimnego muru. Krzyknęła głośno, lecz nikt nie przybył jej na pomoc. Wampir tymczasem powoli, jakby od niechcenia, krok po kroku zbliżał się do niej. Nie miała dokąd uciekać. Oto nadeszła chwila, w której pożegna się z życiem. I to w tak straszliwy sposób! Była taka młoda. Tak bardzo się bała! I wtedy stało się coś niezwykłego. Oboje usłyszeli okrzyk. Wampir obrócił się z niezwykłą prędkością, a Tanya wbiła wzrok w kierunku, skąd doszedł nieznany jej głos.
- Zostaw ją, potworze!
- Synu – niemal ze wzruszeniem wyszeptał wampir. Z cienia wyłonił się wysoki chłopak, mniej więcej w wieku Tanyi. Miał...


- Miał? - Jacob wpatrywał się w migający punkt na monitorze.
Przeczytał to, co stworzyłam. Niewiele napisałam. Potrafiłam pracować znacznie szybciej, ale teraz miałam za sobą dopiero kilka rozdziałów. Pokazałam mu ostatnią scenę. Niech mi coś doradzi, bo się zaszportałam we własnym pomyśle!
- No, właśnie tu utknęłam. Chciałabym wprowadzić już wątek romantyczny.
- Dopiero w piątym rozdziale? Nie poznaję cię, kochanie - zakpił Jacob.
- Zamknij się, wredoto – odparłam, wplatając ręce w jego gęste włosy.
- W czym problem? - zapytał mój mąż.
- Ma być przystojny czy nie?
- Jezu, Bells, jestem facetem. Gdybyś mnie zapytała o tą, jak jej tam, Tanyę...
- Nie pomagasz mi, wiesz?
- Wiem. No dobra, powiem tak – daj sobie siana z jego opisem. Jak się akcja rozwinie, to im machnij jakąś milusią scenkę, wtedy go będziesz mogła opisać, skoro nie możesz wytrzymać. Na razie to go tylko jakoś nazwij, żeby się biedny nie plątał bezimiennie.
Zamyśliłam się.
- Kochanie?
- Taa?
- Właściwie dlaczego ty mnie ciągle pytasz, jak coś napisać?
- Bo jesteś moim najsurowszym krytykiem i powiesz mi szczerze, czy coś jest dobre.
Jacob wpatrywał się we mnie z rozchylonymi ze zdziwienia ustami. No co? Powiedziałam mu przecież prawdę.
- Ale... krytycy i fani też ci powiedzieli ostatnio prawdę i nie podobało ci się.
- Tak, ale ty mi ją powiesz ZANIM to opublikuję i zbłaźnię się przed całym światem.
- Aha.
Mężczyźni i ich niedomyślność!

6.
Przystąpiłam do ósmego rozdziału. Nie miałam imienia dla mojego bohatera i czułam się z tym głupio. Naprawdę, wstydziłam się przed samą sobą. Tylko marne pisarki myślały nad imionami dłużej niż pozwala na to przyzwoitość.
Biorąc pod uwagę liczne reakcje na moje poprzednie dzieło – byłam marną pisarką.
Oj, nie rozczulaj się nad sobą, Bella! Pisz!
Pozostawiałam wolne miejsca tam, gdzie potencjalnie padało imię mojego wampira. Jak jakieś wymyślę, to mu wpiszę.

Tanya siedziała przy stole wpatrując się w swojego towarzysza. Nie mogła jeść. Obserwował ją bacznie i to ją deprymowało.
- Zjedz coś w końcu – zachęcił ją _______.
- Przestań się na mnie gapić, to krępujące – odparła.
_______ odwrócił wzrok i zaśmiał się. Podszedł do stołu, wyciągnął z kieszeni zapałki i zapalił jedną. Po chwili płomień świecy oświetlił jego przystojną twarz. Tanya zagapiła się na niego. Zauważył to.
- Podziwiasz?
- Nie – prychnęła, wbijając wzrok w jedzenie. Chwyciła za widelec i energicznie wbiła go w kawałek mięsa. Zje to, co jej podał, choćby nie wiem jak się na nią gapił.


Ten kawałek będzie trzeba zmienić...

- Ja podziwiam. Ładna jesteś.

- Ale jej komplement strzelił!
Aż podskoczyłam. Jacob pochylał się nade mną i czytał mi znad ramienia.
- A co miał jej powiedzieć? „Twe oczy są jak gwiazdy na niebie, które podziwiam co noc”? Proszę cię...
Jacob kucnął za moim krzesłem i objął mnie w pasie. Ależ miał ciepłe ramiona! Z jego włosów skapnęła mi na szyję kropla wody.
- Brr! Zimno!
- Polecam ciepłą kąpiel, działa cuda. - Nie widziałam tego, ale czułam, że się uśmiecha.
- Zaraz – powiedziałam.
Przytulił do mojego karku policzek. Mmm, ale jest cieplutki...

______ był dosyć wysoki.

- Co? Już przechodzisz do opisu? Tak trochę ni w pięć, ni w dziewięć, nie sądzisz?
- Spisuję sobie, bo mi to nie daje spokoju. Potem to gdzieś wkleję.

______ był dosyć wysoki. Miał kasztanowe włosy, w których widoczne były miedziane refleksy. Jego skóra była blada jak u każdego wampira i na tle tej bladości odznaczały się oczy barwy miodu. Zmysłowe usta często się uśmiechały, ukazując rząd równych zębów.

- Przecież to wampir – mruknął Jake w moją szyję.
- Ale kły są drobne, jak w książkach Anne Rice. Nie widać ich na pierwszy rzut oka.
- Niech ci będzie.

Miał szlachetne rysy twarzy, niczym książę z dawno zapomnianej baśni. Dłonie były...

Chciałam napisać ciepłe, ale przypomniałam sobie, że wampiry są trupami. A poza tym facet nie może przypominać mojego męża. Nie, Jake jest tylko dla mnie.

...zimne jak lód i nic nie było w stanie rozgrzać jego skóry.
Tanya doszła do wniosku, że tak pięknego młodzieńca nigdy nie spotkała w swoim życiu.


- Bella, skończ na dzisiaj. Zaczynasz pitolić.
Chyba miał rację. Zamknęłam plik i wtedy jego dłonie nakryły moje.
- Ależ ty masz zimne ręce. Hmm, ciekawe, czy twoją skórę da się rozgrzać...

7.
- Mmm...
- Mhm?
- Uhm.
- Mmm.
- Aaa...
- Mmm?
- Uhm...
- Mmm...
- Och, Jacobie...

8.
Przylgnął wygłodniałymi ustami do jej warg. Jego pocałunek sprawił, że brakło jej tchu, lecz nie chciała, by przerywał. Och, smak jego ust!

Albo nie, wykasuję to. Jeśli tak mają wyglądać moje sceny erotyczne, to lepiej od razu sobie odpuścić. No to co? Pocałował ją, bla bla bla... Zjazd na kominek zrobić czy co? Tani chwyt, ale na nic innego mnie nie stać.

Tanya ubierała się pospiesznie. Jej kochanek leżał wciąż w pościeli przypatrując się jej poczynaniom.
- Nie musisz się spieszyć.
- Nie muszę?! - zawołała piskliwie.
_______ nie raczył wcześniej wspomnieć, że jego ojciec będzie tu lada chwila. Ojciec, który jej nie akceptował. ______ nie raz opowiadał jej, jak często robił mu wykłady o tym, że wampiry powinny żyć w ukryciu i jak bardzo rozczarowany jest, że jego własny syn łamie to prawo. Dlaczego wciąż jej nie zabił? To nielogiczne! To niebezpieczne!
Cóż, Tanya wiedziała, że ______ wciąż jej nie zabił, ponieważ ją kocha. O ile jego wyznanie było prawdziwe, w końcu nie mogła mu ufać. Był wampirem. Najpiękniejszym, jakiego można sobie było wyobrazić. Cudownym, czułym. Ona z całą pewnością była w nim zakochana. Do tego stopnia, że jak wariatka pędziła w nocy do zamczyska, które wszyscy uważali za przeklęte. Niby miejscowa legenda, nadająca miastu kolorytu i napędzająca tysiące turystów rocznie, ale ludzie naprawdę bali się tego miejsca. Dziewczyna wiedziała, że zamek istotnie jest nawiedzony, ale przez wampiry, nie duchy. Konkretnie przez dwóch krwiopijców, przy czym tylko jeden był prawdziwym potworem. ______? Nie, on nie mógłby muchy skrzywdzić. Chociaż z drugiej strony... przecież to wampir... jak...?
- ______?
- Tak?
- Jak to możliwe, że jesteś niegroźny? Musisz przecież odczuwać głód.
- Tak, ale widzisz, ja...


I znów uciekł mi pomysł. Dwa dni temu wpadłam na to, jak zrobić z mojego bohatera istotę porządną i prawą. Miałam to sobie zapisać, ale wyleciało mi z głowy. Wszystko przez Jacoba! Weekend spędziliśmy w łóżku, gdzie mąż zapamiętale inspirował mnie do wielu rzeczy. Przecież nie będę w TAKICH momentach robiła notatek!
I teraz mam problem. Co ja z nim zrobiłam? Początkowo na pewno myślałam, by żywił się krwią zwierząt, ale potem wyobraziłam go sobie wcinającego miejskiego szczura i zrobiło mi się niedobrze. Odpada.
Mogłam też stworzyć nową definicję wampirów, wedle której nie muszą żywić się krwią w ogóle. Robią to, ponieważ taka jest ich natura, ale nie padną z głodu, bo są nieśmiertelne.
Ale że jestem leniem, to nie będę się w to bawiła. Sam pomysł brzmiał głupio, musiałabym to rozbudować i jakoś wpleść w powieść, żeby nie zrobić z tego encyklopedii wampiryzmu.
Cholera.

- To nie tak, że nie jestem groźny. Jestem i to bardzo. Zabiłem wielu ludzi. Różnica między mną a moim ojcem jest taka, że nie dręczę ofiar.

Ale bzdura. Mój bohater nie miałby być groźny, bo nie jest sadystą? Nie tylko Jacob by mnie za to wyśmiał!

- Ależ jestem groźny, kochana. I to bardzo. Staram się jednak kontrolować i nie zabijać moich ofiar bez potrzeby. To jednak wymaga pracy.
- To znaczy? - zapytała z lękiem.
- Zazwyczaj... Hmm. Jak ci to powiedzieć? - Przeciągnął się na łóżku i Tanya przez chwilę znów mogła przyglądać się mięśniom jego brzucha. - Zazwyczaj odurzam ludzi chloroformem. A potem wypijam tyle krwi ile absolutnie muszę. Po wszystkim odnoszę ich w pobliże domu. Kiedy się budzą wydaje im się, że lunatykowali.


Nigdy w życiu nie oddam tego wydawcy.

9.
Jake przejrzał moje notatki.
- Widzę, że już kończysz.
Kiwnęłam głową. Co mam powiedzieć? Faktycznie, kończyłam. Mój bohater skonfrontował się z ojcem po raz pierwszy, zostało mu ostateczne starcie i szczęśliwe zakończenie z Tanyą. Zasadniczo mogłam sobie odpuścić tę historię. Przecież tego nikomu nie pokażę (no, może poza Jacobem, ale on to on, a mój wydawca to mój wydawca). Musiałam jednak wyrzucić z siebie tę historię, by mi nie przeszkadzała, kiedy będę usilnie pracowała nad czymś innym. Problemem pozostaje fakt, że mój bohater, mój ideał, ten piękny i cudny wampir... pozostawał bezimienny.
- Nazwij go John Doe i po sprawie – mruknął Jacob, siadając przed komputerem.
- Nie nazwę go. Ta książka jest głupia, nie nadaje się do niczego...
Yyy. Jestem do niczego. Użalałam się tak wewnętrznie, bo czasem trzeba się nad sobą poroztkliwiać. Och, bóle twórcy!
- Nie mów tak – odparł mąż, całując mnie w czoło. - Daj, przeczytam to, co do tej pory napisałaś.
Z niewyraźną miną otworzyłam folder z moją pracą. Jake wyprostował się i zaczął czytać prolog.
- Możesz mi przez ten czas pomasować ramiona.
- Coś ty taki spięty? - zapytałam, kiedy dotknęłam jego karku.
- Taki jeden facet mnie dzisiaj wkurzył. Chciałem odreagować.
- To może lepiej odpal sobie tego Quake'a? Ulży ci.
- Nieee... Wystarczy mi twoja powieść. - Uśmiechnął się do mnie bezczelnie. Trzepnęłam go w ramię.
- Dzięki, Jake! Jesteś prawdziwym oparciem. Kpisz z mojej pracy.
- No już, już, cicho...
I zaczął czytać. A ja wyżywałam się nad jego ramionami, myślami błądząc gdzieś przy epilogu mojej powieści. Mój dystyngowany bohater poprosi Tanyę... Nie, stop, chwila. To nastolatka. Żadnego ślubu. Ale mogę napisać, że zostali razem, a ślub będzie w domyśle.
Kurczę, zagalopowałam się. Miałam pisać horror, a wyszedł mi romans. No, może nie do końca romans, kilka krwawych scenek się tam zaplątało. Musiałam jednak przyznać sama przed sobą, że najlepiej opisałam relacje między Tanyą a... a bohaterem, szlag by to trafił, wciąż nie ma imienia.
Ręce mnie już bolały, więc przerwałam i położyłam się na łóżku. Czasami dochodziłam do wniosku, że to dobrze, że komputer trzymam w naszej sypialni. Zawsze mogłam wyśliznąć się z łóżka, by szybko coś napisać, jeśli nagle obudził mnie jakiś fenomenalny pomysł. No i kwestia kończenia pracy i hop! - pod kołderkę.
A właśnie, skoro jesteśmy przy kołderce – zasnęłam. W środku nocy obudził mnie Jake. Nachylił się nade mną i delikatnie dotykając mojego policzka sprawił, że powróciłam do świata przytomnych.
- Mhm, co?
- Skończyłem.
- No i?
- Mówiłaś, że to horror.
- Wiedziałam. Dałam plamę – powiedziałam, siadając na łóżku. - Idę pod prysznic. - Wstałam.
- Czekaj – zaprotestował, chwytając mnie za ramię. Pociągnął mnie na łóżko z taką siłą, że nie siadłam, tylko się przewróciłam na nie. No ale cel osiągnął – na razie nie poszłam się kąpać. - Okej, to romans. I trochę horroru. Nazwij tego durnia, bo tak tego zostawić nie możesz.
- Mogę, mogę – odparłam. - Poddaję się z jego imieniem. Zresztą to bez znaczenia. Nie dam tego do publikacji.
- Czemu? - zdziwił się Jacob.
- Daj spokój, przecież to się do niczego nie nadaje.
- Nadaje się. Coś czuję, że to będzie hit. Naprawdę – zapewnił mnie, gdy uniosłam brwi i zrobiłam powątpiewającą minę. - Założysz się? O co?
Pokręciłam głową, ale założyliśmy się w końcu. Jeśli to będzie hit, następną książkę zadedykuję jemu. I nie będzie to romans. Lepiej żebym już teraz zaczęła pracować nad jakimś pomysłem. Jeśli zaś, według moich przewidywań, książka okaże się klapą – nie wytatuuje sobie wilka tylko wilkołaka, ale w takiej najgorszej, najbardziej kiczowatej wersji.
Jacob chyba się modlił tego wieczoru.

10.
Książka okazała się hitem. I to takim, że niektórzy zastanawiali się, czy Nora Roberts** nie wpadła w depresję widząc mój sukces.
Krytycy zjechali powieść z góry na dół. Szczególnie taki jeden. Naprawdę, nienawidzę Erica Yorkie i jego przemądrzałych tekstów. Aczkolwiek Jacob kazał mi się nie przejmować byle gryzipiórkiem.
Za to fanów (a raczej fanek) miałam teraz więcej niż dotychczas.
No i rachunki zapłaciłam, dorzuciłam jeszcze nowy zegarek dla męża. Oczywiście zafundowałam mu także tatuaż. Piękny, biegnący wilk zdobi jego ramię.
A, właśnie. Jacob któregoś dnia dorwał moją kolekcję Jane Austen. Wpadło mu w oko jedno imię i powiedział, że pasuje do bohatera.
- Wiesz, kochanie, to taki typ dżentelmena, tylko trochę inaczej. Weź go nazwij „Edward”.
I został Edward. Ideał męskości. Piękny niczym Adonis. Szlachetny. Kulturalny. Szarmancki. Bohaterski. A że jest trupem i krwiopijcą, to nieistotne szczegóły.
Nie ma też znaczenia, że Jake jest o niego trochę zazdrosny. Ten typ tak ma. Mówię mu tylko czasem, by się nie martwił, bo Edward jest nudny i nie nadaje się na partnera. Wtedy mąż otwiera moją oficjalną stronę, wchodzi na forum, otwiera temat „Zachwyty nad Edwardem” i wskazuje na niego z nieszczęśliwą miną.
- Jesteś pewna?
- Jestem, jestem.
Przecież bym z nim zamarzła.

KONIEC

* potocznie o C:/> (system MS DOS)
** amerykańska pisarka, pisuje romanse, bodaj wszystkie są bestsellerami na liście New York Timesa; mając jakiekolwiek pojęcie o jej twórczości można dojść do jedynego słusznego wniosku – kobieta ma literacką sraczkę i tomami tworzy powieści, wszystkie na jedno kopyto


Post został pochwalony 3 razy

Ostatnio zmieniony przez thingrodiel dnia Śro 23:12, 05 Sty 2011, w całości zmieniany 9 razy
Zobacz profil autora
Suhak
Zasłużony



Dołączył: 23 Lut 2009
Posty: 951
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 136 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: lubelskie

PostWysłany: Nie 23:52, 05 Lip 2009 Powrót do góry

*chichra się*
*chichra się*
*chichra się*
*chichra się*
*wstaje z podłogi*
*ociera łzy z oczu*
THINGRODIEL! Słoneczko! Toż to niesamowite! Perełka wśród wszystkich miniaturek, jakie moje suszaste oczka mogły czytać. Ale od początku.

No właśnie, skąd się biorą Edwardy? Mnie swego czasu też zastanawiał fenomen naszego kochanego/niekochanego Adoniska. Doszłam do jednego wniosku - Edzio, chcąc nie chcąc, jest ucieleśnieniem (upiśmiennieniem?) marzeń ok. 90% kobiet na świecie. Bo któraż z nas nie chce mieć partnera idealnego? Niech będzie nieziemsko przystojny. Inteligentny jak cholera. Doświadczony we wszystkim. Muzykalny. Gentleman. Uroczy. Szarmancki. Czarujący. Seksowny. Delikatny. Kochający. Odważny. Zdolny do poświęceń. Ach, gdyby taki był... No właśnie, pewnie połowa z nas by go porzuciła. Ale niepotrzebne tu są moje wnikliwe analizy, przemyślenia ani żadna inna filozoficzna papka. Przejdźmy do sedna (tak, tak, późna godzina robi swoje...).
Cóż, brak mi słów. Nie, inaczej - mam mnóstwo do powiedzenia, ale nie wiem, od czego zacząć. Szykuj się na kolejną porcję kisielu, (kiślu?) my dear, po po prostu Suszakowi gałki oczne na wierzch wyszły i mało nie wpadły do otwartej buzi.
Żeby się jakoś zorganizować - wypiszę w-prawie-punkcikach.
Pomysł. Tak, tak, tak! To jest to. Bezczelne, perfidne, wspaniałe i do tego naprawdę niesarkastyczne i nieironiczne w przekazie (bo w treści już jak najbardziej) nabijanie się z kochanej pani S., jej prawie-wspaniałej-sagi-której-minusy-zaczyna-się-dostrzegać-bardzo-szybko, cudownego Edwarda, mniej cudownego (co jest jeszcze bardziej cudowne) Jacoba... Ach, pękaj, pękaj z kiślu.
I like that, promyczku. Jest wiele parodii Zmierzchu - konkretnej części, całej sagi, Edwarda lub stylu Szmejer - ale Ty definitywnie przebiłaś wszystko. Powiem tak - to jest bardzo... niewinne. Mam na myśli: nie jest to nachalny typ humoru, żadne żarty nie są nam narzucone. Po prostu - nie ma tu komizmu słownego ani żadnego błazeńskiego sytuacyjnego. Występuje tu głównie komizm postaci i bardzo delikatny i nie niesmaczny komizm sytuacji. Śmiejemy się z narzekań naszej kochanej głównej bohaterki* (nie tłumacz się z pierwszoosobówki, w trzecioosobówce wszystko by Ci się poplątało i nie byłoby tak fajnie.../kolokwializm zamierzony), śmiejemy się z jej niemocy/nadmocy twórczej, śmiejemy się z dialogów - i nie tylko - z mężem (scena erotyczna bez wątpienia zasługuje na Oscara). Dopiero teraz, z komentarzami Jacoba the męża (czyżby reprezentował ogół męskiej części społeczeństwa na świecie oraz jego reakcje na Zmierzch i resztę całej tej hałastry?), zauważamy, co za kicz, brud i plastik czytamy i... na Badwarda!... zachwycamy się nim. Co prawda męskie reakcje na to znam naprawdę różne (skrajnie - od: "Zostaw to gówno!" do: "Ooo, najbardziej lubię Zaćmienie"...), ale ta jest chyba najbardziej neutralna, jaka może być. Bo doskonale wiemy, że Jacobowi nie podobał się obrót sytuacji, tylko nie mówił, bo się bał żo... znaczy się, bał się jej zranić. Oczywiście. *kiwa głową*
Styl jest leciutki i bez potknięć. Jeśli chodzi o interpunkcję - ze dwa razy zapomniałaś przecinka, ale nie to się liczy. W przeciwieństwie do Syna, ten styl jest taki... wesoły. Jesteś wszechstronna. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że jesteś moją ulubioną Fanfickciarką, ale nie mogę, bo nie czytałam wszystkiego. Jak przeczytam Wrzesień..., to Ci to wtedy będę mogła ze spokojnym sumieniem powiedzieć, no.
Na podsumowanie - pytałaś się mnie kiedyś pod Symfonią, co ja takiego biorę, że mi wtedy wyszło, co wyszło. Teraz ja się pytam - co Ty bierzesz?! To chyba jest niebezpieczne. Jesteś pewna, że nie jest zabronione przez prawo? Na to wygląda...
Jestem oczarowana. Wyszedł tego jeden wielki kisiel, być może nieobiektywny z tegoż powodu, że jestem świeżo po lekturce, ale to nie ma znaczenia. W przypadku takich tekstów nie ważna jest obiektywność, a właśnie wrażenia po przeczytaniu. Moje były jednoznaczne - to jest bezbłędne. Epickie. Boskie. Niesamowite. I wiesz co? Pod tą Bellą widziałam kogoś więcej niż tylko Panią Meyer czy samą Bellę. Gdzieś tam mi mignęłaś Ty... Być może nie jako Autorka tanich romansideł-slash-horrorów, ale bardziej jako pisarka mniej znana, za to bardziej ceniona. Bez Erica Yorkie, ale na tymczasowym - jak to określiła narratorka na początku - "bezweniu". Za to z Jacobem the mężem, który pośpieszy na pomoc niczym supermen, gdy z dramatu-z-elementami-kiczu robi się kicz-z-elementami-dramatu. Chociaż jestem pewna, że nie miałabyś takich problemów Rolling Eyes Tak więc - owszem, widzę Cię jako kogoś więcej niż Autorkę niezbyt popularnego, za to obłędnie boskiego Fan Ficka. Masz potencjał, kobito, i nie zmarnuj go.

Na zakończenie - to pleplanie wyszło Ci... huh, dobrze byłoby niedopowiedzeniem na granicy z nieporozumieniem. Jestem zaczarowana. Ten kisiel, który wychodzi spod mojej klawiatury jest wręcz zawstydzająco słodki. To niedobrze. Jeszcze nigdy nikomu nadmiar kiślu nie pomógł... Ale nie myślmy teraz o tym.

Adios, amigos. Niech Cię w opiece mają obaj - Nieidealnie Idealny Edward i Idealnie Nieidealny Jacob.
Cytat:
- Och, Jacobie...
*chichra się*

*to chyba pierwsza Bella, którą szczerze lubię. Wow.

PS: Wybacz za ewentualny bełkot. Późna godzina robi swoje.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
lilczur
Wilkołak



Dołączył: 14 Maj 2009
Posty: 141
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 14 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z daleka

PostWysłany: Pon 0:25, 06 Lip 2009 Powrót do góry

Tę miniaturkę powinno się umieścić w kąciku pisarza z taką adnotacją: WSZYSCY, KTÓRZY CHCECIE NAPISAĆ OPOWIADANIE, PRZECZYTAJCIE TO I ZOBACZCIE, JAK WYGLĄDA PRAWDZIWE PISARSTWO. A dla niektórych piszących (bez nazwisk - ochrona danych osobowych) powinien być dopisek: Weź się 5 razy zastanów, czy napiszesz coś chociaż trochę podobne do tego. I porzuć myśl o napisaniu czegokolwiek.
Wielu pewnie zdziwi moja wypowiedź, ale mam to w poważaniu. Dlaczego tak myślę? Bo napisałaś, teoretycznie, tekst o niczym, ot zwyczajne, pisarskie męki. Ale tylko teoretycznie, bo sens i zamysł jest genialny - niechaj się czerwienią "edwardowskie piszczałki". No i jak to napisałaś! Z humorem, polotem, nie, no po prostu brak mi słów (godzina pisania tego posta też nie jest bez znaczenia Wink ).
Wplatanie fragmentów książki w przemyślenia autorki - mistrzostwo świata.
Dobra lilczur, stul pyska.
Nie mogę przecież pisać takich pierdół, jak przy innych tekstach, bo to nie ta ranga, nie ten poziom. Tu powinien być profesjonalizm w komentowaniu, skoro był profesjonalizm w pisaniu. Dlatego cicho sza... Wink
Powiem tyle: TO JEST PISARSTWO. Nie zabawa w jakieś pitu pitu, jakieś wypociny i cholera wie, co jeszcze. Właśnie o to w tym całym pisaniu biega, moi mili.:D
Ps. I jakoś można bez bety nie kaszanić, nie rąbać ortografów i wszelkiej maści byków (i krówek, dla równouprawnienia, hihi). Bo tak to właśnie być powinno. Uczcie się co niektórzy, bo już po samej przedmowie autorki widać pazur pisarski.
Ps.II. W ogóle nie był to konstruktywny komentarz, ale co tam.Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez lilczur dnia Pon 0:30, 06 Lip 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
AngelsDream
Dobry wampir



Dołączył: 17 Sty 2009
Posty: 591
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 108 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Pon 12:38, 06 Lip 2009 Powrót do góry

Żeby napisać dobrą parodię trzeba mieć nie tylko sprawne pióro, ale też odpowiednie poczucie humoru i ciekawy pomysł. Jak widać na załączonym obrazku czasem pomysł bywa dla tekstu fundamentalny. A tutaj dodatkowo mamy interesującą realizację. Za scenę łóżkową masz u mnie ogromnego plusa. I doskonale wiesz czemu, bo ostatnio rozmawiałyśmy o ff-ach na GG i poruszałyśmy temat seksu w opowiadaniach. Mam niejasne wrażenie, że poniekąd właśnie z tamtej rozmowy wyniknał ten konkretny fragment Pleplania. Swoją szosą znakomity tytuł - bardzo Zmierzchowy. Twisted Evil

Jacob jako osoba wspierająca Bellę pisarkę skojarzył mi się z moim własnym chłopięciem, które to dzielnie wysłuchuje kolejnych rozdziałów, miniaturek i wierszy i wchodzi z nawenioną 'artystką' w dyskurs, w celu obrania jak najlepszego kierunku na pisarskiej autostradzie. To zapominanie o rzeczywistości, nagabywanie po nocy i padanie na twarz w połowie zdania - znam to wszystko, i jeszcze trochę, aż za dobrze.

Dodatkowo przyznam się do wysokiej niechęci, którą pałam w kierunku krytyków sztuki - szczególnie takich, których opinie rekomensują pewne braki, więc wcale nie zdziwił mnie fakt, że Bella postanowiła się odegrać i tylko pozostaje takiej kreacji tej postaci przyklaskiwać. Wreszcie nie mimoza i rozlazła ciepła kluska, ale ktoś rozsądny i naprawdę dorosły.

Wszelkie nawiązania do sagi bardzo trafne, ale kiedy czytałam o sadyzmie nie mogłam nie pomyśleć o Nienasyceniu. Samo mi się nasunęło i wcale nie chciało odejść. Wybacz.

Podsumowując, nie jest to ambitne dzieło na miarę stuleci, ale to dobry, lekki, prześmiewczy tekst. Napisany z pomysłem i starannie, z poszanowaniem dla odbiorców i za to kłaniam się zawsze nisko, bo chcę być tak przez autorów traktowana. Przecież na czytanie i komentowanie zużywam swój czas.

PS. Nie znoszę Nory Roberts, chociaż mam słabość do niektórych romansów, ale te jej raczej mnie odstręczają.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez AngelsDream dnia Pon 16:36, 06 Lip 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Swallow
Dobry wampir



Dołączył: 14 Paź 2008
Posty: 843
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Szczecin

PostWysłany: Pon 13:28, 06 Lip 2009 Powrót do góry

Przeczytałam miniaturkę, nawet nie wiem dlaczego. Pierw przeraziłam się długością, ale powiedziałam sobie 'Olka (moje imię), spokojnie. Dasz radę'. Więc zaczęłam.
Tekst jest bardzo przyjemny. Szybko się go czytało. Chociaż się nie śmiałam, to parę razy się uśmiechnęłam. Zdecydowanie na + jest związek Belki i Jacoba. I to jeszcze małżeński!
Ogólnie rozluźniłam się. Edward jak zawsze mnie denerwował, chociaż był w małych ilościach. Proszę go wymazać z książki!

Swallow


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
pijawka6
Człowiek



Dołączył: 11 Maj 2009
Posty: 73
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Biedronki

PostWysłany: Pon 13:43, 06 Lip 2009 Powrót do góry

Właśnie przeczytałam to 'cudowne cudo' Od samego początku zaczęło sie ciekawie. Jacob świetnie mi tu pasował na męża, chłopaka Belli. Te rady, opinię itp. Co rusz natrafiłam na bardzo bardzo śmieszne, pobudzające, rozwalające teksty typu: francuskiej kuchni, ach, och, bohatera z garbem i krzywymi zębami, wyboru koloru włosów dla bohaterki, itp. Bella i Jacob jako małżeństwo, para rewelacyjnie mi tu pasowali:) Jakoś tak inaczej niż Bella i Edward. Ogólnie cudownie:) Pozdrawiam, Pijawka:D


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez pijawka6 dnia Pon 13:44, 06 Lip 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Mille
Wilkołak



Dołączył: 12 Kwi 2009
Posty: 190
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ze Wschodu, nie wiadać? xd

PostWysłany: Pon 14:13, 06 Lip 2009 Powrót do góry

Świetny tekst. Według mnie pojechałaś równo po wszystkich: po Belli, Edwardzie, Meyer, Roberts i romansach:D Ale nie można się z Tobą niezgodzić. Niby tekst śmieszny i lajtowy, ale zawiera niemałą nutkę zdrowej i przemyślanej ironii;)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Dilena
Administrator



Dołączył: 14 Kwi 2009
Posty: 1801
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 158 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 14:50, 07 Lip 2009 Powrót do góry

Hmm... powiem szczerze, że już kilka razy zabierałam się za tą miniaturę... i nie mogłam jej doczytać. Wydawała mi się tak bezsensowna, a naśmiewanie z kanonu nieudane, że nie mogłam dobrnąć do końca. Zwracam honor, bo dzisiaj wiem, że to zasługa mojego kilkodniowego zawieszenia w czasie i przestrzeni i złego humoru.
To tak:
Bella i Jacob razem - super.
Imię dla bohatera - świetnie wybrnęłaś z sytuacji.
Brak obiadu, dół psychiczny, użalanie się nad sobą, napady weny, zmienianie po sto razy... co tu dużo gadać? To jest właśnie TWORZENIE:)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Dilena dnia Wto 14:51, 07 Lip 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Susan
Zasłużony



Dołączył: 08 Sty 2009
Posty: 5872
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 732 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 17:23, 07 Lip 2009 Powrót do góry

Rano zauważyłam Twoją miniaturkę i chciałam ją przeczytać, ale musiałam odejść od komputera, więc zrobiłam to dopiero teraz. No i mam mieszane uczucia. Zaraz wytłumaczę dlaczego.
Po pierwsze - muszę przyznać, że nie za bardzo mnie to rozśmieszyło. Może mam jakieś inne/dziwne/beznadziejne/nietypowe/porąbane poczucie humoru - nie wiem. Oczywiście - niektóre momenty były dobre, ale nie zwijałam się w spazmatycznym śmiechu. I to chyba jedyne co jakoś mi zgrzytnęło.
Po drugie - bardzo ładnie i poprawnie piszesz. Naprawdę oklaski za to. Nie rzucił mi się w oczy ani jeden błąd. Czytało się bardzo dobrze.
Po trzecie - wielki plus za pojawienie się Jacoba i to jako wybranka Belli :)
Po czwarte - było mi to nijako bliskie, ponieważ mnie bardzo często dopadają braki weny, kłopoty z imionami itd. - ogólnie - kłopoty z twórczością.
Po piąte - siódma część - scena łóżkowa - dobry pomysł :D naprawdę - takiego czegoś jeszcze nie widziałam Wink
Po szóste - fajnie "wykreowałaś" Bellę i Jake'a - są trochę inni niż w sadze - podoba mi się to :)
Więc ogólnie muszę przyznać, że podobało mi się. Najbardziej przypadł mi do gustu Twój styl, poprawność i samo pisanie.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
bluelulu
Dobry wampir



Dołączył: 09 Cze 2009
Posty: 974
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 85 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Hueco Mundo

PostWysłany: Śro 13:49, 08 Lip 2009 Powrót do góry

ten komentarz co do Nory Roberts po prostu zwalił mnie z nóg , zgadzam się z tym ;D

a co do miniaturki, taka wizja jest bardzo przyjemna , podoba mi się krytyczne spojrzenie na Edwarda vel Mary Sue.

fajny, niezobowiązujący tekst.

ze względu na Miziu-Miziu , treść rozdziału 7 była dla mnie niezwykle pasjonująca i wciągająca ;P


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
ScaryMary
Dobry wampir



Dołączył: 23 Lis 2008
Posty: 583
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Zza ściany.

PostWysłany: Pią 10:41, 10 Lip 2009 Powrót do góry

Thin, to było przegenialne : P Dylematy, problemy, pytania i imię - mistrzostwo.
Nie jestem w stanie napisać nic innego :D I nawet długość mnie nie przeraziła, co się rzadko zdarza Laughing

Gratuluję ; ]


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
thingrodiel
Dobry wampir



Dołączył: 01 Mar 2009
Posty: 1088
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 148 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: spod łóżka

PostWysłany: Śro 20:36, 15 Lip 2009 Powrót do góry

Nie mogłam się powstrzymać. Rozmowa na gg z Suszakiem tak na mnie wpłynęła. Wobec tego ten drabblik czuje się dedykowany właśnie Suhakowi.
Sto słów z tytułem (drabble idealne?).
Tylko mi tego tekstu nie brać na poważnie! :P


Monolog Belli

Rozwodzę się. Nie, Edward jest cudowny. Naprawdę. Dba o mnie i w ogóle. Jest idealny pod każdym względem. Nie, nie zdradził mnie. Nie, nie zakochałam się w kimś innym. Wcale nie myślę o Jacobie! To nie tak! Kocham Edwarda! Serio.
Zawsze wydawało mi się, że jesteśmy dla siebie stworzeni. Być może tak właśnie było. Mimo że miał zimne ręce i czasem bywał wnerwiająco nadopiekuńczy. Oczywiście, że to nie ma nic wspólnego z Charliem! Co mój ojciec ma do mojego małżeństwa?!
No dobrze, wyjaśnię. Rozwodzę się, bo w noc poślubną przeżyłam o jeden szok termiczny za wiele!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez thingrodiel dnia Śro 21:27, 15 Lip 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Pernix
Moderator



Dołączył: 23 Mar 2009
Posty: 1991
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 208 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z alkowy Lucyfera

PostWysłany: Śro 21:24, 15 Lip 2009 Powrót do góry

Mr. Green hehe
Szok termiczny, skąd to znam :p
A tak serio, drablik całkiem sympatyczny. Bella, jak to kobieta, nie może się zdecydować.
Niby nie wie, dlaczego, ale na końcu precyzyjnie podaje powód swojej decyzji.
Nie wypowiadałam się jeszcze w tym temacie, więc wspomnę tylko, że bardzo przypadła mi do gustu miniaturka Skąd się biorą Edwardy. przede wszytkim ujęłaś mnie połączeniem Belli z Jacobem, ale jak wiadomo nie to w tym tekście było najważniejsze.
Świetne w jakimś sensie satyra (myślę, że nie nadużywam tego określenia) na taśmowe/masowe pisanie.
Smok, dziewica, burza i sukces gotowy. Dodatkowo powieść bez imienia dla głównego bohatera. Dobre.
Wiem, że to mało konstruktywne, co tu teraz bełkoczę. Rozstrojona jestem po popołudniowej drzemce. Czy wystarczającym będzie, jeśli napiszę, że mi się podobało? Że czytałam z uśmiechem na twarzy?
Dobrze, że piszesz! :)


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pernix dnia Śro 21:24, 15 Lip 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Suhak
Zasłużony



Dołączył: 23 Lut 2009
Posty: 951
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 136 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: lubelskie

PostWysłany: Śro 22:03, 15 Lip 2009 Powrót do góry

Jesteś okropna! *tupie nóżką*
Wiesz, dlaczego! To nie po ludzku rozdartego człowieka próbować przeciągnąć na jedną z Ciemnych Stron Mocy...
Bo obydwie są ciemne :<
Ale wiesz co... Ta tepmeratura ciała Edwarda mimo wszystko mnie zastanawia. Bo wampirowi nie bije serce, prawda? Prawda. Więc krew w żyłach nie płynie, prawda? Prawda. Więc ciało nie jest ciepłe, prawda? Prawda. Ale... przecież martwe trupy są tylko zimne, a nie lodowate... chyba że ja o czymś nie wiem Rolling Eyes
Drabułka - cóż, thinny, kisiel się skończył, więc powiem, że bywało lepiej. Naprawdę. Istnieje zasada, żeby po napisaniu drabułki wyłączyć ją, włączyć po kilku dniach, przeczytać i dopiero wtedy doprawić/wrzucić/zrezygnować. Mogłaś mimo wszystko dodać COŚ temu drabble.

Mimo to dziękuję za dedykację (hihi, co jak co, ale rozmowy ze mną są zawsze bardzo... płodne Laughing ) i życzę wena w wampirzym sama-wiesz-co. *aura tajemniczości*

ps. jak powypisywalam głpoty - wybacz, zmęczonam. ;P


Uściski
Suszak.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
thingrodiel
Dobry wampir



Dołączył: 01 Mar 2009
Posty: 1088
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 148 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: spod łóżka

PostWysłany: Śro 22:14, 15 Lip 2009 Powrót do góry

Susz, nie do mnie z pretensjami o ciepłotę ciała Edzia. Meyer napisała, że jak na nią chuchał, to czuła jakieś igiełki, taki był lodowaty, no i do tego lodu też non stop było. Ja tylko wyciągnęłam wniosek, że lód i gorąco wyspy to za dużo wrażeń. :P
Dziękować i pozdrawiać - zmykam spać.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Suhak
Zasłużony



Dołączył: 23 Lut 2009
Posty: 951
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 136 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: lubelskie

PostWysłany: Śro 22:24, 15 Lip 2009 Powrót do góry

Ależ ja się Ciebie nie pretensjonuję! Ja sobie głośno myślę.
Swoją drogą - ciekawe, że jak całymi nocami Edzio i Belka leżeli razem w łóziu, to ciało Edwarda się nie nagrzewało od jej ciała Rolling Eyes
Pozdrawiam.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Mille
Wilkołak



Dołączył: 12 Kwi 2009
Posty: 190
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 9 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ze Wschodu, nie wiadać? xd

PostWysłany: Śro 22:27, 15 Lip 2009 Powrót do góry

A mnie się podobał Monolog Belli:) Fajny pomysł z tym szokiem termicznym. Swoją drogą też nie rozumiem DLACZEGO Edward był AŻ TAK zimny... A tak btw jeśli sam oddech był "mrożący" to ja sie zaczynam zastanawiać z czego Bella tak się cieszyła po nocy poślubnej w BD:?: Rolling Eyes twardo (nie nie chodzi mi o małego Eda Laughing ) i zimno? eh, te kobiety i ich poświęcenie...;p

taaa to był konstruku*watywny komenatrz;p sorry Laughing


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
pijawka6
Człowiek



Dołączył: 11 Maj 2009
Posty: 73
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z Biedronki

PostWysłany: Śro 22:32, 15 Lip 2009 Powrót do góry

Jeżeli każda rozmowa z Suszakiem zachęca cie do czegoś napisania, powinnas częściej z nią gadać :D Drabel podobał mi sie, tekst fajnie złożony. Błędów u Ciebie ani grama :) Pisz dalej :P


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Robaczek
Moderator



Dołączył: 03 Sty 2009
Posty: 1430
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 227 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Śro 23:35, 15 Lip 2009 Powrót do góry

komentarz do "Skąd się biorą Edwardy, czyli..."

Miałam nie czytać. Miałam nie komentować. Siedzę właśnie nad tekstem pojedynkowym, a tu miałam się nie pokazywać, bo porobiłam sobie zaległości czytelnicze we wszystkim, w czym mogłam. Ale otworzyłam, bo zerkałam na komentarze pod drabułką, a ten tekst się do mnie perfidnie szczerzył i w końcu... się przeczytało. Przeczytało się nie zważając na to, że thin parodystyczna nie moją jest bajką.
Skoro już przeczytałam, to wyjaśnię, dlaczego wolałam odpuścić sobie komentarz.
Uwielbiam Twój styl. Zakochałam się we Wrześniu, zakochałam się w Synu. Ale w międzyczasie były Dialogi, które nijak do mnie nie przemówiły. Czułam się w jakiś sposób wyobcowana wobec tych wszystkich dytyrambów na ich cześć, więc przeczytałam jeszcze raz, szukając źródła zachwytów nad geniuszem. Nie znalazłam. Tekst był stylistycznie w porządku, treściowo w porządku, w porządku, w porządku, w porządku. Ale w porządku to za mało, w porządku mnie nie zadowala. Odstąpiłam więc od swojej zasady komentowania tego, co już przeczytałam, niezależnie od tego, jaka ta opinia będzie. Odstąpiłam, bo jakoś nie miałam ochoty krytykować autorki drugiego tekstu z kanonu twilight, w którym się zakochałam. Tutaj - biorąc tym bardziej pod uwagę brak czasu - byłam skłonna postąpić tak samo, ale wyszło inaczej.
Tekst czytało się dość szybko, płynnie, zgrzytów jako takich nie było, ale nie było też niczego, co kazałoby mi się zatrzymać. W miarę przyjemnie i sympatycznie, ale na tym się kończy. Nie trafia do mnie to poczucie humoru, nie powiem, czytałam z lekkim uśmiechem, ale nie był to uśmiech wywołany tym, że znalazłam w tekście coś zabawnego.
Muszę się z Tobą, w pewnym stopniu, zgodzić co do narracji pierwszoosobowej. Ja akurat nie mam nic przeciwko, ale tutaj mnie ubodła. Drażniła mnie kreowana przez nią bohaterka. Drażnił mnie jej sposób wypowiadania się, drażniło mnie to, co miało być zabawne. Jakaś taka miałka miągwa bez polotu, z miałkim mężem.
Obawiam się, że przyzwyczaiłam się do thin na ambitnie i thin, która wyrzuca z siebie jakieś odautorskie bolączki i nabija się z kanonu w nietrafiający do mnie sposób, mnie nie przekonuje. I nie widzę też tutaj Twojego stylu, który tak uwielbiam, więc, niestety, muszę powiedzieć pas. Pisałam, że przez tekst się płynęło - owszem. Ale nie płynęłam z Twoim, z Twojej bohaterki sposobem myślenia. Po prostu się wyminęłyśmy.
Przecinkowo trochę ubogo było, zabrakło mi kilku tych kreseczek, szczególnie w kontekście imiesłowów. Ale jednej rzeczy nie przepuszczę:
*Różnica między mną, a moim ojcem jest taka, że nie dręczę ofiar.
Ten przecinek łamie fundamentalną zasadę interpunkcji. :D Akurat tutaj jest za bogato przecinkowo.

Mam nadzieję, thin, zobaczyć Cię w jeszcze innym repertuarze. (Przy okazji przepraszam za rozdział zaległości w komentowaniu w Synu, ale teraz go nawet nie nadrobię, bo wybywam). Tekst jest w moim mniemaniu poprawny, całkiem sympatyczny, ale to wszystko za mało, by mi się podobał.
Oby Cię wen nie opuszczał.

Na koniec zarzucę fraszką Boya-Żeleńskiego o krytykach literackich.
Są impotentów żywą fotografią.
Sami wiedzą jak lepiej,
ale nie potrafią.


Z nocnym pozdrowieniem,
robak


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Robaczek dnia Pon 19:53, 19 Paź 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Susan
Zasłużony



Dołączył: 08 Sty 2009
Posty: 5872
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 732 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Czw 9:17, 16 Lip 2009 Powrót do góry

Cytat:
Rozwodzę się, bo w noc poślubną przeżyłam o jeden szok termiczny za wiele!

Mistrzostwo świata :D

Bardzo, ale to bardzo podobała mi się Twoja praca :) Podziwiam osoby, które umieją zamknąć coś w stu słowach. Ja pewnie nawet, gdybym spróbowała, to i tak by mi nie wyszło Wink
Zaczynając czytać byłam pewna, że Bella rozwodzi się z powody Jacoba, albo dlatego, że Edward się jej znudził. A tu taka niespodzianka Wink szok termiczny :P ja bym na to nie wpadła. Gratuluję pomysłu :) udał Ci się niezwykle :)
Błędów nie zauważyłam, czytało się szybko i dobrze :D
No i tak jak ktoś już wspomniał - częściej rozmawiaj z Suhakiem Wink


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Susan dnia Czw 9:18, 16 Lip 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
 
 
Regulamin