FAQ  •  Szukaj  •  Użytkownicy  •  Grupy •  Galerie   •  Rejestracja  •  Profil  •  Zaloguj się, by sprawdzić wiadomości  •  Zaloguj
 
 
 miniPernix. 16. Z pąkami róż odeszła... 22.02 Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu
Autor Wiadomość
Pernix
Moderator



Dołączył: 23 Mar 2009
Posty: 1991
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 208 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z alkowy Lucyfera

PostWysłany: Pią 19:44, 12 Lis 2010 Powrót do góry

Prawdziwa napisał:


1. Zauważyłam to, ze podkreśliłaś w nim tę mniej znaną nam część jego osobowości. Nawet na wstępie pokazalaś, ze ten facet ma więcej do powiedzenia, niż tylko aluzje dotyczące seksu i cierpkie dowcipy.

2. Sam początek był bardzo głęboki, wydobyłaś go z jego własnej "śmiechowej" skorupki.

3. No, to rozwinęła nam się trochę dyskusja, na temat tej miniatury Laughing


1. Cieszę się bardzo! :)
2. Mówisz o tym wstępie, którego nie dałam w konkursie? Jeśli tak, to cieszy mnie to jeszcze bardziej!
3. O to chodzi, prawda? Brakowałam mi interakcji z czytelnikiem, dlatego cieszę się, że odpowiedziałam. Z reguły piszący nie odzywa się w komentarzach, żeby sobie nie podnosić licznika komentarzy, a śledzić rzeczywiste zainteresowanie swoimi pracami, ale czasem dobrze jest coś wyjaśnić, o coś czytelników zapytać.
Dzięki za odpowiedź! :*


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pernix dnia Pią 19:45, 12 Lis 2010, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
dotviline
Wilkołak



Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 161
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 28 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Pią 20:01, 12 Lis 2010 Powrót do góry

Zgadzam się, podeszli do sprawy poważnie. Tylko, że coś mi zgrzytnęło... Sama nie wiem, co to do końca jest. Po prostu wydaje mi się, że na początku nikt z nich nie wierzył w sens wyprawy do Spring City. Może po prostu w moim odczuciu nie było jakiegoś typowego nerwowego podniecenia, które zazwyczaj towarzyszy osobom szukającym czegoś. Jak się głębiej zastanowić, to Twoja odpowiedź wyjaśnia wszystko. Tyle że jak dla mnie w tekście nie dało się tego tak łatwo zauważyć. Może Twój opis pokazał ich odczucia zbyt płytko? Albo ja po prostu jestem za wybredna... ;p
Raczej to drugie Wink

Mini Angels czytałam Wink
A co do Twojego Lykosia... Niestety jakoś nie mogę się do niego zabrać. Muszę się za niego wziąć i za RS. Ale na razie nie mam na to weny... ;/

Mam nadzieję, że rozjaśniłam Ci choć trochę moje pogmatwane myślenie... :D

Ciao :*


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
Pernix
Moderator



Dołączył: 23 Mar 2009
Posty: 1991
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 208 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z alkowy Lucyfera

PostWysłany: Pią 20:11, 12 Lis 2010 Powrót do góry

Rozumiem, wiesz, ja stawiam na to, że może nie tyle płytko ( Twisted Evil ) co powierzchownie to nakreśliłam, bo jednak musiałam się streszczać w limicie i nie to było dla mnie najważniejsze. :)

No w sumie, z Lykosem nie ma się co spieszyć. Im więcej do czytania naraz, tym lepiej. A skoro weny na czytanie o wilczkach nie ma, to lepiej się wstrzymać, co byś nie była rozczarowana Promykowym pisaniem!

PS Podeślij mi coś swojego, pisałaś na twitterze, że piszesz... "Nie czytałam" Cię jeszcze. :)


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
variety
Wilkołak



Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 143
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 32 razy
Ostrzeżeń: 2/3
Skąd: Tarnów

PostWysłany: Sob 16:24, 13 Lis 2010 Powrót do góry

Przeczytałam Gwóźdź do trumny i jestem w ekstazie(by the way, niewiele kto potrafi mnie zmobilizować do czytania(a nie tylko pisania)na forum).{czy to jest dobre miejsce na koment do tej miniatury, wiem że powstała już kolejna, więc pewnie nie, ale za cholere nie wiem gdzie mam coś napisać-wybaczcie zielona jestem}. Cudny tekst, swoją drogą napisany w takim stylu mógłby dotyczyć kiszenia ogórków i też bym połknęłaWink Było tu wszytko, emocje, kuszenie, osławiona decyzja...kto nie przeżywał tego rodzaju dylematów niech pierwszy rzuci kamieniem[choćby w variety]. No samo zycie-człowiek jako istota zmysłowa, rozdzierana swoim własnym libido, jak czuły odbiornik wyłapująca najdelikatniejsze sygnały płynące z różnorodnych interesująccyh rozgłośni(a ta konkretna antenę miała że hej!)...ech. Pisz Pernix, olej wszystkie "proper jobs" i pisz!!! Dobra, spadam. Przeczytam jeszcze raz!


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
Pernix
Moderator



Dołączył: 23 Mar 2009
Posty: 1991
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 208 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z alkowy Lucyfera

PostWysłany: Nie 13:14, 09 Sty 2011 Powrót do góry

Dodam moją mini z przedostatniego pojedynku, ostatnią zostawię na później, bo muszę jeszcze nanieść korektę, a dziś wyjątkowo mi się nie chce po sprawdzaniu tylu tekstów.

Jeśli ktoś jeszcze nie czytał, to zapraszam, ale ostrzegam, że są lemonki, więc plus 18



Zapach pościeli




Czerwona jak morze krwi satyna, rozpostarta na moim-jego łóżku...


Czekam, ma zjawić się lada chwila, a ja, siedząc na brązowym, cholernie wygodnym wypoczynku, przekładam nogę na nogę. Nie mogę się zdecydować: lewa na prawej, prawa na lewej? Czy to ma znaczenie? Mam wrażenie, że lepiej prezentuje się moja lewa łydka... Na szczęście nie muszę długo rozważać symetrii swojego ciała.
W końcu dzwoni do drzwi. Ma klucze, ale zawsze dzwoni. Chyba lubi ten moment, kiedy otwieram je i zapraszam go do środka, bo on czuje się tu trochę jak gość.
Spogląda na mnie zmysłowo, jest głodny. Widzę w jego oczach czyste pożądanie. Przekracza próg, upuszcza swoją biznesową walizkę i otwiera ramiona, w które z rozkoszą się zatapiam. Czuję jego podniecenie, jego członek ociera się o delikatny materiał mojego szlafroka. Tak szybko staje mu tylko dla mnie – wiem to. Nie mówi żadnego słowa, tylko prowadzi za rękę w stronę sypialni. Rzuca na zimną satynę, rozsuwa poły szlafroka, a jego oczom ukazują się nogi odziane w cienkie, czarne pończochy zamocowane na pasie. Patrzy w górę i widzi opakowanie z prześwitujących koronek – jego ulubione. Uwielbia patrzeć przez materiał na moje brodawki, to go kręci, a ja jestem tego świadoma i wykorzystuję zdobytą wiedzę. Zatapia twarz w moim biuście, całuje, zadziera materiał, by wziąć sutek w spragnione usta. Ciągnie, wydłuża go i zagryza. Sprawia mi tym rozkoszny ból – wie, że lubię przekraczać granice, balansować na równi pochyłej. Ból za przyjemność. Łza za jęk szczytowania.
To samo robi z drugim sutkiem, bo przecież on nie może zostać w biustonoszu, niedopieszczony i schowany. Nie bawi się w wyrafinowaną grę wstępną, tylko kąsa moje ciało, zostawiając ślady ostrych zębów, a potem odpina rozporek czarnych, szykownych spodni, uwalnia się z koszmarnie drogich bokserek Calvina Kleina – luksusowa bielizna to jego fetysz, mnie też kupuje przesadnie kosztowne szmatki – odsuwa na bok materiał moich stringów i wdziera się do ciepłego środka. Napiera mocno, mości się niczym niezdecydowany ptak w za wygodnym gnieździe. Patrzy mi w oczy, jego wzrok przeszywa mnie na wskroś. Wiem, że oczekuje, bym dla niego doszła pierwsza. To, że chce słyszeć moje jęki, podnieca mnie jeszcze bardziej. Nie mogę długo walczyć ze swoim ciałem. Stęskniona przez poniedziałek, rozdrażniona przez wtorek, wkurwiona przez środę, spragniona przez czwartek, niecierpliwa przez piątek i czekająca na niego przez ten kawałek soboty, gdy musiał dojechać do mojego-jego mieszkania, zaciskam się mocniej wokół niego. Czuję gorąco, czuję zbliżającą się eksplozję prądów i dreszczy.

- Powiedz to - mówi niskim głosem.
- Eedwaaard - jęczę. - Edward, Eeedwaaard! - Wiem, że to go kręci.
Właśnie gdy wypowiadam po raz trzeci jego imię, dochodzi we mnie. Jego ego znów zostało dopieszczone i połechtane. Kładzie się na mnie, dysząc, po chwili muska policzek i wyjmuje penisa, uważając, by nie zsunąć gumki. W pościeli czuję mojego mężczyznę.


Stojąc przed wielkim oknem, z którego roztaczał się widok na panoramę miasta, przypominałam sobie jedno z naszych pierwszych spotkań w tym apartamencie. Jak ja się wtedy cieszyłam, że kupił dla nas wspólne lokum. Mieszkałam z nieznośną, fanatycznie religijną ciotką, która była święcie przekonana, że „trzymam swój wianuszek dla tego jedynego kawalera”, dlatego zapraszanie go do siebie było wykluczone. Po niezliczonych nocach w hotelu wreszcie mogłam poczuć się jak jego kobieta, a nie przelotny romans czy jednorazowa przygoda. A teraz byłam tu nadal, tylko że już bez niego. Rozsiadłam się wygodnie na kanapie. Na szklanej ławie postawiłam butelkę Cabernet Merlot, jego ulubione, i jeden kieliszek. Nogi położyłam na grubej poduszce. Mimo że naciągnęłam na stopy ciepłe, wełniane skarpetki, dodatkowo otuliłam się kocem. Marzłam, chociaż centralne ogrzewanie było ustawione na dwadzieścia dwa stopnie, a na dworze panowała plusowa temperatura.
Zmierzchało, ta pora dnia okazała się najgorsza, nie miałam, czym odegnać myśli. Czekał mnie samotny wieczór, kolejny, z pewnością nie ostatni. Do odtwarzacza DVD włożyłam wcześniej płytę, którą nagraliśmy na jego życzenie. Miał kopię i trzymał ją bodajże w swoim biurze, żeby Ona nie miała szans znaleźć dowodów na nasz związek.
Bardzo się pilnowaliśmy, ale sądzę, że jego żona musiała być albo głupia, albo wyrafinowana. Może wolała przymykać oczy, nie widzieć prawdy? Rozwód, nawet jeśli zgarnęłaby połowę majątku, nie był jej po drodze. Bała się pewnie stracić wpływy, zrezygnować z blichtru, w którym lubiła się pławić...
Nie było sensu walczyć ze wspomnieniami, ale ja na przekór nacisnęłam „play”. Od dawna uważałam się za masochistkę – patrzenie na nas, razem, bolało, ale też przenosiło w świat mojego własnego szczęścia. Któż nie chciałby chwilę pocierpieć, by przypomnieć sobie najlepsze chwile w swoim życiu? A najlepiej było mi właśnie w jego objęciach...


Czarny jedwab, z wzorem wijących się srebrnych kwiatów....


Siedzę na nim nim okrakiem, on leży w poprzek łóżka, by kamera dobrze objęła nasze ciała. Mam na sobie czerwony gorset zapinany na niezliczoną ilość haftek i delikatne, głęboko wycięte figi pasujące kolorystycznie do góry. Włosy zebrane w wysoki kok odsłaniają twarz pełną emocji. Pragnę go, będę go ujeżdżać, aż zacznie jęczeć, błagając o jeszcze, kiedy na chwilę się zatrzymam - to mówi moja, teraz nieco obca dla mnie twarz. Przesuwam długimi paznokciami pomalowanymi soczystym jak truskawka lakierem po jego piersi, co wywołuje gęsią skórkę na tym twardym, mocnym ciele. Bawię się nim, drażniąc męskość przez materiał bokserek i cienką koronkę majtek. On próbuje odpiąć gorset, by uwolnić moje piersi. Faceci uwielbiają trzymać cycki w rękach, jak najczęściej, jak najdłużej. Edward nie jest wyjątkiem. Nie może sobie poradzić, co sprawia, że się śmieję. Nagle zrzuca mnie i idzie do łazienki, a ja nadal uśmiecham się pod nosem oraz zagryzam dolną wargę, gdy widzę, jak wraca z nożyczkami i z pełną determinacją wdrapuje się na łóżko, po czym rozcina wiązanie z przodu, z wielkim zadowoleniem odrywając materiał. Następnie przykrywa rękoma swoje skarby, ściska je, ugniata. Odsuwam go na bok. „Nie dziś, kochany” - można wyczytać z mojego spojrzenia. To ja dominuję, to ja narzucam warunki, jak będziemy się pieprzyć, a mam ochotę go mocno wykorzystać. Lubi, gdy przejmuję inicjatywę, ale zawsze musi zachować dla siebie, dla swojej próżności, odrobinę władzy. Demonstruje to poprzez zerwanie moich fig, co nieco kłuje mnie w tyłek. Odwdzięczam się tym samym, chwytam porzucone przez niego nożyczki i z przyjemnością rozcinam jego luksusowe gacie. W końcu żona kupi mu nowe – gorzka refleksja uderza obuchem w podświadomość, bo to ja wolałabym uzupełniać jego garderobę po stratach wywołanych naszym dzikim seksem. Wyrzucam nieprzyjemną myśl z głowy. Chce mieć wideo do trzepania konia? Dam mu pokaz, którego nie uraczy w żadnym pornosie! Sięgam po niego. Idealnie układa się w moich rękach, jest ciepły. Uwielbiam jego penisa, a jeszcze bardziej uwielbiam, jak rośnie dla mnie. Nachylam się, by wziąć go do ust. O, tak, mój miły, teraz będę go ssała, a ty będziesz się opanowywał, żeby nie trysnąć w moich ustach. Smakuje dobrze tak, jak powinien. Oblizuję dokładnie główkę, a potem znaczę językiem na całej długości mokry ślad. Biorę go w pełni do ust, dociskam tyle, ile mogę, przytrzymuję i po chwili uwalniam. On jęczy, to jęk-prośba o to, żebym kontynuowała. Znów powtarzam delikatne podchody, drażnię się z nim, a potem pieprzę go w moich ustach tak, że odbiera mu dech w piersiach. Sapie, stęka, jest jak bezbronny chłopczyk, zabawka, którą steruję. Przerywam pieszczotę i powracam do jego ust, wsuwam delikatnie język między rozchylone wargi, powoli eksploruję znajome wnętrze, a następnie przygryzam jego dolną wargę, do krwi, a on wydaje z siebie zduszone warknięcie. Nachylam się nad nim, by sięgnąć z nocnej półki gumkę, w tym momencie Pan Duże Ego wykorzystuje chwilę i chwyta moją pierś w usta, ssie. Odsuwam się i uderzam go lekko w twarz, kręcąc z dezaprobatą głową:
- Nie tym razem, kotku – szepczę. Ledwo można mnie usłyszeć.
Zakładam prezerwatywę i powolutku plasuję się na jego stręczącym członku. Ocieranie o ścianki pochwy wywołuje przyjemne dreszcze. Wysuwam go, by powtórzyć tę czynność, która sprawia mi przyjemność, a następnie delikatnie unoszę się w górę i w dół. Edward drażni kciukiem moją łechtaczkę. Wspaniałomyślnie mu na to pozwalam, szukając odpowiedniego tempa. Miarowo doprowadzam nas niemal na szczyt pobudzenia, po czym przyspieszam. Metalowe łóżko skrzypi, zagłuszając na wideo pojękiwanie Edwarda, ale ja widzę go przed sobą i wiem, że już dobiega do ostatniej bazy. Jesteśmy w domu, opadam na jego pierś, lepiąc się z wysiłku. Pościel pachnie jak zerżnięta suka – pot, sperma i łzy.



Wyłączyłam płytę, nie chcąc się dłużej katować, a następnie odruchowo przełączyłam telewizor na kablówkę. Trafiłam na środek jakiegoś babskiego filmu. Nalałam wino do kieliszka, profesjonalnie okręcając butelkę, by nie uronić ani kropli, po czym przytknęłam krawędź naczynia do nosa, chcąc nasycić się upojnym bukietem napitku. Wiele bym dała, żeby sączyć ten płyn, aż do słodkiego zapomnienia, ale nie mogłam sobie na to pozwolić, nie w tym stanie. Ze złością rzuciłam kieliszkiem o podłogę, obserwując, jak kremowy dywan z wielbłądziej wełny naciąga trudno spieralnym trunkiem. Mój-jego drogi dywan...
Właśnie kiedy zdecydowałam się podnieść i posprzątać rozbite szkło, po mieszkaniu rozległ się dźwięk dzwonka. Nie do końca wierząc w to, że przyszedł, szybko odrzuciłam koc – tliła się we mnie iskierka nadziei. A może jednak? Pobiegłam do drzwi i otworzyłam. Zobaczyłam znajomą blond czuprynę i przyjazną twarz. Kiedy tylko na mnie spojrzał, zmartwiał. Jego zatroskana mina wiele mówiła o moim stanie.

- Boże, Bello! Jak ty wyglądasz! Co się stało?
- Nic – odpowiedziałam, a potem spojrzałam w lustro. - Na policzkach można było dostrzec mokre ślady po łzach, a oczy były zaczerwienione. Nie zorientowałam się, że płakałam! - Rozumiesz, zmiany hormonalne. - Przewróciłam oczami, po czym posłałam mu najserdeczniejszy uśmiech, jaki potrafiłam z siebie wykrzesać. Chyba byłam niezłą aktorką, bo kupił to, a może faktycznie jego obecność spowodowała, że humor momentalnie zmienił się na lepsze.
Zaprosiłam go do środka, proponując coś do picia. Powiedział, że sam się obsłuży. Bywał u mnie na tyle często, że czuł się swobodnie. Nie miałam nic przeciwko. Lubiłam, jak ludzie w moim towarzystwie, nawet na moim terytorium, nie odczuwali skrępowania. Skierowałam się do kuchni po zmiotkę i szufelkę. Gdy wracałam, Jasper spojrzał na mnie karcąco, po czym wyjął z rąk zestaw do sprzątania i wziął się za zbieranie szkła.
- Bello, gdybym wiedział, jak się czujesz, nie wyjeżdżałbym na tak długo. - Był w Europie, załatwiał kontrakty dla firmy, w której pracował. Musiałam przed nim udawać swój rozgoryczony stan, bo gotów był zostać, narażając się swoim szefom.
- To, jak się czuję, nie ma w tym momencie znaczenia, sama sobie zaserwowałam taki los.
- Z grzeczności nie zaprzeczę – Uśmiechnął się delikatnie.
- No widzisz. Lepiej opowiedz mi, jak było we Francji. Czy Francuzki są takie piękne, jak mawiają? A Francuzi? Szarmanccy?
- Wobec mnie nie, więc nie miałem okazji się przekonać, a Francuzki... Ładne, ale żadna nie dorównuje tobie.
- Pieprzysz.
- Tego mi brakowało. Ciało anioła i dusza diabła. Ten twój niewyparzony język. - Nastąpiła chwila milczenia, przerwał ją Jasper: - Odzywał się?
- Nie. Nie liczę już na to. Poza tym muszę się stąd wynieść. Nie chcę tu być, zbyt dużo wspomnień.
- Zawsze możesz zamieszkać u mnie, mówiłem ci.
- Nie, dzięki. Muszę znaleźć coś własnego, ale nie mam na to energii.
- Przeprowadzisz się do mnie i razem czegoś odpowiedniego poszukamy. Zobaczysz, będzie fajnie!
- Czy ja wiem. A co z Alice? Nie będzie wkurzona, że zamieszkam z jej chłopakiem?
- Jeśli będzie miała coś przeciwko, to znaczy, że nie jest dla mnie właściwą osobą. - Oj, Jazz, powinna być dla ciebie najważniejszą osobą na świecie – pomyślałam, ale nic nie powiedziałam. - A teraz do łóżka, księżniczko. Opowiem ci, jak było. - Chwycił mnie za rękę i poprowadził do sypialni. Miałam już na sobie ciepłą frotową piżamę, więc nie było potrzeby, by wypraszać go z pokoju w celu dokonania zmiany garderoby. Wdrapałam się na wysokie łóżko i otuliłam kołdrą. Jasper położył się obok mnie na pościeli. Podwyższył grubą poduchę tak, by miękko oprzeć plecy o wezgłowie łóżka. Nogi założył na krzyż, po czym zaczął opowiadać o pięknej Europie. Nie byłby Jasperem, gdyby oprócz załatwiania ważnych, biznesowych spraw nie urządził sobie wypadów na miasto. Zwiedzał, robił zdjęcia, zapuszczał się do mniej turystycznych dzielnic, by chłonąć autentyczny klimat miast, rozmawiał w małych kawiarniach z tubylcami. Cały Jazz. Choć mówił niezwykle ciekawie, wtrącając co rusz śmieszne anegdoty, szybko odpłynęłam. Jego towarzystwo bardzo dobrze na mnie zadziałało, jak zawsze. Czułam się odprężona i uspokojona.


Biała bawełna, niewinna, przyjemna w dotyku...


Słońce wpada przez uchylone rolety i budzi mnie ze snu. Edward jeszcze śpi, wpatruję się w jego twarz. Jest jak dziecko – brak zmartwień, niewinność, spokój. Mamy jeszcze trochę czasu. Za dwie godziny wyjdzie frontowymi drzwiami i nie zobaczę go przez pięć dni. Po raz pierwszy się smucę. Do tej pory napalona absolwentka, o mały włos jego praktykantka, niezawodna kochanka, teraz żałosna, wzdychająca do niego kobieta. Uświadamiam sobie, że go kocham, że od początku się w nim zakochiwałam. Delikatnie opuszką wskazującego palca gładzę szorstki policzek. Przebudza się, otwiera powieki, spoglądając na mnie zielonymi oczami. Uśmiecha się. Uwodzicielski uśmiech numer pięć działa na mnie, jak dobre perfumy: Chcę się w nim pławić, chcę, by mnie otulał. Całuję go w usta, on przyciąga mnie na siebie. Czuję jego poranną erekcję i od razu w moich lędźwiach rozpala się ogień. Można go ugasić tylko w jeden sposób. Ocieram się o niego, on pojękuje. Wiem, że lubi ten rodzaj przebudzenia. Podciągam nocną koszulkę, a potem zsuwam jego piżamowe spodnie, które kupiłam mu w prezencie na zeszłoroczne święta Bożego Narodzenia – nosi je zawsze, będąc ze mną, a to daje mi poczucie, że jest tylko mój – niby fragment garderoby, a tak wiele znaczy. Jego penis wyskakuje zadowolony, sięgam po niego i zatapiam w ogniu mojego pożądania. Leniwie unoszę się na nim, cały czas składając pocałunki na ustach. Jesteśmy pobudzeni, zacieśnieni, on lekko się wysuwa i sięga do szuflady po kondom. Nagle jego twarz pochmurnieje – domyślam się, że kartonik jest pusty.
- Nie przejmuj się, kochanie. Możemy bez. - Znów wsuwam się w niego, Edward nie protestuje, ale przywdziewa zdziwiony wyraz twarzy. Odpowiadam na niemo zadane pytanie: - Wezmę pigułkę „po”. Nie odmówię sobie tej ostatniej przyjemności z tobą – szepczę mu do ucha.
On nadal nie potrafi wyjść z szoku, ale godzi się na seks. Ja kłamię. Kłamię, bo nie wezmę żadnej chemii. Tak naprawdę mam nadzieję, że jeden z jego żołnierzy sforsuje moje jajeczko, a ja będę na zawsze z nim połączona. Będę wychowywać owoc naszego związku. Nieważne czy sama, czy z nim. Wiem, że to nie fair z mojej strony, ale nie potrafię wyzbyć się myśli, iż niedługo mnie opuści. Boję się, że go przy sobie nie utrzymam i być może to jedyna szansa, aby zachować cząstkę ukochanego. Myśl o wspólnym dziecku wznosi mnie na wyżyny. To niesamowite czuć go w pełni, bez żadnych barier. Jest dla mnie idealny. Czuję drgania, falę dreszczy, która wybucha niczym fajerwerki. Dociskam mocniej, zwiększając intensywność. Jest cudnie, jestem w niebie. Opadam na niego, po czym odsuwam się na bok – zmęczona, zaspokojona, szczęśliwa. Przykładam głowę do poduszki, on całuje mnie w czoło, a następnie wstaje i idzie do łazienki. Pościel pachnie. Lawendą i nami.



- Bello! Bello, wstawaj. - Ktoś delikatnie potrząsnął moim ramieniem. Z trudem otworzyłam zaspane powieki, które odruchowo opadały, gdy do oczu wdarły się ostre promienie w pełni obudzonego słońca. - Masz gościa. - To Jasper. Rozpoznałam go, kiedy wreszcie zmusiłam się do patrzenia. Spostrzegłam, że był ubrany w te same ciuchy co wczoraj. Był tu ze mną. Nie zostawił mnie.
Nie miałam szans na przetrawienie wiadomości, a w drzwiach już pojawił się Edward. Usiadłam na łóżku, kołdra ubrana w tę samą bawełnianą pościel, w której kochaliśmy się ostatni raz, osunęła się, odsłaniając mój pękaty brzuch.
- Jestem - powiedział po prostu, a w ręce trzymał pluszowego misia. Mój Edward, wychudzony, zmęczony. Boże, co on musiał przejść? - zastanawiałam się, ale on przerwał moje rozważania, kiedy zbliżył się do łóżka i wziął mnie w swoje ramiona.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Pernix dnia Pią 20:48, 14 Sty 2011, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
variety
Wilkołak



Dołączył: 21 Lip 2010
Posty: 143
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 32 razy
Ostrzeżeń: 2/3
Skąd: Tarnów

PostWysłany: Sob 11:32, 15 Sty 2011 Powrót do góry

Świntuszyć uwielbiam, przyznam się bez bicia. Ale ta mini mnie nie tylko rozgrzała, ale też jakoś tak...zasmuciła? Nie wiem, może wyszedł tu mój osobisty stosunek do wszelkiej maści trudnych związków, opartych gównie na pogoni i czekaniu? Cóż, mamy tu kobietę, w trudnej roli kochanki. Tak. TRUDNEJ. Myślę, że każda kochanka by tak tą rolę nazwała. Owszem, można być ogniem czyichś lędźwi, można być obsesją, można nadawać czyjemuś życiu smak, a jednak życie polegające na czekaniu i odliczaniu minut do kolejnego sekretnego spotkania jest swoistą odmianą piekła. Tym wiekszą, jeśli zmusza kobietę do takiego posunięcia jak świadome zajście w niepalnowaną(przez faceta) ciąże. Ryzykowne. Czy to opowiadanie dobrze się skończyło? Nie wiem. Edward wrócił, chociaż być może nie na zawsze. Czy można nadal być ogniem, kiedy trzyma się przy piersi kwilące niemowle? Czy kochanka stając się partnerką, a może nawet żoną, poniekąd osiągając cel, nie dostanie w pakiecie kolejnej jego zdrady? Dla mnie trudny temat, dlatego koment chyba zaczęłam od tyłuWink
Pomysł cudowny: filmy-wspomnienia kontra ciąża-teraźniejszość, namiętność kontra fiziologia, przyjaciel kontra kochanek, rozsądek konta uczucie. Wszystko to w krótkim, wciągającym tekście.
Styl: jak zawsze bezbłędny. Już pisałam, że o uprawie buraka cukrowego też bym poczytała, byle spod twojego pióra.
Lemony:mniam. Dobór słownictwa adekwatny do akcji. jak ostro to ostro, jak wstępnie to wstępnie, jak do spodu to do spodu. I bosko.
Efekt: Szok. Od kiedy to bachnalia popychają mnie do grzebania we własnej duszy?
Proszę częściej!


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
edwardjestboski
Nowonarodzony



Dołączył: 23 Sty 2009
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Wto 18:39, 25 Sty 2011 Powrót do góry

To mój pierwszy komentarz na tym forum od wieków. Kiedyś, kiedy dopiero zaczynałam przygodę ze "Zmierzchem", zabrnęłam na to forum, głodna znajomości z innymi maniaczkami takimi jak ja. A potem odeszłam na długi czas i zagrzebałam się na innym forum. Ale postanowiłam wrócić. A skoro wróciłam dopiero teraz, to czuję potrzebę wyjaśnienia, dlaczego właśnie teraz. Otóż. Postanowiłam sobie kiedyś, że nie będę czytać zmierzchowych fików, żeby nie psuć sobie wizji z książek. W fandom potterowski wpadłam po same uszy i co prawda nie przyczyniło się to u mnie do znaczącej zmiany światopoglądu, nie chciałam ryzykować ze "Zmierzchem". Do tej pory przeczytałam fików może ze dwadzieścia, może mniej. Większość to były parodie albo teksty bardzo humorystyczne, ale postanowiłam zanurzyć się w świat fandomu nieco głębiej i odkryć teksty nieco głębsze. Jako że trafiłam na to forum ponownie i odkryłam, że jest tu dział Fan fiction, pomyślałam sobie, że może tu zajrzę i trochę poczytam.
I, niestety, trochę się zawiodłam. Ktoś napisał tu, że jesteś tu najlepszą autorką na forum - w takim razie nie bardzo wiem, czego mam się spodziewać po innych tekstach... To znaczy nie jest źle - niektóre teksty podobały mi się mniej, niektóre bardziej. Być może odbieram je nieco inaczej, bo jakby na to nie patrzeć, dopiero zaczynam przygodę z fandomem, jednakże...
Wezmę na warsztat chociażby ostatnią miniaturkę. Nie przemawia do mnie ta wizja. Tym bardziej, że przez połowę tekstu nie wiedziałam do końca, o co chodzi. Czy Edward ma żonę, czy tą żoną jest Bella czy nie? Wyjaśniło się o co chodzi, ale wydaje mi się, że na siłę chciałaś uczynić tę miniaturkę tajemniczą. Sceny erotyczne, które inni tak chwalą, dla mnie ocierają się o granice dobrego smaku i nie wzbudzają we mnie żadnych szczególnych emocji. Do pisania scen erotycznych trzeba mieć szczególny dar - ja go u ciebie nie widzę. Wszystkie wydają mi się do siebie podobne i pisane na tę samą modłę.

No dobra, ale może jednak zacznę od początku.
"Lustrzane odbicie". Przyznam szczerze, że głębię tego tekstu odkryłam dopiero po którymś z komentarzy, chociaż wydaje mi się lekką nadinterpretacją. Całkiem udany tekst, chociaż nie wydaje mi się, żeby Leah była zdolna do czegoś takiego. Porwać suknię ślubną i uciec? Więc dlaczego nie uciekła wcześniej, dlaczego została przy Samie i zdecydowała się z nim egzystować? To nie trzyma się kupy. Wiadomo, że ślub w pewnym sensie jest czymś ostatecznym, że po tym nie byłoby już odwrotu, ale czy wpojenie już tym nie było? Leah wiedziała, że Sam już do niej nie wróci, więc równie dobrze mogła uciec wcześniej – ale została.

Dalej. „Pocztówka z Italii”. Trochę niezrozumiały dla mnie tekst, bo nadal nie rozumiem, dlaczego Aro miałby się kontaktować z Leah, ale całkiem przyjemny. Pieczenie ciasteczek, czekanie na przesyłkę od przyjaciela... I trochę dramaturgii w końcówce. Nieźle.

„Smaki”. Pierwszy raz natykam się na Wiktorię w fandomie. (Cóż, w końcu dopiero zaczynam.) I pierwsze spotkanie nie wygląda tak najgorzej. Ciekawa historyjka, ale nic ponad to.

„Nie mówcie odwróceni tyłem: ja mnie mój moje”. Niespecjalnie to do mnie przemawia. Czegoś brak temu tekstowi. Zgadzam się ponadto z komentarzem zgredka pod tym tekstem: wszystko układa się tam zbyt idealnie. Ot, banalna historia, która szczęśliwie się kończy. Próbowałaś nakreślić życie Alice, ale wyszło ci raczej mało przekonująco.

„Traktat o miłości”. Muszę pochwalić – za tytuł. Bo za resztę to już niekoniecznie. Starałaś się, dobrałaś fantastyczne cytaty, ale zewsząd wyziera banał – Jacob szuka zastępstwa, ale dochodzi do wniosku, że nikt nie zastąpi jego pięknej Belli, więc łapie ją w płomienie i razem giną. K-o-m-p-l-e-t-n-i-e absurdalny pomysł. Jacob nigdy by jej nie zabił. Jego obsesja na jej punkcie nie sięgała aż tak daleko – a jeśli chciałaś, żeby sięgała, to ja tego kompletnie nie odczułam. Pomysł z synem Belli i Edwarda jest godny rozważenia, ale w jakimś dłuższym tekście.

„Kalendy kwietniowe”. Napisane banalnie i bez polotu, ale na końcu się uśmiechnęłam Wink

„Bez odwrotu”. Napisałaś, że inspirowane filmem. Aż strach pomyśleć, co ktoś inny by zrobił z taką inspiracją... Mogę tylko wzruszyć ramionami. Bella śniąca o tajemniczym nieznajomym i „zdradzająca” go z Edwardem? A gdzie wyrzuty sumienia, na demona? Ostatnie zdania co prawda sugerują, że było jej przykro, ale ja to raczej odczułam jako: „nie chciałam tego zrobić, zdradziłam Edwarda, ale było tak cuuuudownie!”. Prawdziwa Bella chciałaby się już rzucać z mostu, a tu nic. Nie kupuję tego.

„W malinowym afekcie”. Całkiem niezłe, chociaż osobiście mam awersję do wyrażenia „malinowe wargi”. Trąci mi harlekinem albo kiepskimi fikami. Ten cytowany przez wielu fragment, oprócz malinowych warg, jest całkiem dobry.

„Niemoc”. Pierwszy raz natykam się na Aleca w fandomie. Interesujący tekst, chociaż troszkę zalatujący biografią. Nie czuję do końca tego przerażenia młodego chłopaka, że rozdzielą go z siostrą. Ja widzę kogoś, kto się poddał, kto nie chce już walczyć. Kto czuje właśnie tę „niemoc” – czuł ją wtedy, gdy zmuszali go do pracy i gdy mogli rozdzielić go z siostrą i czuje ją teraz, bo nie potrafi odejść. To Jane wydaje mi się tutaj bardziej zdecydowana, bardziej uparta – zakładam, że taki był twój zamiar.
I wyjątkowo podoba mi się puenta. W innych tekstach twoje puenty są mgliste, niewyraźne, nie zapadają w pamięć, a przyznaję, że ja często zwracam na nie uwagę, ale w tym tekście, pomimo tego, że puenta może nie jest jakaś szczególnie mocna, zrobiła na mnie wrażenie. Bezgraniczne oddanie siostrze – to właśnie widzę w tych ostatnich zdaniach. Może poczucie winy, że kiedyś nie zdołał jej uratować. Kawałek niezłego tekstu.

„W imię miłości”. Wydaje mi się, że pominęłaś tutaj najważniejszą część – wpojenie. To było to, co ich rozdzieliło, to była tama, która pękła i wszystko się zmieniło. Ty ledwie to zaznaczyłaś. Pomysł jest całkiem dobry – Emily mogła mieć kogoś przed Samem, chociaż Meyer zdaje się o tym nie wspominać. Zastanawia mnie tylko, dlaczego Mikah tak długo czekał? I nie do końca przekonuje mnie to, że Emily nadal go kochała, że stawiała go prawie na równi z Samem. Sam po wpojeniu nie kochał już Leah, miał tylko poczucie winy. Ja sądziłam, że wpojenie tak jakby eliminuje wszystkie inne uczucia do osób, z którymi byliśmy związani „przedtem”. I rozumiem, że śmierć Mikah miała być dopełnieniem tragicznej historii nieszczęśliwej miłości, bo przecież Emily jest z Samem, ale mnie wydała się wsadzona tu trochę na siłę. On nie musiał umierać.

„Bajka dla dorosłych: w lupanarze”. Całkiem udany tekst. Tanya i Irina jako prostytutki? Czemu nie? Jak zwykle o tekstach udanych mam mniej do powiedzenia, no cóż. Kawałek porządnie napisanej, przemyślanej historii.

„Gwóźdź do trumny”. A tu znów nuda i banał. Drętwe dialogi pomiędzy Bellą i Edwardem. Kompletnie niewiarygodny trójkąt. Wolałabym już myśleć, że Bella przespała się z Edwardem po kryjomu przez Jazzem, a potem miała wyrzuty sumienia, po trójkąt po pijaku średnio do mnie przemawia. Co do opisów seksu nawet się nie wypowiadam.

„Dziady w Spring City”. Pierwsza moja myśl: a gdzie stare, dobre, amerykańskie wywoływanie duchów? Dziady? To mnie zaskoczyłaś. Nie sądzę, żeby w Ameryce, czy gdzie oni tam byli, w ogóle ktoś o czymś takim słyszał. Ale niech będzie. Fajnie wykorzystany pomysł, chociaż scena spotkania z matką trochę zbyt patetyczna. Na plus uwodzący Jasper. I Rose – za całokształt.

O ostatniej miniaturce już się wypowiadałam na początku.

Podsumowując – nie twierdzę, że nie umiesz pisać, ale twoje teksty mogłyby być lepsze.

Irka


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
Pernix
Moderator



Dołączył: 23 Mar 2009
Posty: 1991
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 208 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z alkowy Lucyfera

PostWysłany: Wto 21:11, 25 Sty 2011 Powrót do góry

edwardjestboski napisał:
Jako że trafiłam na to forum ponownie i odkryłam, że jest tu dział Fan fiction, pomyślałam sobie, że może tu zajrzę i trochę poczytam.
I, niestety, trochę się zawiodłam. Ktoś napisał tu, że jesteś tu najlepszą autorką na forum - w takim razie nie bardzo wiem, czego mam się spodziewać po innych tekstach...



Po pierwsze dzięki za wnikliwy, obszerny komentarz i to, że chciało Ci się wszystko przeczytać. Powiem szczerze, że gdybym była tak niezadowolona z pisania czyjeś autorki, to nie brnęłabym bardziej w jej twórczość. Wink
To, że ktoś nazwał mnie najlepszą autorką, nie znaczy, że nią jestem. W jego subiektywnej opinii tak (a może po prostu napisał tak w chwilach emocji lub trochę na wyrost), w Twojej na pewno nie. W mojej? Nie sądzę, ale też nie można tego oceniać tak generalnie. Wiele razy wspomniałaś, że wieje banałem. Może nie powiedziałabym, że to, co piszę jest banalne, ale na pewno proste. Chcę, żeby czytało się łatwo, a jeśli komuś wydaje się to przyjemne i porusza go, to cieszę się jeszcze bardziej.


edwardjestboski napisał:
Wezmę na warsztat chociażby ostatnią miniaturkę. Nie przemawia do mnie ta wizja. Tym bardziej, że przez połowę tekstu nie wiedziałam do końca, o co chodzi. Czy Edward ma żonę, czy tą żoną jest Bella czy nie? Wyjaśniło się o co chodzi, ale wydaje mi się, że na siłę chciałaś uczynić tę miniaturkę tajemniczą. Sceny erotyczne, które inni tak chwalą, dla mnie ocierają się o granice dobrego smaku i nie wzbudzają we mnie żadnych szczególnych emocji. Do pisania scen erotycznych trzeba mieć szczególny dar - ja go u ciebie nie widzę. Wszystkie wydają mi się do siebie podobne i pisane na tę samą modłę.


Z miniaturki jasno wynika, że główna bohaterka jest kochanką Edwarda. Myślę, że nie można mieć co do tego wątpliwości.
Nie chciałam nic uczynić tajemniczym - ot trzy sceny ich zbliżeń. Dwie pierwsze z założenia miały być wyuzdane, a w trzeciej chciałam, żeby czytelnik dojrzał uczucie, ale też pewną desperację.
Czy na jedną modłę są wszystkie te sceny? Możliwe. Dar do pisania takich scen? Co przez to rozumiesz? Chodzi o to, że ma być ze smakiem, pod osłoną metafor i pieknych, niebanalnych, poetyckich porównań? Ma być początek i koniec bez szczegółów? Nie zależało mi na tym. Miało być dosłownie. Jeden lubi tak, drugi tak. Każdego się nie zadowoli.


edwardjestboski napisał:
"Lustrzane odbicie". Przyznam szczerze, że głębię tego tekstu odkryłam dopiero po którymś z komentarzy, chociaż wydaje mi się lekką nadinterpretacją. Całkiem udany tekst, chociaż nie wydaje mi się, żeby Leah była zdolna do czegoś takiego. Porwać suknię ślubną i uciec? Więc dlaczego nie uciekła wcześniej, dlaczego została przy Samie i zdecydowała się z nim egzystować? To nie trzyma się kupy. Wiadomo, że ślub w pewnym sensie jest czymś ostatecznym, że po tym nie byłoby już odwrotu, ale czy wpojenie już tym nie było? Leah wiedziała, że Sam już do niej nie wróci, więc równie dobrze mogła uciec wcześniej – ale została.


Leah była ubrana w tę suknię. Ubrała ją, zobaczyła się w lustrze w niej. Wiedziała, że to nie ona stanie w tej sukni przed ołtarzem z Samem, wybuchła z rozpaczy, żalu, złości, wyskoczyła przez okno i przemieniła się, czego rezultatem była porwana suknia. Pobiegła gdzieś, chciała być sama. Byłam sobie w stanie to wyobrazić, ponieważ nieszczęśliwie zakochana osoba, która nie wyleczyła się z tego uczucia, zawsze ma nadzieję. Ślub to taki moment pieczętujący związek, w oczach wielu bardziej niż wszystko inne. Stąd w wielu filmach rzewne sceny, że kochanek wpada podczas ceremonii, aby przerwać wszystko, zanim obiekt jego uczuć nie zostanie przed Bogiem czy w świetle prawa przyrzeczony innej osobie. Pewnie, że i ślub nie jest gwarantem, ale jest symbolem.

Co do wpojenia. W samej książce nie jest ono jasno wyjaśnione. Mogę się jako autor z nim nie zgadzać. I nie zgadzam się z nim, dlatego moja Leah mogła mieć nadzieję, że Sam kiedyś otrząśnie się z wpojenia.

edwardjestboski napisał:
Dalej. „Pocztówka z Italii”. Trochę niezrozumiały dla mnie tekst, bo nadal nie rozumiem, dlaczego Aro miałby się kontaktować z Leah, ale całkiem przyjemny. Pieczenie ciasteczek, czekanie na przesyłkę od przyjaciela... I trochę dramaturgii w końcówce. Nieźle.


W moim zamyśle Aro chciał pozyskać Leę do walki. Chciał ją wysyłać tam, gdzie wampir nie może, bo się za bardzo świeci, na przykład. Laughing
Leah była samotna, nieszczęśliwa przez zerwanie z Samem. Gdy Cullenowie opuścili Forks, a zmiennokształtni nie musieli walczyć, codzienność ją przytłaczała.
Widać nie dość wiarygodnie to przedstawiłam, ale z drugiej strony Aro nie mógł tego napisać na świątecznej pocztówce.
Chciałam napisać II część tej miniaturki, ale mi się nie udało.


edwardjestboski napisał:
„Traktat o miłości”. Muszę pochwalić – za tytuł. Bo za resztę to już niekoniecznie. Starałaś się, dobrałaś fantastyczne cytaty, ale zewsząd wyziera banał – Jacob szuka zastępstwa, ale dochodzi do wniosku, że nikt nie zastąpi jego pięknej Belli, więc łapie ją w płomienie i razem giną. K-o-m-p-l-e-t-n-i-e absurdalny pomysł. Jacob nigdy by jej nie zabił. Jego obsesja na jej punkcie nie sięgała aż tak daleko – a jeśli chciałaś, żeby sięgała, to ja tego kompletnie nie odczułam. Pomysł z synem Belli i Edwarda jest godny rozważenia, ale w jakimś dłuższym tekście.


No cóż, potraktowałam Jacoba jako odpowiednik Romea (może nie do końca jest to odbicie tej sytuacji, ale chodzi mi o szaleństwo w miłości), który, skoro nie może żyć ze swoją miłością, chce z nią umrzeć. Mieć ten ostatni raz ją w ramionach.
Wiesz, wiele z tych miniatur jest produktem powstałym na pojedynek i czasem trudno je rozpatrywać bez warunków pojedynku. Ten tekst zdaje się miał też podobne opinie do Twojej. Oceniano czyn Jacoba jako niewiarygodny. Nie mogę nie zgodzić się z opiniami, mogę tylko mieć inne zdanie. Napisałam tak, jak to widziałam.



edwardjestboski napisał:
„Bez odwrotu”. Napisałaś, że inspirowane filmem. Aż strach pomyśleć, co ktoś inny by zrobił z taką inspiracją... Mogę tylko wzruszyć ramionami. Bella śniąca o tajemniczym nieznajomym i „zdradzająca” go z Edwardem? A gdzie wyrzuty sumienia, na demona? Ostatnie zdania co prawda sugerują, że było jej przykro, ale ja to raczej odczułam jako: „nie chciałam tego zrobić, zdradziłam Edwarda, ale było tak cuuuudownie!”. Prawdziwa Bella chciałaby się już rzucać z mostu, a tu nic. Nie kupuję tego.


Możesz mi wyjaśnić, dlaczego strach pomyśleć, co ktoś inny zrobiłby z taką inspiracją? Nie rozumiem, co masz na myśli. Rolling Eyes
Co do drugiego pogrubienia. Znów: albo Ty nie zrozumiałaś zamysłu, albo ja nie dość mocno zaakcentowałam, że Bella uległa temu wampirowi wbrew sobie. Pojawiał się w jej snach i przyciągał ją do siebie - to była jego specjalna umiejętność, podobnie jak Edward czyta w myślach czy Alice widzi przyszłość. Na miejscu, kiedy już ją przyciągnął, omamił ją swoim urokiem, poddała mu się, będąc właśnie pod jego urokiem, traktował ją jako trofeum i wykorzystał jej potrzebę bliskości, wracała we łzach, rozumiejąc, co się stało.
Ostatnie słowa świadczą o tym, że żałuje: nie było odwrotu, czyli zdradziła Edwarda i być może będzie musiała się do tego przyznać, być może z uwagi, że kocha Edwarda, będzie starała się ukryć zdradę. To nie jest powiedziane, ale odwrotu już nie ma.


edwardjestboski napisał:
„W malinowym afekcie”. Całkiem niezłe, chociaż osobiście mam awersję do wyrażenia „malinowe wargi”. Trąci mi harlekinem albo kiepskimi fikami. Ten cytowany przez wielu fragment, oprócz malinowych warg, jest całkiem dobry.


Nie czytałam Harlequinów, więc nie wiem, czy trąci czy nie. Wink Dla mnie nie, ale przyjmuję do wiadomości, że dla Ciebie trąci. :)


edwardjestboski napisał:
„W imię miłości”. Wydaje mi się, że pominęłaś tutaj najważniejszą część – wpojenie. To było to, co ich rozdzieliło, to była tama, która pękła i wszystko się zmieniło. Ty ledwie to zaznaczyłaś. Pomysł jest całkiem dobry – Emily mogła mieć kogoś przed Samem, chociaż Meyer zdaje się o tym nie wspominać. Zastanawia mnie tylko, dlaczego Mikah tak długo czekał? I nie do końca przekonuje mnie to, że Emily nadal go kochała, że stawiała go prawie na równi z Samem. Sam po wpojeniu nie kochał już Leah, miał tylko poczucie winy. Ja sądziłam, że wpojenie tak jakby eliminuje wszystkie inne uczucia do osób, z którymi byliśmy związani „przedtem”. I rozumiem, że śmierć Mikah miała być dopełnieniem tragicznej historii nieszczęśliwej miłości, bo przecież Emily jest z Samem, ale mnie wydała się wsadzona tu trochę na siłę. On nie musiał umierać.


Po pierwsze w tej miniaturce ukazałam swoją wizję wpojenia. Jak już wyżej wspominałam, nie wierzę w kit SM, że to wpojenie niszczy wszystko i liczy się tylko ta dwójka. Nie pamiętam dobrze kanonu, ale zdaje się, że Emily nie była zadowolona z zainteresowania, jakim darzył ją Sam zaraz po wpojeniu. Walczyła na początku z uczuciem, nie chcąc zranić kuzynki. Ja ją w książce odebrałam jako dziewczynę, która zakochała się w Samie, bo on tak o nią zabiegał. Moim zdaniem wpojenia poddawały się wpojonym, bo w ich oczach miłość wpojonego była taka doskonała, była gwarantem otrzymania wszystkich względów, troski, gwarantem lojalności i co najważniejsze gwarantem trwałości uczucia. Dodatkowo zmiennokształtni byli super hot, więc kto by się nie skusił? Wink Mówi się, że w związkach zawsze jedno kocha bardziej i ja tak właśnie odbierałam wpojenie: wpojony kocha bardziej, a wpojenie poddaje się uczuciu, bo jest ono takie idealne. Zawsze porównywałam wpojenie do zrobienia papki z mózgu, pomyłki w naturze. Moim zdaniem to u Meyer było naciagane i tak samo naciągnęła wpojenie Jacoba w Renesmee.
W tej konkretnej miniaturce idea jest taka, że wpojony jest takim właśnie zombie, jest zapatrzony w obiekt wpojenia, ale wpojenie potrafi to uczucie ocenić. W tym wypadku Emily była szczęśliwie zakochana. Z jednej strony poddała się wpojeniu, z drugiej nadal w sercu miała tego jedynego. Nie zawalczyła o swoje uczucie, bo stchórzyła, nie była nawet w stanie prosto w oczy powiedzieć tego Mikah, ale gdy on przyszedł, wszystko wróciło tak, jak w romansidłach. Po kryjomu podsycała cały czas w sobie to uczucie i zalało ją, gdy go zobaczyła.
Dlaczego on przyszedł dopiero przed ślubem? Podobnie jak w Lustrzanym. Ponadto można gdybać na ten temat. Może rodzina nie powiedziała mu, co się stało. Może powiedzieli mu, że uciekła... My też postępujemy czasem nie do końca zrozumiale. Myślę, że w tekście nie trzeba wszystkiego wyjaśniać i motywować, że jeśli czytelnik nie pozna pewnych motywów, to nie znaczy zaraz, że tekst jest niewiarygodny.


edwardjestboski napisał:
„Dziady w Spring City”. Pierwsza moja myśl: a gdzie stare, dobre, amerykańskie wywoływanie duchów? Dziady? To mnie zaskoczyłaś. Nie sądzę, żeby w Ameryce, czy gdzie oni tam byli, w ogóle ktoś o czymś takim słyszał. Ale niech będzie. Fajnie wykorzystany pomysł, chociaż scena spotkania z matką trochę zbyt patetyczna. Na plus uwodzący Jasper. I Rose – za całokształt.


Zastanawiam się, dlaczego wszystko tak kwescjonujesz? Wink Rose wynalazła inny sposób wywoływania duchów podparty jakimiś obcymi wierzeniami, więc go zastosowała. Nie widzę w tym problemu. Amerykanie lubią adoptować tradycje i zwyczaje innych narodów. Wink
Emmett spotkał się ze swoją dziewczyną (może powinnam powiedzieć narzeczoną, bo miał się z nią ożenić, co w tekście nie zostało powiedziane. Wygląd ducha wskazywał na to, że będąc człowiekiem, dziewczyna ta popełniła samobójstwo, właśnie gdy zniknął Emmett), nie matką.

edwardjestboski napisał:
Podsumowując – nie twierdzę, że nie umiesz pisać, ale twoje teksty mogłyby być lepsze.


Mogłyby by być, nie przeczę. Mam nadzieję, że kiedyś będą. Nie wracam do miniaturek fandomowych i tekstów fandomowych, bo i tak nic z nimi nie zrobię, nie zabłysnę nimi poza fandomem. Z pewnością natomiast będę szlifować swoje całkowicie autorskie prace, aby były coraz lepsze. Napisałam na razie w całości tylko tyle, co w fandomie. Na fandomie się szkoliłam, teraz próbuję pisać coś swojego, choć jeszcze coś tam kończę Zmierzchowego.
Cieszę się, że spotyka mnie też krytyka, bo byłoby dziwne, gdyby wszystkim się podobało.
Ale czy to banały? Nie wiem, moim zdaniem nie. Nie silę się na trudne, skomplikowane historie. Myślę, że są czytelnicy, którzy lubią coś, co jest napisane prosto, co powiela pewne schematy.
Trzeba dużo pisać, by stać się lepszym. Światełko w tunelu widzę, bo coś tam Ci się spodobało. Wink
Na razie nie rezygnuję z pisania.

Dzięki za komentarz!
No a jeśli idzie o najlepszą autorkę na forum... Polecam AngelsDream! Myślę, że Ci się spodoba, bo jesteś wymagającym czytelnikiem! Very Happy


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pernix dnia Wto 21:24, 25 Sty 2011, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
edwardjestboski
Nowonarodzony



Dołączył: 23 Sty 2009
Posty: 12
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 2 razy
Ostrzeżeń: 0/3

PostWysłany: Czw 22:29, 27 Sty 2011 Powrót do góry

Pernix napisał:
Po pierwsze dzięki za wnikliwy, obszerny komentarz i to, że chciało Ci się wszystko przeczytać. Powiem szczerze, że gdybym była tak niezadowolona z pisania czyjeś autorki, to nie brnęłabym bardziej w jej twórczość. Wink

Uznałam, że skoro już zaczęłam czytać na tym forum, to wypadałoby coś skomentować. Akurat padło na ciebie Wink Nie nazwałabym mojego komentarza wnikliwym - wnikliwy to on by był, gdybym miała jeszcze dwie godziny na jego napisanie. Ten był raczej pobieżny :)
Doczytałam do końca między innymi po to, żebyś mi potem nie powiedziała czegoś w stylu: "Skoro nie czytałaś wszystkich tekstów, to się nie wypowiadaj". Nie znam cię jeszcze, więc nie wiem jak byś zareagowała. Różni są ludzie. Postanowiłam więc przeczytać całość.

Pernix napisał:
To, że ktoś nazwał mnie najlepszą autorką, nie znaczy, że nią jestem.

Trudno mi się z tym nie zgodzić Wink

Pernix napisał:
W jego subiektywnej opinii tak (a może po prostu napisał tak w chwilach emocji lub trochę na wyrost), w Twojej na pewno nie. W mojej? Nie sądzę, ale też nie można tego oceniać tak generalnie.

To z pewnością było pisane na wyrost, ale jestem w stanie zrozumieć, że ktoś może tak uważać. Spotykałam się z opiniami, że ktoś uważał kogoś za najlepszego autora na danym forum, chociaż inni tak nie uważali. To jest już indywidualna sprawa i trudno tutaj o zgodność.
Szczerze mówiąc, nie spotkałam się chyba jeszcze z kimś, kto otwarcie powiedziałby: "Jestem najlepszy" Wink Chyba że w żartach.

Cytat:
Wiele razy wspomniałaś, że wieje banałem. Może nie powiedziałabym, że to, co piszę jest banalne, ale na pewno proste. Chcę, żeby czytało się łatwo, a jeśli komuś wydaje się to przyjemne i porusza go, to cieszę się jeszcze bardziej.

Wiesz, między pisaniem prosto a pisaniem banalnie jest różnica jak między kałużą a Oceanem Atlantyckim;). Moim zdaniem czasami ocierasz się o banał i tak, piszesz prosto. Ale może nie dosyć jasno się wyraziłam - można pisać o banałach i można robić to dobrze. Znam wiele takich osób. Które z wałkowanego tysiąc razy tematu wycisną coś jeszcze i wycisną tak, że zbiera się szczękę z podłogi. Zapewne gdyby pisały o rozwoju pierwotniaków, też czytałabym to z zapartym tchem. To się chyba nazywa talentem. Nie twierdzę, że ty go nie masz - każdy pisarz, lepszy czy gorszy, chyba trochę go posiada. Nie wiem od czego zależy, czy ktoś pisze dobrze czy źle i, na demona, nie mnie chyba to oceniać. Nie czuję się wybitnym krytykiem - ja tylko wyrażam swoje zdanie.


Pernix napisał:
Z miniaturki jasno wynika, że główna bohaterka jest kochanką Edwarda. Myślę, że nie można mieć co do tego wątpliwości.

Faktycznie, kiedy teraz o tym myślę, to wynika;)

Pernix napisał:
Czy na jedną modłę są wszystkie te sceny? Możliwe. Dar do pisania takich scen? Co przez to rozumiesz? Chodzi o to, że ma być ze smakiem, pod osłoną metafor i pieknych, niebanalnych, poetyckich porównań? Ma być początek i koniec bez szczegółów? Nie zależało mi na tym. Miało być dosłownie. Jeden lubi tak, drugi tak. Każdego się nie zadowoli.

Tutaj wyraziłam się trochę nieprecyzyjnie. Nie twierdzę, że opisy erotyczne mają być tylko subtelne, delikatne i poetyckie. Uwierz mi, czytałam opisy erotyczne sto razy bardziej ostrzejsze niż twoje, a mimo wszystko - tamte podobały mi się bardziej. I Merlin jeden wie, od czego to zależy. Kiedyś nie mogłam się przemóc do czytania takich właśnie ostrych opisów, ale z czasem, powoli, przekonałam się. Więc moja opinia zależy tylko od tego, czy opisy do mnie przemawiają, czy nie. Cóż.

Pernix napisał:
Leah była ubrana w tę suknię. Ubrała ją, zobaczyła się w lustrze w niej. Wiedziała, że to nie ona stanie w tej sukni przed ołtarzem z Samem, wybuchła z rozpaczy, żalu, złości, wyskoczyła przez okno i przemieniła się, czego rezultatem była porwana suknia. Pobiegła gdzieś, chciała być sama. Byłam sobie w stanie to wyobrazić, ponieważ nieszczęśliwie zakochana osoba, która nie wyleczyła się z tego uczucia, zawsze ma nadzieję. Ślub to taki moment pieczętujący związek, w oczach wielu bardziej niż wszystko inne. Stąd w wielu filmach rzewne sceny, że kochanek wpada podczas ceremonii, aby przerwać wszystko, zanim obiekt jego uczuć nie zostanie przed Bogiem czy w świetle prawa przyrzeczony innej osobie. Pewnie, że i ślub nie jest gwarantem, ale jest symbolem.

Hmm, dobra, okej. Przyjmuję wyjaśnienie. Ślub jest w pewnym sensie symbolem, jest ostatecznością, potem nie można już niczego zmienić. Tutaj sytuacja jest trochę inna, ale okej.

Pernix napisał:
Co do wpojenia. W samej książce nie jest ono jasno wyjaśnione. Mogę się jako autor z nim nie zgadzać. I nie zgadzam się z nim, dlatego moja Leah mogła mieć nadzieję, że Sam kiedyś otrząśnie się z wpojenia.

Moim zdaniem jest wyjaśnione wystarczająco klarownie, ale to też zależy od interpretacji. Jako autor masz prawo interpretować to w dowolny sposób - tak samo jak czytelnicy. Ale dla mnie to dosyć rażące odejście do kanonu, bo ja wpojenie rozumiem jako całkowite oddanie się drugiej osobie - dlatego Jacob zapomniał o Belli, gdy wpoił się w Renesmee. Dla mnie wpojenie to wpojenie - i koniec. Nie ma już nikogo innego.

Pernix napisał:
W moim zamyśle Aro chciał pozyskać Leę do walki. Chciał ją wysyłać tam, gdzie wampir nie może, bo się za bardzo świeci, na przykład. Laughing

Hmm, ciekawy pomysł, wart rozwinięcia.

Pernix napisał:
No cóż, potraktowałam Jacoba jako odpowiednik Romea (może nie do końca jest to odbicie tej sytuacji, ale chodzi mi o szaleństwo w miłości), który, skoro nie może żyć ze swoją miłością, chce z nią umrzeć. Mieć ten ostatni raz ją w ramionach.

Och. Hmm. Skoro tak to potraktowałaś... No nie wiem. W każdym razie - cokolwiek by się nie stało, dla mnie to i tak jest niemożliwe.

Pernix napisał:
Wiesz, wiele z tych miniatur jest produktem powstałym na pojedynek i czasem trudno je rozpatrywać bez warunków pojedynku. Ten tekst zdaje się miał też podobne opinie do Twojej. Oceniano czyn Jacoba jako niewiarygodny. Nie mogę nie zgodzić się z opiniami, mogę tylko mieć inne zdanie. Napisałam tak, jak to widziałam.

Do działu z pojedynkami jeszcze nie zawitałam Wink Dobrze by było, gdybyś wspomniała coś o warunkach pojedynku przed wklejeniem miniaturki w swoim wątku - wtedy czytelnik miałby od razu jasny obraz.



Pernix napisał:
Możesz mi wyjaśnić, dlaczego strach pomyśleć, co ktoś inny zrobiłby z taką inspiracją? Nie rozumiem, co masz na myśli. Rolling Eyes

Ee, nieważne Laughing

Pernix napisał:
Co do drugiego pogrubienia. Znów: albo Ty nie zrozumiałaś zamysłu, albo ja nie dość mocno zaakcentowałam, że Bella uległa temu wampirowi wbrew sobie. Pojawiał się w jej snach i przyciągał ją do siebie - to była jego specjalna umiejętność, podobnie jak Edward czyta w myślach czy Alice widzi przyszłość. Na miejscu, kiedy już ją przyciągnął, omamił ją swoim urokiem, poddała mu się, będąc właśnie pod jego urokiem, traktował ją jako trofeum i wykorzystał jej potrzebę bliskości, wracała we łzach, rozumiejąc, co się stało.

Och. W takim razie nie zrozumiałam, przepraszam. Hmm, interesujący pomysł. Wciąż mam zastrzeżenia, ale teraz łatwiej jest mi to zrozumieć.

Pernix napisał:
Po pierwsze w tej miniaturce ukazałam swoją wizję wpojenia. Jak już wyżej wspominałam, nie wierzę w kit SM, że to wpojenie niszczy wszystko i liczy się tylko ta dwójka.

Ja swoje zdanie na ten temat już wyraziłam - dla mnie to jest miłość totalna.

Pernix napisał:
Nie pamiętam dobrze kanonu, ale zdaje się, że Emily nie była zadowolona z zainteresowania, jakim darzył ją Sam zaraz po wpojeniu. Walczyła na początku z uczuciem, nie chcąc zranić kuzynki.

Ech, wzięłam nawet książkę, żeby poszukać tego fragmentu, ale bez rezultatów. Wiem, że to gdzieś było, ale... W każdym razie - nawet jeśli tak było, to ja myślę, że Emily i tak była w nim zakochana, a próbowała walczyć, ale i tak z góry wiedziała, że nic z tego nie będzie, bo z wpojeniem nie da się walczyć.

Pernix napisał:
Ja ją w książce odebrałam jako dziewczynę, która zakochała się w Samie, bo on tak o nią zabiegał. Moim zdaniem wpojenia poddawały się wpojonym, bo w ich oczach miłość wpojonego była taka doskonała, była gwarantem otrzymania wszystkich względów, troski, gwarantem lojalności i co najważniejsze gwarantem trwałości uczucia. Dodatkowo zmiennokształtni byli super hot, więc kto by się nie skusił? Wink Mówi się, że w związkach zawsze jedno kocha bardziej i ja tak właśnie odbierałam wpojenie: wpojony kocha bardziej, a wpojenie poddaje się uczuciu, bo jest ono takie idealne. Zawsze porównywałam wpojenie do zrobienia papki z mózgu, pomyłki w naturze. Moim zdaniem to u Meyer było naciagane i tak samo naciągnęła wpojenie Jacoba w Renesmee.

Dla mnie to totalne bzdury, ale cóż. To twoje zdanie. Czyli w takim razie uważasz, że gdyby zakochał się we mnie jakiś chłopak i zachowywał się w stosunku do mnie opiekuńczo, wszystko dla mnie robił i w ogóle, to ja byłabym zmuszona się w nim zakochać? Dla mnie miłość jednej osoby niekoniecznie musi implikować miłość z druiej strony. Ja tak tego nie odbieram. Dla mnie wpojenie jest obustronne - jedna osoba zakochuje się w drugiej, a druga w pierwszej. Finito.

Pernix napisał:
Zastanawiam się, dlaczego wszystko tak kwescjonujesz? Wink Rose wynalazła inny sposób wywoływania duchów podparty jakimiś obcymi wierzeniami, więc go zastosowała. Nie widzę w tym problemu. Amerykanie lubią adoptować tradycje i zwyczaje innych narodów. Wink

Po prostu mnie zaskoczyłaśWink

Pernix napisał:
Emmett spotkał się ze swoją dziewczyną (może powinnam powiedzieć narzeczoną, bo miał się z nią ożenić, co w tekście nie zostało powiedziane. Wygląd ducha wskazywał na to, że będąc człowiekiem, dziewczyna ta popełniła samobójstwo, właśnie gdy zniknął Emmett), nie matką.

Och, w takim razie nie dosyć dokładnie czytałam. Wybacz.

Pernix napisał:
Ale czy to banały? Nie wiem, moim zdaniem nie. Nie silę się na trudne, skomplikowane historie. Myślę, że są czytelnicy, którzy lubią coś, co jest napisane prosto, co powiela pewne schematy.

Nie sztuką jest pisać trudne, skomplikowane historie, sztuką jest pisać proste, ale dobre. O. Popisałam się swoją wątpliwą inteligencją. Nie mówię, że tylko skomplikowane historie są dobre, chociaż skłamałabym mówiąc, że takich nie lubię. Jestem nieco skrzywiona przez fandom potterowski, w którym teraz siedzę non-stop. Przeczytałam tam mnóstwo perełek i mimo woli nastawiam się, że w fandomie zmierzchowym też na takowe trafię. Ja szukam tekstów po prostu dobrych.

Pernix napisał:
Trzeba dużo pisać, by stać się lepszym. Światełko w tunelu widzę, bo coś tam Ci się spodobało. Wink

Z chęcią przeczytam inne twoje utwory, żeby zobaczyć, jak sobie radzisz;) Jak widzisz - jeszcze cię nie skreśliłam, haha :D.

Pernix napisał:
Na razie nie rezygnuję z pisania.

Bo grunt to pisać, pisać i pisać jeszcze więcej - popieram;).

Pernix napisał:
No a jeśli idzie o najlepszą autorkę na forum... Polecam AngelsDream! Myślę, że Ci się spodoba, bo jesteś wymagającym czytelnikiem! Very Happy

Na nią też natrafiłam, ale na komentarz będzie musiała poczekać nieco dłużej - jutro zaczyna mi się sesja i nie mam czasu na długie wywody. W zasadzie nie mam czasu nawet na tę odpowiedź, ale czułam, że muszę odpowiedzieć.

W fandomie zmierzchowym znam dość dobrze tylko teksty niezrównanej thin;).

Życzę powodzenia w dalszym tworzeniu :).

Irka


Post został pochwalony 0 razy
Zobacz profil autora
dotviline
Wilkołak



Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 161
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 28 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Pią 1:08, 28 Sty 2011 Powrót do góry

Hey Kochana!
W końcu znalazłam chwilę na Twój Zapach pościeli.
Ciekawy pomysł. Powiem Ci, że czytanie tej miniatury sprawiło mi prawdziwą radość! ;D Naprawdę lekko się czyta i człowieka wciąga.
A Twoje lemony są po prostu subtelnie erotyczne. Nie ma w nich zwierzęcej dzikości, a jest czysta miłość. Widać, że mimo związku Edward kocha Bellę. Czuje się, że to na niej mu zależy. Między nimi jest napięcie nie tylko erotyczne, nie tylko potrzeba wzajemnego zaspokojenia a uczucie. A Edward jak Edward. W jakiś sposób żal mi jego żony, ale uważam, że miłość mimo wszystko przejmuje nad nami władzę, czy tego chcemy czy nie...
I piękna rólka Jaspera. Kochanie, wiesz że Cię za to uwielbiam? On jest taki boski, jako kochający przyjaciel gotowy poświęcić uczucie. Przez chwilę zastanawiałam się nawet czy nie czuje do Bells czegoś więcej? Ale chyba nie... ;/ niestety. W końcu jest Allie... Uwielbiam go takiego, może nawet bardziej niż jako faceta, z którym miałaby być... ;D
Te wstępy opisujące poszczególne pościele - czy to miało kryć w sobie emocje? Satyna, jedwab, bawełna. Czerwień, czerń, biel... Może nie do końca emocje. Ale mimo wszystko dobrane niesamowicie trafnie. Klimatyczne.
Sama nie wiem, co powiedzieć.

Mimo wszystko, wolałabym Jaspera w roli Edzia. Nie lubię gada (chyba się powtarzam... ;p)
Czekam na kolejne lemonki xD

Ciao Promyczku!
Twoja Kropka :*


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
Izzy BELLA
Człowiek



Dołączył: 12 Mar 2010
Posty: 93
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: okolice Bydgoszczy

PostWysłany: Wto 13:25, 08 Lut 2011 Powrót do góry

Perniś, no i jestem. Nie mogłam się powstrzymać Smile I nie żałuję, choć powinnam, bo teraz to już nie będę mogła się na dłużej oderwać, dopóki nie przeczytam wszystkiego, a dobrze wesz, że teraz nie powinnam…

Lustrzane odbicie

Kurczaku… Powiem tak: nigdy nie lubiłam Sama, za Leą też nie przepadałam. Prawda jest taka, że w kanonie nie dają się oni poznać. Dopiero kiedy trafi się na ff z ich udziałem można znaleźć w nich coś interesującego, spróbować zrozumieć i polubić.

U Ciebie polubiłam Sama. Zyskał on wreszcie jakąś twarz. I jest to całkiem przystojna twarz Wink

Wciągnęłam mnie ta miniaturka! Wciągnęła do tego stopnia, że zapomniałam o wszystkim co już wiem: że będzie wpojenie, cierpienie i Leah-Wredna-Suka.

Dwie piękne sceny plażowe – godne pochwały. Piękne uczucia, opisane w taki sposób, że na myśl przychodzi delikatna morska bryza i cichy szum fal.

A Leah? Leę pomogło mi już zrozumieć kilka tekstów, które miałam okazję przeczytać. Ale nie przypominam sobie żeby któryś pokazał jej uczucia w taki sposób jak Ty zrobiłaś to w zakończeniu. To było prawdziwe. Leah jest świetną dziewczyną i zgadzam się z tym, że dla niej najlepszym wyjściem było odejście z La Push. Zgadzam się, bo czytając niemal czułam jej ból i dochodzę do wniosku, że ja też bym wyjechała. Nawet jeśli ktoś miałby to nazwać ucieczką…

Wiesz, ze tu jeszcze wrócę, prawda? I zapewne zrobię to szybciej niż powinnam Wink I chyba byłabym zadowolona jakbyś przegnała mnie i zabroniła wracać przez miesiąc, ale nie wiem czy nawet w takiej sytuacji byłabym w stanie się powstrzymać Wink

Dziękuję Ci za to, że tworzysz światy, do których mogę wejść i na chwilę zapomnieć o szarzyźnie za oknem i w sercu

Izzy

EDIT:
Pocztówka z Italii

To było tak: najpierw przeczytałam, potem zabłądziłam, a jak sobie przypomniałam, że nie skomentowałam to przybiegłam, bo później zupełnie zapomnę Smile

Na wstępie przepraszam, bo nie będzie długo i wnikliwie.

Pocztówka... spodobała mi się od samego początku, a później było coraz lepiej. Czułam przyjemne napięcie w związku z oczekiwaniem na otwarcie paczki od Jacoba. Scena pieczenia ciastek była bardzo ciepła, a zarazem smutna, bo pokazała jak bardzo samotna jest Leah. Świąteczne ciastka powinno się piec w gwarze, wśród "tłumów" ludzi. Leah piecze je sama dla siebie...
Kiedy ze skrzynki wyleciała czerwona koperta pomyślałam o Samie zupełnie zapominając o tytule mini. Ach ta moja skleroza i rozkojarzenie.
Ale zaraz zrobiło się mrocznie i Volturowato. I ja mam mnóstwo pytań. I mam nadzieję znaleźć odpowiedzi w kolejnych miniaturkach.

A teraz pozachwycam się jeszcze troszeczkę Twoim stylem. Po tym jak poczytuję sobie to tu, to tam takie dobre teksty zaczynam inaczej czytać. To co piszesz czyta się lekko i przyjemnie. Zgrzytów mógłby chyba dopatrzeć się jakiś fachowiec, na pewno nie ja. Tekst jest zawsze spójny, poprawny i dopracowany. I po takich wrażeniach wściekam się jak czytam coś niechlujnego, ciężkiego i usypanego błędami tak gęsto, że tylko histeryczny chichot ratuje mnie przed szaleństwem Smile Po takiej grafomanii przyjemnością dla wszystkich zmysłów jest zatopić się choć na chwilę w czymś co wypłynęło spod Twojego pióra. Muszę zacząć sobie rozsądnie dawkować tę przyjemność Wink

Drugi EDIT:
Smaki

Tym razem naprawdę króciutko. Skusiłam się, bo tekst nie był długi (chyba nawet jak na mini Wink )
Trafił do mnie ten pomysł. Nie polubiłam Victorii, bo i chyba nie miałam. Ale pokazałaś ją w sposób, który mogę nazwać jednym słowem: prawdziwy. Opis smaku krwi i posiłków jest tak realistyczny, jakbyś opisywała własne wrażenia.
Wspomnienia z ludzkiego życia pokazują, że nie zawsze była taka jaką ją poznaliśmy. Ale jako wampir właśnie taka była. I nie było szansy na to, że się zmieni. Tanya ją zabiła. I kropka.
Dziękuję-Pozdrawiam-Zmykam Wink


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Izzy BELLA dnia Pią 13:08, 11 Lut 2011, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
KW
Zły wampir



Dołączył: 01 Sty 2011
Posty: 464
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 17 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: ~ z krainy, gdzie jestem tylko ja i moi mężowie ~

PostWysłany: Nie 13:59, 20 Lut 2011 Powrót do góry

Och, Perniś, Perniś. Przeczytałam tylko ostatnią mini , bo na więcej nie mam czasu. Bardzo mi się podobała, i oprócz namiętności, bardziej przepełniała nostalgią i tęsknotą. Była i brutalna i delikatna. Dlatego bardzo mi się podoba, bo jest niezwykła. Jak znajdę czas, to przeczytam poprzednie. Pozostało tylko westchnąć, co też robię. Cieszę się, że zakończyłaś w taki, a nie inny sposób. Czekam na więcej. Weny.
KW


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
Izzy BELLA
Człowiek



Dołączył: 12 Mar 2010
Posty: 93
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: okolice Bydgoszczy

PostWysłany: Nie 22:53, 20 Lut 2011 Powrót do góry

Nie mówcie odwróceni tyłem: ja mnie mój moje

Cóż mam powiedzieć? Tego było mi trzeba Smile Historii, która pełna jest emocji, która porusza serduchem!

Historii, która zaczyna się sielankowo: rodzinny dom, dziewczynka z kucykami i dziecięce pytania. Ta sielanka jednak w pewnym momencie się kończy. Losy Alice pokazują jak okrutny może być świat. Najgorsze jest to, że najbardziej bolesne ciosy zadają najbliżsi. Brak akceptacji, wsparcia w trudnych momentach mogą zabić duszę człowieka, pozbawić go uczuć, sprawić, że będzie żył jak roślina.

Alice dostała drugą szansę. Świat, który stał się tak pusty po tym jak potraktowała ją najbliższa na świecie osoba, wypełniła nowa, kochająca rodzina. Miłość Jaspera zastąpiła poczucie odrzucenia. Pełna, szczęśliwa rodzina wypełniła jej życie, dając poczucie bezpieczeństwa.

A staruszka dożyła 108 lat (czemu nie wszystkie babcie żyją tak długo?).

Za szczęśliwy akcent na zakończenie – dziękuję!


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
Vicky
Dobry wampir



Dołączył: 22 Lut 2009
Posty: 630
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 22 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Skc

PostWysłany: Wto 16:45, 22 Lut 2011 Powrót do góry

Ugh, Pernix, toś mi zabiła ćwieka ^^ Jak już raczyłaś zwrócić uwagę, lubię kinky fucking Laughing ... ale o tym później ;P

Poleciłaś ostatnią mini więc posłusznie przeczytałam. I kurde blaszka, podobało mi się. Praktycznie wcale nie czytam ff z twilightowego fandomu, bo mnie nudzą, najczęściej są bezczelnym wish fulfillment bez klasy i albo mdławo słodziutkie, albo przykro pornograficzne.
Ale to jest gut, bardzo gut powiedziałabym. Po pierwsze dlatego, że można je czytać bez twilightowego kontekstu. Ale do rzeczy.
Jakość lemona - miodzio. Zachwyca mnie to, że nie są to akrobacje wzięte z sufitu czy sypialni Samanthy J. Wszystko brzmi prawdziwie. No i tu wracamy do kinky fucking. Bo kinky to nie jest, to jest powiedziałabym ... normalne i zdrowe, bez specjalnego wyuzdania. I to jest takie fajne - wygląda nieprzyzwoicie, a tak naprawdę to przykład całkiem zdrowego życia erotycznego ... ekhem, pomijam moralne zawiłości sytuacji.
Dalej, lubię tę niejednoznaczność bohaterki. Na początku brzmi jak rutynowa kochanka, dopiero potem okazuje się, że go kocha. Podoba mi się, że (jeśli nie popieprzyłam timeline'u), nie jest mamlącą zakochaną pensjonarką - nadal wypunktowuje wady Edzia, nie uderza w te mdlące tony jak to zabierał ją do raju i był jej doskonałym aniołem. Lubię kąśliwy ton jaki przebija z narracji - komentarz o bokserkach, o ego Edzia, "faceci uwielbiają trzymać cycki w rękach" - jebnęłam dosłownie.
Dlatego trochę mi szkoda finału. Ale to wynika z mojego specyficznego podejścia - żadnych dzieci, ever ! Decyzję o zajściu z nim w ciążę uważam za trochę pomyloną i nieprzemyślaną do końca - Bella była na tym etapie kiedy się tęskni za facetem, który odszedł i chce się za wszelką cenę zatrzymać to uczucie, jakie przy nim odczuwała. Jednak w pewnym momencie nieuchronnie następuje stadium gdzie nienawidzi się wszystkiego z nim związanego, martwiłabym się o nią na tym etapie - w końcu już jest w ciąży. Zresztą to co z początku wydaje się katastrofą, inaczej oceni się z perspektywy czasu, kiedy ma się szansę ochłonąć i na zimno ocenić sytuację. Ale te wszystkie rozważania to gdybanie odnośnie definitywnego odejścia Eda. Jak wiemy - wrócił. Co jest irytujące na zupełnie innym poziomie. Może i Bella mówiła sobie, że chce dziecka jako hmm 'pamiątki' po nim, ale dla całej reszty świata wygląda to tak, jakby łapała go na dziecko. A ta praktyka mnie obrzydza, bo kobieta traci resztki godności własnej i praktycznie łasi się do nóg faceta, w efekcie czego on z nią zostaje z litości lub 'przyzwoitości'. Wkurza mnie też moment, w którym wrócił - Bella wyraźnie jest w zaawansowanej ciąży, czyli zostawił ją samą na kilka miesięcy, w ciąży, ze złamanym sercem, a potem nagle zdecydował, że chce być z nią i to wszystko załatwia. Echh, ja jestem typem złośnicy, która nie da się tak łatwo ugłaskać i ciągle się czepia tego, co jej nie pasuje więc nie rozumiem tego motywu. Pluszowy miś i zmarniały wygląd, srsly?! I ona go jeszcze żałuje? Ale podkreślam, że to moje osobiste odczucia, a nie krytyka.

Na koniec z uwag bardziej 'technicznych' - podobało mi się rozdzielenie na części. Zwłaszcza, że motyw pościeli tak ładnie zagrał z całością: satyna jest seksowna, czerwień namiętna - jak początki romansu ; jedwab i czerń to luksus i elegancja - jak ustalona, stabilna 'pozycja' romansu ; bawełna jest codzienna i zwyczajna a biel niewinna - w tej części dowiadujemy się, że Bella go kocha. Pewnie to nadinterpretacja, ale Bella mówi, że ostatni raz kochali się właśnie w tej bawełnianej pościeli, jakby przestali się już starać, bo wietrzyli koniec , albo przeciwnie - nie potrzebowali klimatu, bo to już nie był tylko seks.
Postać Jaspera, wiernego przyjaciela, podoba mi się zwłaszcza z jednego powodu - nawiązania do jego wampirzych zdolności. Taki in-joke, jeśli zna się sagę. Opis, jak Belli poprawiał się przy nim humor brzmi naturalnie, w końcu był jej przyjacielem i powiernikiem. Jednocześnie znając oryginał można dostrzec znajomy motyw.

Pernix napisał:
Siedzę na nim nim okrakiem,


Jeszcze coś mi zgrzytnęło, ale umknęło później więc się nie czepiam.

Podsumowując, ta mini zachęciła mnie do zajrzenia w twoją twórczość, także na bank jeszcze się odezwę.


Post został pochwalony 2 razy
Zobacz profil autora
Pernix
Moderator



Dołączył: 23 Mar 2009
Posty: 1991
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 208 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: z alkowy Lucyfera

PostWysłany: Wto 22:37, 22 Lut 2011 Powrót do góry

Vicky, Ty mi zabiłaś ćwieka taką analizą! Uff, podnoszę szczękę z ziemi i radośnie cieszę się, że padło na mnie, że Cię skusiłam. Wink

Wkurza mnie też moment, w którym wrócił - Bella wyraźnie jest w zaawansowanej ciąży, czyli zostawił ją samą na kilka miesięcy, w ciąży, ze złamanym sercem, a potem nagle zdecydował, że chce być z nią i to wszystko załatwia.

Przyjęła go wzruszona, ale kto wie, co się dzieje potem? Wink Mogą być wyrzuty, mogą być kłótnie - tutaj już pole dla czytelnika - może sobie to wyobrazić jako idyllę lub nie dawać im szans z uwagi na to, że taki szmat czasu przy niej nie był.
W moim zamyśle on już wcześniej chciał odejść od żony, zanim Bella zaciążyła, ale unikał podjęcia ostatecznej decyzji (stąd Bella bała się, że w końcu sie to skończy), jednak ciąża coś zmieniła i postanowił odejść, lecz wtedy jego żona - jędza przystąpiła do walki tak, że ciężko się procesowali. On znana w biznesie persona musiał mieć nieskazitelny look, więc zawiesił wizyty u kochanki na czas rozwodu. Z drugiej strony ona nie wiedziała, że on się rozwodzi. Kiedy od niej odszedł, po prostu godnie to przyjęła i odcieła się od świata.
Choć tak wygląda, że wrobiła go w dzieciaka, nie chciała od niego litości, nie chciała go w ten sposób przekonać do siebie, ale czuła, że może przegrać walkę o ukochanego ze złośnicą. Dziecko stało się w tym wypadku substytutem i tu bardziej ganiłabym jej postepowanie w świetle tego, że ewentualne dziecko potraktowała jak pamiatkę, zapragnęła je powołać do życia nie z uwagi na macierzyński instynkt, tylko by mieć choć cząstke Edwarda.
Ed w tej mini to taki troszkę zagubiony chłopczyk. Kobiety nim sterowały.

Pewnie to nadinterpretacja, ale Bella mówi, że ostatni raz kochali się właśnie w tej bawełnianej pościeli, jakby przestali się już starać, bo wietrzyli koniec , albo przeciwnie - nie potrzebowali klimatu, bo to już nie był tylko seks.

Tak, to wspomnienie (ostatni fragment kursywą) to ich ostatni raz. Romans trwał długo, zdążyli coś więcej do siebie poczuć. Ta pościel, jak dobrze zinterpretowałaś, to niewinność, swojskość, zwykłość. Pościel w tym wypadku mówi nie tylko o seksie (delikatnym), ale i o ich relacjach, które weszły na inny pułap. I to ostatnie stwierdzenie idealnie tu pasuje - to już nie był tylko seks, ale niestety potem wszystko się posypało i już się nigdy nie spotkali w łóżkowych okolicznościach - przypuszczalnie... Edward odbył rozmowę z żoną, zaproponował rozstanie, ale jego połowica w zamian urządziła mu piekło i wojnę, wtedy niczym rycerz z NM, nie przyznał się, że są jakieś przeciwności, tylko dla bezpieczeństwa kochanki, brutalnie powiedział jej adios. Wink

Dzięki wielkie za ten komentarz, Vicky! Będzie mi miło, jak poczytasz inne teksty. :)

***

Mini, którą wstawiam, jest stara i pochodzi z mojego ostatniego pojedynku.
Warunki pojedynku: ma być ona, on, on i karuzela.

Zarzucano jej niedopracowanie. Przyjmuję taką opinię, ale się z nią nie zgadzam. Tak właśnie tę mini widziałam. Miała być surowa, okrojona z pięknych słówek. Napięcie to inna kwestia. Nie miała mrozić krwi w żyłach jak kryminał. Pewnie byłoby tak, gdyby była opowiadana z perspektywy detektywa, a tu bardziej chodziło o uczucia Jaspera i jego emocje.
Mini musiała się skonfrontować z tekstem bogatym w opisy, malowniczym i wypadła blado.
W tym miejscu gratuluję przeciwniczce, która napisała naprawdę bardzo dobry tekst o tragicznej miłości, pełen rozterek rodem z Romantyzmu.
Cóż na to mogę powiedzieć. Może tylko to: jeden lubi prozę, drugi poezję. Czytane osobno mogą wywierać inne wrażenie, w porównaniu do siebie po prostu nie przystają i trzeba się opowiedzieć po którejś stronie. Wink


Koniec ględzenia, wstawiam:


Oznaczenia: [AU/AH][OOC]


Z pąkami róż odeszła...



Mały kwadratowy pokój przytłaczał do tego stopnia, że nie potrafiłem skupić myśli. Nigdy nie miałem klaustrofobii, ale cała ta sytuacja – zatrzymanie, kajdanki, jazda na sygnale do komisariatu – nie wpływała na mnie pozytywnie. Czułem perlące się na plecach zimne krople potu, drżałem, choć w pomieszczeniu panowała pokojowa temperatura. Najgorsze było to czekanie, aż ktoś wreszcie przyjdzie, przesłucha mnie i zrozumie, że moja obecność w tym miejscu była pomyłką. Chciałem to mieć za sobą, wrócić do domu, położyć się na łóżku i znów poużalać się nad swoim zbolałym ego.
Nie wiedziałem ani która jest godzina, ani ile czasu minęło, od kiedy mnie tu zamknęli. Straciłem poczucie przemijania, jakby wszystko stanęło w miejscu. Najgorsze było to, że nie miałem pojęcia, dlaczego znalazłem się w głównej jednostce policji miasta Seattle i próbowanie odgadnięcia tej zagadki wierciło mi dziurę w brzuchu.

Nagle drzwi otworzyły się i do środka wkroczyła zdecydowanym krokiem piękna, młoda blondynka. Miała na sobie dopasowane legginsy, wysokie kozaki-oficerki, białą koszulę i krótką, brązową kurtkę ze skóry. Długie włosy związała w wysoki kucyk. Robiła naprawdę piorunujące wrażenie, nie spodziewałem się zobaczyć taką kobietę w okolicznościach, jakie mnie spotkały, kiedy wyglądałem jak przeciśnięta przez maszynkę kupa mięsa. Za nią kroczył niepozorny czarnoskóry mężczyzna, ubrany w jeansy, ciemną koszulę i sztruksową marynarkę. Przy swojej towarzyszce wyglądał bardziej jak nauczyciel w średniej szkole niż policjant.
Kobieta usiadła na krześle pod drugiej stronie stołu, mężczyzna stanął pod ścianą. Przeszywała mnie magnetycznym spojrzeniem, teraz dla odmiany czułem duszności. Momentalnie zalała mnie fala obezwładniającego ciepła.
- Detektyw Rosalie Hale – odezwała się pewnym głosem. No jasne, to musiała być ostra sztuka nie tylko z wyglądu. - Panie Whitlock, czy wie pan, dlaczego tu jesteśmy?
- Szczerze mówiąc, nie mam pojęcia – wyjąkałem. Boże, ta kobieta mnie obezwładniała. Gdybym faktycznie miał coś na sumieniu, wyśpiewałbym jej wszystko w trzy sekundy. Pewnie dlatego zatrudniają takie urocze żylety. Nawet najtwardszy facet w konfrontacji z nimi nie ma szans.
- A ja myślę, że jednak ma pan związek z naszą sprawą. Nic nie przychodzi panu na myśl?
- Zupełnie nic. W środku nocy usłyszałem potężne walenie do drzwi, zaspany poszedłem sprawdzić, co się dzieje, a następnie znalazłem się tu, na komisariacie. Nie wtajemniczono mnie w cel tej niespodziewanej wycieczki. - Odrobina sarkazmu to jedyne, na co mogłem się zdobyć w tych warunkach. Ta kobieta ma oczy jak lazurowe jeziora. Tonę! Weźcie ją ode mnie, bo przyznam się do czegoś, czego nie zrobiłem.
- W takim razie, proszę nam powiedzieć, co robił pan w sobotni wieczór między dziewiętnastą a dwudziestą pierwszą.
Co ją to, ku***, obchodzi? To chyba najgorszy dzień mojego życia. Nie będę teraz urządzać wspominek, jak to zostałem potraktowany niczym jeszcze jedna, zbędna zabawka. Którym misiem teraz się pobawić: słodkim Edwardem czy szorstkim Jasperem? Oto jest, ku**a, pytanie. Nigdy więcej takich sytuacji. Trójkąty są przereklamowane. Jasper, uspokój się, robisz się wulgarny, a jesteś w towarzystwie damy. Wyciśnij z siebie jakąś odpowiedź, bo zaraz z jej oczu polecą w twoją stronę porażające gromy.
- Hmm, byłem z koleżanką z roku w wesołym miasteczku, następnie odprowadziłem ją do domu. Zaprosiła mnie na kawę. Potem udałem się do siebie. O dziewiątej, jak przystało na grzecznego żaka, leżałem w łóżku, oglądając bajeczkę na dobranoc.
- Widzę, że żarty się pana trzymają – sarknęła, a potem rzeczowo zapytała: - Dokładnie o której pożegnał się pan z koleżanką? - Kobieto, myślisz, że rejestruje minuta po minucie, co robię? Szczególnie gdy mam do czynienia z cudowną niewiastą, która opiera się moim wdziękom.
- Nie wiem, nie patrzyłem na zegarek, ale jakieś dziesięć minut przed dziewiątą byłem już w domu. Szedłem na piechotę, mogło mi to zająć ze dwadzieścia minut do pół godziny.
- Czy ktoś pana widział po drodze, bądź jak wchodził pan do swojego budynku? - Było ciemno jak w dupie, skąd mam wiedzieć. Hej, a może jednak... Mijałem Marka! Prawie potknąłem się o jego nogę, a potem rzuciłem mu dolara do puszki. Musiał mnie pamiętać.
- Po drodze mijałem bezdomnego, wrzuciłem mu banknot. Często mu coś wrzucam, więc pewnie mnie pamięta.
- O której godzinie? - A ta znowu swoje, czy policjanci muszą zawsze poznać każdy detal? Czy ja jestem pierdolonym zegarmistrzem, który wpatruje się nieustannie w tarczę ze wskazówkami, by kontemplować przemijające bezpowrotnie chwile?
- Nie wiem, w połowie drogi może... To mogło być pięć po wpół dziewiątej. Tak na oko. - A teraz się ode mnie odpierdol, kobieto, i przestań trzepotać tymi rzęsami, bo mam ochotę przerzucić cię przez kolano, a potem możesz mi possać, skoro go obudziłaś.
- A teraz najważniejsze. Kim była pańska koleżanka?
- Isabella Swan – odpowiedziałem automatycznie, wyobrażając sobie, jak Pani Władza tymi zgrabnymi rączkami otwiera mój rozporek, a potem bierze się do roboty. Nadgorliwie.
- W takim razie jest pan głównym podejrzanym w sprawie, panie Hale. Jest pan ostatnią osobą, która widziała ofiarę żywą, co... - Co, do cholery? Przestałem jej słuchać. Widziałem, że rusza ustami, ale żadne dźwięki nie dochodziły do moich uszu. Mój przyjaciel momentalnie opadł, a ja jeszcze raz przetwarzałem dopiero usłyszane słowa. Ofiarę? Żywą? Niemożliwe, żeby Bella, moja Bella... Momentalnie przeszła mi cała złość na nią. Nie mogłem sobie tego wszystkiego poukładać, nie wierzyłem.
- Panie Whitlock? Słucha mnie, pan? - Blondynka uniosła głos, a ja wróciłem do rzeczywistości. Nerwowo przeczesałem włosy. Jeden raz, drugi. Nie potrafiłem wydusić z siebie ani słowa. Nic, co nie byłoby bełkotem.
- Bella? - wyjąkałem w końcu. - Co się stało z Bellą?
- Isabella Swan została makabrycznie zamordowana w sobotę wieczorem. Zdarzenie miało miejsce między godziną dziewiętnastą a dwudziestą pierwszą. - Boże, to niemożliwe! Mój mózg nadal nie potrafił przetrawić okrutnych wieści. I co, że niby ja ją zabiłem? Jak mógłbym zmasakrować to śliczne ciało?
- Jak to się stało? - Mój głos był jakby nieobecny.
- Tego chciałabym dowiedzieć się od pana, panie Whitlock.
- Chyba nie myśli pani, że zabiłbym kogoś, kogo kocham... To znaczy kochałem. - Mówienie o niej w czasie przeszłym niemal przekłuwało mnie na wylot. Jakbym był jakąś laleczką voodoo w rękach dziewczynki, która sadystycznie nadziewa szkaradną szmaciankę, nieświadoma jej mocy.
- Nieszczęśliwa miłość, odrzucenie, kłótnia, którą słyszeli sąsiedzi, to dla nas niezmywalne poszlaki. Jest pan głównym podejrzanym, dlatego sugeruję, aby odtworzył pan przebieg całego spotkania, chwila po chwili. - Ona nie ma litości. Dlaczego nie może mnie zostawić w spokoju? Nie potrafię teraz spowiadać się ze wszystkiego, nie ze świadomością, że nigdy jej nie zobaczę. Miałem jeszcze nadzieję, że wróci. Wybrała jego, ale przecież nie założyła obrączki na palec. Nic w życiu nie jest constans, to sobie wmawiałem, kiedy dała mi kosza. Teraz z goryczą, przyznałem sobie rację. Nie myliłeś się, Jazz. Nic nie jest constans.
- Panie Whitlock? Mój czas jest cenny. Bez zeznań też mogę pana zatrzymać na dwadzieścia cztery h w tych okolicznościach. - To mnie nieco otrzeźwiło. Jeszcze nie miałem przyjemności nocować za kratkami i nie chciałem się w tym aspekcie rozprawiczać.
- Już, moment. Proszę dać mi ochłonąć. - Musiałem się jakoś poskładać. Jak to się zaczęło? Od jakiego momentu powinienem opowiadać. Na samą myśl o tym, że miałem obcej osobie relacjonować nasze ostatnie spotkanie, zaschło mi w gardle. Próbowałem przełknąć ślinę, ale i jej zabrakło. Odchrząknąłem. - Przepraszam, mógłbym prosić szklankę wody? - Z nadzieją spojrzałem na blondynę, po czym przeniosłem łapczywie wzrok na dystrybutor z wodą.
- Laurent, nalej panu trochę źródlanej. - Mężczyzna, mrucząc coś pod nosem, najwyraźniej niezadowolony ze swojej pozycji i tego, że kobieta mu rozkazuje, podszedł do zbiornika i napełnił plastikowy kubeczek, a następnie postawił go przede mną, po czym wrócił na swoje miejsce. Rzuciłem się napój jak zagubiony na pustyni turysta na znalezione po długim marszu źródło w oazie. Wypiłem wszystko jednym haustem i popatrzyłem błagalnie na kocicę. Skinęła na Laurenta, a ten, nie kryjąc swojego oburzenia, podszedł do stołu, zabrał kubeczek, napełnił go, po czym odstawił z przesadną werwą, rozpryskując nieco zawartość. Kiedy i ta porcja została wypita, w końcu mogłem mówić.
- Od czego mam zacząć?
- Od początku. Najlepiej od chwili kiedy się spotkaliście.
Gdy zacząłem opowiadać, przeniosłem się jakby w inny świat, zapominając o tym, co sprowadziło mnie w to okropne miejsce.

- Bella zadzwoniła do mnie rano. Wcześniej nie mogła się zdeklarować, czy pasuje jej nasz wypad, bo musiała sobie załatwić wolny wieczór w knajpie. Planowaliśmy świętować pomyślnie zdany egzamin. Umówiliśmy się na siedemnastą, nalegała, żebyśmy spotkali się na miejscu. Dziewczyna uwielbiała wesołe miasteczka, a właśnie takie pojawiło się w okolicy, więc zanim mieliśmy dołączyć do reszty w pubie, chciała sobie pojeździć na karuzelach. Mnie to osobiście nie bawiło, ale byłem w niej zabujany. Wie, pani, zakochany facet zrobi wszystko, żeby zbliżyć się do swojej wybranki, więc ochoczo przystałem na jej propozycję. Dotarłem trochę przed czasem. Rozglądałem się dookoła, z nudów pograłem też na maszynach i wyciągnąłem misia z serduszkiem. Pomyślałem sobie, kurczę, znak.
Bella dziwnie się zachowywała. Flirtowała ze mną, niby przypadkiem dotykała, a jak miała problem, dzwoniła i nie raz bawiłem się dla niej w mechanika, za co w podzięce stawiała przede mną niczym dobra żona talerz pełen kanapek. Oprócz tego wtulała się w bok podczas oglądania filmów, cmokała na pożegnanie i generalnie pokazywała, że jest mną zainteresowana, ale kiedy ja przejmowałem inicjatywę, ona momentalnie się wycofywała. Wiedziałem, że kręcił się wokół niej rudzielec i wobec niego była tak samo przychylna, jak w stosunku do mnie. A może nawet bardziej? Trudno to ocenić z perspektywy zakochanego kundla. No w sumie dobrze to określiłem – byłem takim kundlem z Teksasu, nie to co Edward – rasowy arystokrata, gentleman z manierami. Ciężko było z nim konkurować. Kiedy wyciągnąłem tego misia, to pomyślałem sobie, choć ze mnie żaden romantyk, że doceni gest i może waga przechyli się na moją szalę. Nawet nie wiesz, przepraszam, nie wie pani – poprawiłem się, widząc jej mrożące spojrzenie – jak się wkurzyłem, gdy zobaczyłem ich razem. Szła w moją stronę rozpromieniona i trzymała tego drania za rękę. Ze złości zacisnąłem dłoń na szyi pluszaka, ale do niej uśmiechnąłem się jak gdyby nigdy nic. Miała mnie za twardego kowboja, więc nie mogłem tracić reputacji. To ją przecież we mnie pociągało. Dałem jej tego misia, zalotnie puściłem oko i była w tej chwili moja. Rzuciła się mi na szyję, puszczając chudzielca, czyli jednak miś spełnił swoje zadanie. Kto by pomyślał?
Potem niestety nie było już tak różowo. Po całym miasteczku chodziliśmy we trójkę. Jakoś dziwnie, zawsze na podwójnych miejscach w karuzelach i kolejkach trafiało się mi osobne miejsce. Cullen przyczepił się do niej jak rzep, zaczął opowiadać te swoje anegdotki historyczne, tym razem na temat wesołych miasteczek, jakby siedział cały dzień w bibliotece, szukając ciekawostek, którymi mógłby w tych okolicznościach zabłysnąć. Jeszcze gorzej zrobiło się, gdy postanowił zagrać amanta i wystrzelił jej w puszkach czerwone róże. Muszę powiedzieć, że oko facet miał niezłe, zważywszy, że ci oszuści przekrzywiają lufy, ale ja też umiałem posługiwać się bronią, więc tylko przewróciłem oczami. Ona, oczywiście, w siódmym niebie. Już mieliśmy wychodzić i nagle Ed, słysząc dzwonek swojego telefonu, gorączkowo zaczął szukać go w swoich przepastnych kieszeniach. Mówiłem – facet był za chudy, spodni sobie nie potrafił dobrać, to potem miał problemy ze znalezieniem sprzętu. Coś tam mamrotał do swojego rozmówcy, odpowiadał półsłówkami, a gdy odłożył słuchawkę, oświadczył nam, że musi się urwać, bo jego matka ma jakiś problem. Okej, lepiej dla mnie. Bella cała moja, pomyślałem, szczególnie ciesząc się z tego, że idziemy pić, a wiadomo, po alkoholu kobietom i nie tylko puszczają hamulce.
Jak na złość zrzedła jej mina i gdy Edward się ulotnił, a ja zasugerowałem, żeby jednak nie zmieniać planów, argumentując to tekstem, że Cullen na pewno opanuje sytuację i do nas dołączy, ona wykpiła się bólem głowy. Z tym już nie wiedziałem, jak walczyć, więc spasowałem, po czym zaprowadziłem ją do domu. Wpuściła mnie do środka, pooglądaliśmy razem telewizję, oczywiście nie omieszkała się przytulić. No i jak zdecydowałem, że teraz albo nigdy i pocałowałem ją w policzek, przygarnąwszy bliżej do siebie z zamiarem kontynuowania pieszczoty, w nią wstąpił szatan. Strzeliła mi liścia, a potem się rozpłakała.
Zaczęła swoją przemowę o tym, jak trudno jest znaleźć przyjaciół, że myślała, iż mi na niej zależy, ale nie w tym sensie, że faceci to świnie i myślą o jedynym, a na koniec dowaliła, że kocha się w Edwardzie. Normalnie głowa mi buzowała od tego wyznania. Ja tu, ku**a, stroję zaloty, a ona zwierza mi się z miłości do miedzianowłosego lalusia. Wykorzystała mnie na wabik, wykorzystywała, kiedy elegancik nie mógł sobie sprofanować rąk pianisty brudnymi rurami. Jednym słowem byłem jej potrzebny do czarnej roboty i jako przytulanka na dobranoc. Pomyślałem, Jasper, trzeba się ewakuować z tej bajki. W tej chwili stała się dla mnie niewidzialna. Trzasnąłem drzwiami, nic nie mówiąc, przekląłem ją w duchu, za co teraz sobie w mordę pluję i poszedłem do siebie. Resztę pani zna. - ku***, pomyślałem wtedy, żeby dz***a w kanale sczezła, ale przecież byłem na nią zły. Miałem prawo. Potem popadłem w fazę: „poczekajmy, aż laluś jej się znudzi”. Tylko, że już nic nie uspokoi mojego sumienia, bo jej nie ma. Nie ma i już nigdy nie będzie Isabelli Swan.

Blondynka przez chwilę nic nie mówiła, zastanawiając się nad czymś. Spojrzała mi w oczy i odparowała, jednocześnie rzucając mi przed nos fotografię:
- A potem nie wróciłeś do siebie, tylko cofnąłeś się do niej, dźgnąłeś ją kilkukrotnie w klatkę piersiową, ze złości wydłubałeś oczy, a w ich miejsce wsadziłeś pąki kwiatów od rywala, tak? - Boże, to niemożliwe! Kto mógł tak zmasakrować Bellę? Czy ona naprawdę myśli, że byłbym do tego zdolny? Może nie jestem złotoustym, przykładnym gentlemanem, ale kobiety zawsze szanowałem. Dlaczego ktoś pozbawił ją oczu? To się nie mieści w głowie.
- W życiu bym tego nie zrobił – wyjąkałem. - Rozumiem, że miałem solidny motyw, ale nie można na tej podstawie kogoś osądzać. - Gadałem od rzeczy. Cholera, jak to możliwe, że znalazłem się w samym centrum tego makabrycznego cyrku?
- Whitlock, twoje odciski są wszędzie w tym mieszkaniu. Twoje i Isabelli Swan. Albo dałeś się wrobić, albo strugasz wariata i chcesz nas wypuścić w pole. Na moje oko, jesteś uziemiony.
- Chcę zadzwonić po adwokata, należy mi się jeden telefon, tak?
- Oczywiście. Laurent, zaprowadź podejrzanego do telefonu.

I tak właśnie wplątałem się w niezłe tarapaty, przeżyłem największy koszmar w moim życiu. To było nieziemsko upokarzające. Nie dość, że nie mogłem jeszcze spokojnie przetrawić informacji o śmierci osoby, którą kochałem, to jeszcze wszyscy spoglądali na mnie jak na bestialskiego psychopatę. Nawet współwięźniowie omijali mnie szerokim łukiem, myśląc pewnie, że coś mi odpierdoli i, nie wiem, urwę im głowy gołymi rękoma?
Na szczęście znaleźli prawdziwego zabójcę i oczyścili mnie z zarzutów, ale co przeżyłem, to niestety moje.
Nie omieszkałem udać się na posterunek i poinformować piękną Rosalie Hale, jak bardzo się myliła i napsuła mi krwi, za co winna jest mi chociaż kawę. Zgodziła się pójść, o dziwo. Chyba jej odpowiadał wizerunek zbuntowanego chłopca z Teksasu bardziej niż Belli. Uzmysłowiłem sobie, że Bella była egoistką, a ja po prostu byłem zbyt w nią zapatrzony, by to dostrzec. Współczułem Edwardowi, bo po jej śmierci sam wyglądał, jakby wyszedł z grobu. Chyba naprawdę ją kochał. Może znaleźliby wspólne szczęście, gdyby nie to tragiczne zdarzenie?
Bella zginęła z rąk swojego sąsiada – Jamesa. Okazało się, że ten wariat również był w niej zakochany, tylko jakoś zupełnie inaczej okazywał swoje uczucia. Zamknęli go w psychiatryku. Na szczęście nie zrani już żadnej kobiety, bo mimo wszystko nikt nie zasługuje na taki koniec. Mówiłem już, że Rosalie dała się zaprosić na kawę? Chyba tak. Kurczę, to dopiero jest laska. A po kilku naszych wypadach zgodziła się być ze mną, więc fruwam, choć do tej pory wypominam jej, że we mnie nie uwierzyła. Tak z przekory, bo ona bardzo ładnie przeprasza.


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Pernix dnia Wto 22:50, 22 Lut 2011, w całości zmieniany 2 razy
Zobacz profil autora
Dzwoneczek
Moderator



Dołączył: 02 Lip 2009
Posty: 2363
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 231 razy
Ostrzeżeń: 0/3
Skąd: Warszawa

PostWysłany: Sob 18:13, 05 Mar 2011 Powrót do góry

Wybieram się tu już od dłuższego czasu i jakoś wybrać nie mogę... Myślę, że chwila jest dobra, bo zaraz pewnie wstawisz konkursową mini i będę miała jeszcze większe zaległości Wink

Chciałam powiedzieć kilka słów o Gwoździu i Zapachu Pościeli.

Czy wiesz, że bardzo lubię erotykę w twoim wydaniu? A Gwoździa stawiam zdecydowanie na szczycie listy. Przeczytałam go sobie dzisiaj po raz... piąty? I ciągle działa, za każdym razem wywołuje u mnie fizyczne objawy - dreszcze, motyle w brzuchu, suchość w ustach... Bardzo emocjonalny, bardzo piękny lemon. Ale wiesz o tym.
Pomijając nawet scenę erotyczną, jest to świetne opowiadanie. Bardzo podoba mi się jego konstrukcja, wstęp stylizowany na artykuł bohaterki, rozwijane napięcie, sama akcja - wiadomo. I bardzo podoba mi się też zakończenie. Bo jest szczęśliwe - daje nadzieję, ale równocześnie jest otwarte i nie infantylne. Bardzo cenię to, że rozegrałaś to właśnie w taki sposób, a nie że np. po odwrocie Jazza nasza parka padła sobie w ramiona...
Twój teks jest mimo dość fikcyjnej sytuacji bardzo życiowy. I prawdziwy. Ale najbardziej przemawiają w nim do mnie emocje, których jest całe bogactwo. Opowiadanie jest też napisane przepięknym językiem i z użyciem bogatego słownictwa. Czyta się z przyjemnością również pod tym względem.
Tak jak wspomniałam, jest to moje ulubione opowiadanie, nie tylko wśród twoich, ale w ogóle fandomowych. Choć tak naprawdę... ono nie musiałoby być fandomowe. Mogłoby z powodzeniem znaleźć się w TWS z innymi imionami bohaterów. I równie by mi się podobało...
Postacie są znakomicie skonstruowane. Edward jest taki, że można od razu się w nim zakochać. To, że jest to Edward może i pomaga, ale chyba nie jest niezbędne, stworzyłaś wyrazistego, wspaniałego bohatera.
Pozostałej dwójce też niczego nie brakuje.
Uwielbiam też różne małe smaczki, które przemyciłaś w tekście.
I pamiętam, że obiecałaś dalszy ciąg...

Co do Zapachu Pościeli... Lubię to opowiadanie. Nie wzbudza we mnie aż takich emocji, jak Gwóźdź, niemniej wzbudza inne. Bo i jego nastrój jest inny. Niby też się dobrze kończy, a jednak tyle w nim smutku, melancholii, braku nadziei. Ten tekst tchnie rezygnacją, depresją, czułam ją bardzo głęboko... I wcale nie miałam ochoty bawić się w ocenę motywów bohaterki czy w jej osądzanie, nie dylematy moralne były tu dla mnie ważne. Tylko te emocje, ten nastrój. Bardzo lubię sposób, w jaki twoje opowiadania oddziałują na mnie emocjonalnie... Tutaj mogłam poczuć wszystko to, co czuła bohaterka. I to naprawdę nie powierzchownie, bardzo mocno. Mimo że nigdy w podobnej sytuacji nie byłam. To się nazywa siła oddziaływanie! Erotyka jest tutaj inna niż w Gwoździu, niemniej niezwykle sugestywna.
Uważam, że jednym z największych plusów tego opowiadania jest też drugoplanowa postać Edwarda - niedopowiedziana, tajemnicza.
Zakończenie było dla mnie zaskoczeniem - to też jest plus. Podoba mi się takie zakończenie, w sumie bardzo niestandardowe i dobre.

Twoje opowiadania są niezwykle barwne, Julio, maluj dalej, bo lubię te emocje...


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
Izzy BELLA
Człowiek



Dołączył: 12 Mar 2010
Posty: 93
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: okolice Bydgoszczy

PostWysłany: Czw 22:06, 24 Mar 2011 Powrót do góry

Traktat o miłości

Ależ ja byłam głupia. Dzielnie znosiłam przymusową przerwę od kontaktu z Twoją twórczością, podczas gdy mini cały czas czekały tu na mnie.

Dziś najwidoczniej wyjątkowo dotkliwie odczułam brak kontaktu nie tylko z twórczością, o olśniło mnie nagle i natychmiast przywędrowałam do Kawiarenki.
I choć ostatnio w ogóle nie mam czasu na czytanie (co wywołuje mój głęboki smutek) „Traktat o miłości” przeczytałam jeszcze w pracy.

Tego było mi trzeba. Już zapomniałam jakie emocje mogą wzbudzić we mnie Twoje teksty.
„Traktat..” to świetny tekst. Niezwykle głęboki i poruszający. Gdybym nie darzyła Jacoba tak wielką sympatią Wink zmieniłoby się to po przeczytaniu tej mini. Jake jest w niej fantastyczny, ale przede wszystkim bardzo prawdziwy. Kiedy pomylił imię Kelly – jakie to typowe – kiedy kochał jak szaleniec i kiedy nienawidził z podobną mocą – w każdym zdaniu był naturalny, postać dopracowana w każdym calu.
Odniosłam też wrażenie, że „Traktat…” różni się od pozostałych Twoich tekstów pod względem… Nie wiem… stylu? formy? narracji? Pewnie wszystkiego po trochu Smile Już po paru zdaniach poczułam, że inaczej mi się czyta. Nie gorzej czy lepiej. Inaczej.
A Belard… Chętnie przeczytałabym mini na jego temat Smile A wprowadzenie takiej „zamiany” dzieci Belli rzeczywiście jest znacząca, co zresztą pokazuje zakończenie.
No właśnie – zakończenie. Tragiczne, bolesne. W takim wypadku to ja już wolę „siłowe” uszczęśliwianie Jaka wpojeniem w Nessie. Jednak to zakończenie tak wiele mówi o bohaterze, tak bardzo podkreśla jego charakter i siłę uczuć do Belli, że po jego przeczytaniu nie wyobrażam sobie innego zakończenia tej historii.

Przepraszam jeśli to co napisałam nie trzyma się zbytnio kupy, ale trochę jestem nie w formie.

Życzę Ci kochana duuużo WENY i powiedzenie w pisaniu wszystkich konkursowych tekstów.

EDIT:
Przeczytałam jeszcze drabble. Uważam jednak, że komentowanie tak krótkich tekstów jest tak samo trudne jak ich piasanie... A ja jestem za głupia, więc nie będę komentować w ogóle, aby nie popełnić profanacji.


Post został pochwalony 1 raz

Ostatnio zmieniony przez Izzy BELLA dnia Pią 13:49, 25 Mar 2011, w całości zmieniany 1 raz
Zobacz profil autora
dotviline
Wilkołak



Dołączył: 11 Mar 2009
Posty: 161
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 28 razy
Ostrzeżeń: 1/3

PostWysłany: Czw 17:27, 31 Mar 2011 Powrót do góry

Jestem, bo obiecałam przy Tobie trwać i obiecałam, że skomentuję. I jestem...
Jakby to powiedzieć... "Z pąkami róż odeszła" należy chyba do moich ulubionych miniaturek. Jestem zachwycona nią już od samego tytułu. Wspomniałaś w mowie autora, że zarzucono Ci niedopracowanie... Nie, to złe i całkowicie niewłaściwe określenie. Zgadzam się z Twoim "surowa", to pasuje. Bo ta miniaturka jest dopracowana, w każdym detalu. Słowa wyrażają wszystko i to zupełnie bez patosu. Lubię to! :D
Co do samej treści... Jasper + Bella + kryminał + Rose? Dla mnie bomba. Nie spodziewałabym się, że można napisać, coś tak dobrego, a przy tym tak nieznośnie (!) krótkiego... Jasper jest idealnym bohaterem tej historii, nikt inny nie pasowałby do tego kanonu wydarzeń. Rose jako detektyw-żyleta to jest to. Wszystko opisane w chłodnym, zdystantsowanym tonie... Kocham to! :D Ciekawie opisałaś trójkąt Jasper-Bella-Edward. To naprawdę interesujący obiekt badań. Powinno być więcej fanfików o tej tematyce. A w Twoim wydań historia uwiodła mnie całkowicie. Perspektywa Jaspera nadaje wszystkiemu niezwykłego smaczku, aż chce się czytać.
Znalazłam jednak błąd Promyczku... ;p
"- W takim razie jest pan głównym podejrzanym w sprawie, panie Hale. Jest pan ostatnią osobą, która widziała ofiarę żywą, co... - Co, do cholery?" Powinno być "panie Whitlock", nieprawdaż? :p
I uwielbiam tło - wesołe miasteczko. To idealne miejsce dla tej historii - nie pytaj, co mam na myśli, sama nie wiem ;p
I pięknie wplątałaś w akcję Jamesa, normalnie lubię skurczybyka! :D
A koniec - Jasper z Rose? Trochę to mnie gryzie, bo zawsze widziałam ich jako rodzeństwo, więc to trochę brzmi jak kazirodztwo, ale mimo wszystko ciekawy, świeży pomysł Wink
Miniaturka jest best! ;D
Weny do następnej życzę! :*

To teraz, możesz na mnie nabuczeć, za dłuuuugą ciszę... Przepraszam. Ale matury, nauka i brak weny do komentarzy robią swoje...
Zamierzam jeszcze wpaść na Twojego bloga (dopatrzyłam się z opóźnieniem....;/) i tam zostawić kilka słów, ale nie mam pojęcia kiedy to nastąpi, a nie chcę Ci nic obiecywać, bo nie darowałabym sobie, gdybym Cię zawiodła... Tak, że tego... ;p

Mam nadzieję, że mój K choć leżał obok KK i da Ci "kopa" od weny. Jak nie to możesz mnie kopnąć... :P

Trzymaj się Promyk,
Twoja Kropka! :D


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
Izzy BELLA
Człowiek



Dołączył: 12 Mar 2010
Posty: 93
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 19 razy
Ostrzeżeń: 1/3
Skąd: okolice Bydgoszczy

PostWysłany: Pon 9:18, 09 Maj 2011 Powrót do góry

Bez odwrotu

Mini przeczytana w piątek, ale teraz dopiero znalazłam czas na to żeby zostawić po sobie ślad.

Nie lubię pisać z takim opóźnieniem, więc będzie krótko.
Podobało mi się. Bardzo mi się podobało. Smile
Zacznę od lemona: wywnioskowałam, że to był Twój pierwszy lemon nie licząc sceny w „Lykainie”. Brawo. Jest genialny. Wszystko powiedziane wprost, ale mimo tego nie wydaje się wulgarne. Dopracowany w każdym calu, bardzo obrazowy opis, który idealnie spełnia swoje zadanie przywołując przyjemny dreszczyk i dużo ciepła.
Jeśli chodzi o Mala, to również jestem zauroczona. Niebieskooki wampir kontrolujący sny i pragnienia (taki był jego dar?) jest niesamowity. Demoniczny, stanowczy i pociągający. No i niemożliwie przystojny Wink Motyw z pożywianiem się niebieską krwią stawonogów mnie nie zaskoczył, bo po tym jak opowiadałaś o tej mini w Poznaniu od początku wiedziałam o co chodzi. Nie odebrało mi to jednak przyjemności czytania. I muszę Ci podziękować za sposób w jaki pożywiał się Mal. We wszystkich komentarzach chyba pojawiły się wyrazy obrzydzenia w stosunku do „robali” i ja je również podzielam, szczególnie jeśli chodzi o pajęczaki Ale na szczęście Mal do pobierania ich krwi używał strzykawki – gdyby wgryzał się w te obrzydlistwa mógłby pozostać mi pewien niesmak Wink
A motyw zdrady… Tak to już z nią jest, że brakuje możliwości odwrotu. Bella już zawsze będzie się zastanawiała czy przypadkiem Ed się nie dowie i czy może powinna sama mu powiedzieć. Moim zdaniem dla zdrady nie ma usprawiedliwienia. Czarne jest czarne, a białe jest białe. W tej kwestii nie ma szarości. Czuła się w związku niedowartościowana, brakowało jej czułości i namiętności, które podarował jej Mal. Ale przecież kochała Edwarda. Czy wobec tego sex jest aż tak ważny? Spędzając noc w łóżku Mala w żadnym stopniu nie przyczyniła się do ratowania związku i gasnącej miłości. Jej wyrzuty sumienie prawdopodobnie doprowadzą do upadku wszystkiego na czym jej tak bardzo zależało. Skrzywdziła Edwarda, ale i samą siebie. I nie można tu całej winy przerzucać na Edwarda. To ona zrobiła krok w niewłaściwą stronę. Mal dał jej chwilę namiętności i „błysk”, natomiast z Edwardem przez kilka lat budowała relację i więź, które były gwarancją skutecznego przeciwstawienia się kryzysom.
Ale ja mimo to jej nie potępiam Smile Dość już ma swoich wyrzutów sumienia i nie muszę jeszcze dokładać dodatkowego ciężaru Wink

Mini wyjątkowa. Na długo zostanie w mojej pamięci. Skłania do myślenia, wyciąganie wniosków i formułowania własnych opinii, a to niewątpliwie cechy dobrej literatury.


Post został pochwalony 1 raz
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:      
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu


 Skocz do:   



Zobacz następny temat
Zobacz poprzedni temat
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
Powered by phpBB © 2001/3 phpBB Group :: FI Theme :: Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
 
 
Regulamin