FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 
 
 Hourglass (Klepsydra) [T][NZ][+18] - Rozdział 10 - 07.02 Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
marcia993
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 645
Przeczytał: 335 tematów

Pomógł: 45 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sunnydale

PostWysłany: Sob 22:23, 17 Paź 2009 Powrót do góry

Witam ponownie. :) Przed Wami moje drugie tłumaczenie (a niedługo także trzecie ^^), mam nadzieję, że również się Wam spodoba i razem z autorką będziemy miały kilku wiernych czytelników, bo to opowiadanie z pewnością na to zasługuje. :) Fick z całą pewności jest inny niż My Mother's Boyfriend i moim zdaniem trudniejszy do przetłumaczenia, bo w tym przypadku język i styl pisania nie jest już taki łatwy. ;) Zgodę na tłumaczenie oczywiście mam, poza tym Bronzehairedgirl620 była bardzo szczęśliwa, że chcę przetłumaczyć Hourglass na j. polski, ponieważ ona zna ten język i dzięki temu będzie mogła sprawdzić, jak dobrze idzie jej czytanie po polsku. :) Tak więc nie przedłużając już...



Image
***
Za banner bardzo dziękuję chochlicy1. :love:

***

Best-sellerowy pisarz, Edward Cullen, żyje samotnie wraz ze swoją mroczną przeszłością. Kiedy przybywa do niego dziennikarka, Bella Swan, aby przeprowadzić z nim wywiad, odkrywa, że może być dla niego kimś więcej, tak samo jak ich związek. Czy uda jej się go uratować?

BxE, +18 z powodu scen erotycznych


JA TYLKO TŁUMACZĘ. TA HISTORIA ZOSTAŁA NAPISANA PRZEZ CUDOWNĄ Bronzehairedgirl620.
Link do oryginału: klik
Link do profilu Bronzehairedgirl620 na fanfiction.net: klik


Ponieważ niektóre rozdziały mają ponad 20 stron, opowiadanie będę wstawiać także na chomika:
Image
...i postaram się to robić jak najczęściej, oczywiście, na ile pozwoli mi to czas, którego niestety nie mam ostatnio zbyt wiele. wiem, że prolog jest dosyć krótki, ale obiecuję, że dalsze rozdziały będą dłuższe. :) Miłego czytanie i ślicznie proszę o komentarze, które karmią moją tłumaczącą duszę. :D

Aha - prawie zapomniałam - prolog pisany jest w narracji trzecioosobowej, ale większosć rozdziałów będzie przedstawiona z punktu widzenia Belli. ;)


***


Beta: Kristenhn :love:

PROLOG

- “Pokój spowiła niesamowita ciemność, cienie tańczyły wzdłuż jednolitych ścian. Jedynym słyszalnym dźwiękiem było bębnienie deszczu roztrzaskującego się o szyby. Mężczyzna ruszył niepewnie do przodu, pokonując ostatni schodek, a płomień świecy niebezpiecznie się do niego zbliżał... Obracając się –“.

Przestał pisać, a uderzanie palcami o klawiaturę ustało. W pomieszczeniu zapanowała cisza podobna do tej opisywanej przez Edwarda, a duże krople wody uderzały w okna zaraz za stworzonym mrokiem. Światło padało wyłącznie z monitora komputera, rzucając blask na ostre rysy twarzy i zmarszczki na czole, które pogłębiały się, podczas wpatrywania w zapisane słowa. Frustracja przedostała się także do jego ruchów, jak zacisnął pięści, a spojrzenie zgasło.
- Źle. – Wcisnął „Del” znacznie mocniej niż było to konieczne. W chwili, gdy strona stała się pusta, uniósł filiżankę z zimną już kawą i skrzywił się, przełykając znajdujący się na dnie osad. Czekał, a jego wyczerpane oczy rozejrzały się po pokoju. Potrzebował inspiracji.
Nie miał niczego. Inwencja twórcza porzuciła go, podobnie jak wszystko inne w jego życiu, zostawiając ze stroną, która została wymazana zbyt wiele razy i rozdziałem, tkwiącym w głowie, którego nie mógł przelać na papier. Krótkie spojrzenie na zegar powiedziało mu, że jest już trzecia trzydzieści cztery nad ranem. Zachichotał z gorzkim rozbawieniem. Oczy piekły go ze zmęczenia, a mglisty umysł krzyczał, aby oderwał się wreszcie od ekranu i zaczerpnął snu, którego tak rozpaczliwie potrzebował. Jednak – tak jak podczas większości nocy – zlekceważył to. Skoncentrował swoją uwagę na tym, gdzie zmierzał Rhett, po tym jak się obrócił i pogrążył w pracy nad akapitem.

- „Wiatr zawył, a świeca zgasła. Przeklął cicho, szukając po omacku ściany, kiedy -”.

- Kiedy co?! - krzyknął Edward do pustego pokoju, a surowy odgłos protestu odbił się o ciszę. Mimowolnie zamknął oczy na wspomnienia, które go zbombardowały, a gdy próbował je od siebie odepchnąć, słabość mu tego zakazała. To uczucie paliło go jakby został poparzony rozgrzanym do czerwoności prętem. Skulił się na słowa, które zaczęły rozbrzmiewać w umyśle, więc zacisnął pięści i wziął głęboki oddech.
Mógł usłyszeć dźwięk rozbijanego szkła, krzyki, głosy, lecz nie był w stanie tego poczuć. Odrętwienie ogarnęło jego ciało, paraliżując go i uniemożliwiając poczucie czegokolwiek.
Trąbienie samochodu przerwało ten tok myślenia, a kolejna wiązanka wyzwisk wyrwała mu się z ust. Odchylił się na krześle i rozejrzał po otoczeniu.
W pokoju było wiele półek, na których stały książki z podartymi okładkami. Zeszyty zaś zostały zapisane płytkimi, banalnymi pomysłami i znajdowały się w towarzystwie pustych filiżanek po kawie, opakowań płyt CD i gazet sprzed miesiąca. Myślał o wstaniu i posprzątaniu ich, ale wiedział, że nie miałoby to sensu, bo następnego dnia – tak jak zawsze – wszystko wróciłoby do takiego samego stanu dezorganizacji. Czuł się tu bezpiecznie. To był jego azyl. Jedyne miejsce, w którym już nigdy nie mógłby nikogo skrzywdzić.
- Rhett, w coś ty się wpakował? – wymamrotał, a oczy raz jeszcze zamknęły się na myśl o wszystkich scenariuszach, jakie mógł napisać. Jednakże żaden z nich nie pasował do reszty, poza tym bohater nie mógł zrobić połowy rzeczy, które dla niego przewidywał, choć wydawało się to kuszące. Uśmiercić go. Sprawić, że spadnie z kamiennych schodów, na które się wspinał przez ostatnie półtora strony. Kazać mu uciekać jak tchórz i wrócić na dół wieży, a następnie wyjść z niej, zapominając o wszystkich sprawach.
Nie. To zbyt podobne do domu, żeby nawet o tym pomyśleć.
Żaden z tych pomysłów nie wydawał się odpowiedni.
Mógł zachowywać się jak kretyn, ale niezbędne było, aby pociągnąć ten opis do końca. Nie miał zamiaru pozwolić, aby jego pisarstwo przechodziło kryzys tak jak wszystko inne.
Obawiając się, że zrobi coś drastycznego, zamknął dokument i otworzył skrzynkę odbiorczą. Nieprzeczytane wiadomości wylewały się jak wezbrane wody, a był to dowód potwierdzający nieobecność w rzeczywistości przez kilka ostatnich dni. Ledwo zmusił się, aby spojrzeć na nazwiska nadawców, po czym przeciągnął każdą wiadomość do kosza. Usuwając je, niektóre fragmenty oznajmiające, aby wrócił do domu, przykuwały jego wzrok. Dzięki temu mógł udawać wystarczająco długo. Część z nich pozostawała mniej serdeczna od innych, ale mimo wszystko ignorował je tak samo. Już go to nie obchodziło.
Jedyne maile, na które zwracał uwagę, były od redaktorów, którzy pisali, że musi się pospieszyć i skończyć książkę. Dali mu wystarczającą ilość czasu, a końcowy termin zbliżał się zadziwiająco szybko.
Jęknął, przeczesując rękoma włosy i zwężając oczy na tekst. Resztę wiadomości stanowiły reklamy i wręcz krzyczały, żeby kupił bezsensowne rzeczy, których nie potrzebował, a także zaproszenia na liczne imprezy, na których i tak nigdy by się nie pojawił.
Westchnął, zamykając laptopa i łapiąc się za grzbiet nosa. W drugiej ręce trzymał puste naczynie i wpatrywał się w nie. Potrzebował kofeiny. Jego powieki opadały, a głowa kołysała się tam i z powrotem, gdy wyraźne kształty ram obrazów i ozdóbek stojących na biurku zaczęły rozmazywać mu się przed oczami.
Potrzebował snu. Spędził bez niego wiele dni, a leki leżały rozsypane na podłodze w łazience, lecz nie mógł z tym już dłużej walczyć.
- Tylko na chwilkę – wymamrotał do siebie, sadowiąc się wygodnie na krześle. Oczy zamknęły się wdzięczne za odpoczynek, który miały właśnie otrzymać, a Edward westchnął, krzyżując ramiona na torsie.
- Tylko chwilka – powtórzył do siebie surowo. Nie mógł pozwolić sobie zmarnować więcej czasu.
Został obudzony przez wycie syreny alarmowej dochodzącej z ulicy i miał wrażenie, jakby stało się to parę sekund po zaśnięciu, ale spojrzenie na zegarek uświadomiło mu, że zdarzyło się to o wiele później. Chciał sobie przywalić za to, że sen zajął go na tak długo, lecz nie miał zbyt dużego wyboru. Kiedy bezsenność pozwalała mu popaść w nieprzytomność nawet na kilka minut, próbował korzystać z okazji.
Edward usłyszał otwierane frontowych drzwi, skrzypienie zawiasów i przełamanie ciszy, która wcześniej wypełniała pokój. Ociężałe kroki stawały się bliższe i przetarł swoje oczy, wiedząc, co go teraz czeka.
- Edwardzie – krzyknął głos, a ciepła ręka spoczęła na jego ramieniu. - Daj spokój, synu. Musisz odpocząć.
Ojciec Edwarda był przyzwyczajony do znajdowania go w takim stanie. Prawie nie przejmował się patrzeniem na niego; już od dawna nie wymieniali nawet uprzejmości, mówiąc „cześć” czy „do widzenia”.
- Nie wiem, czy mogę – odpowiedział łagodnie, poruszając palcami. Wręcz paliły, aby wrócić do historii, ale on wiedział, że Carlisle mu na to nie pozwoli.
- Musisz – odrzekł stanowczo, podnosząc go na nogi. – Prześpij się z tym. Przyniosłem twoje leki. A do pracy możesz wrócić rano.
Założył ręce za głowę, zastanawiając się, czy było ciepło, gdy niekontrolowanie drżał. Ojciec spojrzał na niego w skupieniu i złapał sportową bluzę, leżącą na podłodze.
- Załóż to – rozkazał. – Zamarzniesz. Muszę iść z powrotem odkręcić odgrzewanie.
Edward zastanawiał się przez chwilę, kiedy je zakręcił, ale jego wpółprzytomny stan nie pozwalał na spójne myśli. Carlisle poprowadził go do małej sypialni i odsunął pościel, po czym kolejny raz pogładził go po ramieniu.
- Do zobaczenia jutro – powiedział cicho, pozostawiając Edwarda samego. – Bądź gotowy o dziewiątej. To będzie długi dzień i nie chcę, abyś był wyczerpany. Pigułki są na szafce.
Skinął głową w milczeniu, ledwie zauważając, że Carlisle wyszedł z pokoju, nim opadł niezdarnie na łóżko, a wyczerpanie przejęło nad nim kontrolę. Sztywny materiał dżinsów był niewygodny, a pokaźne rozmiary bluzy mu przeszkadzały, jednak mimo tego nie mógł się ruszyć. Powoli chwycił butelkę, którą zostawił dla niego ojciec i po raz pierwszy od wtorku połknął tabletki, po czym wreszcie położył głowę na poduszce.
Kolejny dzień dobiegł końca w jego własnym, osobistym piekle.

***

Rozdział 1.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez marcia993 dnia Nie 22:45, 07 Lut 2010, w całości zmieniany 14 razy
Zobacz profil autora
nieznana
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 07 Cze 2009
Posty: 412
Przeczytał: 113 tematy

Pomógł: 21 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: z cudownego miejsca

PostWysłany: Sob 22:24, 17 Paź 2009 Powrót do góry

Będę pierwsza! I zrobię Edita :*

EDIT:

Moja droga:* To tłumaczenie jest genialne i jestem pod wrażeniem, że się go podjęłaś. Wiem, że jesteś strasznie zaganiana, ale mam nadzieję, że znajdziesz trochę czasu na tłumaczenie tego :D Z tego co spojrzałam na oryginał, to zauważyłam, że autorka ma bogaty styl i szczerz mówiąc, połowy nie zrozumiałam, jak czytałam xD Więc dzięki za tłumaczenie i jednocześnie masz ode mnie wielki pokłon za kawał dobrej roboty jaki tu odwaliłaś!
Z opisu myślałam, że będzie to jeden jak ich wiele ff, taki normalny, nic szczególnego. Ale szczerze mówiąc, on jest lepiej napisany, niż nie jeden polski. Słownictwo jak wspominałam bogate, styl świetny i szybko się czyta. Nawet ze względu na opisy będę czytać ten ff, nie musi mieć dla mnie jakieś zwartej akcji, czy czegoś. Jest po prostu genialnie napisany!
Oczywiście, zastanawia mnie to jego "piekło". Ale tego pewnie nie dowiem się w najbliższym czasie ;/

Buziaki, kochana:*:*
n/z


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez nieznana dnia Sob 22:47, 17 Paź 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
chochlica1
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 140
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Sob 22:36, 17 Paź 2009 Powrót do góry

A ja będę nieoryginalna i wkleję to, co napisałam na chomiku ;D

Cholera jasna. Tego się spodziewałam po prologu. Więcej pytań i zero odpowiedzi. Kompletne zaintrygowanie postacią Edwarda. Co mu jest? Co takiego zrobił? Co w jego życiu jest jawą, a co snem? Czy z swoich powieściach zawiera samego siebie i własne przeżycia? Nienawidzę nie wiedzieć xD Ale z pewnością jestem do tego zmuszona i trudno. Będę czekać i uporczywie czytać, mając nadzieję, że czegoś się dowiem :D Te tablety zaintrygowały mnie chyba najbardziej Wink FF ma klimat, iskierkę, która przyciąga. Mnie przyciągnęła i MUSZĘ się dowiedzieć, o co w tym wszystkim chodzi. Tak więc, Martuś, nie pozbędziesz się mnie znów. O nie :D Pozdrawiam, kocham i czekam na pierwszy rozdział ;*

Nic więcej dodawać nie trzeba, prawda? Wink


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Kristenhn
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 25 Sty 2009
Posty: 194
Przeczytał: 76 tematów

Pomógł: 25 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Sob 22:43, 17 Paź 2009 Powrót do góry

Na samym początku chcę ci, honey, podziękować, że mogłam zbetować prolog Hourglass love
Potwierdzam słowa Marty - język i styl pisania nie jest łatwy, co więcej - jest trudny. Srsly, czytając to w oryginale nie raz, nie dwa musiałam się zastanowić nad znaczeniem słów i w ogóle. No ale Marta świetnie sobie z tym poradziła i naprawdę cieszę się, że to wstawiłaś, honey. Opowiadanie niewątpliwie jest tego warte i mam nadzieję, że będzie miało dużo czytelników. Ale oczywiście ja będę największą fanką Laughing Laughing
To jest dopiero prolog, a już może cholernie zaciekawić. W mojej głowie pojawia się pytanie - co jest nie tak z Edwardem? Z całą pewnością będę musiała poczekać na odpowiedź, ale raz jeszcze powtarzam - warto! Wink
Czekam na kolejne chapiki i życzę czasu i chęci do tłumaczenia, baby love love


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
`Wapmirzyca` ; ****
Człowiek



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 21 Lip 2009
Posty: 82
Przeczytał: 6 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Vancouver ; ***

PostWysłany: Sob 22:44, 17 Paź 2009 Powrót do góry

Interesujące.
Bardzo tajemnicze. Edward cierpiący, niewyspany i niechlujny pisarz.
Podoba mi się ; DD
Czy Edward przypadkiem nie jest na coś chory?
Mam nadzieję, że to się okaże.
Trochę krótko i mało do oceniania ale to prolog.
Jak powiedziałaś Alice_415 następne rozdział będą dłuższe.
Nie chcę cie martwić ale masz ty małą niecierpliwą osóbkę do `nakarmienia` swoim dobrym tłumaczeniem.
Czekam z niecierpliwością na kolejny rozdział.
Życzę dużo, dużo, dużo czasu i chęci. Wink

Pozdrawiam, ;D
`W` ; ***


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez `Wapmirzyca` ; **** dnia Sob 22:45, 17 Paź 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Jessy
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 10 Sie 2008
Posty: 329
Przeczytał: 79 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 2/3

PostWysłany: Sob 23:36, 17 Paź 2009 Powrót do góry

Marto, cholernie Ci zazdroszczę! Cholernie! Potrafisz tak wspaniale tłumaczyć, czego ja nigdy nie będę umiała, nawet jeśli się wezmę za jakieś miniaturki, a potem opowiadanie.
Prolog. Bardzo dużo tajemnic i mroczny klimat. Podoba mi się (bo ja to uwielbiam :D ) Teraz będę się zastanawiać, dlaczego Edward bierze leki, na co choruje, co takiego zrobił, że ciągle wracają wspomnienia, gdzie mieszka oraz o czym jest jego książka. Co do bałaganu to praktycznie każdy pisarz ma go w swoim mieszkaniu.
Krótko, ale mnie to wystarcza na razie. Jeśli rozdziały mają nawet po 20 stron to będziemy w 7 niebie Wink
Mogę się tylko domyślać, że styl jest trudniejszy bo narrator jest w 3 osobie.
Jeszcze raz: Zazdroszczę!


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Jessy dnia Sob 23:43, 17 Paź 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
kirke
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 18 Lip 2009
Posty: 1007
Przeczytał: 181 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: świat pomiędzy Brianem i Justinem

PostWysłany: Nie 8:14, 18 Paź 2009 Powrót do góry

nic nie zrozumiałam z prologu i chyba po raz pierwszy to dobrze :)

prolog bardzo mi się podoba... bardzo fajnie się wszystko zapowiada....
próbuję coś wywnoskować z tytułu i obrazku, który zamieściłaś ale kiepsko mi idzie...

pozostaje mi tylko pierwszy plan:
doczytam od końca... :)

bardzo naturalnie tłumaczysz :) gratuluje wyboru tekstu :)

pozdrawia
kirke


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Athaya
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 26 Lis 2008
Posty: 161
Przeczytał: 203 tematy

Pomógł: 6 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Z przed ekranu komputera oczywiście

PostWysłany: Nie 10:53, 18 Paź 2009 Powrót do góry

Oh aż za dobrze znam trudności jakie ma pisarz, kiedy wena zniknie i ani myśli wrócić kiedy chcemy Rolling Eyes Uważam jednak, że Edward robi błąd na siłe starając się z siebie coś wykrzesać. W końcu nastąpi moment w którym całkiem już nie wytrzyma! Alkochol to nie jest dobra droga na odstwienie swojego dzieła i odpoczynek!
Ekhm... Z przerażeniem zauważyłam jak bardzo odmienia się mój tok rozumowania wobec czyjegoś stylu pisania. Kiedyś czytając tutaejsze opowiadania zupełnie się tym nie przejmowałam, aż do teraz. Sama zaczęłam pisać i często gęsto właśnie dzięki takim opowiadaniom moje wena wybucha niespodziewanie Laughing Zdarza się to strasznie żadko niestety... Rolling Eyes
Jednym słowem prolog spodobał mi się niesamowicie i obiecuję czytać dalej i koemntować Twisted Evil
BTW całkiem niezły arcik... Agrh czemu ja nie mam photpshopa na laptopie! Tyle mam pomysłów Confused Albo lepoej nie bo tutaj kolory wyszły by zupełnie nie tak jak trzeba Rolling Eyes


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Athaya dnia Nie 10:57, 18 Paź 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Shili
Człowiek



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 20 Lut 2009
Posty: 82
Przeczytał: 27 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 12:56, 18 Paź 2009 Powrót do góry

Przeczytałam prolog i jestem cholernie ciekawa co dalej xD. Muszę przyznać, że bardzo mi się to spodobało, jest strasznie intrygujący. Mam już na języku tyle pytań odnośnie tekstu, ale poczekam na dalsze rozdziały. Na pewno trochę się wyjaśni. Do tłumaczenia nie mam żadnych, ale to żadnych zastrzeżeń, bo zrobione / wykonane jest super. Nie zauważyłam błędów, ani nic z tych rzeczy i bardzo płynnie się to czyta.

Jeżeli chodzi o treść, to już zwąchałam, że będzie ciekawie, co mnie cieszy :D. Widzę, że nie szykuje się jeden z typowych ff i myślę, że ten mnie na pewno zadowoli. Zajrzałam z ciekawości do oryginału, ale połowy nie rozumiem, od razu widać, że autorka ma bogate słownictwo i ogólnie bardzo podobają mi się te opisy, których często brakuje innym fan fickom. Na pewno z chęcią przeczytam następny rozdział tłumaczenia. Uh... Embarassed no i nie wiem co mam jeszcze napisać...może "Chcę więcej" Laughing. Pozdrawiam.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Aurora Rosa
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 29 Lip 2009
Posty: 161
Przeczytał: 67 tematów

Pomógł: 16 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Z własnej bajki

PostWysłany: Nie 14:17, 18 Paź 2009 Powrót do góry

Nie będę oryginalna i zgodzę się z poprzedniczkami. To tłumaczenie to kawał dobrej roboty. Tak dobrej, że czytając ten prolog czułam zmęczenie Edwarda i niemal niemoc. Wspaniały klimat. Nasówa się mnóstwo pytań a mam nadzieję, że w pierwszych rozdziałach będzie ich jeszcze więcej. W wolenj chwili postaram się sięgna po oryginał bo bywam niecierpliwa jesli trafie na coś dobrego a mój mały wewnętrzny głosik mi podpowiada, że jeszcze tu wrócę :)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Aja
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 06 Lip 2009
Posty: 168
Przeczytał: 14 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: z świata marzeń, nadziei i wiary w lepsze jutro

PostWysłany: Nie 11:00, 25 Paź 2009 Powrót do góry

Również zgadzam się z poprzedniczkami, to tłumaczenie to świetna robota. Sam ff zapowiada się bardzo interesująco jak i prolog, w którym jest doza tajemniczości i czegoś jeszcze, czego nie umiem nazwać.
Tak czy siak bardzo mi się podoba i na pewno jeszcze tu zajrzę tak więc weny, CZASU, chęci i wytrwałości w tłumaczeniu(:


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
villemo
Człowiek



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 29 Sie 2009
Posty: 80
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: wzgórze czarownic

PostWysłany: Nie 13:30, 25 Paź 2009 Powrót do góry

O kurcze zapowiada się dość oryginalnie, zero cukierkowej miłości (przynajmniej na razie). Sądzę, że ten FF ma szanse zdobyć serca wielu fanów ;D mnie kupiłaś. Przeczytałam pierwszy rozdział w oryginale i musze przyznać, że Edward to oryginalna osoba.
Czekam na Twoje tłumaczenie
Pozdrowienia.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Monika W
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 05 Sty 2009
Posty: 113
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Pon 19:18, 26 Paź 2009 Powrót do góry

Podoba mi się. Bardzo. Zainetersowałaś mnie. Edward pisarzem ? Ciekawa idea.
Tłuamczenie bardzo dobre :) Bardzo szybko sie czyta, a ja nie umiem opisać komentarzy więc już kończę...
Czekam na kolejny rozdział .


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
marcia993
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 645
Przeczytał: 335 tematów

Pomógł: 45 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sunnydale

PostWysłany: Sob 23:28, 31 Paź 2009 Powrót do góry

I tak oto powracam! Very Happy Z nowym nickiem i rozdziałem. ^^
Ślicznie Wam dziękuję za wszystkie komentarze. Smile Mogę liczyć na jeszcze? Very Happy Cieszę się, że opowiadania spodobało się Wam już po samym prologu i od razu przepraszam, że dodawanie rozdziałów nie następuje zbyt szybko, ale szkoła naprawdę robi swoje.


***


Beta: kochana Kristenhn love

ROZDZIAŁ 1.

- Bello, potrzebuję tego artykułu. Natychmiast – rzekł pan Banner, przechodząc obok mojego biura. Jęknęłam, opierając czoło o skraj biurka, moje oczy wciąż przygaszało znużenie oraz ból głowy. A do końca pracy zostały mi jeszcze cztery godziny.
- Już tam idę – wymruczałam, wiedząc, że minął drzwi i znajdował się zbyt daleko, aby móc nękać jakiegoś biednego stażystę, co niewątpliwie miałoby miejsce, gdyby któryś stanął mu na drodze. W dni takie jak te zastanawiałam się, dlaczego poszłam na dziennikarstwo, ale jedno spojrzenie na wpół skończony tekst widniejący na ekranie mojego laptopa udzieliło mi odpowiedzi.
To było ujście mojej twórczości. Sposób, aby uczestniczyć w lepszym życiu Seattle, nadal robiąc przy tym użytek z mojego stanowiska. Musiałam sobie to tylko powtarzać, aby przetrwać ten dzień z piekła rodem.
- Bello, dzisiejszy grafik mówi, że popołudniu masz spotkanie z Edwardem Cullenem, który będzie podpisywał książki. – Usłyszałam głos Angeli zza biurka. – I możliwe, że sala zostanie wypełniona po brzegi, więc musisz tam dotrzeć wcześniej.
Och, tak. Zamknięty w sobie, tajemniczy Edward Cullen to niezwykły autor. Napisał cztery książki i każda stała się bestsellerem, jednak nikt niczego o nim nie wiedział. Wszystko zachowywał dla siebie, ryzykował jedynie rozmowami z uwielbiającymi go fanami, którym od czasu do czasu składał podpisy na swoich powieściach. Niemal bym go za to podziwiała, gdyby mój szef nie wisiał nade mną i nie kazał przeprowadzić z nim wywiadu. To coś bliskiego niemożliwości i nie było szans, aby się to udało.
Ale jednak tam poszłam i właśnie przegotowywałam się do rozdawania przez niego autografów w miejscowej księgarni w Seattle. Mój zeszyt spoczywał na dnie torby, a na twarzy pojawił się doklejony uśmiech, kiedy przeciskałam się przez zatłoczony sklep oraz hordy nastolatek i ich matek stojących naprzeciw małego stolika, gdzie – jak przypuszczałam – usiądzie Edward.
Westchnęłam, patrząc na zegarek. Nie miałam pojęcia, ile zajmie mu przybycie tu i podpisanie wszystkich woluminów, ale oceniając po długości kolejki i jego pustym krześle, rokowania nie były zbyt dobre.
Podsłuchując, dowiedziałam się, że minie jeszcze kupa czasu, nim się zjawi. Szybko udałam się z powrotem w stronę wyjścia i stanęłam przy ścianie, więc nie znajdowałam się już na środku przepełnionego pomieszczenia. Odetchnęłam głęboko, próbując złapać jak najwięcej powietrza.
Ponownie zerknęłam na pytania, które dla niego przygotowałam, mając nadzieję i modląc się, bym uzyskała odpowiedź chociaż na jedno. Nienawidzę wracać z niczym, kiedy muszę coś napisać.
Czas mijał wolno i w końcu po tym, jak uświadomiłam sobie, że szereg ludzi wychodzi aż za drzwi i ciągnie się wzdłuż budynku, wróciłam do sklepu. Przepychałam się przez mijane grupy, mamrocząc niewystarczające przeprosiny do czasu, gdy dotarłam do bezpiecznego miejsca. Miałam go wystarczająco dużo, żeby wyciągnąć notatnik i pióro tak, aby jego końcówka stykała się z pierwszą linijką. Okrzyki i wrzaski stawały się coraz głośniejsze, niemal nie do zniesienia, więc wiedziałam, że musiał znajdować się już blisko. Chociaż w przeciwieństwie do innych ludzi nie byłam tego taka pewna.
W końcu zobaczyłam, jak weszło dwóch mężczyzn, ale żaden z nich nie przypominał Edwarda Cullena. Rozmawiali cicho, stojąc za stołem, po czym odwrócili się, żeby spojrzeć tam, skąd przybyli.
Potargane brązowe włosy to wszystko, co potrafiłam dostrzec, jednak wiedziałam, że to musiał być on. Krzyki ogłuszały i nie potrafiłam pojąć, dlaczego były tak głośne. To przecież składanie autografów, więc dlaczego wszyscy wydawali się tacy… zachwyceni?
Obserwowałam, jak jego głowa znikała z pola widzenia, kiedy usiadł za stolikiem, a wielka grupa fanów starała się do niego dostać, nim dwóch mężczyzn wyszło im naprzeciw i powiedziało, że jeśli nie zaczną się odpowiednio sprawować, opuszczą budynek. Podśmiewałam się, robiąc notatki. Popularny pisarz. Oblegany przez nastolatki.
Przez półtorej godziny, do czasu, aż zarządził przerwę, obserwowałam wzajemne relacje między nim a jego fanami. Mimo że nie widziałam zbyt wiele, potrafiłam zrozumieć, dlaczego podoba się tak wielu dziewczętom. Był cichy, usłyszałam jedynie, jak wymruczał podziękowania, nie wkładając w to prawie żadnych uczuć.
Arogant? – nagryzmoliłam, przygryzając koniec mojego pióra. Bez emocji.
Wstał, wyciągając ręce nad głową, po czym usiadł ponownie i powiedział coś do mężczyzny, który stał obok. Kontynuował rozdawanie autografów, aż kolejka skurczyła się do jedynie kilku osób, a te wcześniejsze zgromadziły się przed sceną, bez wątpienia po to, aby zadawać pytania.
Niemal mu współczułam, kiedy wkroczył na podwyższenie. Przypominał jelenia w świetle reflektorów, jednak nie wyglądał na zdenerwowanego. Po prostu czuł się niekomfortowo. Strzeżony. Rozpaczliwie pragnący, aby się tam nie znajdować.
- Witam – powiedział łagodnie, wywołując tym krzyki w tłumie. – Nazywam się Edward Cullen.
Zwróciłam uwagę na bogatą teksturę jego głosu, kiedy mówił i sposób, w jaki się prezentował. Nie wydawał się nieśmiały - nie, nie o to chodziło. Nie zachowywał się nonszalancko, ale z dystansem. Wyraz jego twarzy był pozbawiony jakichkolwiek emocji, a jego odpowiedzi krótkie.
- Jak udało ci się stworzyć postać Audrey? – zapytała stojąca naprzeciwko kobieta, której wcale nie interesowało to, o co spytała. – Czy opierałeś ją na kimś... znaczącym?
- Nie – odpowiedział Edward, niemal wypadając z rytmu.
Zaskoczył ją tym, ale ta nadal kontynuowała zadawanie pytań.
– A może tak wyobrażasz sobie idealną kobietę?
- Ponownie: nie. – Ton jego głosu był chłodny oraz ostry i od razu dał wszystkim do zrozumienia, że na jego odpowiedź może składać się tylko jedno słowo.
Zerknęłam na moją listę pytań, przygryzając wargę, gdy podjęłam pochopną decyzję.
- Dlaczego stworzyłeś Rhetta takim załamanym? – zapytałam, zanim zdążyłam się powstrzymać.
Obrócił głowę w prawą stronę, a jego oczy niebezpiecznie się na mnie zwężyły. Przełknęłam i nabrałam oddechu w oczekiwaniu na odzew.
- Nie widzę sensu, aby tworzyć ludzi bez słabości. Wszyscy je mamy. Jesteśmy dysfunkcyjnymi, zachłannymi istotami i te cechy sprawiają, że powieść staje się dobra.
Nie mogłam powstrzymać rozczarowania, które po mnie spłynęło. Prawie miałam nadzieję na rozległą wypowiedź albo, co najmniej, podpowiedź, co kryje się w jego głowie. Wiedziałam, że troszczy się o swoją pracę, każdy kto sięgnął po jedną z jego książek mógłby to powiedzieć, ale gdybyście go wtedy zobaczyli, takiego odartego z życia i kolorów, nie mielibyście o tym pojęcia.
- Dziękuję wszystkim za przybycie – praktycznie wymamrotał po kilku kolejnych pytaniach, chociaż nie jestem pewna, czy ktokolwiek oprócz mnie to zauważył. Wszyscy byli zbyt zauroczeni jego wyglądem, by to dostrzec. Patrzyłam z ciekawością, kiedy znikał za wielką kurtyną szybciej niż sądziłam, że to możliwe, a fani rozeszli się albo rozmawiali z podekscytowaniem o odpowiedziach, które udzielił lub o tym, jak ich rozzłościł, kiedy nic do nich nie powiedział.
Osunęłam kilka kosmyków, które opadły na moją twarz i rozejrzałam się dookoła, czując się coraz bardziej niezręcznie z powodu mijającego czasu. Ujrzałam dwóch mężczyzn, z ramionami skrzyżowanymi na torsie, stojących obok stolika. Schowałam notatnik do torby i ruszyłam naprzód, zastanawiając się, jak skupić ich uwagę. Na szczęście nie musiałam tego robić.
- Możemy pani w czymś pomóc? – spytał starszy z nich. Poczułam, jak ręce mi się trzęsą, kiedy przytakiwałam i przerzucałam ciężar ciała z nogi na nogę.
- Nazywam się Isabella Swan i jestem dziennikarką The Seattle Times – przedstawiłam się, na samym końcu wyciągając do niego rękę, na co zachichotał i potrząsnął nią delikatnie.
- Co możemy dla pani zrobić, panno Swan?
Próbowałam patrzeć im prosto w oczy i wydawać się pewną siebie, ale poczułam wstępujące na policzki ciepło i mój plan legł w gruzach. Szybko.
- Wiem, że to niezwykle trudne, ale zastanawiałam się, czy mogłabym w ciągu kilku minut przeprowadzić wywiad z Edwardem Cullenem. - Natychmiast zastanowiłam się, czy w ogóle rozmawiam z odpowiednimi ludźmi, ale byłam na fali, więc nie mogłam ustąpić.
Mężczyźni wymienili ze sobą znaczące spojrzenia. Wbiłam wzrok w podłogę, przygotowując się na odmowę. Przykro nam, powiedzą. Edward Cullen nie może teraz rozmawiać, ale jeśli będziesz miła...
- Słuchaj. - Ten, który to powiedział, pochylił się nad stolikiem. – Edward nieszczególnie lubi udzielanie wywiadów jakiegokolwiek rodzaju.
Westchnęłam, a moje ramiona gwałtownie opadły.
– Tak, wiem. – Przygryzłam wargę, zmieniając taktykę. – Jednak naprawdę chciałabym z nim porozmawiać, tylko przez sekundę.
Nie miałam zamiaru się w to zagłębiać, zdradzając szczegóły, że szef pozbawi mnie głowy i spali w kominku, jeśli wrócę z niczym. Dawał mi zbyt wiele drugich szans, a poziom jego cierpliwości był porównywalny do tego, który miał trzylatek.
Starszy blondyn klepnął drugiego w ramię, kiwając na niego lekko, po czym odeszli kawałek. Nie byłam pewna, czy powinnam to odebrać jako dobry czy jako zły znak.
- Okej – powiedział ochrypłym głosem, machając na mnie ręką, abym podeszła bliżej. Rozejrzałam się, spuszczając głowę i czekając, aż się odezwie.
- Lubię cię – zaczął, szczerząc się do mnie szeroko. Dołeczki w policzkach uwidoczniły się, kiedy się uśmiechał, przez co wyglądał mniej zastraszająco niż wcześniej, za co byłam mu niezmiernie wdzięczna. – I chcę ci pomóc. Ale mój brat... nie lubi rozmawiać z ludźmi, których nie zna.
Zachichotałam.
– Więc wybrał zły zawód.
Mężczyzna zaśmiał się ponuro.
– Można by tak pomyśleć, zwłaszcza, że jest dobry w tym, co robi. Zapraszano go do wielu programów telewizyjnych, tak samo z wywiadami dla dzienników i czasopism. Mówiłem mu, że to byłoby dobrym rozgłosem, ale jego to nie obchodzi. Skupia się tylko na pisaniu, przez co on znajduje się bardzo nisko na swojej liście priorytetów.
- Przynajmniej ma równo pod sufitem – dumałam.
Prychnął.
– Wszystkie osobiste pytania nie są przeznaczone dla nieupoważnionych. On uważa, że ludzie za bardzo się wtrącają i trzeba było użyć naprawdę ogromnej siły perswazji, żeby go tu dzisiaj zaciągnąć.
- Ale... dlaczego? – zapytałam. Wzruszył ramionami, głośno oddychając.
- Nie potrafiłem się tego dowiedzieć, więc już przestałem próbować.
Na chwilę zapadła cisza, kiedy przetwarzałam otrzymane informacje.
– Cóż, dziękuję za poświęcenie mi czasu. Mam nadzieję, że następnym razem bardziej mi się poszczęści.
Odwróciłam się, aby odejść, ale zostałam powstrzymana czyjąś, chwytającą moje ramię, ręką. Przekręciłam się, by spotkać tego samego mężczyznę i blondyna. Oboje wyglądali na zdenerwowanych, ale zdeterminowanych.
- Chcemy ci pomóc – powiedział nowopoznany. – Obaj wierzymy, że Edward potrzebuje dobrego wywiadu, a przy odrobinie szczęścia może uda ci się uzyskać od niego jakieś odpowiedzi, poza tym nie wyglądasz jak przeciętna dziennikarka.
Zaczerwieniłam się.
– Nie chcę na niego naciskać. – Miałam ochotę dodać: Zwłaszcza, że to mogłoby go tylko wkurzyć i nie przyniosłoby żadnego rezultatu.
- Edward potrzebuje dobrego rżnięcia – powiedział jeden z nich. – Najlepiej zakazanego...
- Emmett – wtrącił się ten drugi, skutecznie go uciszając. – Panno Swan, chciałbym zobaczyć ten artykuł. Przypuszczam, że została pani wyznaczona, aby przeprowadzić wywiad podczas podpisywania książek.
Przytaknęłam.
– Mimo że mój redaktor był bardzo stanowczy, byśmy zrobili go teraz, to jeśli nadarzy się kiedyś okazja, aby porozmawiać z Edwardem Cullenem, skorzystamy z niej. Bez wyjątku.
- Właśnie chwyciłaś swoją szansę – powiedział ten, którego zidentyfikowałam jako Emmetta. – Weź to.
Spojrzałam na małą kartę, którą włożył mi do dłoni.
- I przyjdź za tydzień o piętnastej pod ten adres. Edward powinien mieć wtedy wolną chwilę.
- Chcecie, żebym się tam pokazała i zażądała wywiadu – streściłam i nie było to pytanie.
- Nie będziesz żądać – odparł Emmett. – Ja będę. Po prostu przyjdź. Będzie dobrze.
Nie miałam zamiaru tego zaprzepaścić.
– Dziękuję! – Oparłam się chęci uściskania go. – Nie dosłyszałam twojego nazwiska – dodałam, nie chcąc brzmieć jak prześladowczyni, gdy w przyszłym tygodniu przywitam się z nim po imieniu. Mogłam spojrzeć na wizytówkę, ale mnie ubiegł.
- Emmett Cullen – oznajmił i dźgnął kciukiem stojącego obok blondyna. – Jestem bratem Edwarda. A to nasz tato, Carlisle.
- Miło was poznać – wymamrotałam, źle się czując z powodu tego, że zmarnowałam ich czas. - I jeszcze raz dziękuję.
- Cała przyjemność po naszej stronie – odpowiedział Carlisle, uśmiechając się do mnie miło. Wymieniliśmy ze sobą jeszcze kilka formalnych zwrotów, po czym odwróciłam się, aby opuścić księgarnię. Rozejrzałam się, żeby sprawdzić, czy mogę dostrzec Edwarda Cullena, ale zostałam odrzucona do tyłu, gdy na coś wpadłam. Albo raczej na kogoś.
- Uważaj – warknął na mnie głos, którego słuchałam, gdy udzielał odpowiedzi przez ostatnich kilka godzin. Sięgnęłam do torby, by upewnić się, że jej nie upuściłam ani nic z niej nie wyleciało, a następnie gwałtownie nabrałam powietrza, kiedy na niego popatrzyłam.
Rysy jego twarzy były ostre i kościste, a napięta szczęka sprawiała, że wyglądał jeszcze groźniej.
- Przepraszam – powiedziałam. – Ja...
- Po prostu uważaj, gdzie chodzisz – westchnął, przeczesując ręką włosy. Ton jego głosu stał się łagodniejszy, gdy na mnie spojrzał, a napięcie jego mięśni zmalało. – Nie chciałbym, żeby coś ci się stało.
Przejechałam językiem po zębach.
– Och. Tak.
Posłał mi jeszcze jedno spojrzenie, prawdopodobnie upewniając się, czy nie wywrócę się przez moją ekstremalną niezdarność i odszedł, przechodząc z gracją przez drzwi. Złapałam się za grzbiet nosa, czekając kilka chwil, aby nie wyglądało na to, że podążałam za nim przed wyjściem z księgarni, patrząc na ciemniejące niebo.
Zostawiłam parasol w swojej furgonetce, która była zaparkowana, za wieloma zapomnianymi przez Boga blokami, ponieważ bliżej nie mogłam znaleźć miejsca.
Zaczęłam iść wzdłuż chodnika, stawiając kołnierzyk mojej marynarki tak, aby zakrył moją szyję. Zmrużyłam oczy, piorunując wzrokiem gęste chmury i przeklęłam, gdy kropla deszczu kapnęła na moje oko. Usłyszałam upiorny chichot dochodzący z mojej lewej strony i odwróciłam się szybko, obejmując ramionami, aby utrzymać równowagę.
- Ostrożnie – wyśmiał mnie Edward Cullen z papierosem wystającym z warg. Obserwowałam, jak wyciąga z kieszeni dżinsów zapalniczkę i uśmiecha się, kiedy dym wydobywa się z jego ust, oznajmiając mu, że skutecznie odpalił. – Nie chciałbym, żeby coś ci się stało.
Zmarszczyłam brwi, spuszczając głowę na resztę spaceru.

:-:-:

- I jak było na podpisywaniu? – spytała Angela, zauważając mój wyraz twarzy. Potrząsnęłam głową, a ona się zaśmiała i podążyła za mną do gabinetu.
- Wydaje mi się, że dobrze. – Rzuciłam swoje rzeczy na biurko i położyłam ręce na klawiaturze, gdy otworzyłam gwałtownie notatki i rzuciłam okiem na moje bazgroły. Wiele z nich było nieczytelnych, ale robiłam co w mojej mocy, by je rozszyfrować i jakoś skleić w całość. Nie wiedziałam, jak miałam stworzyć z tego historię, ale moją jedyną nadzieją było to, że wywiad mi w tym pomoże.
Zaciekawiona otworzyłam nową zakładkę w przeglądarce, a moje palce wpisały słowa, nim mogłam je przed tym powstrzymać. Mój palec wskazujący zawisł nad enterem, po czym zdecydowałam go wcisnąć i wpatrywałam się w rezultaty.
Trzysta tysięcy wyników dla zapytania „Edward Cullen”.
Świetnie. Zjechałam niżej, kliknęłam na najbardziej dokładny i przeczytałam. Wszystko było tylko o jego książkach: opinie, streszczenia i informacje o publikacjach.
- Czy on mógłby zachować jeszcze więcej informacji dla siebie? – narzekałam, po czym zajrzałam jeszcze na kilka stron. W końcu zobaczyłam jeden artykuł z 2003 roku, który, jak się okazało, odnosił się do Edwarda Anthony’ego Cullena. Szybko na niego nacisnęłam i trzymałam kciuki, żeby był on o właściwej osobie, gdy pan Banner zapukał do drzwi.
- Bello, spotkanie pracowników za pięć minut.
Uderzyłam się ręką w czoło, wygasiłam monitor i zanotowałam sobie w głowie, aby go później sprawdzić, zanim wyjdę wieczorem.
Odchrząknęłam, przechodząc przez szklane drzwi do pokoju konferencyjnego, odpychając wszystkie myśli o Edwardzie i jego izolacji wobec społeczeństwa oraz modląc się, aby pan Banner nie położył mnie na desce do krojenia aż do wywiadu, który mógł zmienić moją karierę.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Ewelina
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 20 Mar 2009
Posty: 386
Przeczytał: 124 tematy

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Poznań

PostWysłany: Nie 1:01, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Fabuła jest okraszono wszelakimi emocjami i dużym plusem jest to, że Bella nie od razu się zauroczyła. Nie było słowa o tym, jaki on wspaniały, powalający a zielone oczy prześwietlają duszę (tekst z większości opowiadań). Jestem zaintrygowana rozdziałem tak samo jak prologiem. Aż strach pomyśleć, co będzie działo się później.
Martuś, wiele razy Ci pisałam na chomiku, że wspaniale tłumaczysz. I niech tak pozostanie.
pzdr:)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Kristenhn
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 25 Sty 2009
Posty: 194
Przeczytał: 76 tematów

Pomógł: 25 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Nie 9:04, 01 Lis 2009 Powrót do góry

No to na samym początku się powtórzę: dokonałaś dobrej decyzji, wybierając akurat to opowiadanie spośród wszystkich, które mi pokazywałaś. I ja jestem zadowolona, bo nie muszę się męczyć z oryginałem, wiadomo - po polsku lepiej Laughing
Ten rozdział jest równie ciekawy, co prolog. Mam jeszcze więcej pytań, które ciągle pojawiają się w mojej głowie. No i shit, nadal żadnej odpowiedzi. Co mnie najbardziej zaintrygowało w tym chapiku? Zachowanie Edwarda w stosunku do Belli oraz jego słowa, powtórzone dwukrotnie. Mianowicie: Nie chciałbym, żeby coś ci się stało. I jestem okropnie ciekawa, co za tym zdaniem się kryje, bo bez wątpienia coś.
Zachowanie Belli także mi się spodobało. Nie zakochała się w nim od razu, jakby jakaś wróżka nagle rzuciła na nią czar. Po prostu zachowała się profesjonalnie - poszła tam z zamiarem przeprowadzenia wywiadu i nie było mowy o żadnych flirtach. Podoba mi się Wink
No. Czekam na kolejny rozdział, więc życzę duużo wolnego czasu ;*


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
chochlica1
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 140
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Nie 9:41, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Rozdział już komentowałam na chomiku, ale zrobię to i tu Wink

Jak zwykle zasiadłam zaintrygowana i skończyłam czytać jeszcze bardziej zaintrygowana. Coś, do czego w tym ff powinnam przywyknąć Wink Autorka potrafi stworzyć jakąś niesamowitą atmosferę, magię i tajemnicę, o której gdzieś wspomina, ale niczego nie wyjaśnia.
Pozostaje zapytać - czy w tym ff jest więcej pytań niż odpowiedzi?
Nieważne. Na dzień dzisiejszy Edward jest dla mnie niemal mroczną zagadką, podobnie jak dla reszty świata ;D Podoba mi się postać Belli, chociaż w sumie nie wiem, co mnie w niej... zauroczyło? W każdym razie może jest to i to, co zrobiło wrażenie na Edwardzie Wink Zdziwiła mnie ta sytuacja z wpadnięciem na siebie. I jak powtórzył te same słowa, gdy szła do samochodu. O co takiego może chodzić?
Bella poznała odpowiednich ludzi i myślę, że dostanie ten wywiad :D Już nie mogę się doczekać :)

Martuś, tłumaczenie jak zwykle fantastyczne, bo masz do tego łeb, słońce, i się nie spieraj ;D
Kocham i czekam cierpliwie na następny chap ;*


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
villemo
Człowiek



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 29 Sie 2009
Posty: 80
Przeczytał: 38 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: wzgórze czarownic

PostWysłany: Nie 14:06, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Na początku brawa dla Ciebie za tłumaczenie:D, teraz brawa dla autorki za napisanie tak niesamowitego utworu przepełnionego tajemniczością. Tyle pytań i zagadek, a gdzie odpowiedzi? Opowiadanie powoli idzie do przodu, nie za szybko i nie za wolno- doskonale. Pokłony dla Emmeta i jego wypowidzi:D Uwielbiam go za to. Cóż więcej mogę dodać? Chyba tylko tyle, że czekam na kolejny rozdział.
Życzę Ci dużo czasu i sił na tłumaczenie,
Villemo.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Aja
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 06 Lip 2009
Posty: 168
Przeczytał: 14 tematów

Pomógł: 3 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: z świata marzeń, nadziei i wiary w lepsze jutro

PostWysłany: Nie 15:29, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Rozdział bardzo mi się podobał i chyba nie muszę mówić, że wpływ na to miało także tłumaczenie, które jest bardzo dobre(:
Bardzo podobało mi się to, zresztą jak wszystkim, że B. nie zachwycała się E., bo wkurzające potrafi być gdy całymi akapitami opisywane jest jej wewnętrzne zachwycanie się wszystkim co z nim związane. . . A tu, nic ani słowa, zachowała się profesjonalnie, była tam zawodowo, a nie prywatnie. Autorka ciekawie wykreowała jej postać jak i samego E., który jest tajemniczy. Zaintrygowało mnie to jego powtórzenie do B. "Nie chciałbym, żeby coś ci się stało.", może najnormalniej w świecie mu się podoba? I jeszcze jedno mnie ciekawi, co za leki brał w prologu?
Tak czy siak mam nadzieję, że już niedługo wszelkie pytania i niejasności uzyskają swoje odpowiedzi(:

Weny, CZASU i chęci w tłumaczeniu(:


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Swan
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 20 Lut 2009
Posty: 404
Przeczytał: 34 tematy

Pomógł: 34 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Forks, Phoenix... ok no... Śląsk :P

PostWysłany: Nie 21:57, 01 Lis 2009 Powrót do góry

Wszyscy rozumiemy problemy związane ze szkołą, więc spk, nie przejmuj się.
Przyciągnął mnie tu tytuł. Klepsydra. WTF? Nie wiedziałam o co chodzi i pomimo braku czasu ciekawość wygrała i tu weszłam i przeczytałam (przymierzałam się do tego kilkakrotnie xD Czytałam tak po kawałku. Najpierw o czym będzie, kawałek prologu, itd xD).
Przejdę do sedna.
Tłumaczenie genialne i tu biję pokłony zarówno tłumaczce, jak i becie ; )
A co do samej treści: oryginalny pomysł w sumie.
Dobra zamknięty w sobie, tajemniczy Edward to w sumie nic nowego, ale każdy ma swój urok, swoją aurę, że tak powiem : D No i ten jest inny. W sumie wychodzi na to, że jest taki bez powodu. A może ma powód, ale nie wie o nim ani jego ojciec, ani brat.
Dziwne.
Muszę przyznać, że z początku myślałam, że koło Emmetta (bo skapłam się, że to jest on przy opisie dołeczków ^^) stoi Jasper. No i już czekałam jak głupia aż tamten też dorzuci jakiś śmieszy tekst a tu Oo Carlisle. A więc kiedy pojawi się Jasper? Alice? Rose? xD Tak, wiem, że jestem upierdliwa : )
Drugą sprawą jest Bella. Tutaj jest inna. W tym ff-ie stanowi tak jakby połączenie Belli-kaleki z Bellą-pewnąsiebiezimnąsuką. Rozumiesz o co mi chodzi, nie? xD
Podoba mi się jej, w sumie, brak zainteresowania Edwardem. To znaczy w sensie seksualnym. Ona się wręcz go bała! I tu przechodzimy do sprawy nr 3! Jak oni się zejdą? Bo nie wierzę, że się nie zejdą. Mogą potem, zginąć, rozejść się, może się skończyć świat, ale w KAŻDYM ff B&E oni się schodzą. Jak to nastąpi tu? Kolejny raz pojawi się chemia, a może całkiem co innego? Porozumienie podczas rozmowy? Kłótnia doprowadzi do czegoś ciekawego? Hm?
Dobra, nie będę się dalej domyślać, nie służy to dobrze mojej głowie -.- xD
Weny, czasu, chęci i motywacji do dalszego tłumaczenia.
Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy.

Pozdrawiam,
Swan

Nie ma to jak moja inteligencja. Nie podpisałam się. Ja się zawsze podpisuję! Kit z tym, że obok widnieje avatar i nick. Nic mnie to nie obchodzi. Ja muszę się podpisać! A tu zapomniałam! A więc edit xD. Dobra, zignoruj te moje bredzenia do siebie -.-


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Swan dnia Nie 22:00, 01 Lis 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
kirke
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 18 Lip 2009
Posty: 1007
Przeczytał: 181 tematów

Pomógł: 57 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: świat pomiędzy Brianem i Justinem

PostWysłany: Pon 20:10, 02 Lis 2009 Powrót do góry

hm, sytuacja bardzo fajnie się rozwija...
Edwarda nazwałabym kimś z socjopatycznymi skłonnościami... poszłabym nawet dalej twierdząc, że jego problemy z dostosowaniem się mogą się brać z zaczątków schizofreni lub załamania nerwowego (raczej lekkiego)... ale to dopiero początek :)

bardzo mi się podobał ten rozdział - tłumaczenie bez zarzutu i beta świetna- czego chcieć więcej ? ja jestem bardzo szczęśliwa z takiego obrotu sprawy :)

do następnego rozdziału :)

pozdrawia
kirke


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
marcia993
Dobry wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 27 Sty 2009
Posty: 645
Przeczytał: 335 tematów

Pomógł: 45 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Sunnydale

PostWysłany: Czw 22:46, 26 Lis 2009 Powrót do góry

Na początku chciałam Was stasznie, ale to strasznie przeprosić za takie opóźnienie. Było ono spowodowane problemami rodzinnymi, kłopotami w szkole i moją chorobą, która uniemożliwliła mi korzytsanie z komputeraz przez ponad tydzień. Obiecuję, że kolejny rozdział pojawi się szybciej, bo jest już przetłumaczony i jutro trafi do mojej kochanej bety. Smile Zapraszam do czytania (i komentowania Very Happy). Smile
PS Jeśli ktośwoli PDFa - zapraszam na CHOMIKA.


***


Beta: Kristenhn love

ROZDZIAŁ 2.

Miałam wywiad z Edwardem Cullenem.
Zdobyłam wywiad z Edwardem – Pieprzonym – Cullenem.
O Boże.
Nie byłam pewna, czy powinnam skakać w radosnym podnieceniu czy wymiotować. Zanim weszłam do księgarni, wbiłam sobie do głowy, że to się nie stanie i uzyskam tylko jedną odpowiedź. Dwie, jeśli dobrze pójdzie. Najwyraźniej wpadłam do garnka ze złotem, znajdującym się na końcu tęczy, i nie miałam pojęcia, jak się tam znalazłam.
Oparłam się o biurko, oddychając, kiedy świadomość tego, co się wydarzyło, pojawiła się, uderzając we mnie z całej siły. Strona internetowa, którą wcześniej wyszukałam, nadal pozostawała zminimalizowana, ale nie potrafiłam się zmusić, aby na nią kliknąć. Nie miałam pojęcia, co mogłabym na niej znaleźć, ale perspektywa mnie przerażała.
Zachowujesz się jak idiotka, skarciłam się, zmuszając do zajęcia miejsca na fotelu. Wyprostowałam się, po czym wzięłam głęboki, wypełniający płuca wdech i odmówiłam wypuszczenia zaczerpniętego powietrza. Dzięki temu jakoś się trzymałam. Po prostu przeczytaj ten cholerny artykuł. Jesteś dziennikarką. Właśnie tym się zajmujesz – zbieraniem informacji.
Powtarzając to niczym mantrę, nacisnęłam na zminimalizowaną – wydawałoby się lata temu – stronę i obserwowałam, gdy ładowała się w ślimaczym tempie, a obrazki robiły to nawet wolniej. Stuknęłam końcówką pióra o powierzchnię, żeby wypełnić ciszę, będąc zbyt wystraszoną, by uczynić cokolwiek innego.
Zanim mogłam odważyć się na coś szalonego, co zmniejszyłoby moje znudzenie, strona w końcu się pokazała i zaczęłam wpatrywać się w pierwszą linijkę, wypuszczając oddech, który wstrzymywałam.

Edward Anthony Cullen, lat trzydzieści pięć, został przyłapany na skandalu narkotykowym w Seattle w sobotni wieczór...

Zdjęcie jakiegoś mężczyzny pojawiło się obok tekstu i szybko opuściłam ten adres, czując równocześnie rozczarowanie i ulgę, iż nie chodziło o tę osobę. Rozczarowanie, bowiem niczego się nie dowiedziałam, a ulgę, dlatego że Edward nie był dealerem.
Edward. Prychnęłam ze wstrętem. Czyżbyśmy mówili sobie po imieniu? On zamienił ze mną zaledwie dwa słowa, a obie krótkie rozmowy, które się między nami odbyły, wiązały się z ranieniem jednego z nas i jego wyśmiewaniem się ze mnie. To rzeczywiście silne fundamenty do zbudowania relacji międzyludzkiej...
Spojrzałam na stronę notatnika, który czasami ze sobą zabierałam, kiedy powierzano mi napisanie artykułów, ponieważ Banner najwyraźniej uważał, że nie poradzę sobie także z wywiadem. Dał mi trzy alternatywne zadania - opisać przekręt w przemyśle dostawczym, kota, zamieszkującego otwór odpływowy i szkolne kafeterie: czy naprawdę są takie pożywne, jak się wszystkim wydaje?
Właśnie do tego zostało zredukowane moje życie. Mimo wszystko istniały też historie o osobach takich jak Edward Cullen – warte każdej minuty pisania, gdyby wyniosły mnie na piedestał.
W moim zeszycie od kilku dni widniały zagadnienia, jakie miałam mu zadać podczas podpisywania książek. Potrafiłabym wpatrywać się w nie w nieskończoność, zastanawiając się, czy okażą się wystarczająco zadowalające. Czytałam jego powieści. Okazał się bardziej elokwentny niż ktokolwiek, kogo słyszałam, więc te pytania wypadały przy nim dosyć blado – płytkie, jednowymiarowe. Nie do końca wiedziałam, o co spytać, ale musiałam coś przygotować. Taka okazja zdarzała się raz w życiu i byłam zdeterminowana, aby optymalnie ją wykorzystać.
- Bello, wyglądasz na wykończoną – skomentowała Angela, pukając delikatnie do drzwi i informując o swojej obecności. Podniosłam wzrok zaskoczona tym, jak wiele energii zużywa tak mały ruch.
- Czuję się dobrze. – Machnęłam nonszalancko ręką. – Jestem tylko troszkę zmęczona.
- Wróć do domu i połóż się spać – rozkazała łagodnie, wyłączając monitor mojego komputera. Zacisnęłam usta, posyłając jej najlepsze z możliwych spojrzeń, chociaż wiedziałam, że nie wygram tym argumentem. Z każda przychodzącą sekundą moja stanowczość powoli się kruszyła.
- Mam... pracę do wykonania – wymamrotałam, przeszukując porozrzucane na biurku papiery, powodując jeszcze większy bałagan niż wcześniej. Zaśmiała się, krzyżując ramiona.
- To może zaczekać.
Pokręciłam głową.
– Nie, nie sądzę.
Angela w końcu chwyciła torbę i płaszcz, praktycznie zakładając mi go na ramiona, kiedy wstałam. Zachwiałam się, próbując złapać równowagę, gdy przeprowadzała mnie przez drzwi.
- Prześpij się. Nic się nie stanie, jeżeli wyjdziesz na kilka godzin.
Zaśmiałam się, ściskając jej rękę.
– Dzięki, Ang. Do zobaczenia jutro.
Poszłam do furgonetki, wcisnęłam pedał gazu i westchnęłam, gdy wydała z siebie głośny warkot.
Mieszkanie było ciemne i zimne, czyli w takim stanie, w jakim je zostawiłam. Podkręciłam ogrzewanie najbardziej jak mogłam, nie narażając przy tym moich rachunków na podwyższenie i zapaliłam światło, wzdychając. Pusto. Jak zawsze.
Automatyczna sekretarka migała czerwonym światełkiem, powiadamiając mnie, że mam cztery nowe wiadomości. Zignorowałam je, pokrótce sprawdzając skrzynkę mailową w poszukiwaniu czegoś interesującego, zanim odgrzałam sobie przygotowane wcześniej spaghetti. Obiad zjadłam przed telewizorem i prawie zaczęłam się śmiać na myśl o tym, jakie to żałosne. Oto ja, dwudziestoczterolatka, w kwiecie wieku, jak niektórzy mawiali, a jestem sama w domu i spożywam podgrzewane danie przeznaczone do konsumpcji podczas oglądania filmów.
Wiedząc, że nie mogę dłużej lekceważyć wiadomości, podeszłam do telefonu, skoczyłam na ladę i spoczywając na niej, machałam nogami, przygotowując się do ataku, który na pewno miał nastąpić.
- Isabello Marie. – Usłyszałam, a następnie sapnęłam, siadając na rękach, żeby powstrzymać się przed naciśnięciem przycisku „usuń”. – Nigdy mnie o niczym nie informujesz. Dlaczego nie powiedziałaś mi, że idziesz na podpisywanie książek przez Edwarda Cullena? Przecież strasznie ciężko się tam dostać. Zadzwoń do mnie i to szybko. Też chcę iść.
Głośny sygnał rozbrzmiał w ciszy i zaczęła odtwarzać się kolejna wiadomość.
- Bello. – To zadziwiające, że jej głos wydawał się jeszcze groźniejszy i bardziej przerażający, nawet gdy nie używała mojego pełnego imienia. – Podpisywanie zaczyna się za godzinę. Odbierz. Telefon.
Skrzywiłam się, wiedząc, że powinnam sprawdzić telefon przed wyjściem. Pamiętam, że słyszałam dzwonienie, ale nigdy nie miałam motywacji, by wstać i na nie odpowiedzieć. Błąd numer jeden.
Następne dwa nagrania zawierały półtora minuty śmiertelnych gróźb wysłanych w moją stronę, wliczając w nie spuszczenie ze smyczy groźnych psów, jeśli nie zabiorę mojej przyjaciółki ze sobą. Dałam sobie mentalnego klapsa, a następnie wykręciłam jej numer, odkładając słuchawkę dwa razy, nim chwyciłam byka za rogi i poczekałam, aż odbierze.
- Spójrzmy, kto zdecydował się zadzwonić. – Tak wyglądała sarkastyczna odpowiedź, którą otrzymałam. – Panna „nie mam zamiaru odebrać telefonu od mojej najlepszej przyjaciółki, bo spędzam cudowny czas z niezwykle sławnym, bardzo atrakcyjnym autorem bestsellerów”.
- Alice - westchnęłam. – Przepraszam, ale proszę, nie teraz.
- Nie licz na to – zadrwiła. – Już zbyt wiele razy ci odpuszczałam.
Zaśmiałam się gorzko, pozwalając jej rozprawiać o tym przez kilka minut, po czym odetchnęła, sygnalizując, iż skończyła.
- No dobra – powiedziała, brzmiąc trochę lepiej niż na początku naszej rozmowy. – Dlaczego jesteś w takim podłym nastroju?
Nie byłam przekonana, czy naprawdę ją to interesuje.
– Nie wiem, jak mam się zabrać do tego wywiadu z Edwardem. – Znowu użyłam jego imienia.
- Przeprowadzasz wywiad z Edwardem Cullenem? – zapiszczała, a ja zgromiłam się, że nie wspomniałam o tym wcześniej.
- Tak – oświadczyłam, okręcając kabel telefoniczny na palcu i pozwalając mu co chwilę odskakiwać na swoje miejsce. – Cóż, tak jakby.
Wiedziałam, że to przykuło jej uwagę.
– Tak jakby? – zapytała. – To raczej nie jest coś, czego jest się niepewnym.
Jęknęłam.
– Wiem – odparłam niewiarygodnie mazgajowato. – Ale to wyjątek.
Alice milczała, kiedy ja próbowałam zebrać myśli. Wreszcie odkaszlnęła, wyraźnie skłaniając mnie do dalszych wyjaśnień.
- Chodzi o to, że Edward i ja nigdy tak naprawdę nie rozmawialiśmy o wywiadzie.
Nie wydawała się tym speszona.
– A normalnie nie załatwiasz ich z agentami?
- Tak – odpowiedziałam, stąpając po cienkim lodzie. Nie wiedziałam, jak jej to wyjaśnić, aby nie wyjść na okrutną, manipulującą osobę, która oszukuje go dla własnych korzyści. Co właśnie robiłam. – Ale w tym przypadku nie omawiałam tego z agentem, tylko z jego ojcem i bratem.
- A co Edward o tym myśli? – spytała. – Bo wiesz, on bardzo rzadko zgadza się na spotkania z dziennikarzami albo na jakiekolwiek występy. Jakoś nie mogę go sobie wyobrazić szczególnego podekscytowanego z tego powodu.
- To właśnie kolejna sprawa – wymamrotałam. – Nie sądzę, żeby o tym wiedział. Wydaje mi się, że po prostu pójdę tam i będę improwizować.
- To na pewno zostanie dobrze przyjęte – rzekła z przekąsem. – Mężczyzna, który gardzi każdym rodzajem publicznej interwencji i oto zjawiasz się ty ze swoją niespodzianką.
- Zrobię wszystko, by mieć za co płacić rachunki – mruknęłam. – Boję się tylko, że będzie strasznie wkurzony. Niczego o nim nie wiem, więc co, jeżeli okaże się agresywnym typkiem? Wiesz, jacy potrafią być ci kreatywni faceci...
Alice zaśmiała się po raz pierwszy od początku rozmowy.
– Wątpię, żeby zamknął cię w ciemnej piwnicy, Bello. Nic ci się nie stanie. Musisz być wytrwała. Nie poddawaj się. Zdobądź odpowiedzi.
Westchnęłam.
- Zdajesz sobie sprawę z kim rozmawiasz, prawda?
Zachichotała.
– Możesz to zrobić. Twoja praca wisi teraz na włosku, więc albo poprawisz swoją sytuację, albo ją spieprzysz. Chcesz tego?
- Oczywiście, że nie – odparłam mocno. Mogłam praktycznie usłyszeć dumę w jej głosie, kiedy się odezwała.
- Moja dziewczynka.
Rozmawiałyśmy jeszcze przez chwilę o błahych sprawach, zanim się rozłączyłyśmy, a ja natychmiast powróciłam do swoich pytań - do deski kreślarskiej, jak zwykło się mówić. Zapisałam istotę każdego, po czym wyrwałam tę kartkę, zdejmując skuwkę z pióra i przyciskając je do pierwszej linijki.
W mniej niż godzinę przygotowałam sobie trzy, dobrze sformułowane pytania, z których się przynajmniej ucieszyłam. Zasługiwały na to, aby zostać zadane Edwardowi Cullenowi i wiedziałam, że w przyszłym tygodniu będę gotowa.
Muszę być.

***

Stanęłam przed biurem, na którego drzwiach wisiała tabliczka z wygrawerowanym nazwiskiem Emmetta Cullena. Nie byłam pewna, czego chciałam się tam dowiedzieć, ale wiedziałam, że powinnam zadać mu parę pytań. To prawie jak warunek wstępny do tego wywiadu. Musiałam zdobyć chociaż kilka ogólnym informacji o Edwardzie i wydawało mi się, że to jedyne miejsce, w którym miałam szansę je otrzymać.
- Wejdź – krzyknął piorunujący głos, więc śmiało tam wkroczyłam. Spojrzał na mnie, podnosząc wzrok z czegoś, w co się wpatrywał i uśmiechnął się.
- Panna Swan! Proszę usiąść – zaoferował, wstając. Odwzajemniłam niepewnie uśmiech, zajmując miejsce na skraju dużego krzesła stojącego przy biurku. – Co mogę dla pani zrobić?
Rozejrzałam się dookoła, mając nadzieję, że nie jestem zbyt wścibska. Zdawałam sobie sprawę, że właśnie przekraczałam granicę między dziennikarzem, a osobą udzielającą wywiadu.
- Szukałam jakichś wiadomości do mojego jutrzejszego wywiadu – zaczęłam delikatnie – i nie udało mi się zaleźć ich zbyt wiele.
- Och – odparł Emmett, jakby wiedział, do czego zmierzam, jednak nie dał tego po sobie poznać. – Proszę, kontynuuj.
- Ja… - Wzięłam głęboki wdech. – Miałam nadzieję, że mógłbyś mi udzielić trochę informacji. Jakąś ogólnikową wiedzę.
Emmet przetarł twarz rękoma, a kiedy je od niej odsunął, każdy włos sterczał w innym kierunku. Na jego twarzy wymalował się ból i surowość, co mnie zaskoczyło.
- Panno Swan...
- Bello – przerwałam. Zachowałam się nieco swobodnie.
- Bello, Edward jest niezwykle skomplikowaną osobą – zaczął, brzmiąc jakby omawiał projekt na Targu Naukowym albo coś stworzonego w Laboratorium Biologicznym. – Nigdy nie zachowywał się jak normalne dziecko. Zawsze myślał bardzo trzeźwo i logicznie, nie spędzał ze mą zbyt dużo czasu. To nie w jego typie.
Pochyliłam się do przodu, opierając łokcie na kolanach.
– A miał ku temu powód?
- Nie jestem psychologiem – zakpił – więc nie wiem. – Odmówił też pójścia do niego, kiedy Carlisle zasugerował, iż może jest to dobry pomysł. Esme też się na to nie zgodziła.
- Twoja...
- Matka.
Przytaknęłam, mimo iż nie miałam pewności, że go dobrze zrozumiałam.
– I od tamtego czasu się nie zmienił. – Zdecydowałam, że nie wrócę do tego i spróbuję pojąć, co powiedział o jego dzieciństwie. Posuwanie się do przodu wydawało się moją jedyną opcją.
- Nie. A zaraz po tym, jak wyjechał do college’u, przestał z nami rozmawiać.
Moje oczy się rozszerzyły i poczułam, że na czole pojawiła mi się mała zmarszczka, kiedy stałam się jeszcze bardziej zdezorientowana.
– Przestał rozmawiać?
- Na jakiś czas – odpowiedział. – Nie wiedzieliśmy, czy skończył szkołę, nie mówiąc już o tym, czy w ogóle w niej został. Czy z kimś się spotykał, gdzie przebywał. Nie wiedzieliśmy.
- Ale oczywiście teraz z nim rozmawiacie – zauważyłam.
- On rozmawia tylko z Carlislem – wyjaśnił Emmett, a jego spokojny wyraz twarzy wydawał się wymuszony. – Raz na jakiś czas mamrocze do mnie kilka słów, ale ciężko go do tego zmusić.
- A z waszą mamą? – zapytałam. Od początku brałam za pewnik, że Edward był tajemniczy i samotniczy, ale to nie mogło oznaczać, że...
- Nie zamienił z nią ani słowa przez siedem lat.
Pochyliłam się na krześle jeszcze bardziej do przodu.
– Ale... dlaczego?
- Nie mamy pojęcia. Próbowałem się z nim porozumieć. – Coś w sposobie jego mówienia pozwoliło mi stwierdzić, że robił nie tylko to, ale nie drążyłam tego tematu. – Ale to nic nie dało. Tak jakby został wszystkiego pozbawiony. Jest świadomy tego, jak bardzo ją rani, ale nie obchodzi go to.
Zaczęłam obgryzać paznokieć, znacznie bardziej zagubiona niż wcześniej.
- Przykro mi, że nie mogę ci bardziej pomóc – odparł, wyglądając na naprawdę współczującego. – Ale mam nadzieję, że uda ci się coś z niego wyciągnąć. On ma dobre serce, Bello. Musi je po prostu znaleźć.
- Czyniąc przy tym moją pracę niezmiernie trudną - powiedziałam w końcu, przerywając krótką ciszę. Emmett zaśmiał się,
- Mogę to sobie tylko wyobrazić.
Wpatrywałam się w duży stos papierów na biurku Emmetta i wstałam, przepraszając.
– Dziękuję za poświęcenie mi czasu – odrzekłam. – Zrobię, co w mojej mocy.
Gdy tylko zeszłam ze schodów, dotarło do mnie, jak trudne zadanie na mnie czeka. Jeśli Edward nie rozmawiał o swoim życiu z własną matką, osobą, która wydała go na świat, dlaczego miałby ujawniać mi każdą ukrytą tajemnicę i pozwalać mi się w nią zagłębiać i badać, skoro mnie nie zna?
Odpowiedź? Nie zrobiłby tego. Nie było mowy, aby stało się inaczej.
Następny dzień mijał bardzo wolno i przyłapałam się na obawianiu się wywiadu. Gdy opuściłam księgarnię, myśl, że Edward bał się publicznych wystąpień, wydawała się być w porządku. Może miał fobię przed przebywaniem w większych grupach ludzi. Jednak świadomość, że ledwie odzywał się do własnej rodziny spowodowała, że czułam się, jakbym wtrącała się w coś bardziej osobistego niż mi się pierwotnie wydawało.
Wcześniej spędziłam godzinę, siedząc w rogu kawiarni z widokiem na Pike Place Market i ocean. Wyjątkowo słoneczny dzień w Seattle dał mi nadzieję. Może zmiana pogody to znak, że mój wywiad przebiegnie bezbłędnie, a Edward, jak za dotknięciem magicznej różdżki, stanie się otwartą księgą i da mi każdą odpowiedź, której będę chciała.
- Tylko w snach – wymamrotałam pod nosem, wstając, a pisk mojej nogi ocierającej się o podłogę przyprawił mnie o gęsią skórkę. Bicie mego serca przyspieszyło i ciaśniej objęłam zeszyt, który trzymałam w rękach, a stopy poprowadziły mnie w dół chodnika.
Wymknęłam się licznym sprzedawcom, ignorując zapach jedzenia, sprawiającego, że ciekła mi ślinka, i szczekanie psów, kiedy przechodziłam wokół ich przydługich smyczy, próbując się o nie nie potknąć. Pokazanie się Edwardowi z odartymi kolanami i krwawiącymi dłońmi raczej nie byłoby czymś dobrym.
Zerknęłam na kartkę z adresem, którą wręczył mi Emmett i chwilowa myśl o tym, co by się stało, gdyby jego brat się mnie nie spodziewał, minęła. Dziecinnie skrzyżowałam palce za plecami, podczas gdy jechałam windą na górę budynku, zatrzymując się przed drzwiami. Mosiężna liczba sześćset dwadzieścia wisiała na nich, a ja zapukałam w drewno, przygryzając wargę.
Mogę to zrobić.
- Co? – rozległ się głos ze środka, sprawiając, że podskoczyłam. Zatrzymałam się przed bliższym podejściem, rozważając to, co powinnam powiedzieć.
- Uch, pan Cullen?
Spotkałam się z ciszą, a dźwięk ryczącej wewnątrz muzyki to wszystko, co docierało do moich uszu. Nie odezwał się ponownie.
- Nazywam się Isabella Swan. – Skuliłam się, wypowiadając swoje pełne imię, ale tak było profesjonalnie. – Miałam przeprowadzić dzisiaj z panem wywiad?
Drzwi gwałtownie się otworzyły, gdy wypowiadałam to zdanie i stanął w nich zdezorientowany, ale również zdenerwowany, mężczyzna.
- Co?
Zaczęłam się zastanawiać, czy zna jeszcze jakieś inne słowa.
– Twój... Emmett Cullen powiedział mi, żebym dzisiaj przyszła o tej porze pod ten adres.
Taktownie nie użyłam słowa „brat”, na wypadek, gdyby stał się jeszcze bardziej wyprowadzony z równowagi.
- Emmett Cullen? – zadrwił, piorunując mnie zwężonymi oczami. Przytaknęłam, zerkając na skrawek papieru.
- Musiałam dostać zły adres – skłamałam. – Przepraszam, pójdę już.
- Och, nie – odparł z udawanym przerażeniem, a jego twarz wykrzywiła się w uśmieszku. – Nie chcielibyśmy zrujnować twojego wywiadu, prawda?
Uniosłam brew w retorycznym pytaniu, czekając na kolejny ruch.
- Proszę, wejdź.
Nie przegapiłam jego protekcjonalnego tonu, kiedy przeszłam za nim do pokoju, a szybkie rozejrzenie się dookoła sprawiło, że moje serce drgnęło, oczy mi się poszerzyły, a na policzek wstąpił rumieniec. Emmett przysłał mnie do jego domu. Nic dziwnego, że się wkurzył.
- Ponieważ przerwałaś moje pisanie, musisz zaczekać. Usiądź. Wrócę.
Zauważyłam, że nie powiedział mi, kiedy to nastąpi i zniknął w pokoju, z którego dobiegała muzyka, zatrzaskując za sobą drzwi. Usiadłam niekomfortowo na długiej, skórzanej kanapie, zaskoczona czystością pokoju. Ściany pokryto półkami z książkami, a wszędzie znajdowały się płyty. Fortepian stał dumnie w rogu, a tym, co najbardziej mnie zdziwiło, były porozklejane po całej powierzchni samoprzylepne karteczki z notatkami. Jedna wisiała na ścianie nad włącznikiem światła, kolejna na wielkim oknie z widokiem na śródmiejskie Seattle i wodę.
Muzyka się zmieniła, z dudniącego rocka przeistoczyła się w łagodniejszą, klasyczną melodię. Rozpoznałam ją jako Mozarta i natychmiast stałam się ciekawa. Zapach dymu był silny, a czasami mogłam usłyszeć uderzanie jego palców o klucze. Ciągle zastanawiałam się, co to powodowało, ale jak po tym długim rozważaniu mój umysł stał się zamglony, Edward się pojawił.
Jego ubranie śmierdziało dymem, a on wsadził ołówek za ucho, siadając na fotelu po mojej lewej stronie.
- Dobrze, panno Swan – powiedział w jawnej pogardzie. – Powiedz, co chciałabyś wiedzieć? Wtargnęłaś już do mojego domu, więc sądzę, że odpowiedzenie na kilka pytań nie będzie niczym wielkim.
Westchnęłam, przeczesując ręką włosy, które tak bardzo próbowałam wyprostować dzisiejszego ranka i otworzyłam notatnik z pytaniami. Ślady, gdzie wymazałam kilka starych, były widoczne i zmrużyłam oczy, mając nadzieję, że dam radę je odczytać.
- Nie mam całego dnia – warknął. – W przeciwieństwie do mojego nierozważnego brata, który, zamiast zajmować się swoją pracą, najwyraźniej spędza cały swój czas na zapraszaniu dziwnych gości do domów innych ludzi, mam parę rzeczy do zrobienia.
Wiedział, że to mnie zabolało, bo zobaczyłam wkradający się na jego twarz uśmieszek, a oczy śmiały się ze mnie. Drwiły. Czekały, aż się odezwę i zacznę denerwować, jak z całą pewnością robiło w jego towarzystwie wiele osób.
To zamierzało być jak wyrywanie zębów. Absolutny koszmar.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez marcia993 dnia Pią 23:26, 27 Lis 2009, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
chochlica1
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 25 Sie 2009
Posty: 140
Przeczytał: 9 tematów

Pomógł: 7 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Czw 22:50, 26 Lis 2009 Powrót do góry

No... rozdział był... absolutnie świetny.

Postać Edwarda jest tak tajemnicza i przyciągająca, że aż mnie samą to dziwi! I jeszcze to, co mówił o nim Emmett... Po Edwardzie spodziewałabym się wszystkiego, więc nie chcę wyrokować. W tym przypadku raczej nie powinnam, czyż nie? W końcu to Edward.
I nie Martuś, wybacz mi, on jest moją lepszą wersją, dokładnie tak ;D

Co do Belli... Jest nieco zagubiona, wystraszona, ale zdeterminowana i wiem, że da sobie radę, bo pewne sytuacje zmuszają do kroków drastycznych. Nie powinna się ich bać. Co ma do stracenia? No cóż. Kto nie próbuje, ten nie ma. A że Cullen w ogóle otworzył jej drzwi... Ja spodziewałam się czegoś innego. Nie wiem, że ją wywali? Albo przetrzyma tam całą noc i będzie badał jej cierpliwość?

No i co stanie się z jej pytaniami. Ciekawe czy Bells w ogóle je zada, a może na poczekaniu ją olśni? Ma do czynienia z wariatem, logicznym, inteligentnym wariatem. Ja bym improwizowała ^^ Ale jak było już mówione, to dzielna dziewczynka Wink

Mimo to po prostu nie mogę się doczekać tego, co będzie dalej... Po prostu mnie skręca. Edward mi zawrócił w głowie. Wyrachowany sukinsyn. Lubimy najbardziej, co? Twisted Evil

Dobra, to był żart.
O. Brawa dla bety. Wyłapałam jeden niepoprawnie brzmiący wyraz i tylko kilka przecinków. W sumie to spisała się rewelacyjnie, więc brawa :D
No i dla Ciebie Martuś, tłumaczenie mistrzostwo ;D

Kocham i czekam na następne rozdziały, rzucając klątwy na wszystkich i wszystkie zabieracze czasu <3 :D


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez chochlica1 dnia Czw 23:11, 26 Lis 2009, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
Ewelina
Zły wampir



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 20 Mar 2009
Posty: 386
Przeczytał: 124 tematy

Pomógł: 35 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: Poznań

PostWysłany: Czw 23:59, 26 Lis 2009 Powrót do góry

Lubię złośliwych Edwardów. I lubię, kiedy Bella ma przechlane, bo to oznacza, że będzie mocno, pikantnie i emocjonująco. Po samym prologu wiedziałam, że to opowiadanie będzie bardzo dobre. I mam nadzieję, że kolejny rozdział będzie...obfity w szczegóły ich rozmowy.
Marta, świetnie tłumaczysz, zresztą co Ci będę mówić, kobieto:)
Buziaki.


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
yeans-girl
Wilkołak



Kto mieszka za ścianą?
Dołączył: 09 Maj 2009
Posty: 217
Przeczytał: 8 tematów

Pomógł: 11 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: z objęć Edwarda / Królewskie Wolne Miasto Sanok

PostWysłany: Pią 9:14, 27 Lis 2009 Powrót do góry

Wreszcie się doczekałam.

W jednym, krótkim rozdziale Edward zdążył enerwowac mnie już kilkakrotnie. Jednak czuję, że ma swoje powody aby byc oschły. Nie odzywac się do swojej matki i brata? To już lekka przesada. Edward jaki jest taki jest, ale zaintrygował mnie już w pierwszym rozdziale i to mocno. Jakby to nie był ff tylko zwykł książka miałabym mieszane uczucia co do tego czy on jeszcze będzie z Bellą, ale teraz to chyba oczywiste, prawda? Pozostaje tylko pytanie jak to się stanie.

Bella, jak na reporterkę, jest za bardzo bojca moim zdaniem. Powinna umiec wszędzie sie wkręcic i ze wszystkimi porozmawiac, ale taka nie jest. Oschłośc Edwarda jeszcze bardziej ją zdołowała. Mam nadzieję, że jakoś się z tego wykaraska i bez ośmieszenia się przejdzie przez ten wywiad i co najważniejsze uda jej się złagodzic i pomóc otworzyc się Cullenowi.

Korci mnie żeby sięgnac po oryginał, ale będę się temu opierac ze wszystkich sił, bo tłumaczenie jest naprawdę cudowne. Nie będę ci wypisywac błędów, bo nawet nie wiem czy jakieś są. Dla mnie liczy się tylko tresc.

Z ogromną niecierpliwością czekam na kolejny rozdział. Życzę dużo ochoty, weny i czasu do tłumaczenia.

Pozdrawiam,
yeans-girl


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
 
 
Regulamin
| Wiadomości sportowe | Gry online | Imprezy | Śmieszne filmy |